Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Od mesjanizmu nie da się uciec

Czym jest Królestwo Boże? To pytanie zadawali sobie wszyscy mesjaniści. I zadaje je również Tomasz Rowiński w książce Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych. Co więcej, autor mimo deklarowanej niechęci do mesjanizmu, odpowiada właśnie w mesjanistycznym duchu.

Mesjanizm, mesjanizm i jeszcze inny mesjanizm

Istnieje wiele definicji i typologii mesjanizmu, które zmagają się z tym samym problemem: rozmaite jego warianty bywają do siebie zupełnie niepodobne. Widać to jasno w porównaniach stanowisk Augusta Cieszkowskiego i Nikołaja Bierdiajewa przeprowadzanych przez Tomasza Herbicha na kartach książki Pragnienie Królestwa. August Cieszkowski, Mikołaj Bierdiajew i dwa oblicza mesjanizmu.

Pierwszy mesjanizm stawia sobie doczesne cele przemiany świata, drugi głosi eschatologiczne spełnienie dziejów poza historią. Pierwszy pełen jest historiozoficznego optymizmu, drugi pesymizmu, obok którego proponuje jednak optymizm eschatologiczny. Pierwszy chce rozszerzać chrześcijaństwo, by objęło stosunki społeczne, drugi wprowadzać wymiar zbiorowy do eschatologii. Przy tak różnych, a czasem wręcz sprzecznych tezach i celach, stawianych przez rozmaite mesjanizmy, Herbich proponuje uznanie mesjanizmu za postawę, którą nazywa „pragnieniem Królestwa”. Polega ona na przyjęciu Królestwa Bożego za punkt wyjścia rozmyślań i pragnieniu, by „Syn Człowieczy znalazł wiarę na ziemi, gdy przyjdzie”.

Takie określenie mesjanizmu wynika ze specyficznej metodologii Herbicha. Postuluje on, by najpierw badać poszczególne systemy i poglądy, które zostały określone mianem mesjanizmu, a następnie szukać między nimi różnic i podobieństw. Przeprowadzenie takiej analizy wykazało, że za mesjanizm uznawane są co najmniej dwa bardzo różne typy światopoglądów. Ponieważ żadna z dotychczasowych definicji nie objęła ich wszystkich, powstaje konieczność zaproponowania określenia szerszego od istniejących.

Zupełnie odmienne podejście proponuje Paweł Rojek, który najpierw wybrał  paradygmatycznego – jego zdaniem – mesjanistę (Adama Mickiewicza), a następnie wyróżnił trzy główne komponenty jego myśli (misjonizm, pasjonizm i millenaryzm), które miałyby się składać na światopogląd mesjanistyczny. Na gruncie teorii Rojka istnieją proste kryteria rozstrzygnięcia, czy dany myśliciel był mesjanistą – aplikują się, mimo oddalenia w czasie, tak samo do Wespazjana Kochowskiego, jak i Jarosława Marka Rymkiewicza. Teoria Herbicha wydaje się z góry wykluczać taki ruch. Dopuszczalne jest jednak zaklasyfikowanie myślicieli do poszczególnych nurtów mesjanizmu na podstawie podobieństw ich systemów. W ten sposób Herbich uznaje Mickiewicza i Rojka za bliskich Cieszkowskiemu, natomiast Rafała Tichego za podobnego Bierdiajewowi.

Przyjmując metodę Herbicha, zrekonstruuję sposób, w jaki Tomasz Rowiński postrzega Królestwo Boże i porównam jego propozycję kolejno z mesjanizmami Rojka i Tichego. W ten sposób postaram się dowieść, że krytyka romantyzmu i mesjanizmu przeprowadzona przez Rowińskiego jest nie tylko pozbawiona mocnych argumentów, ale również poglądy samego autora – bez szczególnego, interpretacyjnego wysiłku – można określić mianem romantycznych czy też mesjanistycznych.

Królestwo Tomasza Rowińskiego

Co „bezpiecznie” można powiedzieć o Królestwie Bożym, żeby nie zostać uznanym za mesjanistę? Przypuszczalnie wszystko to, co mówią Biblia, Katechizm Kościoła Katolickiego czy rozmaite dokumenty soborowe (o ile one same nie są mesjanistyczne, ale roboczo załóżmy, że nie). Królestwo to podobne jest więc do zaczynu, do ziarnka gorczycy, do gospodarza najmującego robotników winnicy, do skarbu ukrytego w roli, do kupca poszukującego pereł, do sieci zagarniającej ryby. Chrystus zapoczątkował Królestwo niebieskie na ziemi. Jego zalążkiem jest Kościół, a dopełni się ono wraz z ponownym przyjściem Króla.

