Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Andrzej Ciepły  27 czerwca 2019

Zamieszkaj z ludźmi ulicy. Rewolucja w walce z bezdomnością

Andrzej Ciepły  27 czerwca 2019
przeczytanie zajmie 6 min

Łukasz Wantuch, krakowski radny z ekipy prezydenta Majchrowskiego, ma pomysł, żeby wyrzucić bezdomnych z krakowskich plant. Wyrzucenie brzydoty, biedy i smrodu, które nie pasują do pięknego Krakowa, to nie tylko błędna polityka i udawanie, że nie ma problemu. To robienie z miasta hiper-rzeczywistej krainy wiecznie uśmiechniętych ludzi sukcesu. A co gdyby ci Wiecznie Uśmiechnięci – jak proponuje Dzieł Pomocy Ojca Pio – zamieszkali z ludźmi ulicy we wspólnym domu? Czas na systemowe rozwiązanie problemu bezdomności w Krakowie.

Dzieło Pomocy

Drzwi w ładnym budynku przy ulicy Smoleńsk 4 wciąż się otwierają i zamykają, podjeżdża samochód, odjeżdża inny, a przed wejściem stoi grupka mężczyzn – palą papierosy, rozmawiają. Z pewnej odległości wydają się być kumplami z pracy, którzy wyszli zaczerpnąć powietrza przed ważnym spotkaniem. Tylko w dłoniach zamiast teczek i laptopów trzymają podarte plecaki i reklamówki. Widzę kontuar przypominający hotelową recepcję i okienko, za którym stoją panowie umawiający się do łaźni lub garderoby. W holu pojawia się pracownik Organizacji, podchodzi do mężczyzny opierającego się o laskę – „Pojedziemy windą, żeby nie musiał pan się wspinać po schodach”. Żadnych krzyków, awantur, roszczeń i smrodu nie do zniesienia. Zaczynam się wstydzić uprzedzeń.

Powodów do wstydu nie ma za to Dzieło Pomocy św. Ojca Pio. Krakowska organizacja pomaga osobom dotkniętym bezdomnością zarówno na poziomie materialnym i doraźnym, zapewniając ciepłe posiłki, ubrania czy możliwość wykąpania się, jak i na poziomie długofalowego wsparcia w wychodzeniu z kryzysu. Tę drugą kategorię reprezentuje chociażby Centrum Integracji Społecznej – miejsce, w którym osoby bezrobotne mają szansę na zdobycie doświadczenia zawodowego, konsultację z doradcami czy uczestnictwo w szkoleniach z instruktorami.

Wszystkie te działania składają się na drabinkowy system pomocy, czyli taki, w którym osoby bezdomne muszą wykazać się sumienną pracą nad sobą, awansując na kolejne szczeble w drabinie oferowanej przez Dzieło Pomocy, aby zasłużyć na bardziej zaawansowane wsparcie, jak np. mieszkanie chronione. Wszystko po to, żeby ludzie ulicy, którzy takie mieszkanie otrzymają, byli jak najlepiej przygotowani do samodzielnego życia.

Jednak takie rozwiązanie bardzo wydłuża proces oczekiwania na normalność – mieszkanie jawi się w nim jako majaczący daleko na horyzoncie cel, do którego droga wymaga wielu poświęceń. Na pewno nie jest to zachęcające dla osób bezdomnych, często pozbawionych wielkich pokładów ambicji i motywacji do działania.

Niewidzialni

W samym Krakowie liczbę osób dotkniętych bezdomnością szacuje się na około dwa tysiące. Pomimo skali problemu, to chyba najbardziej niewidzialna grupa w społeczeństwie. To zrozumiałe – zabiegane, zdrowe społeczeństwo nie chce zauważać problemu.

Nie tylko na poziomie ulicznego tłumu osoby dotknięte bezdomnością wydają się przezroczyste. Program Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej „Pokonać bezdomność” to zbitka pięknie brzmiących celów połączonych w moduły, które w żaden sposób nie przekładają się na działania. To głównie zasady, według których podmioty (w domyśle pozarządowe) będą mogły brać udział w konkursach na dofinansowania. Oczywiście pomoc osobom dotkniętym bezdomnością to działka głównie jednostek samorządowych.

