Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Nasza własna polska nowoczesność

Nasza własna polska nowoczesność autor ilustracji: Rafał Gawlikowski

Jest taka opowieść o polskiej historii XX wieku, która nie pozostawia nadziei ani złudzeń. Opowieść o tym, że potrzeba było dopiero kolb radzieckich karabinów, aby wbić wreszcie Polakom nowoczesność do ich zacofanych łbów. Opowieść o tym, że jedyna dostępna nam nad Wisłą modernizacja to ta z kserokopiarki, importowana ze Wschodu lub Zachodu, zawsze w nieznośnej skali 1:1. Na szczęście to wszystko nieprawda.

Pierwsze zdania Prześnionej rewolucji. Ćwiczenia z logiki historycznej, głośnej książki Andrzeja Ledera, jak w soczewce skupiają argumentację obecną w całym eseju: „W Polsce w latach 1939-1956 dokonała się rewolucja społeczna. Okrutna, brutalna, narzucona z zewnątrz, ale jednak rewolucja”. Dalsza część pracy, płynnie łącząca psychoanalizę z historią społeczną i gospodarczą, jest już jednym wielkim przypisem, poszerzoną artykulacją i głębszym uzasadnieniem wyjściowych założeń. Bez narzuconej obcymi rękoma rewolucji na zawsze zostalibyśmy uwięzieni w chłopskich czworakach i „przedłużonym średniowieczu”.

Zagłada Żydów, która umożliwiła etnicznym Polakom zajęcie ich miejsca w strukturze społeczno-zawodowej; komunistyczna reforma rolna eliminująca ostatecznie klasę ziemiańską; forsowna industrializacja, która pociągnęła za sobą masowe migracje ze wsi do miast i stworzyła warunki do przyspieszonej urbanizacji kraju – to wszystko tylko elementy składowe wielkiej rewolucji społecznej przeprowadzonej rękoma niemieckich okupantów i podporządkowanych Sowietom polskich komunistów. Dla Ledera ta rewolucja jest synonimem wejścia Polski do nowoczesności. Wejścia, a może raczej wepchnięcia, biorąc pod uwagę gwałtowną przemoc towarzyszącą latom 1939-1956.

Z brutalną faktografią trudno dyskutować. Najważniejszy w Prześnionej rewolucji nie jest jednak wcale opis historycznych wydarzeń, lecz to, co Andrzej Leder „prześnił” i to, co w książce pominął.

Skazani na kserokopiarkę?

Przedstawiając historyczne okoliczności i poddając opisywaną rewolucję społeczną psychoanalitycznej interpretacji, autor wytworzył poczucie bezalternatywności. Tak jakby ta nowoczesność, która się nam przydarzyła w połowie XX wieku, była jedyną dostępną, jedyną, która w porządku polskich dziejów mogła się wydarzyć. Tylko to nieprawda.

Leder w „Prześnionej rewolucji” pominął jeden fundamentalny kontekst. Komunistyczny etap zrekonstruowanej przez niego rewolucji społecznej był – podobnie jak transformacja ustrojowa z lat 90. – przykładem kseromodernizacji. I tak jak w przypadku III Rzeczpospolitej typ idealny znajdował się na Zachodzie, tak w latach 40. kopiowaliśmy ordynarnie z modelu stalinowskiego.

Różnica dotyczyła okoliczności. Plan Balcerowicza był wyrazem politycznej woli elit niepodległego państwa, a wyrzucanie dziedziców z dworów i realizacja założeń „sześciolatki” wynikały z pełnego podporządkowania Polskiej Partii Robotniczej (PPR) centrali politycznej w Moskwie. Nie zmienia to jednak zasadniczego faktu: w 1944 i 1989 roku w Polsce rozpoczęły się projekty kseromodernizacji.

Czy istniała alternatywa dla nowoczesności z radzieckiej kserokopiarki? Czy mogliśmy wyjść z „przedłużonego średniowiecza” o własnych siłach, własnym pomysłem i bez importowania gotowych rozwiązań z zewnątrz? Jak najbardziej. Tylko tę możliwość Andrzej Leder „prześnił”.

Alternatywny projekt Polski Ludowej

Michał Pospiszyl w książce Zatrzymać historię. Walter Benjamin i mniejszościowy materializm stwierdził, że celem pracy z przeszłością, tzw. użytkowania historii, jest poszukiwanie w niej „nigdy nie zrealizowanych potencjalności”, „egalitarnych marzeń” i „zapomnianych rewolucji”. Konsekwencją tak rozumianego wysiłku intelektualnego może być konstruowanie historii alternatywnych – opowieści o tym, jak mogły potoczyć się dzieje „gdyby”. Nie jest to jednak beztroskie fantazjowanie, lecz poszukiwanie w naszej przeszłości takich niezrealizowanych scenariuszy na lepszą Polskę, które mają konkretne osadzenie w historii politycznej, gospodarczej czy społecznej. Chodzi o budowę alternatywnej wyobraźni historycznej, innej opowieści o naszej trudnej historii.

Taką alternatywną narracją jest nieopowiedziana historia naszej własnej, polskiej – nie stalinowsko-polskiej – nowoczesności. Tej nowoczesności, która ze względu na Jałtę nigdy nie mogła zostać spełniona. Jest to opowieść o politycznym, gospodarczym i społecznym projekcie Polski Ludowej, która mogła zostać po wojnie zbudowana siłami elit politycznych Polskiego Państwa Podziemnego, Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS) i Stronnictwa Ludowego (SL).

Co więcej, jest to opowieść o społecznych oczekiwaniach domagających się narodzin takiej właśnie Polski. Marzeniach o polskiej hybrydzie „państwa rozwojowego” – mającego za zadanie przezwyciężyć strukturalne bariery rozwoju, z którymi zmagała się również komunistyczna modernizacja – i „państwa socjalnego” budowanego równolegle do powojennego „państwa dobrobytu” z Zachodu.

Taka alternatywna nowoczesność byłaby ewolucyjna, nie rewolucyjna; łagodna i demokratyczna, a nie brutalna i okrutna; budowana oddolnie, a nie narzucona z góry; łącząca rozwiązania socjalistyczne i agrarne zamiast kopiowania wzorca komunistycznego z Moskwy.

Podejmując się próby rekonstrukcji niezrealizowanego projektu alternatywnej Polski Ludowej można wyróżnić dwie jego zasadnicze płaszczyzny. Z jednej strony mamy wymiar polityczny reprezentowany przez dziedzictwo myśli społecznej i gospodarczej Rządu RP na Uchodźstwie, Delegatury Rządu na Kraj, PPS i SL, który prezentuje w obszernym eseju Społeczne oblicze Polski Walczącej Bartosz Wójcik. Drugim filarem tej innej nowoczesności jest aspekt społeczny – wykazanie, że samo społeczeństwo było już gotowe i zmobilizowane do stworzenia nowego państwa po II wojnie światowej. Do budowy Polski Ludowej gotowe były dwie najliczniejsze grupy społeczne: chłopi i robotnicy.

Zapomniany czas przełomu

Odgórny, narzucony i przemocowy charakter komunistycznej nowoczesności skutkował tym, że chłopi i robotnicy byli jej przedmiotem, nie podmiotem. Modernizacja niejako „się” działa – jakby obok, bez udziału i woli jej bezpośrednich beneficjentów. Taką narrację można wyczytać z kart Prześnionej rewolucji. Znów jest to prawda tylko częściowa. Andrzej Leder zbyt łatwo bowiem z lat 1939-1956 stworzył jeden spójny okres historyczny. Tymczasem podzielić go należy na trzy krótsze odcinki.

Pierwszy to lata 1939-1944, kiedy miały miejsce trzy kluczowe wydarzenia. W Polskim Państwie Podziemnym wypracowano – stanowiące ewolucyjną kontynuację i radykalizację koncepcji przedwojennych – programowe założenia powojennej Polski Ludowej. Doszło do zasadniczej transformacji polityczno-społecznego oblicza polskiej wsi, o czym piszę niżej. Wreszcie, ekstensywna i rabunkowa gospodarka niemieckiego okupanta oraz zniszczenia wojenne jako takie stworzyły warunki do powojennej nacjonalizacji zrujnowanego przemysłu oraz do wprowadzenia planowania gospodarczego na poziomie państwa w celu podźwignięcia kraju z ruiny.

Te trzy czynniki sprawiają, że rok 1944 może być momentem pełnej dojrzałości owej „niezrealizowanej potencjalności” i „egalitarnego marzenia” o alternatywnej Polsce Ludowej i alternatywnej polskiej nowoczesności. Mieliśmy gotowe projekty polityczne, sprzyjające nastroje społeczne i powszechne przekonanie, że nie ma już powrotu do sanacyjnej przeszłości, a powojenna III RP musi być diametralnie inna od swojej poprzedniczki. Wreszcie – istniały strukturalne uwarunkowania gospodarczo-społeczne stanowiące obiektywną podstawę dla nowej Polski Ludowej.

Drugi okres to lata 1944-1947, swoisty „czas pomiędzy”. Już nie wojna, ale jeszcze nie stabilne państwo. Okres chaosu i rozmyślań nad tym, co przyniesie przyszłość. Z jednej strony rozpoczęto realizację projektu kseromodernizacji (reforma rolna i industrializacja), z drugiej – wciąż działały PSL i PPS, chociaż proces infiltracji i podporządkowywania partii komunistom już trwał.

Dopiero okres trzeci, lata 1947-1956 i czas stalinizmu, to właściwy moment pełnego wdrażania projektu nowoczesności à la Moskwa z pełnym podporządkowaniem wzorcom kseromodernizacji.

Chłop przejmuje „lejce historii”

Dla chłopstwa jako grupy społecznej, jak i dla ruchu ludowego jako politycznej reprezentacji wsi, II wojna światowa również była czasem przełomowym na trzech płaszczyznach.

Po pierwsze, chłopi jako grupa społeczna stali się wreszcie w przeważającej mierze Polakami. Jak w pracy Odwieczny naród. Polak i katolik w Żmiącej przekonywał Michał Łuczewski, okupacja była czasem, w którym chłopi na masową skalę porzucali wyłączną tożsamość jako „tutejsi” i zaczynali sami siebie określać mianem Polaków. Za ten przyspieszony proces unaradawiania mieszkańców wsi, trwający już przecież na ziemiach polskich od wielu dekad, odpowiadali… niemieccy okupanci.

To właśnie hitlerowski terror sprawił, że identyfikacja „Polak” nie była już dłużej wyłącznie abstrakcyjną kategorią socjologiczną, lecz czymś dla chłopów jak najbardziej konkretnym i namacalnym. W oczach Niemców byli Polakami i za swoją polskość mogli stracić życie. Tak więc w wyniku II wojny światowej Polska „zyskała” kilka milionów nowych Polaków, już nie tylko mieszkańców geograficznego terytorium państwa polskiego.

W II Rzeczpospolitej właściwa historia „działa się” w miastach. Wieś była problemem, obciążeniem, wyzwaniem, z którym należało sobie poradzić: albo reformą rolną, albo industrializacją i urbanizacją kraju. Wieś z jej strukturalnymi bolączkami, przeludnieniem, doskwierającą biedą była synonimem „życia poza historią”.

Tymczasem w trakcie okupacji to właśnie wieś zaczęła dominować jako przestrzeń historycznych zmagań Polaków. To przede wszystkim na wsi (poza warszawskim „sercem”), a nie w mieście działała antyniemiecka konspiracja. To chłopi, dzisiaj bezimienni i anonimowi, ukrywali partyzantów, dawali im jeść, leczyli ich rany, wspomagali w bieżącej walce z okupantem. Na wsi ukrywali się przedwojenni działacze polityczni. Pomocą materialną obejmowano rodziny aresztowanych w działalności podziemnej. Ratunek na wsi znajdowali także wysiedleńcy z innych części Polski. Jak przekonywał w pracy Chłopi polscy 1944-1948. Perspektywa psychohistoryczna Wojciech Jakubowski, wieś zmieniała się również wewnętrznie. Organizowano tajne nauczanie, gromadzono księgozbiory, tępiono bandytyzm i pijaństwo, ingerowano w relacje między dworem a robotnikami rolnymi.

Do polityki zaczęło także wchodzić nowe pokolenie chłopów, które dojrzewało już w II RP. Jak wyjaśniał to Kazimierz Przybysz, badacz polskiej myśli politycznej czasów wojennych, była to generacja, która „bardziej niż ojcowie rozumiała wartość wolności, a także wykazywała większe uświadomienie narodowe i polityczne. Tak więc w okresie okupacji nastąpił niejako proces obywatelskiej nobilitacji młodzieży wiejskiej”.

Efekty tej nobilitacji widać było w konkretnej działalności politycznej. Na przełomie 1942 i 1943 r. konspiracyjne Stronnictwo Ludowe „Roch” stało się najliczniejszą partią polityczną podziemia, a Bataliony Chłopskie drugą siłą militarną Polski Walczącej. Wojenna wieś w praktyce zrealizowała dewizę „Żywią i Bronią” wypisaną na sztandarach kosynierów walczących w insurekcji kościuszkowskiej.

Nastąpiła także fundamentalna, ewolucyjna zmiana w filozofii politycznej ludowców. W II RP dominowały cztery wizje pożądanej wspólnoty politycznej: solidarystyczna, ponadklasowa koncepcja konsolidacji społeczeństwa wokół państwa autorstwa sanacji; drobnomieszczańska wizja Polski endeków; wyobrażenie robotniczego narodu socjalistów oraz chłopska, agrarystyczna Rzeczpospolita w propozycji ludowców.

W trakcie wojny PSL przeszedł jednak z koncepcji stricte klasowej na pozycje ogólnonarodowe. Ruch ludowy gotów był wziąć na swoje barki polityczną odpowiedzialność za losy całego kraju. Że nie były to tylko teoretyczne dywagacje pokazały lata 1944-1947, kiedy Polskie Stronnictwo Ludowe Stanisława Mikołajczyka stał się dominującą reprezentacją polityczną „niepodległej Polski”. Wieś gotowa była po wojnie budować Polskę Ludową.

Rzeczpospolita robotniczo-fabryczna

Wyodrębniony wcześniej „czas przełomu” z lat 1944-1947 może nam nakreślić pewien kontur czy też potencjalny kierunek, w jakim mógłby rozwinąć się projekt alternatywnej Polski Ludowej. Czytana z takiej właśnie perspektywy praca historyka Padraika Kenneya Budowanie Polski Ludowej. Robotnicy a komuniści 1945-1950 pozytywnie weryfikuje gotowość polskiej klasy robotniczej do budowy nowoczesności w sposób samodzielny i podmiotowy.

Bohaterami książki Kenneya są robotnicy i robotnice oraz ich walka o własne miejsca pracy w pierwszych latach po wojnie, gdy ostateczny kształt gospodarki nie był jeszcze wypracowany. „Państwo komunistyczne trudno rzec jasna uznać za twór powstały w wyniku dążeń polskiego społeczeństwa; a przecież społeczeństwo to wywierało wpływ na charakter transformacji z lat 1945-1950” –  pisał autor Budowania Polski Ludowej.

To właśnie w fabrykach istniała przestrzeń dla suwerennego, podmiotowego i twórczego współkształtowania praktycznego wymiaru porządku społeczno-ekonomicznego nowej Polski – oczywiście w skali dopuszczalnej przez zewnętrzne, geopolityczne okoliczności. Nie tylko stawiania reaktywnego oporu, jak to miało miejsce w przypadku zbrojnego podziemia antykomunistycznego, lecz także wywierania określonego i skutecznego wpływu na czynniki rządowe.

Zaczęło się od przejmowania i uruchamiania fabryk na własną rękę – kluczem była kontrola nad własnym miejscem pracy. Kenney skupia się na dwóch miastach, stanowiących jego zdaniem pewne symbole całej powojennej Polski: Łodzi – starym mieście robotniczym, gdzie wśród proletariatu nie doszło do opisanego przez Ryszarda Legutkę „zerwania ciągłości” – oraz Wrocławiu jako polskim „Eldorado”, mieście pionierów, tworzonym od podstaw, z gruzów odchodzącego w przeszłość niemieckiego Breslau.

W Łodzi po uruchomieniu produkcji robotnicy wybierali spośród siebie rady zakładowe i dyrektorów oraz mocno sprzeciwiali się administracji partyjnej i państwowej narzucanej im przez PPR. Podmiotowości robotników sprzyjały dwa zasadnicze czynniki.

Po pierwsze, była to ciągłość biologiczna, której nie przerwała wojna i okupacja – Łódź wciąż tworzyła hierarchiczną wspólnotę robotniczą, ponadzakładową, z określonymi tradycjami pracy oraz codziennego życia. Majstrowie z przedwojenną przeszłością i autorytetem wśród załogi i starsze robotnice swoim doświadczeniem zdobywające posłuch i wysokie miejsce w fabrycznej hierarchii nieraz inspirowali nie tylko powstawanie demokracji robotniczej w zakładach pracy, ale w późniejszym okresie także strajki przeciwko niekorzystnej sytuacji ekonomicznej.

Drugim czynnikiem wzmacniającym pozycję i podmiotowość robotników była w latach 1944-1947 słaba obecność PPR-u w fabrykach. Niewielu robotników posiadało partyjne legitymacje, a często nawet ci, co mogli się nimi pochwalić, wspierali strajki inicjowane przez przedwojennych robotników.

Komuniści szybko, bo już dekretem z lutego 1945 r., zaczęli walczyć z podmiotową pozycją rad zakładowych, osłabiając ich kompetencje kierownicze i nominacyjne, przekształcając instytucje samorządu robotniczego w ciała o charakterze doradczym. Nie chodziło już o wybór władz i kontrolę nad fabryką, lecz dbanie o warunki pracy, umowy zbiorowe czy procedury zatrudnienia. Rady fabryczne zredukowano do roli biura do spraw pracowniczych, działającego w ramach administracji fabrycznej. Dekret podzielił politykę fabryczną i robotniczą na dwie sfery: gospodarczo-produkcyjną i socjalną. Rady zakładowe przypisano do tej drugiej. Z czasem najbardziej krnąbrne rady były rozwiązywane przez związki zawodowe, także podporządkowane PPR-owi.

Skoro robotnicy zostali wyrzuceni poza obręb mechanizmów decyzyjnych i zarządczych, wybierali nowe formy sprzeciwu i nacisku, aby realizować własne interesy. Zaczęły się kradzieże w fabrykach w celu uzupełnienia braków finansowych powodowanych niskimi płacami, pojawiły się całe serie strajków domagających się podwyższenia płac oraz lepszej aprowizacji żywnościowej. W przypadku postulatów żywnościowych znów istotną rolę odegrały robotnice będące jednocześnie matkami oraz odpowiedzialnymi za zakupy i znającymi praktyczne realia gospodarcze.

Ostatnim etapem konfliktu przed okresem stalinizmu była walka o kontrolę nad miejscem pracy, rozumianym jako kontrola sposobu pracy, jej narzędzi, czasu i intensywności, połączona z kontrolą nad sposobem konstruowania wypłaty (kwestia kryteriów ustalania premii, praca na akord).

Po roku 1947 i wejściu na drogę stalinizacji, następowało stopniowo odpodmiotowienie robotników. „Zjednoczona” już partia robotnicza przejęła i podporządkowała sobie całkowicie rady zakładowe i związki zawodowe. Za strajki zaczęły grozić surowsze konsekwencje, z wyrzuceniem z fabryki włącznie. Wprowadzono współzawodnictwo w pracy. Coraz istotniejszą rolę zaczęli odgrywać migranci ze wsi, co pomogło rozbijać solidarność tradycyjnej wspólnoty robotniczej. Nie zmienia to faktu, że pomimo postępowania tych procesów robotnicy – nie tylko ci z Łodzi – przez swoją niechęć do spekulantów, wysokich cen czy problemów z aprowizacją mieli istotny wpływ na rozpoczęcie w 1947 r. przez Hilarego Minca, ministra przemysłu, tzw. bitwy o handel.

Kenney w podsumowaniu swojej pracy domaga się przywrócenia robotnikom historycznej sprawczości, sprzeciwiając się postrzeganiu ich wyłącznie jako biernych przedmiotów komunistycznej rewolucji, „dokonanej odgórnie lub przyniesionej z zewnątrz”. Robotnicy „nie byli bezradnymi ofiarami wszechmocnego państwa i diabelskiej ideologii: byli zaradni, kształtowali własny los, potrafili wykorzystać system dla własnej korzyści i łagodzić jego najokrutniejsze aspekty. (…) Każde działanie podjęte przez państwo w jakiejś mierze odnosiło się do społecznych potrzeb lub nacisków; każde działanie robotników i robotnic albo wpływało na sposób, w jaki państwo wdrażało swoje plany, albo przyczyniało się do poszukiwania przez państwo sposobów wyrażenia ludowej legitymacji”.

Wszystkie opisane wyżej działania robotnicze pozbawione były rozmachu politycznego. Ich perspektywą nie było nigdy dokonanie całościowej, systemowej zmiany. Pozostając w horyzoncie wyznaczanym przez pozostających u władzy komunistów, stanowiły grę na warunkach i w skali narzuconej przez istniejące w Polsce warunki społeczno-ekonomiczne. Ich minimalizm (a może właśnie realizm?), specyfika, ograniczona do granic własnej fabryki nie może jednak odebrać tej walce o „podmiotową codzienność” jej symbolicznego, ale i najbardziej praktycznego znaczenia. Jednocześnie pokazują one gotowość robotników do budowy porządku nowoczesnego, odpowiadającego bardziej socjalistycznemu modelowi alternatywnej Polski Ludowej, niż temu komunistycznemu.

Inna, lepsza nowoczesność była możliwa

„Szlak wrześniowej wędrówki z moich okolic prowadził przez dumne nazwy – Wiślica, Stopnica, Oleśnica, Połaniec, Rytwiany, Baranów, Koprzywnica, Dzików, Sandomierz. Po raz pierwszy ujrzałem podówczas nazwy – Racławice, Dziemierzyce, Janowiczki. Rzeczywistą stała się historyczna i aktualna mapa ojczyzny. A jednocześnie? Kto jej nie znał, temu spod znakomitych nazw odsłoniła się Polska w ubóstwie i wegetatywnym trwaniu między kurną chałupą a cmentarzem. Bliskie i dalekie wioszczyny, nędza dróg, działeczki lichych zbóż”.

To fragment z okupacyjnego dziennika słynnego historyka literatury Kazimierza Wyki. Z jego relacją rymują się słowa gen. Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza, przywódcy Związku Walki Zbrojnej, poprzednika Armii Krajowej: „Polska wczorajsza nie była zawsze Polską w pełnym tego słowa znaczeniu. Za wiele było zakłamania i niesprawiedliwości w jej życiu wewnętrznym. Za wiele jedni mieli w niej wygód, za mało inni chleba i opieki państwowej”.

W trakcie wojny dojrzewała świadomość konieczności radykalnej zmiany. Dojrzewała wśród elit politycznych i intelektualnych, wśród chłopów i robotników. Alternatywna, nigdy nie zrealizowana Polska Ludowa mogła być odpowiedzią na tę konieczność.

Czy ta nasza własna, polska, samodzielna nowoczesność spełniłaby wszystkie oczekiwania? Oczywiście, że nie. Byłaby jednak nowoczesnością na naszych zasadach. Bez kserokopiarki, z własnymi ograniczeniami i błędami, ale też z własną podmiotowością i odpowiedzialnością. Ta opowieść, chociaż z dziedziny historii alternatywnej, zasługuje na obecność w naszej wyobraźni politycznej. Polska nowoczesność była możliwa.

______________________________________________________________________

Esej pochodzi z nowej z teki elektronicznego czasopisma „Pressje” pt. Niech żyje Polska Ludowa!”. Zapraszamy do nieodpłatnego pobrania numeru w wersji pdf.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury