Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Szymon Malik  14 marca 2019

Zakup systemu HIMARS od Amerykanów to błąd

Szymon Malik  14 marca 2019
przeczytanie zajmie 8 min

W połowie lutego Ministerstwo Obrony Narodowej podpisało umowę na dostawę dywizjonowego modułu ogniowego z wyrzutniami M-142 HIMARS (Hight Mobility Rocket System). Dzięki temu Wojska Rakietowe i Artyleria (WRiA) mają uzyskać nowe zdolności bojowe. Niestety dokonany wybór nie był najlepszy z możliwych. Kontrakt nie realizuje bowiem interesów polskiego przemysłu zbrojeniowego, a w kilku armiach świata istnieją systemy artylerii rakietowej o zdolnościach większych od amerykańskiej wyrzutni HIMARS.

Czym tak naprawdę jest HIMARS?

System M-142 HIMARS jest wieloprowadnicową wyrzutnią rakietową na nośniku kołowym. Nie wchodząc zbyt głęboko w szczegóły natury technicznej, dość powiedzieć, że HIMARS jest w pewnym sensie lżejszą i bardziej mobilną wersją amerykańskiego systemu M-270 MLRS (Multi Launched Rocket System). Dzięki zmniejszeniu masy, system M-142 może być transportowany samolotami C-130. W armii amerykańskiej korzystają z niego Wojska Lądowe USA, Gwardia Narodowa oraz Korpus Piechoty Morskiej.

Wyrzutnie rakietowe tej klasy z reguły pełnią rolę jednostek artylerii szczebla dywizji. Oznacza to, że poszczególne dywizjony przypisane są najczęściej do pancernych lub zmechanizowanych dywizji i podlegają dowództwu tych związków taktycznych. Ze względu na zasięg rakiet wyrzutnie te wykonują nie tylko zadania ogniowe z zakresu bezpośredniego wsparcia artylerią rakietową jednostek ogólnowojskowych, ale są zdolne także do głębokiego uderzania w zaplecze wojsk przeciwnika czy niszczenia wrogich jednostek w miejscach ich zgrupowania. Dotyczy to zwłaszcza pocisków ATACMS o maksymalnym zasięgu 300 km.

System M-142 HIMARS korzysta z rakiet GMLRS (ang. Guided Multiple Launch Rocket System) oraz ATACMS (ang. Army Tactical Missile System). Pociski GMLRS kal. 227 mm stanowią podstawowy typ wykorzystywanej amunicji. Pojedyncza wyrzutnia przenosi 6 rakiet tej klasy. Wyposażone są one w głowicę odłamkową lub odłamkowo-burzącą o masie 89 kg, a ich maksymalny zasięg wynosi około 75 km. Z kolei pociski ATACMS są rakietami taktycznymi kalibru 610 mm. Wyposażone w głowicę odłamkowo-burzącą o masie 221 kg mogą polecieć nawet na odległość 300 km. Pojedyncza wyrzutnia HIMARS może przenosić tylko jeden taki pocisk.

Naturalnie, poza samymi wyrzutniami, w skład każdego dywizjonowego modułu ogniowego wchodzą też inne wozy takie jak: wozy dowódcze i dowódczo-sztabowe, ewakuacyjne czy transportowo-załadowcze.

Co konkretnie kupiliśmy od Amerykanów?

W ramach podpisanego kontraktu Polska zamówiła: 20 wyrzutni M-142 HIMARS (z czego 18 wejdzie w skład Dywizjonowego Modułu Ogniowego – DMO), ponad 12 wozów dowódczych i dowódczo-sztabowych Tumak (stworzonych na bazie samochodu terenowego HMMWV), 19 wozów transportowo-załadowczych (18 wejdzie w skład DMO), 18 przyczep i 3 wozy ewakuacyjne. Wyrzutnie, wozy dowodzenia i wozy transportowo-załadowcze niewchodzące w skład dywizjonowego modułu ogniowego będą przeznaczone do szkolenia żołnierzy.

