Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Niewidzialne 20% Polski

Niewidzialne 20% Polski Manifa Warszawa/Facebook

Czy wiedzieliście, że kobiety mieszkające na obszarach wiejskich to 20% mieszkańców Polski? Mówimy tutaj o kilku milionach kobiet. Niewidocznych w mediach, pozostających poza debatą publiczną, nieobecnych w świadomości społecznej. Nieobecnych także w polskim, miejskim feminizmie. Sposób życia i specyfika problemów kilku milionów kobiet pozostają społecznie niewidzialne.

Starsza pani z kraciastą chustką na głowie siedząca na ławce przed domem; krzepka sklepowa z trwałą  podobną do tej z serialu Ranczo. Młode dziewczyny? Zapewne zakładają krótkie, różowe spódniczki i co weekend na wysokich szpilkach biegną na dyskotekę z muzyką disco-polo. To obrazy, które przychodzą nam prawdopodobnie do głowy, gdy wyobrażamy sobie, jak wygląda kobieta żyjąca na polskiej wsi. Tylko że to jedynie ułamek prawdy.

Budka z kebabami zamiast biletów na PKS

Sylwia od 11 lat prowadzi budkę z kebabami. Zaczynała właściwie od zera, zrobiła wszystkie potrzebne kursy. Trwało to wiele lat, bo wielkiego wsparcia od rodziny nie miała. Dziś, jak sama opowiada, z biznesu ma 4000 zł na czysto, ale w pracy spędza codziennie po 12 godzin. Nawet w niedziele przychodzi na kilka godzin, żeby pomóc swoim pracownicom, które obsługują gości wychodzących z pobliskiego kościoła. Alternatywa? Wcześniej pracowała w biurze księgowym za najniższą krajową, ale połowę  pensji wydawała na dojazdy. Później sprzedawała stare numery gazet w okolicznych miastach. Okolicznych w tym wypadku oznacza w promieniu 120 km.

Według badań Polska wieś i rolnictwo przygotowanych przez Biostat 73% respondentów jako główną barierę w zwiększeniu aktywności zawodowej wskazuje brak ofert pracy w pobliżu miejsca zamieszkania, a co za tym idzie, konieczność finansowania dojazdu do najbliższego miasta na własny koszt. Jedyną sensowną alternatywą wydaje się samozatrudnienie, na które kobiety zamieszkujące obszary wiejskie decydują się dwukrotnie częściej niż mieszkanki miast. Każdy z nas może wyobrazić sobie, ile sklepów czy budek z kebabem może pomieścić jedna miejscowość, i tym samym odpowiedzieć sobie na pytanie o ryzyko, którym obarczona jest każda z takich działalności.

Czy doiłaś kiedyś krowę?

Kalina wciąż mierzy się ze stereotypem wiejskiej dziewczyny. Pracuje w szpitalu i opowiada, że gdy zaczynała, lekarze pytali ją, czy pochodzi ze wsi, i wytykali jej wykonywanie obowiązków związanych z prowadzeniem gospodarstwa. Do dziś w ten sam sposób odpytują koleżanki, które zaczynają pracę. Kalina całą sprawę kwituje stwierdzeniem, że jeśli człowiek sam nie ma kompleksów, nikt nie jest w stanie go zranić. Śmieje się z koleżanek, które ze wstydem ukrywają swoje pochodzenie. Czy nie mają ku temu powodów?

Według przytaczanych wcześniej badań opinie pracodawców podtrzymują stereotypowy i nieprawdziwy obraz. Zdaniem 56,5% respondentów wiejskie kobiety na pierwszym miejscu stawiają rodzinę, a dopiero w dalszej kolejności myślą o pracy. Tylko niespełna 30% ankietowanych uznaje, że kobiety z obszarów wiejskich są chętne i gotowe do podnoszenia własnych kwalifikacji. Jedynie 8% zapytanych uważa, że wiejskie kobiety dążą do awansu zawodowego. To krzywdzący obraz. Kobieta ze wsi w ogólnej świadomości istnieje jako pracownik gotowy do poświęceń (chyba, że w grę wchodzi wybór praca a rodzina) oraz posiadający niskie oczekiwania płacowe i te związane z warunkami pracy.

Nikt sam nie wybiera nierównego podziału domowych obowiązków

Józia opowiada o podziale ról między kobietami i mężczyznami: ,,Podział pracy? Mąż się do roboty w ogóle nie przykładał, co dopiero domowych prac. Wszystko było na mojej głowie. Teraz mężczyźni też w domach nie bardzo bywają, cały tydzień w stolicy. Bo na wsi znajdziecie wszystkich fachowców – i budowlańców, i mechaników, i tynkarzy”. Ta rzeczywistość dotyczy rzeszy kobiet mieszkających na obszarach wiejskich. Według danych GUS w niemal co dziesiątym gospodarstwie jeden z członków rodziny przebywa poza granicami kraju. Bardzo liczne są też rodziny, których członkowie pracują w mieście i cały tydzień spędzają w rozjazdach.

„Kiedyś nauczycielka, żona robotnika i rolniczka trzymały się razem. Wieś to było wspólne dzieło mieszkańców. Tymczasem dziś działa jak sieć stowarzyszeń, a między nimi żadnej współpracy. Tylko my jako koło gospodyń robimy coś dla kobiet. Chociażby Wigilię dla samotnych, owdowiałych rolniczek” – tłumaczy pani Józia. Radzą sobie, jak mogą, wspierając sąsiadki.

Biznes na peryferiach

Marta opowiada o tym, jak prowadzi się biznes na wsi. Wyrosła w domu, w którym kobiety pracowały na równi z mężczyznami. Po śmierci dziadka to jej mama wraz z babcią przejęły rodzinny interes. Do tej pory ludzie dziwią się, gdy muszą zapisać nazwę ich firmy: „Aniela Musiał i córka”. Jej mamie feminizm kojarzy się źle ze względu na tradycyjne podejście do roli kobiety, ale zdaniem Marty nie jest to kwestia pochodzenia, lecz sprawa pokoleniowa. U nich na wsi wszystko się zmienia. Młodsze kobiety nie zgadzają się już na złe traktowanie i cenią sobie wolność.

Czasem od pracowników słyszy przykre słowa: „Pani jest kobietą, pani nie zrozumie”. Wtedy dziękuje za współpracę i wraca do obowiązków. Ma 13 hektarów sadu i tłocznię, więc zajęć jej nie brakuje. Zwłaszcza, że wszystkiego trzeba przypilnować samemu. Jej codzienność to walka o ręce do pracy. Pierwszym zwolnionym przez nią pracownikiem był mężczyzna, któremu pożyczyła pieniądze i którego zatrudniła mimo złej reputacji. Dała mu umowę o pracę, a po trzech dniach zniknął. Odnalazła go pijanego w domu. Z kolejnymi nie było łatwiej, jeden z pracowników nagminnie ją okradał. Nie miała nikogo na zastępstwo, więc przymykała oczy na to zachowanie. Prowadzenie firmy na wsi nie jest prostą sprawą. Kobieta poza standardowymi obowiązkami na każdym kroku musi udowadniać, że daje sobie radę i trzyma wszystko w ryzach równie dobrze jak mężczyzna.

„Nie ma feminizmu bez solidarności”

To tylko kilka wybranych historii, które pokazują nieliczne z wielu życiorysów wiejskich kobiet. Autorki książki Co wyście myślały? Spotkanie z kobietami z mazowieckich wsi przedstawiają ich znacznie więcej.

Kilka dni temu ulicami największych polskich miast pod hasłem „Nie ma feminizmu bez solidarności” przeszły kolejne manify. Wśród podnoszonych na manifestacjach haseł znalazły się postulaty wolności seksualnej czy sprzeciwu wobec przemocy symbolicznej. Nie można nie odnieść wrażenia, że ten manifowy feminizm apeluje o solidarność tylko wobec niezbyt dużej części polskich kobiet, a nie dostrzega milionów tych, które na co dzień żyją w miejscu, gdzie poza sklepem, kościołem, remizą i 30 domami są tylko szczere pola. Dopóki miejski feminizm nie będzie uwzględniał specyfiki problemów kobiet z obszarów wiejskich, dopóty główne hasło tegorocznej manify pozostanie hasłem w dużej mierze pustym. A sam miejski feminizm będzie „feminizmem 1%”.