Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Rosja zrobi wszystko by na Bałkanach było niespokojnie

przeczytanie zajmie 8 min

Dla Moskwy obszar Bałkanów tradycyjnie był regionem Europy, gdzie Rosja miała sojuszników. Dlatego też Kreml zrobi wszystko, żeby powstałe po rozpadzie Jugosławii kraje miały jak najtrudniejszą drogę do integracji z Unią Europejską. W jaki sposób Rosjanie próbują destabilizować Bałkany Zachodnie? Jan Malesza rozmawia o tym z Grzegorzem Kuczyńskim, dyrektorem programu EurasiaWarsaw Institute, autorem raportu „Wojna hybrydowa na Bałkanach Zachodnich”.

Nieudany zamach stanu w Czarnogórze, protesty w Kosowie, Serbii czy Albanii. W ostatnich latach w krajach Bałkanów Zachodnich ciężko mówić o stabilizacji i spokojnym rozwoju. Z czego to wynika?

Wzrost napięcia w regionie, szczególnie mowa tu o Bałkanach Zachodnich, czyli krajach byłej Jugosławii, jest w pewnym stopniu wynikiem zwiększenia rosyjskiej aktywności w tym obszarze. Region ten stał się w ostatnich kilku latach jednym z frontów konfrontacji Rosji z Zachodem, przy czym w tym akurat wypadku nie jest to tylko rywalizacja Moskwy z NATO, ale też z UE. Obie te struktury rozszerzają się na kolejne kraje bałkańskie, niwelując w ten sposób geopolityczną „białą plamę” na naszym kontynencie, co jest bardzo ważne dla stabilności i bezpieczeństwa całego kontynentu. Granica UE i NATO jest bowiem zarazem granicą strefy pokoju i rozwoju, reform gospodarczych i demokracji.

Konkretny przykład – wewnątrz UE i NATO nie ma miejsca na tak ostre konflikty, jak Serbii z Kosowem. Więc zbliżenie tych dwóch państw do struktur zachodnich, a następnie ich członkostwo w UE i NATO, z pewnością wygasiłoby wspomniany ostry spór lub przynajmniej wtłoczyło go w cywilizowane ramy polityczne.

Dlaczego Rosja zwiększyła swoją aktywność na Bałkanach Zachodnich?

Po 2014 r. Moskwa postrzega różne części Europy czy nawet świata przede wszystkim jako pole swej rywalizacji z Zachodem. Po drugie, zawsze Moskwa sprzeciwiała się rozszerzaniu UE, a jeszcze bardziej NATO. A z przyspieszeniem takich procesów mamy w ostatnich latach do czynienia w regionie byłej Jugosławii. Wystarczy wspomnieć przyjęcie do NATO Czarnogóry, przyspieszenie działań integracyjnych UE i NATO wobec Czarnogóry, Macedonii Północnej i Serbii.

Zresztą Macedonia Północna jest przykładem pozytywnych efektów zbliżenia do Zachodu dla całego regionu – to właśnie perspektywa członkostwa w UE i NATO spowodowała zakończenie wieloletniego sporu Skopje z Atenami odnośnie nazwy państwa. Rosja temu przeciwdziałała i będzie przeciwdziałać, mimo kolejnych porażek jak właśnie w ostatnio w Macedonii czy wcześniej w Czarnogórze. Można tu jeszcze dodać względy historyczne. Dla Moskwy obszar Bałkanów tradycyjnie był regionem Europy, gdzie Rosja miała sojuszników. Kreml szczególnie musi boleć sytuacja, w której kraje i narody słowiańskie i prawosławne, od XIX a nawet XVIII wieku przyjazne Rosji i w Rosji widzące największego sojusznika, czy nawet protektora (wtedy przeciwko Turcji), odrzucają orientację wschodnią i dokonują innego wyboru. Nie tylko politycznego czy ekonomicznego, ale wręcz cywilizacyjnego.

Czy bałkańskie problemy mogą urosnąć do rangi globalnych?