Jednak nie takie Królestwo głosi Rowiński. Już tytuł jego książki sugeruje, że to Polska jest (czy też powinna być) Królestwem Bożym. I rzeczywiście, deklaruje dalej: „Królestwo Jezusa to republika sprawiedliwa, stawiająca sprawiedliwość na pierwszym planie, odrzucająca pragmatyczną koncepcję polityki”, zaś „Polska to sprawiedliwość”.

Dla Rowińskiego najważniejszym wydarzeniem w historii naszego kraju jest chrzest, ponieważ stanowi jego narodziny, determinujące cały dalszy rozwój, formę dziejów. Mieszko reprezentując swój lud, zawarł przez chrzest przymierze z Bogiem i tak zaczęła się Polska. W związku z tym nie może mieć innego króla niż Chrystus. Należy przyjąć konsekwencje społecznego panowania Boga. Aby zrozumieć, na czym ono polega, Rowiński proponuje rozważyć rozmowę Jezusa z Piłatem. Stwierdzenie, że Królestwo „nie jest z tego świata”, ma oznaczać, iż będąc w świecie, nie kieruje się jego regułami. „Dawanie świadectwa prawdzie” to zaś publiczne głoszenie i uznawanie prymatu prawdy nad władzą.

A więc Królestwo Boże na Ziemi. Według Rowińskiego takie państwo nie musi mieć struktur władzy czy armii; może stanowić coś na kształt Augustyńskiego Civitas Dei, składać się „z ludzi w codziennym publicznym i prywatnym życiu budujących cywilizację chrześcijańską, broniących publicznie praw Boga wzywających do poszanowania godności człowieka”. Dalej można przeczytać, że „budowa chrześcijańskiej cywilizacji po prostu zaczyna się od tworzenia opartych na zasadach sprawiedliwości naturalnych instytucji, jak państwo, rodzina i wspólnota mnisza”.

Pozostawiając na boku kwestię, czy wspólnota mnisza jest naturalną instytucją, wydaje się, że można zaobserwować zbieżność z poglądami Pawła Rojka, który skupia się na rozumieniu Królestwa Bożego właśnie jako instytucji. Okazuje się jednak, że Rowiński traktuje je przede wszystkim jako formalne organizacje: postuluje działania za pomocą ustaw i uchwał parlamentarnych, obronę życia, suwerenną politykę, zwiększanie sprawiedliwości i sprawności organów państwa, a także „zmianę preambuły konstytucji na wprost ukierunkowaną na prawdziwego Boga”. Podnosi też problem kaznodziejstwa, a także braku zainteresowania ze strony Kościoła mecenatem sztuki. Rojek natomiast stosuje termin „instytucja” w szerokim socjologicznym sensie – jako utrwalony sposób działania. Dlatego są nimi na przykład wychowanie, przekaz wiary czy życie wspólnoty kościelnej. W opozycji do cywilizacji chrześcijańskiej zarówno Rowiński, jak i Rojek stawiają struktury grzechu.

Spośród wyróżnionych przez Rojka komponentów mesjanizmu, millenaryzm, czyli program przemiany świata w duchu chrześcijańskim, jest u Rowińskiego najbardziej widoczny. Dwa pozostałe – pasjonizm i misjonizm – nie odgrywają większej roli. Cierpienie autor traktuje jako cenę, którą należy zapłacić za świadczenie o prawdzie. Przyjmuje misje narodów, jednak realizację sprawiedliwości, budowanie konsensusu chrześcijańskiego czy rozpoznawanie Boga, które przedstawia jako powołanie Polski, tak samo stosują się do wszystkich katolickich narodów.

Rowiński podaje co najmniej trzy argumenty za tezą, że chrześcijanie powinni angażować się w politykę i władzę. Po pierwsze, oddzielenie wiary od życia społecznego wynika z fałszywych dualizmów rozdzielających duszę i ciało, myślenie, wiarę oraz działanie. Po drugie, chrześcijanie, interpretując słowa Jezusa, zbudowali wielką cywilizację, a nie „gnostycką sektę czystych ludzi niezbrukanych światem i władzą”. Po trzecie, sfera polityczna opuszczona przez chrześcijan zostanie zajęta przez siły wrogie chrześcijaństwu.

Zatem punkt wyjścia to przyjęcie realnej obecności Boga w świecie, które wyklucza spisywanie doczesności na straty. Rowiński krytykuje rozpoczynające się od wczesnej nowożytności pozbawienie wiary wymiaru publicznego i zbiorowego, redukcję do praktyk indywidualnych. Postuluje – znów jednym głosem z Rojkiem – rozszerzenie chrześcijaństwa na stosunki społeczne.

Polityczna władza znajduje się w rękach szatana

Perspektywa Rafała Tichego jest zupełnie inna i przedstawia ją w eseju Boska anarchia z ostatniego numeru Magazynu Apokaliptycznego „Czterdzieści i cztery”. Ilekroć pojawiają się argumenty z wielkości cywilizacji chrześcijańskiej, przypomina, że kruszy się ona i upada. Dobre instytucje, owszem, można budować, należy jednak pamiętać, że „przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”. Chrześcijaństwo jawi się jako antysystemowe, a wszystkie argumenty Rowińskiego doczekują się intertekstualnej kontry. Po pierwsze, sfera władzy i polityki jest poddana szatanowi, czego uzasadnienie można znaleźć w Biblii. Po drugie, sojusz tronu i ołtarza to projekt jednocześnie przegrany i fałszywy, cywilizacja zaś chwieje się w posadach. Po trzecie, jedyną i autentyczną sferą polityczną dla chrześcijan jest liturgia, wspólne wychwalanie Boga i dawanie świadectwa rzeczywistości transcendentnej.

Szczególnie ciekawa wydaje się argumentacja na rzecz pierwszej tezy. Na przestrzeni dziejów wielokrotnie starano się podać religijne bądź świeckie uzasadnienia dla władzy i prawa. Siła? Społeczny konsensus? Procedury? Tichy proponuje radykalne odwrócenie perspektywy. Pytanie, jak uzasadnić władzę, nie ma sensu. Władza ziemska po prostu racjonalnego uzasadnienia nie ma. Jest pokusą, pożądaniem, pragnieniem bycia „jak Bóg”.

Argumenty podane na rzecz tej tezy w większości pochodzą z Biblii. Podczas kuszenia na pustyni szatan ofiaruje Chrystusowi wszystkie królestwa świata, a więc to do szatana należą. Bóg nie chciał dać Izraelowi króla, lecz miał być wyłącznym panem narodu wybranego. Jezus nie przyjmował władzy politycznej, ilekroć próbowano mu ją ofiarować. Tichy przywołuję tę samą rozmowę Jezusa z Piłatem, którą rozważał Rowiński i tam, gdzie ten drugi stawia dramatyczne pytania retoryczne: „Czy jest możliwe, że Pan Jezus, mówiąc, że królestwo Jego nie jest z tego świata, chciał pokazać, że nie jest zainteresowany zaangażowaniem wierzących w sprawy publiczne i polityczne?” odpowiada: owszem. Prawdziwa walka odbywa się gdzie indziej. „Jezus zdaje się Piłata zbywać, nie jest zainteresowany jego władzą, możliwościami, całą tą polityczno-religijną intrygą, która się wokół niego rozgrywa”.

Mickiewicz nie kontemplował średniowiecznych ruin

Jak widać, w stanowisku Rowińskiego pojawiło się wiele wątków charakterystycznych dla pierwszego oblicza mesjanizmu (Cieszkowski, Mickiewicz, Rojek) – budowa Królestwa Bożego na Ziemi, katolickie instytucje przeciwstawione strukturom grzechu, misje narodów chrześcijańskich, przywrócenie wierze wymiaru publicznego i zbiorowego. Jednak wprost krytykuje on mesjanizm (oraz, szerzej, cały romantyzm) i deklaratywnie się od niego odcina. Przyjrzyjmy się zarzutom, które stawia. Można je podzielić na: aplikujące się do współczesnego romantyzmu, romantyzmu XIX-wiecznego oraz stricte do mesjanizmu.

Pierwszą grupę zarzutów Rowiński kieruje do Prawa i Sprawiedliwości, Jarosława Marka Rymkiewicza oraz do „rekonstrukcjonistów” żyjących wspominaniem walk partyzanckich czy czasów sarmackich. Zarzuca im pogańską wizję narodu przejętą z filozofii niemieckiej, konstruowanie tożsamości z arbitralnie wybranej mieszaniny faktu i fikcji, anachronizm w stosowaniu kategorii z czasów rozbiorowych do współczesnej Polski (zwłaszcza używanie mickiewiczowskiej frazy o „dwóch Polskach”), a także sprowadzanie katolicyzmu (także elementów religijnych w twórczości wieszczów) do ornamentu stylistycznego. Zarzuty te wydają się w dużej mierze trafne, nie dotykają jednak romantyzmu XIX-wiecznego, a jedynie jego współczesną – być może zdegenerowaną – recepcję.

Romantyzm XIX-wieczny Rowiński uznaje za nieudaną reakcję na antyreligijność oświecenia. Filozofii i religii nie przywrócono zatraconego, chrześcijańskiego charakteru, zadowolono się estetycznym zachwytem średniowieczem. Religia została całkowicie zepchnięta do sfery indywidualnej i powiązana z uczuciami, emocjami, podczas gdy jej istotę stanowi nawrócenie, publiczne wyznanie wiary i postępowanie z nią zgodne. To wszystko również jest do pewnego stopnia trafne, jednakże, jak zauważa sam Rowiński, aplikuje się głównie do kultury francuskiej i niemieckiej, a nie polskiej.

Okazuje się więc, że większość argumentów Rowińskiego przeciw romantyzmowi nie dotyczy wcale polskich idei mesjanistycznych. Co więcej, mesjaniści wprost krytykowali dokładnie to, co romantyzmowi zarzuca Rowiński – zepchnięcie katolicyzmu do sfery prywatnej. Mesjanizm stanowił właśnie protest przeciwko nieobecności religii w życiu publicznym, instytucjach, relacjach między państwami. Mesjaniści nie zajmowali się kontemplacją ruin średniowiecza, lecz tworzyli konkretne programy reform społecznych i gospodarczych (wiele przykładów podał Paweł Rojek w Liturgii dziejów w rozdziale Mesjanizm i nowoczesność) w oparciu o katolicyzm, który bynajmniej nie stanowił dla nich jedynie ornamentu (co udowadniał Tomasz Herbich w Pragnieniu Królestwa w rozdziale Dyskurs religijny w »Ojcze Nasz« Augusta Cieszkowskiego).

Podczas warszawskiej premiery Pragnienia Królestwa Tomasz Rowiński wysunął dwa argumenty przeciwko mesjanizmowi. Pierwszy to niezgodność z doktryną chrześcijańską, drugi to snucie zbyt luźnych spekulacji na bazie Biblii. Co do zarzutu pierwszego: Herbich rzeczywiście udowodnił, że nawet gdyby wszystkie poszczególne idee w systemie Cieszkowskiego dały się uzgodnić ze stanowiskiem Kościoła katolickiego, mesjanizm pojmował sam siebie jako formę świadomości religijnej nadchodzącą po chrześcijaństwie. Jednak ani Rojek, ani Tichy nie postulują kopiowania systemów XIX-wiecznych w całości i mają świadomość, że z pewnych elementów należy je oczyścić. W szczególności żaden z nich nie proponuje zastępowania chrześcijaństwa jakąś nową formą religii, która miałaby z niego wyewoluować.

Jeśli chodzi o zarzut drugi, należałoby wpierw określić, co jest jeszcze uprawnioną interpretacją Słowa Bożego, a co już fantazjowaniem. Nie podejmuję się oceny zawartości tych dwóch komponentów w dziełach Mickiewicza czy Cieszkowskiego. Jeśli jednak chodzi o Rojka i Tichego, pierwszy w Liturgii Dziejów pokazywał, jak wnioski mesjanistyczne można alternatywnie wywieść z nauczania społecznego Kościoła, drugi dla poparcia swych tez odwołuje się wielokrotnie do Tradycji zawartej w pismach Ojców Kościoła.

***

Jak się okazuje, zarzuty Tomasza Rowińskiego wobec mesjanizmu, zwłaszcza współczesnego, można z łatwością odeprzeć. Co więcej, jego propozycje są zaskakująco podobne do pierwszego typu mesjanizmu opisanego przez Herbicha. Skąd więc u niego niechęć i krytyka tego ruchu? Wydaje się ona wynikać z uproszczonego i stereotypowego ujęcia problemu. Mesjanizm to idea wymagająca dokładnych badań i nazbyt skomplikowana, by dało się ją obalić tak łatwo, jak chciałby Rowiński.

Esej pochodzi z nowej z teki elektronicznego czasopisma „Pressje” pt. „Niech żyje Polska Ludowa!”. Zapraszamy do nieodpłatnego pobrania numeru w wersji pdf.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.