Jeśli chodzi o amunicję to polski MON pozyskał zarówno pociski GMLRS, jak i pociski ATACMS. Według dostępnych informacji zamówiono łącznie 45 kontenerów (po 6 rakiet każdy), z których 36 zawiera pociski M 31 GMLRS-U, co daje łącznie 216 rakiet tej klasy. Pozostałe 9 kontenerów zawiera łącznie 54 efektory M30A1 GMLRS AW. Ponadto pozyskano też 30 kontenerów dla rakiet ATACMS. Dodatkowo pozyskano 20 sztuk amunicji ćwiczebnej M28A1 LCRR kal. 227 mm.

Całkowita wartość podpisanego kontraktu wyniosła 414 mln dolarów netto, a przekładając to na polską walutę – 1,96 mld zł brutto. Zakup zrealizowano w ramach procedury Foregin Military Sales (FMS). Całość zamówionego sprzętu ma zostać dostarczona do 2023 r.

Alternatywy dla systemu HIMARS

Naturalnie HIMARS nie jest jedyną wyrzutnią rakietową w swoim rodzaju. Posiada wiele odpowiedników na świecie, m.in. amerykańskie M-270 MLRS, rosyjskie BM 27 Uragan i BM-30 Smiercz oraz izraelski system LYNX. Przyjrzyjmy się porównaniu tych sprzętów.

Amerykański system M-270 MLRS jest starszym bratem wyrzutni M-142 HIMARS. Główne różnice polegają na zastosowaniu odmiennego nośnika (gąsienicowy vs. kołowy) oraz na przenoszeniu większej ilości rakiet (12 pocisków kal. 227 mm lub 2 pociski kal. 610 mm vs. 6 pocisków kal. 227 mm lub 1 pocisk kal. 610 mm). W związki z tymi różnicami system M-270 MLRS cechuje również większa masa. Większość pozostałych elementów systemu, w tym w szczególności stosowane rakiety, są te same.

Wyrzutnia BM-27 Uragan jest ważącą 20 ton kołową wyrzutnią rakietową. BM-27 przenosi 16 rakiet kal. 220 mm o maksymalnym zasięgu ok. 35 km. O ile zatem system BM-27 przenosi większą liczbę rakiet o podobnym kalibrze, o tyle ich zasięg jest znacząco mniejszy od amerykańskich pocisków GMLRS. Dlatego system BM-27 Uragan raczej nie stanowi poważnego zagrożenie dla dywizjonów artylerii rakietowej wyposażonej w wyrzutnie M-142 HIMARS.

System BM-30 Smiercz to kolejna rosyjska wyrzutnia rakietowa. Wykorzystuje nośnik kołowy, w układzie 8×8 (MAZ 543M). Uzbrojenie stanowi 12 prowadnic lufowych o kalibrze 300 mm. Dawniej BM-30 wykorzystywał rakiety o zasięgu ok. 70 km, a zatem dysponował zdolnościami zupełnie analogicznymi do amerykańskiej wyrzutni M-270. Dzisiaj jednak wyrzutnia ta korzysta z amunicji 9M528 o zasięgu 90 km. Mówi się również o wprowadzeniu pocisku kolejnego typu: 9M542 o maksymalnym zasięgu wynoszącym 120 km.

Jeżeli rosyjskie deklaracje o zasięgu tych rakiet są prawdziwe, należy uznać, że system BM-30 Smiercz stanowić będzie największe zagrożenie dla wyrzutni HIMARS, ponieważ rosyjskie pociski posiadają znacząco większy zasięg od amerykańskich GMLRS. Głowice rosyjskich pocisków cechują się także większą masą. W końcu, BM-30 Smiercz przenosi dwa razy większą liczbę efektorów niż wyrzutnia M-142 HIMARS. W mojej ocenie, oznacza to, że rosyjski system jest w zasadzie pod każdym względem lepszy od systemu amerykańskiego.

Systemem tej samej klasy co M-142 HIMARS jest również izraelska wyrzutnia LYNX. Może być ona posadowiona zarówno na nośniku kołowym 6×6, jak i na nośniku kołowym 8×8. System izraelski wykorzystuje 4 typy amunicji: pociski kalibru 160 mm o zasięgu 40 km, pociski EXTRA kalibru 305 mm o zasięgu 150 km, pociski Predator Hawk kalibru 370 mm o zasięgu 300 km oraz pociski LORA kalibru 600 mm o zasięgu ponad 300 km. Wyrzutnia systemu LYNX może przenosić większą od wyrzutni systemu HIMARS liczbę pocisków (np. 2 pociski LORA vs. 1 ATACMS).

Ponadto, przynajmniej według twierdzeń Izraela, pocisk LORA – stanowiący jeden z czterech typów amunicji dla tego sprzętu – dysponuje zdolnością do wykonywania manewrów unikowych w terminalnej fazie lotu. Taka zdolność znacząco zwiększa prawdopodobieństwo trafienia w cel i obniża skuteczność obrony przeciwrakietowej przeciwnika. Podobnymi zdolnościami dysponują również rosyjskie pociski Iskander, czy amerykańskie ATACMS (pozyskane przez Polskę). Zaletą pocisku LORA jest jednak dwa razy większa masa głowicy w porównaniu do analogicznego amerykańskiego systemu.

W związku z powyższym LYNX również należy uznać za lepszy od M-142 HIMARS. Cechuje się on większą elastycznością, ze względu na większą liczbę stosowanych efektorów oraz możliwości zmieniania konfiguracji wyrzutni.

Izraelska oferta była lepsza

Co ciekawe, Izrael zaoferował Polsce system LYNX w ramach programu Homar. Wyrzutnia  była głównym konkurentem amerykańskiego systemu M-142 HIMARS. W ramach kontraktu izraelski koncern IMI Systems zaoferował Polsce zakup wyrzutni (pozostałe elementy dywizjonu, takie jak wozy transportowo-załadowcze, czy ewakuacyjne miały być dostarczone przez polskie zakłady zbrojeniowe). Ponadto zadeklarowano gotowość do zainstalowania w wyrzutniach polskiego systemu kierowania ogniem Topaz. Uzyskano również zgodę na wybudowanie w Polsce fabryki i transfer technologii do produkcji rakiet Extra o zasięgu 150 km. Transfer prawdopodobnie nie obejmowałby technologii do produkcji pocisków balistycznych LORA, które miałyby być zakupione z półki.

System LYNX po pierwsze znacząco przewyższa swojego amerykańskiego odpowiednika pod względem siły ognia, a po drugie oferta koncernu IMI Systems w znaczącym zakresie uwzględniała interesy polskiej zbrojeniówki.

Gdyby umowa tego rodzaju doszła do skutku, wówczas polski przemysł pozyskałby wiele nowych możliwości, zwłaszcza z zakresu produkcji rakiet, co od dawna jest naszą piętą achillesową (niejedyną zresztą, ale to temat na oddzielny tekst). Ponadto, nasze koncerny miałby również zyski bezpośrednie z realizacji programu Homar, gdyż wyprodukowałyby pojazdy wsparcia dla wyrzutni, jak również zainstalowałyby system kierowania ogniem produkcji krajowej.

Amerykańska oferta nigdy nie poszła tak daleko jak izraelska i w zasadzie zawsze opierała się na zakupie systemu z półki, z amerykańskimi wozami wsparcia i amerykańskim systemem kierowania ogniem. Co więcej, USA ograniczone są Reżimem Kontroli Technologii Rakietowych (ang. Missile Technology Control Regime, MTCR), według którego nie mogą przekazać Polsce technologii produkcji pocisków ATACMS, nawet gdyby chcieli to zrobić. Takie działanie byłoby niezgodne z prawem. Izrael z kolei nie jest objęty podobnymi ograniczeniami.

Dlaczego nie powinniśmy kupować systemu HIMARS

Zgodnie z polskim Planem Modernizacji Technicznej SZ RP na lata 2017-2022 w ramach programu WR-300 Homar SZ RP pozyskać miały wyrzutnie zdolne do rażenia celów na odległości do 300 km (lub więcej). Zakładano pozyskanie łącznie 54 wyrzutni rakietowych tej klasy, tak by możliwe było sformowanie 3 dywizjonowych modułów ogniowych (po jednej dla każdej z dywizji wojsk lądowych). Decyzje o zakupie zaledwie jednego dywizjonu należy uznać za zdecydowanie niewystarczającą. Ponadto, w kontekście formowania nowej dywizji, tj. 18. Dywizji Zmechanizowanej, należało dokonać rozszerzenia programu o kolejne wyrzutnie, tak by możliwe było sformowanie 4 dywizjonów artylerii rakietowej w ramach programu Homar. Należy zatem uznać, iż w tym kontekście podpisany przez MON kontrakt z całą pewnością nie zaspokaja potrzeb Wojsk Lądowych na systemy tej klasy.

