Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Kaszczyszyn  5 lutego 2019

Czy klasa ludowa poprze małżeństwa homoseksualne?

Piotr Kaszczyszyn  5 lutego 2019
przeczytanie zajmie 3 min

2 marca 2016 r., kiedy .Nowoczesna wciąż była jeszcze traktowana jako nadzieja na nową jakość w polskiej polityce, a Robert Biedroń walczył z finansowym bałaganem w słupskim magistracie, Maciej Gdula opublikował na łamach Krytyki Politycznej esej fundamentalny z punktu widzenia powstania partii Wiosna i jej politycznej agendy.

artykule Kto nas straszy czarnym ludem? Gdula stawia przed lewicą ambitne zadanie stworzenia politycznego sojuszu klasy ludowej i klasy średniej. To właśnie na tym przymierzu powinna być oparta skuteczna polityka lewicowa w Polsce. W tym celu lewica musi w pierwszej kolejności zmienić swoją polityczną wyobraźnię. Porzucić protekcjonalne i błędne myślenie liberałów o „czarnym ludzie”, klasie ludowej jako bastionie obskurantyzmu i konserwatywnego zacofania. Następnie podważyć pretensje prawicy do wyłącznego reprezentowania interesów klasy ludowej.

Zdaniem Gduli ten sojusz powinien być oparty na dwóch filarach: socjalnym modelu państwa oraz agendzie tożsamościowej. Zdaniem dzisiejszego doradcy Roberta Biedronia lewica musi uświadomić i przekonać klasę ludową oraz średnią, że ich egzystencjalne ambicje może zaspokoić państwo: „Szansą dla lewicy byłoby budowanie sojuszu aspirujących i radzących sobie wokół rozwijania funkcji socjalnych państwa. Lepsza edukacja, ochrona zdrowia, redystrybucja to więcej dla klasy średniej, ale też łatwiej dla klasy ludowej.”

Tak sformułowana polityczna agenda miałaby pozwolić na realizację kolejnego celu – mocniejsze związanie klasy ludowej i średniej ze wspólnotą polityczną i państwem jako jej instytucjonalną formą. Tak aby to polskie państwo dobrobytu, a nie indywidualna walka „każdego z każdym” stało się wehikułem do zaspokajania potrzeb i realizacji interesów. Zdaniem Gduli te indywidualne strategie radzenia sobie w życiu skutkują powszechnym społecznym resentymentem międzyklasowym: klasa ludowa, nie mogąc zrealizować swoich ambicji awansu społecznego, z pogardą spogląda na klasę średnią, a klasa średnia nie pozostaje w tej pogardzie dłużna. W ten sposób lewica może stać się rzecznikiem materialnych interesów i egzystencjalnych ambicji klasy ludowej i klasy średniej, odbierając tę funkcję prawicy.

Dużo ciekawiej robi się jednak przy agendzie tożsamościowej. Gdula stawia sprawę jasno: „Klasa ludowa nie jest ani tak jednolita, ani tak konserwatywna, ani tak zamknięta w swych materialnych interesach, jak się o niej sądzi”. Stąd wynika prosty kulturowo-polityczny wniosek: rzekomy prowincjonalny ciemnogród to tylko intelektualna konstrukcja i medialny obraz nie mający wiele wspólnego z rzeczywistością społeczną.

W eseju Gdula podkreśla dwie kwestie. Po pierwsze, klasa ludowa nie jest wcale bastionem tradycyjnej rodziny rozumianej jako hierarchiczna, patriarchalna instytucja oparta koniecznie o małżeństwo. Wręcz przeciwnie, to właśnie wśród przedstawicieli klasy ludowej rozpowszechniony jest model życia „na kocią łapę”, to właśnie wśród klasy ludowej rodzi się większość pozamałżeńskich dzieci. Klasa ludowa w kontekście budowania związków i seksualności jest jak najbardziej lewicowa. Tylko nie dostrzegają tego liberalno-lewicowe elity przesiadujące w szklanych biurowcach i przytulnych warszawskich kawiarniach.

Drugi temat to akceptacja dla związków homoseksualnych. W tym miejscu Gdula przytacza pojęcie „konserwatywnej tolerancji”. Jego zdaniem klasa ludowa nie ma nic przeciwko homoseksualnym związkom i sytuacji, w której dwie kobiety lub dwójka mężczyzn mieszkają razem. Klasa ludowa ma hołdować zdroworozsądkowej zasadzie „żyj i daj żyć innym”.

Kiedy przyjrzymy się postulatom programowym przedstawionym na niedzielnej konwencji, to łatwo dostrzeżemy, że agenda Wiosny jest oparta dokładnie na tezach z eseju Macieja Gduli. Z jednej strony propozycje uderzające w hegemonię Prawa i Sprawiedliwości jako „głosu ludu”, jedynego wyraziciela materialnych pragnień i interesów klasy ludowej. Z drugiej mocna lewicowa agenda tożsamościowa zakładająca, że hasła antyklerykalne i postulat małżeństw homoseksualnych trafią do elektoratu ludowego i klasy średniej. Robert Biedroń gra ewidentnie na sojusz klasy ludowej i średniej. Choć czyni to oczywiście w sposób przefiltrowany przez współczesną pop-politykę, proponując lewicową populistyczną alternatywę dla Zjednoczonej Prawicy. Stąd większy radykalizm haseł niż w publicystycznym eseju publikowanym na łamach internetowego czasopisma idei.

Nie zmienia to faktu, że projekt Biedronia może interpretować jako socjologiczno-polityczny eksperyment. Próbę praktycznej weryfikacji przy wyborczych urnach założenia, że klasa ludowa nie jest bastionem obskurantyzmu, że klasa średnia będzie zainteresowana zamianą samochodu na autobus, że możliwe jest stworzenie w Polsce pierwszej prawdziwej partii socjal-liberalnej, która łączy liberalną agendę tożsamościową z socjaldemokratycznym programem państwa dobrobytu.  A przy okazji próbę weryfikacji na ile możliwy jest skuteczny mariaż inteligenckiego programu i wymogów współczesnej anty-intelektualnej polityki.