Dwa szczególnie groźne momenty miały miejsce w Czarnogórze i Macedonii. Gdyby Moskwie udało się tam zrealizować własny scenariusz, dziś byśmy tak naprawdę siedzieli na wielkiej bałkańskiej beczce prochu. Na szczęście, najpierw udaremniono pucz w Czarnogórze – przygotowany i realizowany w dużym stopniu przez rosyjski wywiad wojskowy. W efekcie kraj ten jest dziś już w NATO. Drugie pole bitwy, gdzie Rosjanie przegrali, to Macedonia. Rosyjski wywiad – znów z udziałem pewnych nacjonalistycznych środowisk serbskich – realizował tam długofalowy plan destabilizacji, co oznaczało blokowanie wymiany rządu i uruchomienia rozmów z Grecją. Zakładnikiem tego rosyjskiego planu stała się ,zresztą rządzącą poprzednio w Skopje, centroprawica. Broniąc się za wszelką cenę przed utratą władzy, rząd Gruevskiego poszedł na daleko idącą współpracę z Rosją. Ale ostatecznie i tam udało się dokonać zmiany władzy. Ta nowa szybko doszła do porozumienia z Atenami, zmieniono nazwę państwa i w ten sposób otwarto drzwi do członkostwa w UE i NATO.

Należy jednak przy tym pamiętać, że Rosja wciąż ma duże możliwości działania i destabilizacji sytuacji w Czarnogórze i w jeszcze większym stopniu w Macedonii Północnej. Moskwa na pewno zrobi wszystko, aby zatrzymać dążenie Skopje do struktur zachodnich oraz kompromitować członkostwo Czarnogóry w NATO.

Jaką rolę odgrywa Rosja w grze mocarstw na Bałkanach?

Celem strategicznym Rosji jest zablokowanie ekspansji NATO i UE, uniemożliwienie jak największej liczbie krajów wejścia do tych struktur. Bastionem wpływów rosyjskich ma być Serbia i Serbowie. W ostatnich latach widzimy zacieśnianie współpracy rosyjsko-serbskiej także na płaszczyźnie militarnej (np. dopiero co rozpoczęta kolejna edycja wojskowych ćwiczeń Rosji, Serbii i Białorusi). Ważną częścią budowy wpływów rosyjskich w regionie jest rozbudowa sieci gazociągów pompujących surowiec rosyjski – teraz mowa o przedłużeniu gazociągu Turecki Potok. Rosjanie są też silni w sektorze energetycznym kilku krajów bałkańskich, z Serbią na czele.

UE i NATO są tu graczem stabilizującym, przy czym najbardziej chyba rolę tę odgrywają Stany Zjednoczone ze względu na silne proamerykańskie nastroje wśród Albańczyków. Nie można też zapominać o coraz aktywniejszej Turcji (szczególnie w muzułmańskiej części Bośni i Hercegowiny) oraz ambicjach chińskich. Pekin rzecz jasna koncentruje się na aspekcie ekonomicznym.

Nie jest tajemnicą, że najlepsze relacje Rosja posiada z Serbią. Nie tylko polityczne, ale również gospodarcze i społeczne. W jaki sposób Rosjanie wykorzystują tę przyjaźń do destabilizacji?

Głównym sojusznikiem Rosji w jej polityce na Bałkanach Zachodnich są Serbowie. Świadomie używam słowa Serbowie, a nie Serbia. Po pierwsze bowiem, chodzi tak o samą Serbię, jak i serbską część federacyjnej Bośni i Hercegowiny oraz o mniejszości serbskie w innych krajach regionu. Mam tu na myśli szczególnie Serbów zamieszkałych w Kosowie. W skali całego tego kraju nie są znaczącą grupą (ok. 5 proc.), ale zamieszkują północną część kraju, która graniczy z Serbią. Jakie główne, najbardziej niebezpieczne punkty zapalne mamy teraz na Bałkanach? Przede wszystkim jest to właśnie Kosowo i jego coraz ostrzejszy spór z Serbią. I nie można tu winić tylko jednej strony o eskalowanie konfliktu.

