Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Marek Budzisz  21 grudnia 2018

Armenia odwraca się plecami do Rosji? Geopolityczna gra na Kaukazie

Marek Budzisz  21 grudnia 2018
przeczytanie zajmie 5 min
Armenia odwraca się plecami do Rosji? Geopolityczna gra na Kaukazie Depositphotos

Armenia będzie od teraz prowadzić politykę wielowektorową. Tak zapowiedział Nikol Paszynian, zwycięzca niedawnych wyborów parlamentarnych i lider „aksamitnej rewolucji”, która w kwietniu pozbawiła władzy prorosyjskie siły Serża Sarkisjana. Paszynian gotów jest odłożyć na bok historyczny bagaż i dokonać nowego otwarcia dyplomatycznego (i otwarcia granic) z Turcją. Także Amerykanie wydają się zainteresowani bezpośrednim wsparciem dla Erywania w geopolitycznej grze przeciwko Rosji.

Zorganizowane 9 grudnia wybory parlamentarne w Armenii zakończyły się zgodnie z przewidywaniami obserwatorów triumfem partii Mój Krok Nikoła Paszyniana, lidera „aksamitnej rewolucji”, która obaliła premiera Serża Sarkisjana i jego Republikańską Partię Armenii. Formacja Paszyniana zdobyła aż 70,45% głosów, co oznacza, że uzyskała konstytucyjną większość. Ciekawostką jest, że rządzący przez lata Armenią Republikanie zdobyli jedynie niewiele ponad 59 tys. głosów, co przełożyło się na 4,7% poparcia i nie pozwoliło tej formacji wejść do parlamentu, mimo, że formalnie ma bez mała… 150 tys. członków. Ugrupowanie Paszyniana zdobyło więcej, głosów niż było mu potrzebne, bo w świetle ormiańskiej konstytucji co najmniej 33% mandatów zarezerwowanych jest dla opozycji. Znajdą się w niej: partia Kwitnąca Armenia oligarchy Gagika Curukiana, która zdobyła 8,37% poparcia, oraz Oświecona Armenia – zbudowana przez niedawnych parlamentarnych partnerów Paszyniana, z którymi współtworzył wcześniej klub parlamentarny Ełk (Wyjście) – na którą zagłosowało 6,37% wyborców. Współtwórcy Oświeconej Armenii znani są z jednoznacznie prozachodnich poglądów.

Nie trzeba już kupować politycznego poparcia

Frekwencja nie przekroczyła poziomu 50% (48,63%) i była sporo niższa (60,93%) niż w trakcie poprzednich wyborów, które odbyły się w 2017 r. Zdaniem obserwatorów to akurat świadczy na korzyść nowej władzy, która inaczej niźli poprzednicy, rządzący Armenią przez ponad 10 lat, w znacznie mniejszym zakresie korzystała z możliwości, aby „kupować” sobie poparcie. Nie zorganizowano systemu „podwózek” do lokali wyborczych, nie odnotowano przypadków kupowania głosów na większą skalę, co było powszechną praktyką za czasów poprzedników Paszyniana.

Ten zresztą w trakcie jednej z przedwyborczych konferencji prasowych zapowiedział taki właśnie przebieg głosowania. Nie tylko z tego powodu, że jego formacja nie uznaje za celowe kupowanie głosów, ale przede wszystkim dlatego, że nie ma już takiej potrzeby, bo licznie do tej pory obecni w armeńskim parlamencie przedstawiciele biznesu, skłonni za pomocą swych zasobów finansowych pozyskiwać wyborców, nie planują już tak gremialnie jak w poprzednich latach uczestniczyć w wyborach. Z prostego, jak stwierdził, powodu.

Za poprzedników, kiedy powodzenie w interesach zależało od powiązań z władzą, układów i układzików, cała zaś gospodarka była jednym wielkim systemem lokalnych i branżowych monopoli, po to aby robić interesy trzeba było być w parlamencie, w polityce i blisko polityków. A teraz, kiedy zaprowadzono wreszcie przejrzyste reguły gry dla wszystkich, zniesiono ograniczenia i monopole, nie ma już takiej potrzeby.

Międzynarodowi obserwatorzy uznali, że zarówno kampania wyborcza, jak i same wybory znacząco odbiegały na korzyść od mało chlubnej przeszłości. W tym sensie jedna z obietnic „aksamitnej rewolucji”, na czele której stanął Paszynian i która zmiotła stary system, została zrealizowana, a nowa władza zyskała demokratyczną legitymizację.

Armenia „politycznym lotniskowcem” USA na Kaukazie?

Wybory w Armenii tworzą nowy kontekst geopolityczny, który wart jest rozważenia. Już na swej pierwszej powyborczej konferencji prasowej Paszynian zapowiedział, że gotów jest do normalizacji stosunków z Turcją i chciałby doprowadzić do otwarcia granicy zamkniętej od początku niepodległości Armenii. Zaznaczył przy tym, że gotów jest do takiego kroku „bez warunków wstępnych”. Dla Armenii, która domagała się od Turcji uznania odpowiedzialności za ludobójstwo Ormian z czasów I wojny światowej, takie postawienie sprawy jest absolutnym novum. Wydaje się, że powodzenie ewentualnych rokowań z Ankarą może doprowadzić do znaczących zmian w układzie sił w regionie.

Rosyjscy komentatorzy zauważają, że taka jakościowa zmiana we wzajemnych relacjach jest możliwa tylko dzięki wsparciu pozycji Erywania przez Waszyngton. Otwarcie przejść granicznych i normalizacja stosunków stawiają pod znakiem zapytania celowość dalszego funkcjonowania rosyjskiej bazy w Giurmi, której głównym zadaniem jest pilnowanie zamkniętej granicy. W tym kontekście rosyjscy analitycy przywołują jednoznaczne stanowisko liderów formacji Oświecona Armenia, którzy są zdania, że Rosjanie za posiadanie bazy winni płacić, a jeszcze lepiej byłoby, aby została ona zlikwidowana. Oświecona Armenia nie jest częścią bloku stworzonego przez Paszyniana, ale jeszcze niedawno jej liderzy współtworzyli z liderem ormiańskiej rewolucji parlamentarną frakcję Ełk, czyli Wyjście, która przed rokiem wzywała do opuszczenia przez Armenię Unii Euroazjatyckiej i powołanego przez Moskwę bloku wojskowego ODKB (Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym).

Paszynian prezentuje znacznie bardziej wyważone stanowisko, mówiąc o konieczności utrzymywania dobrych relacji ze wszystkimi sąsiadami, i odżegnuje się od jakichkolwiek gwałtownych zmian geopolitycznej orientacji. Jednak Rosjan niepokoi już samo podkreślanie przez Erywań, że będzie od teraz prowadził politykę wielowektorową.

Rosyjscy obserwatorzy zwracają też uwagę na ostatni raport amerykańskiego ośrodka wywiadowczego Stratfor, którego analitycy prognozują w nadchodzącym roku wzrost zainteresowania Stanów Zjednoczonych krajami leżącymi w bezpośrednim sąsiedztwie Rosji. Ich zdaniem ostatnia wizyta amerykańskiego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Johna Boltona w Erywaniu, a zwłaszcza sformułowana wówczas propozycja dostaw amerykańskiego uzbrojenia, świadczy o tym, że Waszyngton przesuwa ciężar swego zainteresowania krajami regionu z Gruzji na rzecz Armenii. Taka zmiana spowodowana jest przede wszystkim chęcią zbudowania przez Stany Zjednoczone pierścienia państw blokujących Iran i zwiększenia efektywności sankcji wymierzonych w arabskie państwo.

W tym celu przebywała ostatnio w Erywaniu specjalna misja robocza  amerykańskiego Ministerstwa Finansów i Departamentu Stanu. W efekcie wzrostu amerykańskiego zainteresowania państwami regionu, a Armenią w szczególności, Erywań, wspierany zresztą przez wpływową w Stanach Zjednoczonych ormiańską diasporę, uzyskuje możliwość „gry na wielu fortepianach” i wyzyskania rywalizacji mocarstw na swoją korzyść.

Ormiańska gra o geopolityczną niezależność

Pierwsze efekty już zresztą widać. Paszynian jeszcze przed wyborami wystąpił do Moskwy z wnioskiem o zmniejszenie ceny dostarczanego do Armenii gazu ziemnego. Do tej pory nie była ona wysoka i wynosiła 150 dolarów za 1000 m³, ale w kraju pozbawionym systemu centralnego ogrzewania, ceny gazu stają się sprawą dotykającą racji stanu.

Innym ruchem lidera ormiańskiej rewolucji, który niesłychanie zirytował Moskwę, było aresztowanie urzędującego sekretarza generalnego bloku militarnego ODKB Jurija Chaczaturowa. Został on oskarżony, podobnie jak były prezydent Robert Koczarian, o to, że tłumiąc protesty w 2008 r., organizowane przez ówczesną opozycję (w tym i Paszyniana, który przez rok ukrywał się, a potem został aresztowany i odsiedział dwa lata), spowodowali śmierć 10 osób. Z ujawnionych przed wyborami rozmów Paszyniana z szefem Służby Bezpieczeństwa Narodowego Arturem Wanecjanem wynika, że przedstawiciele Rosji, a precyzyjnie rzecz ujmując agenci FSB, ostrzegali władze Armenii, że krok w rodzaju aresztowania Chaczaturowa zostanie bardzo źle przyjęty w Moskwie. Potwierdziło się to, bo ze specjalnym oświadczeniem krytykującym Erywań wystąpił rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, a media twierdziły, że jest to uderzenie w skonstruowany przez Rosję alians wojskowy. Co ciekawe, formułujący ostrzeżenia reprezentanci Rosji doradzali inną formułę działania – proponowali, by najpierw odwołać Chaczaturowa, a dopiero potem go aresztować, ale już jako byłego sekretarza generalnego ODKB.

To, że Paszynian zdecydował się zignorować te „rady” i postąpił odwrotnie, nie tylko wywołało chwilowy kryzys na linii Moskwa–Erywań, ale również pokazało, że nowy premier Armenii nie jest skłonny do przyjmowania podobnych wskazówek i zdecydowany jest działać samodzielnie. Samo ujawnienie jego rozmów, nie wiadomo przez kogo i w jaki sposób nagranych, trzeba odczytywać nie tylko jako jeden z przedwyborczych chwytów, ale i formę kolejnego „ostrzeżenia”.

Podobnie zresztą jak deklaracje byłego prezydenta Roberta Koczariana, objętego zresztą tym samym co Chaczaturow śledztwem. Zapowiadając powrót do czynnej polityki, w ostrych słowach skrytykował politykę Paszyniana. Chodziło mu przede wszystkim o kwestie wewnętrzne, ale również o to, że nowe władze chcą uprawiać wielowektorową politykę zagraniczną, czyli współpracować z Unią Europejską, NATO i Stanami Zjednoczonymi, zamiast rozwijać „żywotnie dla Armenii ważne” relacje z Rosją. W przeddzień wyborów Koczarian wziął udział w pierwszym posiedzeniu Klubu Lazarewskiego, nowej armeńsko-rosyjskiej platformy politycznej. Wygłosił na nim płomienną mowę o potrzebie przyjaźni rosyjsko-ormiańskiej i krytykował Paszyniana za to, że ten m.in. wziął udział w niedawnym posiedzeniu państw NATO w Brukseli.

Koczarian, nazywany przez media „osobistym przyjacielem Władimira Putina”, nie jest jedynym ormiańskim politykiem, który akcentuje potrzebę strategicznej bliskości Armenii i Rosji.

W podobnym tonie wypowiada się też lider Kwitnącej Armenii Gagik Tsarukyan, który przed wyborami spotkał się w Moskwie z przewodniczącym Dumy Wiaczesławem Wołodinem i potwierdzał swe wcześniejsze deklaracje, że jego kraj nie ma innej geopolitycznej alternatywy, jak pozostawać w organizacjach zbudowanych przez Rosję, czyli Unii Euroazjatyckiej i ODKB.

W tej ostatniej, w związku z odwołaniem przez Armenię Chaczaturowa (już po tym jak został aresztowany, a następnie wypuszczony za kaucją) trwa pat. Erywań twierdzi, że rotacyjnym przewodniczącym winien być nadal reprezentant Armenii, bo do końca kadencji zostało jeszcze dwa lata, podczas gdy inni członkowie, przede wszystkim Białoruś (w związku z kolejnością alfabetyczną po Armenii przypada jej kolej przewodniczenia) chciałaby, aby to jej reprezentant sprawował tę funkcję. Na ostatnim spotkaniu głów państw członkowskich organizacji nie osiągnięto porozumienia i deklarowano, że być może przy okazji odbywającego się 6 grudnia spotkania Unii Euroazjatyckiej, będzie można osiągnąć kompromis. Spotkanie się odbyło, ale porozumienia nie osiągnięto. Armenia nadal twardo stoi na swoich pozycjach i stawia ultimatum – jeśli nie zostanie powołany na dokończenie kadencji nasz przedstawiciel, to przez najbliższe dwa lata ODKB pozostanie bez przewodniczącego.

W tle tego sporu ukryta jest o wiele istotniejsza dla Erywania kwestia związana z dostawami białoruskiego uzbrojenia do skonfliktowanego z Armenią Azerbejdżanu. Erywań chce te dostawy blokować, twierdząc, że jeśli Mińsk nie zaniecha swej polityki, to Armenia będzie musiała rozejrzeć się za innymi dostawcami. Przy czym nie chodzi tylko o dostawy z Białorusi, ale również, a może przede wszystkim z Rosji, która zaopatruje zarówno Baku, jak i Erywań. Ormianie chcieliby, aby Moskwa nie tylko ograniczyła sprzedaż broni Azerbejdżanowi, ale również wywarła dyplomatyczną presję zarówno na Mińsk, jak i być może na Izrael (który również sprzedaje broń Baku) celem ograniczenia dostaw. W tym kontekście jedynym narzędziem presji, jakim dysponuje Armenia, jest groźba rozpoczęcia współpracy wojskowej z Waszyngtonem.

***

Siła demokratycznego mandatu, jakim po wyborach dysponował będzie nowy rząd sformowany przez Paszyniana, raczej wzmocni chęć uprawiania niezależnej i wielokierunkowej polityki zagranicznej. Przed Moskwą trudny test – czy zezwolić na uniezależnianie się jednego z dotychczasowych najbliższych sojuszników, ryzykując, że inni, zachęceni tym precedensem, pójdą w ślady Armenii, czy wzmacniając presję, stawiać wszystko na jednej szali, ale wówczas trzeba się liczyć z możliwością kryzysu we wzajemnych relacjach. W tym rejonie świata nie ma geopolitycznej próżni i pozycję zwolnione przez Rosję zająć może kto inny.