Co więcej, wątpliwości budzi również kształt kontraktu, w tym przede wszystkim konfiguracja systemów uzbrojenia, jak również transferów technologii. Pozyskane przez nas wyrzutnie mają konfigurację stricte amerykańską, w związki z czym wszystkie ich elementy zostały stworzone w USA. Rozwiązanie tego typu nie jest w interesie polskiego przemysłu zbrojeniowego, a w skrajnym przypadku może nawet obniżyć poziom interoperacyjności pomiędzy poszczególnymi pododdziałami artylerii.

Wynika to z faktu, iż istniejące jednostki korzystają z polskich systemów kierowania ogniem, polskich radarów artyleryjskich, czy polskich dronów rozpoznawczych. Artyleria tworzy zintegrowany skutecznie ze sobą współpracujący system. Dywizjon M-142 HIMARS oparty będzie na odmiennych (amerykańskich) rozwiązaniach, przez co będzie mieć charakter „wyspy” w polskich Wojskach Rakietowych i Artylerii. Co więcej, taka konfiguracja tworzy pretekst do przejścia pozostałych jednostek na systemy amerykańskie. Dlatego podpisanie kontraktu wywołało bardzo poważne niezadowolenie polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Realizacja programu Homar powinna skupić się przede wszystkim na pozyskaniu technologii produkcji rakiet i ewentualnie innych elementów, których nie jesteśmy w stanie sami wyprodukować. W pozostałych przypadkach powinniśmy korzystać z rozwiązań własnego przemysłu zbrojeniowego, które w dziedzinie artylerii, zwłaszcza w zakresie systemów kierowania ogniem, zaliczają się do ścisłej światowej czołówki pod względem zastosowanych rozwiązań technicznych. Wyrzutnie posadowilibyśmy zatem na własnych ciężarówkach, opracowalibyśmy własne wozy transportowo-załadowcze i ewakuacyjne, a przede wszystkim użylibyśmy własnego systemu kierowania ogniem Topaz. Brak możliwości zainstalowania w wyrzutni M-142 HIMARS krajowych rozwiązań jest poważną wadą podpisanego przez MON kontraktu.

Transfer technologii rakietowych byłby z pewnością poważnym bodźcem rozwojowym dla polskich zakładów zbrojeniowych, dla których  pozostają one chyba największą bolączką. Niestety, kontrakt podpisany przez MON nie przewiduje jakichkolwiek transferów technologii, co należy uznać za jego bardzo poważną wadę. Naturalnie, o ile brak transferu technologii do produkcji rakiet ATACMS o zasięgu do 300 km jest raczej zrozumiały i wynika z Reżimu Kontroli Technologii Rakietowych, który obejmuje USA, o tyle brak transferu technologii do produkcji efektorów kal. 227 mm pozostaje poważną porażką MON.

Naturalnie samo Ministerstwo tłumaczy się, że podpisany 13 lutego kontrakt to swego rodzaju preludium do dalszego pogłębienia współpracy, pozyskania kolejnych wyrzutni, a wraz z nimi odpowiednich technologii. Osobiście nie podzielam tego zdania. Transfery technologii najłatwiej jest wynegocjować, gdy pozyskujemy dużą partię uzbrojenia danej klasy, przez co ewentualna umowa będzie mieć dużą wartość, a także gdy nie posiadamy jeszcze systemu, który zamierzamy zakupić.

