Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Superbohaterki na wojnie z patriarchatem

przeczytanie zajmie 2 min

Na najbliższym spotkaniu z cyklu #PiwoJagiellońskie porozmawiamy o zmaganiach Hollywood z motywem silnej bohaterki, o prezentacji kobiecej perspektywy w kinie popularnym, o konflikcie wartości rozrywkowej z „agendą społeczną”, o „prawie własności” fanów do „swoich” uniwersów i całych gatunków (niektórzy twierdzą, że historie o superbohaterach czy science-fiction są z założenia przeznaczone dla męskiej publiczności, więc narracja feministyczna się do nich niekulturalnie „wprasza”) i innych pokrewnych wątkach.

Jeżeli śledzicie kinowe losy komiksowych superbohaterów, to prawdopodobnie macie już swoją opinię o filmie Kapitan Marvel – nawet jeśli jeszcze go nie widzieliście. Dyskusja w mediach i w internecie zaczęła się na długo przed premierą. Film poprzez świadome wybory scenariuszowe i marketingowe, ale też przez towarzyszące mu incydenty medialne, ulokował się w samym środku płomiennego sporu rozgrzewającego publiczność od dłuższego czasu. To awantura obejmująca wielką plątaninę wątków, ale umownie można chyba ją scharakteryzować opozycją: „rozrywka kontra agenda”.

YouTube pełen jest analiz i komentarzy przekonujących, że Disney zniszczył nowe Gwiezdne Wojny (Ostatni Jedi, Łotr 1), ponieważ postawił ideologię przed dramaturgią – tak bardzo chciał dać masowemu odbiorcy wzorzec silnej niezależnej bohaterki, że wyeliminował z historii motywy zmagania się postaci z własnymi ograniczeniami, których przezwyciężanie tradycyjnie napędza napięcie dramatyczne historii (vide: popularyzacja terminu „Mary Sue”). Feminizm to tylko jeden z wątków lewicowej agendy demaskowanych w tych analizach.

Okazuje się więc, że niewinna zdawałoby się dyskusja o jakości ostatnich hitów kasowych ma bardzo silny podtekst polityczny. Infiltracja popularnych tytułów przez lewicową pedagogikę to jeden z jej refrenów. Zaangażowani widzowie i fani mają często żal, że polityka, którą się nie interesują, wciska się na siłę do ich rozrywki.

Kapitan Marvel to przypadek o tyle ciekawy, że nie stara się swojej „agendy” przemycać tylnymi drzwiami, tylko prezentuje ją publiczności z otwartą przyłbicą. Film wprost podejmuje temat kulturowych wzorców kobiecości i męskości. Konflikt napędzający fabułę jest skonstruowany w istotnej części na fakcie, że postacią pierwszoplanową jest właśnie kobieta. I jest to z założenia ikona silnej bohaterki – do tego stopnia, że scenarzyści obdarzyli ją mocą, która wygląda na niczym nieograniczoną, przewyższającą wszystko, czym dysponowali dotychczas znani superbohaterowie. Wielu widzów podnosi, że takie założenia wyjściowe dały w rezultacie historię, która jest nudna, irytująco protekcjonalna, niesprawiedliwa i obraźliwa w stosunku do mężczyzn, a nawet… złodziejska (bo posługuje się męskimi bohaterami z innych filmów i komiksów, opowiadając ich przeszłość w sposób, który psuje ich ustalony wcześniej wizerunek groźnych twardzieli – „kradnie” więc uniwersum fanom). Ostrzał negatywnych opinii jest zmasowany i naznaczony silnymi emocjami.

To jednak tylko jeden, najświeższy przykład. Jesteśmy ciekawi, co Wy sądzicie o całym problemie: o zmaganiach Hollywood z motywem silnej bohaterki, o reprezentacji kobiecej perspektywy w kinie popularnym, o konflikcie wartości rozrywkowej z „agendą”, o „prawie własności” fanów do „swoich” uniwersów i całych gatunków (niektórzy twierdzą, że historie o superbohaterach czy science-fiction są z założenia przeznaczone dla męskiej publiczności, więc narracja feministyczna się do nich niekulturalnie „wprasza”) i innych pokrewnych wątkach.

Spotkanie w formule Piwa Jagiellońskiego, czyli dyskusja w swobodnej atmosferze i z równym dostępem do głosu, bez panelistów. Obowiązuje zasada BYOB – zachęcamy do przyjścia z butelką ulubionego piwa (lub innego preferowanego napoju).

Dołączajcie do wydarzenia na Facebooku i zapraszajcie swoich znajomych

Spotykamy się 22.03 o godzinie 19.00 warszawskiej siedzibie KJ przy ul. Andersa 35.