Serbowie z pewnością są podburzani przez Moskwę, ale władze Kosowa również nieraz zachowują się prowokacyjnie – co spotyka się nawet z krytyką Zachodu widzącego wiążące się z tym zagrożenia. Przykładem może być apel administracji amerykańskiej do rządu w Prisztinie o wycofanie się ze stuprocentowych ceł na produkty z Serbii. Tę wojną handlową rozpoczął nie Belgrad, a Prisztina. Drugi punkt zapalny to Republika Serbska w Bośni i Hercegowinie. Rządzona przez Milorada Dodika prowadzi nacjonalistyczną politykę, realizuje wytyczne Moskwy i dąży wręcz do oderwania się od Bośni i Hercegowiny. Z drugiej strony mamy też czasami dość prowokujące zachowania czy to Chorwatów, czy muzułmańskich Bośniaków.

Te dwa ogniska zapalne, jedno dotyczące Kosowa i Serbii, drugie dotyczące statusu serbskiej części Bośni i Hercegowiny wpisują się w dwie wielkie, historyczne geopolityczne koncepcje rywalizujące ze sobą w tej części Europy już od wieku XIX. Mowa o idei Wielkiej Albanii, czyli zjednoczenia wszystkich Albańczyków w tym regionie w jednym państwie (a są obecnie, oprócz Albanii i Kosowa, także w Czarnogórze, Serbii i Macedonii Północnej). Ale mamy też drugą koncepcję: Wielkiej Serbii. A więc w pierwszym etapie zjednoczenia Republiki Serbskiej z Serbią, a potem sięgnięcia po tereny zamieszkałe przez Serbów w Czarnogórze, Chorwacji i Macedonii Północnej, nie mówiąc już o Kosowie – tu dochodzi bardzo silny czynnik historyczny. Dla Serbów Kosowo to kolebka ich narodu i państwowości. Nie muszę dodawać, że Rosja sprawnie gra na tych resentymentach, szczególnie serbskich, używając starej kalki odwiecznej rywalizacji żywiołów słowiańskiego z tureckim (albańskim), prawosławnego z muzułmańskim.

Z czego wynika ta sympatia Serbów do Rosji?

Dziś głównym czynnikiem pchającym Belgrad w objęcia Moskwy są wydarzenia ostatnich 20-30 lat. W pewnym sensie Serbowie czują się pokrzywdzeni przez społeczność międzynarodową (głównie Zachód) tak, jak Węgrzy po traktacie w Trianon. Najpierw rozpadła się Jugosławia. Potem Serbowie przegrali wojnę z Chorwatami. Wreszcie wojna w Bośni i Hercegowinie i federacyjny model państwa. Najboleśniejsza była jednak utrata Kosowa po 1999 roku. Pamięta się o nalotach NATO na Serbię. A jeszcze później oderwanie się Czarnogóry. W pewnym sensie w Serbii silne jest poczucie zdrady, utraty prestiżu, dumy, terytoriów i pozostawienia rodaków poza granicami kraju. A to również oznacza syndrom oblężonej twierdzy.

Choć formalnie Belgrad jest otwarty na UE, coraz bardziej wiąże się z Rosją. A Rosja gra na serbskich sentymentach i straszy Belgrad, że NATO to narzędzie ekspansji albańskiej, ekspansji wspieranej przez USA. Rosja jest dla Serbów najlepszym sojusznikiem, zabezpieczeniem przed kolejnymi – tak to widzi Belgrad – agresywnymi dążeniami Albańczyków. Moskwa nie uznała niepodległości Kosowa i popiera Serbię w konflikcie z tym nowym państwem. Mówiąc krótko, jeśli Serbowie marzą jeszcze o choćby częściowym odrobieniu strat z kilku ubiegłych dekad, to może się to stać tylko z pomocą Rosji. Rozszerzenie NATO i UE na cały region oznaczać będzie utrwalenie obecnej sytuacji. Belgrad ma do wyboru: kurs zachodni, stabilizacja, pokój i rozwój, albo kurs wschodni, a więc destabilizację, niepewność, zagrożenie potencjalną wojny. W tym momencie wydaje się, że jeśli nawet nie większość społeczeństwa, to na pewno większość elit politycznych w Serbii bliższa jest temu drugiemu.