Drugi warunek, może wydawać się nieco niejasny, dlatego poświęcę mu w tym miejscu więcej uwagi. Generalnie rzecz biorąc pozyskując dane uzbrojenie, wchodzi się w pewien system – system technologii, dostaw, zdolności. Można powiedzieć, że im większa liczba typów uzbrojenia tej samej klasy, tym logistycznie trudniej to wszystko pogodzić. Większa liczba różnych systemów, z różnymi silnikami, wyrzutniami, z różnymi rodzajami rakiet znacznie utrudnia działania logistyczne w czasie prowadzenia operacji zbrojnej. Zwiększa skomplikowanie łańcuchów dostaw oraz czyni utrzymanie sprzętu w linii bardziej kosztownym. W związku z powyższym, po pozyskaniu systemu uzbrojenia danej klasy, państwa często nie decydują się na wprowadzenie do armii analogicznego uzbrojenia, ale o odmiennych parametrach technicznych (chociaż istnieją od tej reguły wyjątki). Jeśli się w taki system wejdzie, nie jest łatwo z niego wyjść, zwłaszcza, jeżeli nie posiada się odpowiednich środków finansowych i woli politycznej. Warto też w tym miejscu nadmienić, iż państwa członkowskie NATO posiadające systemy rakietowe korzystają z wyrzutni M-270 MLRS, a nie M-142 HIMARS (wyjątkiem są oczywiście USA).

Dlatego podjęcie decyzji o zakupie 20 wyrzutni M-142 HIMARS, w mojej ocenie, znacząco obniży polską pozycję negocjacyjną i poważnie utrudni pozyskanie kolejnych wyrzutni po korzystnej cenie. Jeszcze trudniejsze będzie pozyskanie transferów technologii rakietowych.

Amerykanie będą bowiem zdawać sobie sprawę z faktu, że skoro polskie siły zbrojne korzystają już z systemów M-142 HIMARS, to istnieje nikłe prawdopodobieństwo, że zdecydują się na pozyskanie innej wyrzutni szczebla taktycznego. Skoro tak, to USA i koncern Lockheed Martin nie mają żadnej konkurencji, a skoro nie mają konkurencji, to ich oferta będzie korzystna przede wszystkim dla nich samych, a nie dla nas. Kwestia sojuszu Warszawy i Waszyngtonu nie ma tu znaczenia. Dla Amerykanów biznes to biznes.

Ponadto system HIMARS wyposażony w pociski GMLRS jest systemem szczebla taktycznego. Można go wykorzystywać również na poziomie operacyjnym dzięki zastosowaniu pocisków ATACMS (zarówno cięższych, jak i o istotnie większym zasięgu). Problem w tym, że Stany Zjednoczone, na chwilę obecną, nie posiadają rakiet „pośrednich” (tj. taktyczno-operacyjnych) o zasięgu 90 – 200 km. Zdolnościami takimi dysponuje zaś Rosja, Białoruś, Ukraina (np. BM-30 Smiercz), czy Izrael (pociski EXTRA). W mojej ocenie taka sytuacja tworzy lukę w polskich wojskach rakietowych, którą, patrząc na zdolności potencjalnych przeciwników, należałoby uzupełnić.

Podsumowanie

Generalny wniosek jest więc jasny – podpisany kontrakt to nienajlepsze z możliwych rozwiązań. Przede wszystkim nie uwzględnia on interesów polskiego przemysłu, który w zasadzie w ogóle nie będzie zaangażowany w realizację dostaw dywizjonu artylerii rakietowej HIMARS. Ponadto nie otrzymaliśmy również kluczowych transferów technologii dotyczących produkcji rakiet kal. 227 mm. Taka sytuacja ogranicza nasze możliwości szybkiego wprowadzenia dużych ilości zapasów amunicji, a do tego uzależnia nas od zagranicznego łańcucha dostaw. Nie jest to sytuacja pożądana, gdyż ogranicza ona nasze możliwości w zakresie dowolnego korzystania z zakupionego sprzętu (nieznacznie ale jednak).

Na koniec – pozyskanie zaledwie 18 wyrzutni nie zaspokaja potrzeb Wojsk Lądowych na tego typu systemy. Konieczne będzie zatem podpisanie kolejnych kontraktów, w których polska pozycja negocjacyjna, z powodów opisanych powyżej, będzie raczej niska. Co za tym idzie, kolejne kontrakty będą drogie i mogą nie uwzględniać interesów polskiego przemysłu, ani transferów technologii, chyba że zapłacimy za to USA i koncernowi Lockheed Martin bardzo duże pieniądze.