Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Musiałek  23 grudnia 2018

Umiarkowany sukces. O szczycie klimatycznym bez populizmu

Paweł Musiałek  23 grudnia 2018
przeczytanie zajmie 6 min

Nie można zgodzić się z opiniami, które deprecjonują ustalenia katowickiego szczytu klimatycznego. Od dawno było wiadomo, że głównym wyzwaniem jest urealnienie ustaleń z Paryża, a nie negocjowanie nowych celów. Próba podnoszenia kolejnych wyzwań byłaby nie tylko mało realistyczna, ale i przeciwskuteczna. Łatwo można sobie wyobrazić, że niekonkluzyjne dyskusje na temat nowych celów spowodowałyby, że niezbędne techniczne ustalenia nie zostałyby doprowadzone do skutku. Przeniesienie punktu ciężkości na „środki” spowodowało, że jesteśmy dziś kilka kroków do przodu. To właśnie bardziej techniczny, a nie polityczny charakter COP24 spowodował, że światowi liderzy nie odwiedzili Katowic. Warto odnotować jednak, że w szczycie brało udział ponad stu ministrów środowiska. W Polsce udało się uzgodnić dokument podpisany zarówno przez kraje rozwinięte, jak i rozwijające się.

Co ustalono w Katowicach?

Zakończony przed kilkoma dniami „szczyt klimatyczny” w Katowicach (precyzyjnie zaś Konferencja Stron Konwencji Narodów Zjednoczonych w Sprawie Zmian Klimatu) można uznać za umiarkowany sukces – tak dla całego procesu walki z globalnym ociepleniem, jak i samej Polski. Po wielu dniach trudnych negocjacji przyjęto bowiem tzw. reguły katowickie, czyli szereg technicznych wytycznych pozwalających zrealizować cele zdefiniowane w Paryżu w 2015 r..

Wówczas, na COP 21, po raz pierwszy w historii wszystkie kraje zgodziły się przyjąć powszechne (ale dobrowolne!) zobowiązanie do ograniczenia wzrostu temperatury na świecie do poziomu maksymalnie o 2°C wyższego od temperatury w erze przedprzemysłowej. Jeśli uzgodnienia paryskie z racji ogólności można określić mianem „ustawy”, to ustalenia z Katowic można nazwać „rozporządzeniami”, bez których ustawa pozostaje „martwa”.

Kluczowymi kwestiami, które zostały uzgodnione, jest przede wszystkim dwadzieścia szczegółowych zasad dotyczących m.in. reguł sprawozdawania wysiłków państw w zakresie emisji CO2. Dla państw UE to oczywiście żadne wyzwanie – od dawna w Unii obowiązują przepisy określające kiedy, co i jak raportować. Dla większości państw świata jednak dopiero reguły katowickie wprowadzą spójny system informowania o postępach w ograniczeniu emisji CO2, jak i sposób weryfikacji, który będzie pozwalał porównywać efekty między państwami.

Ważnym ustaleniem było także zobowiązanie państw rozwiniętych, aby do 2020 r. zadeklarowały nowy cel pomocy finansowej w procesie obniżania emisji dla krajów rozwijających się . Podziały na tym tle doprowadziły do kryzysu na poprzednim COP w Bonn, kiedy to kraje afrykańskie domagały się konkretnych zobowiązań ze strony państw rozwiniętych. Ponadto uzgodniono też z jakich elementów powinny składać się krajowe zobowiązania, które ramowo zostały uzgodnione w Paryżu.

Sukces czy brak porażki?

Mimo ważnych ustaleń środowiska ekologiczne oceniały urobek COP 24 z dużym dystansem. Można było spotkać się z opinią, że szczyt katowicki można ocenić jako co najwyżej brak porażki, ponieważ ustalenia nie były „ambitne”. Trzeba jednak zapytać – skoro ustalenia z Katowic są banalne, to dlaczego nie udało się ich ustalić wcześniej?

Zarówno poprzedni szczyt w Bonn, jak i spotkanie dwa lata temu w Marakeszu nie przyniosły żadnych istotnych uzgodnień. To najlepiej pokazuje jak trudno pogodzić zróżnicowane interesy niemal wszystkich państw globu. Fakt, że szczyt w Katowicach skończył się dzień później niż planowano również dowodzi, że sprawa nie była wcześniej uzgodniona i to na Śląsku zapadły kluczowe decyzje.

Jedyną istotną kwestią, która w Katowicach nie została ustalona, to zasady handlu emisjami. Należy jednak podkreślić, że będą one negocjowane na kolejnym szczycie w Chile, a więc jest szansa, by zamknąć wszystkie najważniejsze kwestie zanim wygaśnie Protokół z Kioto.

Nie można więc zgodzić się opiniami, które deprecjonują reguły katowickie. Od dawno było wiadomo, że głównym wyzwaniem jest urealnienie ustaleń z Paryża, a nie negocjowanie nowych celów. Biorąc pod uwagę jak trudno było ustalić wspólny dokument we Francji, próba podnoszenia wyzwań byłaby nie tylko możliwa, ale i przeciwskuteczna. Łatwo można sobie wyobrazić, że wielkie i zapewne niekonkluzyjne dyskusje na temat kolejnych celów spowodowałyby raczej, że nie zostałyby doprowadzone do skutku niezbędne techniczne ustalenia pozwalające zrealizować to, co uzgodniono wcześniej. W efekcie przeniesienie punktu ciężkości na środki, a nie nowe cele, spowodowało, że jesteśmy dziś kilka kroków do przodu.

COP a sprawa polska

Należy wreszcie podkreślić, że dla Polski przyjęcie za priorytet technicznych zasad, a nie nowych celów klimatycznych, było optymalne. Choć uzgodnione w Paryżu zobowiązania krajowe w zakresie emisji CO2 mają charakter dobrowolny, to podniesienie „ambicji” emisyjnych na forum ONZ mogłoby rozochocić Brukselę do zwiększenia presji przyjęcia jeszcze ostrzejszych regulacji na poziomie unijnym, gdzie zobowiązania mają charakter „twardy”.

Tuż przed COP 24 Komisja Europejska opublikowała dokument promujący nie niskoemisyjny, ale zeroemisyjny wzrost w perspektywie 2050 r. To pokazuje, że presja na podnoszenie zobowiązań jest bardzo duża. Kluczowym argumentem hamującym ambicje unijnych instytucji, a także niektórych państw członkowskich, jest fakt, że UE odpowiada za ledwie 10% emisji CO2, więc nawet najbardziej wyśrubowane cele w Unii nie będą „game changerem” w skali światowej. W sytuacji podwyższenia zobowiązań światowych w Katowicach trudniej byłoby bronić się przed zaostrzeniem i tak bardzo kosztownych dla Polski regulacji UE. Oczywiście dla wielu organizacji ekologicznych argument kosztów jest zupełnie bez znaczenia. Biorąc pod uwagę strukturę naszego systemu energetycznego powinien być jednak bardzo poważnie brany pod uwagę.

Nie możemy zapominać, że wyzwanie dla ograniczania emisji CO2 w naszym kraju wynika nie tylko z dużego udziału węgla, ale także z faktu, że Polska jest wciąż krajem na dorobku. Trudniej hamować wzrost emisji w sytuacji, kiedy tempo wzrostu gospodarczego w Polsce jest szybsze niż w krajach wysoko rozwiniętych, a konsumpcja energii na osobę pozostaje sporo niższa niż w najlepiej rozwiniętych państwach Zachodu.

Rola Polski w całym procesie nie sprowadzała się do technicznej organizacji szczytu, co już samo w sobie byłoby przecież sporym wyzwaniem.  Warto podkreślić, że poza głównymi negocjacjami miały miejsce liczne wydarzenia towarzyszące i co do zasady nikt nie narzekał na organizację. Brak światowych przywódców w Katowicach nie powinien być interpretowany jako afront wobec Polski. Bardziej techniczny, a nie polityczny charakter COP24 spowodował, że światowi liderzy nie odwiedzili Katowic. Warto dodać, że brało w nim udział ponad stu ministrów środowiska.

Należy wspomnieć, że poza aktywną rolą negocjacyjną Polska była również inicjatorem trzech inicjatyw w każdym z tematów przewodnich polskiej prezydencji (technologia, człowiek, przyroda). Pierwszą z nich jest partnerstwo na rzecz działań w kierunku rozwoju elektromobilności i zeroemisyjnego transportu Driving Change Together Partnership promujące elektromobilność jako rozwiązanie wspierające ograniczenie emisji. Drugą była deklaracja na temat sprawiedliwej transformacji Solidarity and Just Transition Silesia Declaration poświęcona transformacji energetycznej sprawiedliwie rozkładającej koszty między poszczególne państwa. Trzecią z kolei katowicka deklaracja ministerialna Forests for the Climate podkreślająca znaczenie lasów dla redukcji CO2.

Ryzyko porażki szczytu było realne

Na to, że negocjacje nie mogły być łatwe wskazuje choćby sama liczba uczestników. Uzgodnienie 133-stronnicowego dokumentu, pod którym podpisało się prawie 200 delegacji z państw bardzo zróżnicowanych, wymagało dużych zdolności negocjacyjnych i moderacyjnych. Dodatkową komplikacją był fakt stworzenia na poprzednim COP podziału, który uniemożliwił przyjęcie wspólnych reguł.

Przyjęty w 1991 r. przy okazji podpisywania Protokołu z Kyoto prosty podział na kraje rozwinięte, które są zobligowane do ograniczenia emisji, i rozwijające się, które mają dowolność ograniczeń, dziś jest zupełnie nieaktualny.

Dość wspomnieć, że do państw rozwijających się, a więc dotychczas nie obligowanych do ograniczenia emisji, zaliczano Chiny i Indie. Dziś ich PKB jest kilkukrotnie większe niż w 1991 r., a więc niedopuszczalne jest traktowanie ich tak samo jak 30 lat temu.

Najważniejszy jednak jest nie wzrost gospodarczy, ale podążający za nim wzrost emisji CO2. Przesłanki do traktowania Chin i Indii jako państw rozwiniętych są mocne. Nie można jednak odmówić im racji, kiedy wskazują, że są one co prawda na ścieżce dynamicznego wzrostu, ale wciąż pod względem zamożności per capita daleko im do zachodnich, sytych społeczeństw. Jeszcze ważniejszy wydaje się inny podnoszony argument – w czasie dynamicznej industrializacji Europa nie miała żadnych limitów emisji, więc nie powinny mieć ich kraje, które nadrabiają zaległości cywilizacyjne.

***

Sukces Polski byłby bardziej okazały, gdyby nie promocja węgla. Było rzeczą oczywistą, jak pro-węglowe przemówienia prezydenta Dudy zostaną odebrane w środowisku osób zajmujących się ochroną klimatu. Nie lepiej wypadło stoisko miasta Katowic, na którym ustawiono wystawę z węgla, na której znaleźć można było m.in. biżuterię i mydło z „czarnego złota”.

Węglowe akcenty, jakkolwiek mające pokazać trwającą transformację, działały na uczestników szczytu, jak płachta na byka, więc należy je potraktować jako niepotrzebny koszt wizerunkowy. Sprowadzanie relacji z Katowic do węglowych akcentów jest jednak mocną przesadą – szczególnie, że w wystąpieniach polskich polityków pojawiły się deklaracje stopniowego odejścia od węgla.

Choć sporo przesady jest w ocenie premiera Morawieckiego, który zestawił znaczenie Katowic z Kioto i Paryżem, to jednak COP 24 będzie zapamiętany jako krok w dobrą stronę, a Polska – jako konstruktywny moderator całego procesu.