Rosjanie nie traktują Serbów jak partnerów. Dla Moskwy Serbia jest tylko cennym narzędziem prowadzenia polityki na Bałkanach Zachodnich. Związana z Rosją zawsze będzie ogniskiem destabilizacji regionu, nawet jako wyspa otoczona morzem natowsko-unijnym. Przykładem instrumentalnego traktowania Serbii przez Rosję może być sprawa puczu w Czarnogórze. Oto rosyjski wywiad wojskowy potraktował Serbię jako bazę, z której prowadzono działania destabilizacyjne sąsiedniego kraju. W spisku brali udział serbscy nacjonaliści i weterani wojska i policji. Gdy pucz się nie udał, zdemaskowano spisek, dwóch rosyjskich oficerów GRU kierujących akcją z Belgradu, zostało zatrzymanych przez serbskie służby. W Belgradzie błyskawicznie pojawił się Nikołaj Patruszew, przekonał serbskich partnerów, że za akcją nie stoi rosyjskie państwo, a zatrzymani Rosjanie to awanturnicy na własną rękę. Przekonał do ich zwolnienia. Potem władze serbskie zorientowały się, że rosyjski sojusznik wprowadził je w błąd.

Stan rosyjskiej gospodarki nie jest najlepszy. Na pewno Rosjanie nie odpuszczą Bałkanów?

Działania Rosji na Bałkanach, ich intensywność, są ściśle związane z całą polityką państwa rosyjskiego. Jeśli dojdzie do dalszego zaostrzenia sytuacji na linii Moskwa- Zachód, także na Bałkanach można oczekiwać destabilizacyjnych operacji rosyjskich. Na pewno nasilenia działań rosyjskich można oczekiwać przed kluczowymi decyzjami (referenda, wybory) dotyczącymi członkostwa w UE i NATO w poszczególnych krajach regionu. Okolicznością korzystną dla Moskwy będzie przeciąganie negocjacji akcesyjnych UE z kilkoma krajami regionu. Im szybsza będzie ekspansja struktur zachodnich na Bałkanach, tym bardziej ograniczone pole manewru Rosjan. Szczególnie uważnie należy śledzić rozwój sytuacji na linii Kosowo-Serbia. Nie można wykluczyć działań prowokacyjnych.

Czy Polska może jakoś przyczynić się do stabilizacji regionu?

Aktywnie wspierając procesy akcesyjne UE z kolejnymi państwami bałkańskimi. Szczególnie ważne jest wiązanie Serbii z Zachodem i przeciwdziałanie wpływom rosyjskim w Belgradzie. Tak samo ważne jest wspieranie aspiracji krajów regionu do członkostwa w NATO. Połączenie Bałkanów z polskim, środkowoeuropejskim systemem gazociągowym również wpłynęłoby stabilizująco na region. Oczywiście nie zapominajmy, że Polska od wielu lat bezpośrednio angażuje się w procesy pokojowe w regionie: choćby poprzez udział w międzynarodowych misjach w Bośni i Hercegowinie oraz w Kosowie.

Współpracę Polski z państwami regionu, nie licząc kontaktów dwustronnych, należy oceniać przez pryzmat inicjatywy Trójmorza oraz pryzmat NATO i UE. Szczególne pole do aktywności jest tutaj właśnie na tym pierwszym polu. Należy pamiętać o relacjach z Chorwacją, szczególnie w kontekście współpracy energetycznej. Docelowo Polska z Chorwacją powinny tworzyć jedną z osi Trójmorza – poprzez gazowe połączenia już działającego portalu LNG w Świnoujściu z planowanym terminalem LNG na wyspie Krk. Polskim interesom w regionie zagrażać więc będzie przede wszystkim ekspansja energetyczna Rosji (rozbudowa Tureckiego Potoku). Generalnie zresztą, im słabsze wpływy rosyjskie w jakimkolwiek miejscu świata, tym lepiej dla Polski.

Publikacja została sfinansowana ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Przedstawia jedynie poglądy autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych.