Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Ukielski  3 kwietnia 2019

Bratysława czeka na zmiany

Paweł Ukielski  3 kwietnia 2019
przeczytanie zajmie 4 min

Jeszcze miesiąc temu zwycięstwo Zuzany Czaputovej w wyborach prezydenckich na Słowacji z tak dużą przewagą byłoby zaskakujące. Jednakże jej kontrkandydat, Marosz Szefczovicz, nie zmobilizował niezagospodarowanego w drugiej turze elektoratu konserwatywno-narodowego, który był kluczowy do zniwelowania przewagi. Z polskiego punktu widzenia bardziej istotne będą jednak przyszłoroczne wybory parlamentarne.

Lewicowo-liberalna prezydent-elekt nie ma większego doświadczenia politycznego. Słowacy po raz kolejny pokazali, że oczekują fundamentalnej zmiany uprawiania polityki w ich kraju. Dokładnie na takiej samej fali pięć lat temu wybory prezydenckie wygrał dotychczasowy prezydent Andrej Kiska, który nie zdecydował się ubiegać o reelekcję. Jako oficjalny powód podał poświęcenie się rodzinie, jednocześnie zapowiadając, że planuje założyć nową partię.

Choć wybory prezydenckie na Słowacji są bezpośrednie, a więc za urzędem prezydenta stoi silna legitymizacja społeczna, to jego realne znaczenie polityczne jest jeszcze mniejsze niż w Polsce. W pierwszych latach po odzyskaniu suwerenności wybory te miały charakter pośredni, tj. prezydent wybierany był przez parlament. Ograniczone znaczenie polityczne stanowi dzisiaj prostą, historyczną konsekwencje tego faktu.

Głównym czynnikiem społecznym, który spowodował wybór Zuzany Czaputovej na urząd prezydenta był model głosowania „przeciwko komuś”. Nowa prezydent jest twarzą silnego sprzeciwu wobec dotychczasowej polityki, który nasilił się szczególnie po morderstwie dziennikarza śledczego – Jána Kuciaka oraz jego narzeczonej. Wydarzenie to wstrząsnęło Słowacją, ponieważ jego kulisy były wyraźnie powiązane z kwestiami korupcyjnymi oraz niejasnymi powiązaniami rządzącej partii SMER i biznesu. Chociaż śmierć Kuciaka spowodowała upadek rządu Roberta Fico, nie doprowadziła jednak do przedterminowych wyborów. SMER, choć z innymi twarzami na czele, rządzi nadal.

Marosz Szefczovicz, wystawiony przez partę SMER były komisarz europejski, miał odświeżyć lekko zardzewiały szyld rządzącej partii. Nie spełnił jednak pokładanych nadziei, a przed druga turą, gdy miał przeciwko sobie liberalną światopoglądowo Czaputovą, wrócił do sprawdzonego scenariusza i próbował odwoływać się do elektoratu narodowego i nacjonalistycznego. Wynikało to również z faktu, że w pierwszej turze niemal jedną czwartą głosów uzyskali kandydaci o profilu antyeuropejskim. W drugiej turze duża część tych wyborców została jednak w domach, co wpłynęło również na frekwencję, która wyniosła ledwie 42%. Warto zaznaczyć, że jest to najniższa frekwencja na Słowacji, odkąd prezydent jest wybierany bezpośrednio.

Trudno ocenić, jaki wpływ na słowacką politykę będzie miała nowa Pani Prezydent. Kluczowe są najbliższe wybory parlamentarne, które planowo powinny się odbyć w 2020 roku. Niewykluczone jest jednak, że SMER, wystraszony prezydencką porażką oraz zapowiedziami ustępującego prezydenta Andreja Kiski o tworzeniu nowej partii, zdecyduje się na rozpisanie wyborów w najbliższych miesiącach. Wszystko po to, żeby w jak największym stopniu utrudnić organizację nowych ruchów politycznych.

Przedwyborczego wiatru w żagle powinna również nabrać niedawno utworzona partia Czaputovej, przed którą pierwszy poważny sprawdzian. Chociaż ugrupowanie w sondażach oscyluje wokół 10%, to trzeba pamiętać, że słowacka scena polityczna jest silnie rozdrobniona. Obecny parlament składa się z siedmiu partii, a zgodnie z sondażami następny już może liczyć dziesięć. W rezultacie takiego rozdrobnienia przyszłe rozmowy koalicyjne mogą okazać się niezwykle trudne. Dużo zależeć będzie od wyniku partii Andreja Kiski, która może się okazać wiodącą siłą opozycyjną wobec SMER-u. Powyborczy sojusz Kiski i Czaputovej wydaje się naturalny, nie powinna mu nawet zaszkodzić walka w kampanii o tych samych wyborców. Oboje swoją pozycję zawdzięczają sprzeciwowi dużej części elektoratu wobec rządów SMERu, zaś ich wyborcy oczekują kooperacji w celu odsunięcia od władzy ugrupowania Ficy oraz niedopuszczenia do niej nacjonalistów i eurosceptyków.

Tekst powstał przy współpracy Łukasza Łaguny.