Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartosz Paszcza  21 czerwca 2019

Kryptowaluta Facebooka, czyli pierwszy prywatny bank centralny

Bartosz Paszcza  21 czerwca 2019
przeczytanie zajmie 5 min

Decentralizacja zaufania. Pieniądz deflacyjny. Waluta niezależna od znienawidzonych banków centralnych. Piękne hasła stojące za rozwojem kryptowalut doprowadziły nas do powołania przez Facebooka (oraz kilkadziesiąt innych wielkich firm) prywatnego banku centralnego i prywatnego pieniądza. Technoanarchiści, ręka w rękę z korporacjami, zabierają się za likwidację jednego z kluczowych elementów kontraktu społecznego i suwerenności państwa. O naszej walucie być może za parę lat zdecydują osoby w paru biurach w Dolinie Krzemowej.

Technoanarchistyczny bitcoin, waluta gwarantująca uniezależnienie indywidualnej osoby od zaufania do banków centralnych, wydawał się niezwykle liberalnym i przyszłościowym pomysłem. Twórca najpopularniejszej kryptowaluty, Satoshi Nakamoto (to jedynie pseudonim, nie znamy jego prawdziwego imienia i nazwiska), otwarcie pisał, że główną wadą systemu finansowego jest ogromna ilość zaufania wymagana do jego działania.

Dlatego od paru lat programiści, technoentuzjaści, futuryści, inwestorzy oraz ludzie skuszeni wizją szybkiego zarobku tworzą alternatywny system wymiany wartości, w teorii znoszący konieczność zaufania do nadużywających go (według nich) państwowych instytucji. Na przykład centralnych banków, dodrukowujących pieniądze i dbających o istnienie inflacji. Naprzeciw „skorumpowanego” systemu staje zdecentralizowana, deflacyjna waluta współzarządzana przez wielką społeczność.

Co za wspaniały czas!

Ostatnie miesiące pokazują, jak szkodliwa jest ta liberalno-anarchistyczna utopia kryptowalut. Blockchain i kryptowaluty nie znoszą potrzeby zaufania – są w stanie jedynie przenieść jego obiekt. To oznacza, że zamiast ufać urzędasom w NBP, musimy zaufać technologii (platformom do transakcji, portfelom do przetrzymywania waluty, aplikacjom do pisania inteligentnych kontraktów), ale również programistom. Szerzej o złudzeniu „rządów kodu” pisał w swoim tekście Krystian Łukasik.

Ethereum czy bitcoin są walutami podobnie scentralizowanymi niż te tradycyjne. Społeczność nie jest wcale „władzą ludu”: to jedynie fasada, za którą tak naprawdę kryje się bardzo wąska grupa licząca kilkanaście podmiotów. Grono decyzyjnych osób i instytucji jest… węższe niż w przypadku tradycyjnego systemu finansowego, pozbawione obywatelskiej kontroli i instytucjonalnego systemu „check and balances”.

Kiedy opiekujący się blockchainową walutą Ethereum podejmowali jedną z naprawdę istotnych decyzji („cofnięcia” rejestru transakcji do pewnego momentu ze względu na błąd, tzw. hard forka), użyli systemu, w którym waga głosu była proporcjonalna do wielkości posiadanego portfela. Okazało się, że 25% głosów pochodziła… z jednego adresu. Ponad 50% mocy wykopywania samego bitcoina kontroluje jedynie pięć podmiotów, a ponad 70% portfeli, w których przechowywane są bitcoiny, znajduje się na jednej z dwóch platform internetowych (tzw. online wallets) – kryptoportfele z wirtualnym pieniądzem znajdują się w rzeczywistości na serwerach tych firm.

Anarchiści zastępują państwo korporacjami

Oryginalna myśl decentralizacji waluty doprowadziła nas do efektu niespodziewanego dla kryptoentuzjastów, ale doskonale przewidywalnego dla osób myślących bardziej republikańsko. Decentralizacja zaufania w praktyce oznacza jego prywatyzację. Dlatego powołano do życia Libra Association, czyli pierwszy prywatny bank centralny dwudziestego pierwszego wieku. W pełni prywatny zarówno jeśli chodzi o własność, jak i kontrolę udziałowców. Stworzony został przez korporacyjnych gigantów, takich jak Facebook, Visa i Mastercard, ale również przez łańcuch innych firm inwestycyjnych (Andressen Horowitz, Ribbit Capital), internetowych (Spotify, Ebay), czy płatniczych (PayPal, PayU). To organizacja kontrolująca walutę Libra, opartą o blockchain.

Facebook zapowiedział, że portfele Libra będą elementem Facebook Messengera i należącego do tej samej firmy WhatsAppa. Robimy więc kolejny krok w kierunku „domykania” systemu – ze względu na wygodę, niewielu użytkowników będzie chciało swoje waluty przechowywać w prywatnych, fizycznych portfelach, skoro nawet technoentuzjaści bitcoina w większości przechowują swoje kryptowaluty w chmurze, powierzając je zewnętrznym serwisom.

Facebook (i parę firm pokrewnych) będzie więc nie tylko odpowiadać za naszą komunikację ze znajomymi, ale też przechowywać nasze fundusze i umożliwiać dokonywanie transakcji.

No i drobiazg: w przeciwieństwie na przykład do bitcoina, jedynie firmy zrzeszone w Stowarzyszeniu Libra mogą „kopać” nową kryptowalutę. Stowarzyszenie obiecuje co prawda, że w ciągu pięciu lat odejdzie od tego modelu i umożliwi kopanie waluty również przez osoby z zewnątrz, ale… do tej pory żadna kryptowaluta nie przeszła takiej drogi. Trudno może być – w przypadku sukcesu Libry – przekonać za cztery lata firmy tworzące stowarzyszenie, że warto ograniczyć ich udziały na rzecz decentralizacji własności.

Powołanie Libry to tylko wisienka na torcie trendu „enterprise blockchain”. Czyli rozwiązań wykorzystujących blockchain, które bynajmniej nie są oparte o oddolną społeczność, ale o bardzo dobrze znane nam firmy: Samsunga, IBM, Oracle czy Amazon. Technologia, która w zamierzeniu miała przywrócić podmiotowość/bezpieczeństwo/prywatność* (* – niepotrzebne skreślić) obywatelom, stała się kolejnym produktem wielkich firm.

Czy to źle, że korporacja wypiera państwo?

Na ironię zakrawa, że Facebook, który od półtorej roku mogłaby w słowniku antonimów figurować przy haśle „zaufanie”, tworzy wymagający tegoż deficytowego uczucia odpowiednik banku centralnego. Parę dni temu Wall Street Journal ujawnił, że w ramach dochodzenia Federalnej Komisji Handlu, Facebook odnalazł maile dowodzące, że o niezbyt bezpiecznym postępowaniu z danymi użytkowników Zuckerberg wiedział od dawna – i postanowił, delikatnie mówiąc, nie zajmować się nimi w pierwszej kolejności.

Trudno o wzbudzającą mniejsze zaufanie kulturę organizacyjną firmy stojącej za tworzeniem banku centralnego (na razie) dla biednych państw, a to na nich właśnie właśnie Libra ma się skupić.

Skupienie się na tych krajach z niestabilnymi systemami finansowymi i słabo rozwiniętymi instytucjami jasno pokazuje kierunek rozwoju Libry. Korporacyjna waluta zastąpi środki płatnicze wydawane przez państwo, a najłatwiej przecież zacząć tam, gdzie państwo jest najsłabsze. Nowa kryptowaluta nie będzie uzupełnieniem systemu, ale rywalem dla banków centralnych i tradycyjnych walut. Jej celem będzie więc wypieranie państwa.

Republikańska dystopia

Powstanie Libry to próba podarcia kontraktu społecznego. Kryptoanarchizm napoczął społeczny kontrakt, suflując narrację o konieczności decentralizacji zaufania, tymczasem zaproponowane przez społeczność blockchainową rozwiązanie pod płaszczykiem decentralizacji tak naprawdę skupia zaufanie w rękach osób nad którymi nie ma żadnej demokratycznej kontroli czy transparentności.

Wielkie firmy tego świata nie mogły przeoczyć takiej okazji. Wykorzystując narrację o konieczności zaufania komuś innemu niż państwu oraz tak ochoczo rozwijaną technologię, tworzą instytucję wypierającą państwo z jednej z jego podstawowych ról.

Debata o wprowadzeniu euro trwa w Polsce od lat. Tymczasem bez żadnej decyzji politycznej możemy już wkrótce w Polsce mieć równoległy środek płatniczy, tworzony przez organ pozbawiony konieczności transparentności i bez żadnej demokratycznej nad nim kontroli.

Artykuł został uzupełniony o wyjaśnienie pojęcia prywatnego banku centralnego w rozumieniu tego tekstu.

Anglojęzyczna wersja materiału do przeczytania tutaj. Wejdź, przeczytaj i wyślij swoim znajomym z innych krajów!

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zezwala się na dowolne wykorzystanie artykułu, pod warunkiem zachowania informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Dyplomacja publiczna 2019”. Prosimy o podanie linku do naszej strony.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2019”. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.