Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Morawiecki gra o wszystko

przeczytanie zajmie 5 min
Morawiecki gra o wszystko Facebook/ PiS

Po 3,5 latach rządów, Prawo i Sprawiedliwość ciągle ma problem ze skutecznym zarządzeniem państwem. Reelekcji nie mają mu zapewnić skutecznie prowadzone polityki publiczne, ale prosta z perspektywy technologii władzy strategia budżetowej redystrybucji. Odpowiedzialnym za realizację tego politycznego planu Jarosław Kaczyński uczynił premiera Mateusza Morawieckiego.

Ostatnie miesiące były dla Prawa i Sprawiedliwości tragiczne. Kontrowersje wokół płac w Narodowym Banku Polskim, społeczne poruszenie po śmierci prezydenta Adamowicza, afera podsłuchowa z Jarosławem Kaczyńskim w roli głównej, wreszcie kolejny kryzys w relacjach z Izraelem. PiS znalazł się w defensywie na wielu frontach. Po bardzo źle odebranej przez większość liderów opinii konferencji bliskowschodniej widać było, że coraz mniej dziennikarzy i analityków z przekonaniem broni obecnej ekipy.

Dlatego dzisiejsza konwencja PiS-u, jeśli miała przełamać ten negatywny trend, musiała być mocna. I tak właśnie było: 500+ na każde dziecko; 1100 zł dla każdego emeryta; niższy PIT dla mało zarabiających; młodzi do 26 roku życia zwolnieni z podatku dochodowego w progu 18%; zwiększenie dostępności połączeń PKS. Realizacja tych postulatów będzie kosztowała budżet państwa kolejne dziesiątki miliardów złotych. Zwolennicy powiedzą – polityka solidarności społecznej. Przeciwnicy – nieodpowiedzialny populizm i rozdawnictwo.

Jedno widać jednak gołym okiem. Po 3,5 latach rządów, PiS ciągle ma problem ze skutecznym zarządzeniem państwem. Reelekcji nie mają mu zapewnić skutecznie prowadzone polityki publiczne, ale prosta z perspektywy technologii władzy strategia budżetowej redystrybucji. Nikt już nie mówi o budowie miliona aut elektrycznych. „Reforma” sądownictwa nie doprowadziła do poprawy systemu, ale do osłabienia jego wydajności. Chaos w szkolnictwie narasta, a minister Zalewska, twarz reformy likwidującej gimnazja, właśnie pakuje walizki i po wyborach do Parlamentu Europejskiego ma zostać wysłana do Brukseli. Dobrze prowadzona do pewnego momentu reforma szkolnictwa wyższego dziś ugrzęzła w kolejnych ministerialnych rozporządzeniach, co rodzi kolejne kontrowersje w środowisku akademickim. O spektakularnej poprawie w armii, gdzie na półmetku rządu doszło do zmiany przywództwa, a ostatnio nawet do aresztowań polityków PiS-u działających wokół Polskiej Grupy Zbrojeniowej, również trudno mówić. W polityce zagranicznej, stwierdzając eufemicznie, również nie doszło do jakościowej zmiany. PiS nie może się dziś pochwalić sukcesami w rządzeniu państwem. Dlatego proponuje nowe przywileje społeczne.

W ten sposób cała odpowiedzialność za przyszłość PiS-u została złożona na barki Mateusza Morawieckiego. To od polityki gospodarczej rządu będzie zależała odpowiedź na kluczowe pytanie: „Czy w budżecie na to wszystko znajdą się pieniądze?”. A za to nie są dziś odpowiedzialni Kaczyński, Duda, Gowin czy Ziobro, ale wyłącznie Morawiecki. Zanotujemy dobre wyniki gospodarcze i wysokie wpływy do budżetu – będzie dobrze. Nie zanotujemy – postulaty z dzisiejszej konwencji okażą się „kilerem” dla budżetu państwa.

Za taką interpretacją przemawia jeszcze jeden istotny fakt. W tym tygodniu okazało się, że Joachim Brudziński startuje do PE. Ta informacja była dużym szokiem nawet dla polityków Zjednoczonej Prawicy, o komentatorach i opinii publicznej nie wspominając. Oto najważniejszy po Kaczyńskim polityk PiS-u będzie ubiegał się o stanowisko, które w polityce kojarzy się z intratną emeryturą, a nie z walką o najwyższe stanowiska w państwie i partii. Moja reakcje na tę informację była prosta: „Albo PiS w wewnętrznych sondażach ma bardzo złe wyniki, albo pozycja Morawieckiego jest aż tak mocna”. Po dzisiejszej konwencji widzę, że te dwie okoliczności nie muszą być rozłączne.

Prawda jest taka, że Kaczyński wysyłając Brudzińskiego do PE oraz uzależniając przyszłość swojej partii od sytuacji gospodarczej w kraju jeszcze mocniej namaszcza Morawieckiego na swojego następcę. Jak bardzo plastycznie sformułował to Antoni Dudek, „Kaczyński idzie przez PiS-owski las z siekierą i karczuje go dla swojego następcy, premiera Mateusza Morawieckiego. Po środku tego lasu stał wielki dąb, Joachim Brudziński, który być może nie chciał ustąpić miejsca Morawieckiemu. A więc musiał zostać wycięty, lub jak kto woli, przesadzony. Po to, by premier stał się w partii faktycznym numerem dwa”. Do swojego aktywu wysyła w ten sposób jasny sygnał: „To od Morawieckiego zależy wasza przyszłość”.

Jeden z uznanych analityków w prywatnej rozmowie ze mną poszedł nawet o krok dalej. Przytomnie zauważył, że jeśli afera podsłuchowa ze Srebrną w tle będzie się rozwijać – a taśm podobno jest na tyle dużo, że wystarczą na wiele odcinków podsłuchowej telenoweli – to Kaczyński może jeszcze przed jesiennymi wyborami pójść na polityczną emeryturę. Powierzyłby wówczas Morawieckiemu nie tylko stery w państwie, ale również w swojej partii. Już nie raz przecież udowadniał, że potrafi traktować siebie przedmiotowo, chować na czas kampanii wyborczej, nominować innych na funkcję premiera. Jeśli uzna, że przed kluczowymi wyborami jest zbytnim obciążeniem dla swojego środowiska, to może dokonać takiego kolejnego aktu samoograniczenia. Zwłaszcza, gdy zmusi go do tego pogarszający się stan zdrowia. Tym samym cała obecna narracja obozu anty-PiS-u legnie w gruzach.

W dzisiejszej konwencji zaskakujące było coś jeszcze. Wszystkie złożone przez PiS obietnice nie mają być zrealizowane po wygranych wyborach, ale jeszcze przed nimi, wyraźnie wpisując się w kalendarz wyborczy do PE i Sejmu. Oznacza to, że ktokolwiek nie będzie rządził Polską od jesieni i tak dostanie „w spadku” po dzisiejszej konwencji budżet państwa rozdmuchany do skali nie znanej w całej historii III RP. Pal sześć, jeśli będzie to zmartwienie Morawieckiego, bo sam sobie tego piwa nawarzył. Jeśli jednak rząd będzie tworzyła inna koalicja partyjna, to i tak będzie zakładnikiem dzisiejszych obietnic PiS-u. Bardzo trudno będzie się z nich wycofać, bo wyborca, gdy raz otrzyma pewien przywilej, bardzo nie lubi tych, którzy mu go potem chcą zabrać.

Dlatego błędem jest interpretować dzisiejszą konwencję wyłącznie w kategoriach strategii wyborczych partii. Z jej konsekwencjami będziemy żyli przez kolejne lata, bez względu na to, kto będzie nami rządził. To jeszcze bardziej pokazuje, z jak bardzo pokerową zagrywką mamy do czynienia. Morawiecki jest jak pokerzysta, któremu karta nie idzie, więc podwaja stawkę i gra o wszystko.