Problem bezdomności nie pojawia się w kampaniach przedwyborczych, choć temat ten wydaje się oczywisty do podjęcia przez władze – skuteczne zwalczanie bezdomności byłoby dużym sukcesem na koncie każdego polityka i to bez względu na reprezentowaną opcję. Państwo jednak z problemem bezdomności nie potrafi sobie poradzić. I właśnie dlatego wybawieniem jest trzeci sektor – organizacje pozarządowe, które starają się zapewnić profesjonalną pomoc. Jedną z takich jest Dzieło Pomocy św. Ojca Pio.

„Nie chciałbym tu uderzać w naszych przedstawicieli władzy, ale to był temat tabu do pewnego czasu. A tu trzeba odkryć karty i stanąć przed rzeczywistością – bezdomni w Polsce istnieją. I Byli zawsze, tylko nazywano ich żebrakami albo włóczęgami, co skutkowało wyrzucaniem ich poza nawias społeczeństwa. To są ludzie, którzy z różnych powodów – nie tylko z lenistwa – stali się bezdomni. Leczy się alkoholików, można i bezdomnych uleczyć. Dając im właśnie jakiś cel w życiu. A to był temat wstydliwy. Władze samorządowe nie afiszowały się z tym, bo to źle rzutowało. Kiedy do Krakowa przyjechał prezydent Duda to namawiałem chłopaków – chodźcie zrobimy transparent BEZDOMNI WITAJĄ PREZYDENTA – przecież to żaden wstyd. I nie mogłem chętnych znaleźć. Mówiłem no chodźcie, przecież nikt was za to nie ukaże! Mamy demokrację, macie prawo się zaprezentować jako bezdomni. Bezdomny to jest człowiek taki zastraszony, zagubiony” – mówi bezdomny od kilkunastu lat, pan Marian. Z jego słów można wysnuć pewien mało optymistyczny wniosek: mamy do czynienia z zamkniętym kołem, bo im bardziej udajemy, że nie widzimy problemu bezdomności, tym usilniej osoby nim dotknięte starają się być niewidoczne. Jak można pochylić się nad problemem, którego nie chcemy zauważyć?

Mieszkajmy Razem

Jedną z osób, które przybliżyły mi idee i sposoby działania Dzieła Pomocy była pani Jolanta Kaczmarczyk, wicedyrektorka Organizacji. Już na samym początku rozmowy padła nazwa „Mieszkajmy Razem” – niezwykle oryginalnego projektu nastawionego na integrację osób dotkniętych tym problemem z „normalnymi” członkami społeczeństwa.

Główna idea polega na wspólnym mieszkaniu osób bezdomnych z osobami nie mającymi z bezdomnością nic wspólnego. Na pierwszy rzut oka wygląda to na niestosowny żart lub totalną aberrację, ale zupełnie tak nie jest. Okazało się bowiem, że dzięki wprowadzeniu odpowiednich zasad, możliwe jest stworzenie wspólnej przestrzeni mieszkalnej, w której obie strony będą czuć się komfortowo, a nawet – dzięki odpowiedniej pracy i odrobinie szczęścia – stworzą namiastkę rodziny.

Podstawowe założenia są proste – Dzieło Pomocy udostępnia mieszkanie kilku swym podopiecznym oraz kilku osobom mającym dom i normalne życie. Członkowie nie są wybierani „z łapanki”. W przypadku osób bezdomnych są to ludzie będący już dłuższy czas pod opieką Organizacji, którzy zgodnie z drabinkowym systemem pomocy zostali uznani za zdolnych do poradzenia sobie na „wolnym rynku”. W przypadku osób dzielących to mieszkanie z osobami bezdomnymi sprawa była nieco bardziej skomplikowana. Jak podkreśla pani Kaczmarczyk, twórcom projektu bardzo zależało, żeby jego uczestnikami byli ludzie w żaden sposób nie związani z Dziełem Pomocy. Nie ma więc mowy o wolontariuszach – to bardzo ważne w kontekście rzeczywistej pomocy podopiecznym. Wraz z utratą domu każdy z nich utracił również pewną część własnej wolności i autonomii. Nawet po powrocie z życia na ulicy, osoba w zwykłym systemie drabinkowym nie ma pełnej swobody. Takie mieszkania bowiem posiadają ścisły regulamin oraz przypisanego opiekuna. Program „Mieszkajmy razem” ma stanowić kolejny krok na drodze do wyleczenia z choroby – bo każdy z naszych rozmówców właśnie tak określał bezdomność. Zamysł był taki, żeby wszyscy mieszkający byli absolutnie równi w korzystaniu z podarowanego mieszkania. Oznacza to brak sztucznej integracji w rodzaju cotygodniowego wyjścia do kina lub czegoś podobnego. Współlokatorzy niedotknięci tym problemem w przeszłości, mają stanowić wzór normalności – być spontanicznym przewodnikiem uczącym mimochodem, jak właściwie funkcjonować w swoim własnym domu.

Kaczmarczyk przywołuje w tym kontekście słowa jednego z podopiecznych: „Nie mam człowieka”. Nie „nie mam domu”, ale właśnie „nie mam człowieka”. To samotność stanowi sedno problemu. Wyjść z bezdomności możemy tylko dzięki kontaktowi z innymi ludźmi, często też samotność stanowi o przyczynie mieszkania na ulicy. Dlatego rozwiązaniem jest zapewnienie tym ludziom „żywego” domu, takiego do którego chciałoby się wracać po pracy, a nie kontrolowanego sanatorium z zaprojektowaną co do minuty dobą.

Program działa od lutego 2019 r, jest więc czymś zupełnie nowym. Bierze w nim udział dwóch mężczyzn – podopiecznych Dzieła Pomocy św. Ojca Pio oraz dwie osoby nie mające wcześniej żadnej styczności ani z Organizacją, ani z problemem bezdomności.

Największym wyzwaniem są jak zawsze koszty. Mieszkanie, w którym działa program pilotażowy, znalazło się w rękach Dzieła w sposób przypadkowy – znalazł się darczyńca, który kupił mieszkanie i oddał Organizacji na nieregulowany czasowo użytek.

Jeżeli program „Mieszkajmy Razem” okaże się sukcesem, to żeby zacząć realizować go efektywnie w całej Polsce, rząd musiałoby go przejąć lub chociaż udzielić wparcia finansowego prowadzącym go organizacjom z trzeciego sektora. Nie ma co się oszukiwać – zakon Kapucynów, od którego wywodzi się Dzieło Pomocy św. Ojca Pio, działa tylko w Małopolsce, z czego znaczna większość budynków znajduje się w Krakowie. Rozszerzenie działalności na większą skalę, przy zachowaniu wysokiej jakości oferowanej pomocy, wymaga gigantycznych funduszy.

A warto mieć na uwadze, że „Mieszkajmy Razem” nie jest szczytem marzeń osób zajmujących się problemem bezdomności w Polsce. Jeżeli wydaje ci się, że ten program jest kontrowersyjny, to wiedz, że na zachodzie realizuje się już o wiele bardziej zaawansowany projekt, którego rozmach może w Polsce przywracać o zawrót głowy.

„Najpierw mieszkanie” czyli chrześcijański radykalizm

Program „Najpierw Mieszkanie” wywodzi się od amerykańskiej fundacji Pathways to housing założonej w 1992 roku w Nowym Jorku przez dr. Sama Tsemberisa. Główna idea projektu polega na odwróceniu systemu drabinkowego znanego w Polsce, gdzie mieszkanie jest zwieńczeniem długiej pracy w różnych fundacjach lub organizacjach. Twórcy tego projektu uważają, że posiadanie własnego domu jest jednym z praw człowieka, dlatego nie powinno się zwlekać z przyznawaniem ich ludziom dotkniętym chroniczną bezdomnością. Dopiero po udostępnieniu mieszkania rozpoczyna się wspomnianą już intensywną pomoc przy wsparciu specjalistów, takich jak prawnik lub psychiatra.

Bynajmniej nie znaczy to, że wszystkim bezdomnym bezrefleksyjnie wydaje się klucze do mieszkań, bez stawiania warunków wstępnych. Deklaracja osoby bezdomnej o przystąpieniu do projektu wiąże się z nawiązaniem współpracy z wolontariuszami i pracownikami. Na pierwszy rzut oka takie rozwiązanie wydaje się podobne do funkcjonujących w Polsce mieszkań socjalnych, jednak to nie to samo. Jak wynika z zasad projektu, zamiast kontraktu socjalnego uczestników obowiązywałaby umowa najmu – oprócz standardowych wymogów, takich jak opłata ustalonej wysokości czynszu i niezakłócanie spokoju sąsiedzkiego oraz ciszy nocnej, beneficjenci programu byliby zobowiązani także do cotygodniowych spotkań specjalistów z tzw. zespołu wspierającego, niespożywania alkoholu i innych substancji odurzających oraz nieprzyjmowania sublokatorów. Jednakże nawet w przypadku niepowodzenia danej osoby bezdomnej, skutkującej utratą przez nią mieszkania, nie traciłaby ona wsparcia zajmującej się tym organizacji, lecz byłaby przygotowywana do podjęcia nowej próby.

Jak wynika z badań Europejskiej Federacji Krajowych Organizacji Pracujących z Ludźmi Bezdomnymi (FEANTSA) z 2013 r., skuteczność takiego sposobu walki z bezdomnością, rozumiana jako utrzymanie mieszkań przez podopiecznych projektu, wynosi nawet 80%. Tymczasem w Polsce ta metoda walki z bezdomnością nie jest nawet dyskutowana. Powodów milczenia jest kilka. Projekt mógłby zostać odebrany nie jako rzetelny, poparty badaniami i realizowany z sukcesami na Zachodzie, lecz jako kolejna nierealna do zrealizowania z ekonomicznego punktu widzenia kiełbasa wyborcza.

Pochylmy się więc nad kwestią kosztów. Nie jest zaskoczeniem, że są one znaczne. Należy jednak spojrzeć na tę kwestię szerzej, w kontekście długoterminowego finansowania projektów drabinkowych w Polsce. Obecnie realizowana pomoc wcale nie jest tańsza – zakłada bowiem wieloletnią pracę z bezdomnymi i ich utrzymanie, co generuje ciągłe koszty kumulujące się po czasie w dużą sumę, a wcale nie daje osobie bezdomnej większej gwarancji na wyjście z problemu. Biorąc pod uwagę koszty całkowite obu projektów, twórcy strony czynajpierwmieszkanie.pl – propagatorów tej formy walki z bezdomnością w Polsce – uznali program „Najpierw Mieszkanie” za tańszy. Czy jest tak w istocie? Skąd możemy wiedzieć, skoro temat w Polsce nie istnieje?

***

Wszyscy jednak wiemy, że nie o koszty tutaj idzie. Walka z bezdomnością jeszcze się w Polsce nie rozpoczęła, ale nie z powodu pieniędzy. Potrzebna jest zmiana wyobraźni politycznej oraz społecznej empatii. Ogłoszony przedwcześnie koniec projektu polskiej transformacji nie może skupiać się tylko na transferach społecznych. Musi brać też pod uwagę także tych, którzy z jakiegokolwiek systemu zostali wyłączeni lub sami się go pozbawili. Efektem dyskusji nad wykluczeniem nie może być instytucjonalna droga na skróty – czego jaskrawym przykładem są propozycje radnego Łukasza Wantucha. Przyjmujemy wówczas perspektywę zdrowej i „normalnej” tkanki miasta, a tu trzeba empatii, a może i chrześcijańskiego radykalizmu.