Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Konstanty Pilawa  14 grudnia 2018

Polak na czasy przejściowe

Konstanty Pilawa  14 grudnia 2018
przeczytanie zajmie 6 min
Polak na czasy przejściowe RandomDrps/flickr.com

Zastanawiająco łatwo jest utożsamić sławnego Geralta z Rivii z obrazem zagubionego Polaka czasów przejściowych, jakimi niewątpliwe były wczesne lata 90. Wykreowana wówczas postać białowłosego odmieńca prowokuje skojarzenie z wyalienowanymi jednostkami rzuconymi w chaos nowego społecznego porządku. Zabawne, że obecnie najlepszy polski towar eksportowy mógł chociaż po części zostać stworzony jako krytyczny komentarz do polskiej rzeczywistości tamtego przełomowego okresu.

Nie rozpędzając się zbyt szybko, można tę interpretację poddać w wątpliwość co najmniej na trzy sposoby.

Po pierwsze, Andrzej Sapkowski jest twórcą literatury pop, a ta ma przede wszystkim dostarczać rozrywki. Dlatego czynienie z niej pretekstu do analiz społecznych jest pozbawione sensu, natomiast autora takiej interpretacji naraża na śmieszność. Po drugie, nawet jeśli można doszukiwać się u Sapkowskiego świadomych nawiązań, to będą to, co najwyżej inspiracje literaturą Tolkiena lub Howarda. Fantastyki nie da się przecież zredukować do sytuacji politycznej konkretnego państwa. Skoro NeverLand, to przecież nie Polska w czasach transformacji. Po trzecie, tak zaplanowana mistyfikacja jest w gruncie rzeczy nudna. W literaturze fantasy idzie o coś zupełnie innego – o ucieczkę od rzeczywistości, a nie o krytyczny wobec niej komentarz. Wszystkie te zarzuty można oddalić, bliżej przyglądając się prozie Sapkowskiego, jak i jej najlepszemu owocowi – postaci wiedźmina Geralta.

Wiedźmin nasz postmodernistyczny

Saga wiedźmińska to jaskrawy przykład literatury postmodernistycznej. Krystyna Wilkoszewska w Wariacjach na postmodernizm już pod koniec lat 90. stworzyła katalog wyznaczników powieści tego typu. Wiele z nich można odnaleźć u Sapkowskiego.

Na pierwszy plan wysuwa się gra z czytelnikiem. Twórca Wiedźmina nie odzwierciedla rzeczywistości, choć przez  nawiązania do środkowoeuropejskiego imaginarium udaje czasem, że to robi. Badacze śledzą w jego prozie sienkiewiczowską stylistykę, bezpośrednie nawiązania do warstwy fabularnej Trylogii, czy narracje odnoszące się do zimnowojennych intryg szpiegowskich. Ponadto cykl, który wziął swój początek z opowiadań, stanowi złożenie wielu baśni i mitów europejskich. Jak przekonuje Piotr Żołądź autor książki Potworność i krytyka. Studia o cyklu wiedźmińskim Andrzeja Sapkowskiego, jedną z nadrzędnych inspiracji fabularnych jest legenda arturiańska, często ubogacona przez nazwy potworów pochodzących z mitologii słowiańskich.

Dlatego za bezzasadną należy uznać wątpliwość, że cykl wiedźmiński to po prostu wciągające „czytadło” pozbawione intertekstualnych odniesień. Poziomy interpretacji zależą od kulturowych kompetencji czytelnika. Każdy odnajdzie w tej literaturze to, czego chce: nastolatek sceny erotyczne, magię i krwawe walki, krytyk literacki Sienkiewicza, Tolkiena, Chandlera, czy Bóg wie kogo jeszcze. A skoro tak, to dlaczego politolog nie może doszukiwać się u Sapkowskiego krytycznego komentarza do Polski lat 90.?

To nie koniec postmodernistycznych motywów – wiedźmiński świat przypomina labirynt lub sieć. Sapkowski nie stworzył – na wzór Tolkiena – map swojego uniwersum. Mało tego, lektura nie dostarcza czytelnikowi całościowej orientacji w terenie, a bohaterowie – na czele z samym Geraltem – zdają się przemierzać świat bez wyraźnego celu. Postmodernizm nie tylko przez literaturę, ale i filozofię, starał się dowartościować wielość, nieoczywistość i chaos. Wolna jednostka miała od tej pory przemierzać świat przykładem niezobowiązanego obowiązkami dandysa, którego kultura europejska zrodziła wiek wcześniej. Zabieg ten jest u Sapkowskiego intrygujący z dwóch powodów. Po pierwsze, pisarz tworzący fantastykę, który lekko traktuje geografię stworzonego przez siebie świata, bardzo mocno dystansuje się od pedanterii Tolkiena – wówczas samodzielnego króla gatunku. Po drugie, co samo w sobie może uchodzić za paradoksalne, sieciowy charakter świata przedstawionego gryzie się przecież z motywem przeznaczenia ciągnącego główny wątek fabularny sagi.

Cykl łamie również podział na popkulturę i sztukę bardziej elitarną, łącząc wątki sensacyjne i awanturnicze z refleksjami naukowymi lub dotykającymi problemów filozoficznych. Sapkowskiego wyraźnie nurtowały zagadnienia związane z czasem i przestrzenią (teleportacja), czy problemy dotyczące wolności oraz neutralności etycznej (relacja Geralt – polityka).

Fantastyka to sprawa polityczna

Autor przełamuje także granicę między pisarzem a teoretykiem literackim, co tym bardziej zbliża go do etykiety postmodernisty. W teoretycznym tekście Piróg albo Nie ma złota w Szarych Górach opublikowanym na łamach „Nowej Fantastyki” w 1993 r. Sapkowski przedstawia kilka ciekawych uwag stanowiących do teraz źródło interpretacji jego twórczości. I tutaj posłużę się istotnym cytatem z tego tekstu, który –  mam nadzieję – podważy zasadność pozostałych zarzutów wspomnianych na początku: „Przypomnijmy – eksplozja fantasy na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, gdy literatura ta została zaakceptowana i podniesiona do rangi symbolu na równi z Beatlesami, dziećmi-kwiatami, Woodstock, była reakcją na strzały w Dallas i na Wietnam, na technicyzację, zatrucie środowiska, na rozkwit religii welfare state, lansowanej przez filisterską część społeczeństwa, na kult leniwej konsumpcji przed ekranem telewizora, z którego sączy się Bonanza, Dynastia czy inny pean na cześć American Way of Life. W tym to czasie rodzi się inny kult – kult buntu. Na murach stacji metra pojawiają się optymistyczne napisy FRODO LIVESGANDALF FOR PRESIDENT!. Notka prasowa o bezmyślnym niszczeniu środowiska zostaje zatytułowana Another Bit of Mordor!”.

Sapkowski wskazuje więc na istotną zbieżność rozwoju anglosaskiej fantastyki z wybuchem ostatniej wielkiej rewolucji XX wieku w zachodnim świecie. Tolkien stał się wówczas pretekstem do wyrażenia buntu pokolenia hippisów wobec społeczeństwa ogarniętego bezmyślnym hedonizmem.

Literatura NeverLandu była sposobem na odreagowanie czasów, w których przyszło im żyć. To mechanizm przepełniony ironią: czytelnicy uciekali od rzeczywistości i polityki, odnajdując autentyczność w wymyślonych światach, które często stanowiły zakamuflowaną krytykę konsumpcjonizmu, agresji, hipokryzji czy braku poszanowania środowiska. Zatem literatura fantasy, choć nigdy nie czyniła tego wprost, uciekając od polityki, pełniła równocześnie istotną funkcję polityczną.

Pierwsze opowiadania o wiedźminie Geralcie zostało napisane w 1986 r., a kolejne krótkie formy narracyjne powstawały przez cały burzliwy okres transformacji ustrojowej. Doprawdy trudno pozbyć się wrażenia, że polska fantastyka lat 90. nie pełniła analogicznej funkcji do anglosaskiego fantasy wzbudzającego polityczny ferment za oceanem 30 lat wcześniej.

Proza Andrzeja Sapkowskiego tworzyła dla młodych Polaków bezpieczny azyl, w którym mogli znaleźć schronienie przed polityczną zawieruchą szalejącą za oknami ich mieszkań. Wiedźmińska saga pozwalała także zapomnieć chociaż na chwile o szczupłości własnego portfela w kontekście pierwszej fali zachodniego konsumpcjonizmu, kiedy jedna wielka komunistyczna narracja była zastępowana drugą – tą liberalną.

Kiedy z perspektywy czasu poznajemy opinie czytelników „Fantastyki” – wówczas najpopularniejszego czasopisma poświęconego temu gatunkowi literatury –  jeden wątek przewija się bardzo często. Saga wiedźmińska została przyjęta entuzjastycznie, ponieważ choć językowo wydawała się szczególnie swojska, to jednak przypominała literaturę zachodnią. Była pisana wartko i bez kompleksów –  jak w 2007 r. na łamach „Newsweeka” stwierdził Zygmunt Miłoszewski, gdy Sapkowski przebił się już do mainstreamu.

Eskapizm, domniemana krytyka rzeczywistości czasów przełomu i potrzeba zachodniej literatury przesiąknięta polskimi kompleksami, to nie jedyne tropy, jakie można wiązać z socjologicznymi aspektami prozy Andrzeja Sapkowskiego. Również portret psychologiczny Geralta z Rivii daje się odczytać w podobnym duchu.

Wiedźmin i transformacja ustrojowa lat 90.

Główny bohater cyklu wiedźmińskiego to samotny indywidualista wyraźnie oddzielony od reszty społeczeństwa ze względu na swoją odmienność i profesję. Dla zainteresowanych jego usługami, Geralt jest nieprzyjemną koniecznością. Pełnoprawnym członkiem społeczeństwa staje się tylko wówczas, gdy z jakimś władcą lub innym uposażonym człowiekiem zawiera transakcję handlową. Świat ludzi ustala co jest normalne, a co nie. Jest polityczny, więc ustanawia normy postępowania. Świat nie-ludzi natomiast dąży do emancypacji. W amorficznym uniwersum politycznych gierek i ślepego losu, wiedźmin zawsze jest przedmiotem, nigdy podmiotem głównych wydarzeń. Moralnie odrażająca rzeczywistość, zrównoważona zostaje dystansem, ironią oraz dowcipem. Jednocześnie Geralt jest kimś na kształt superbohatera ratującego innych przed niesprawiedliwością.

Alienacja będąca udziałem Geralta i jemu podobnych w uniwersum Sapkowskiego, przypomina kontrast, który zaczął uwidaczniać się w polskim społeczeństwie pod koniec lat 90. Robert Krasowski ukuł później pojęcie „czasu gniewu”, które miało opisywać nastroje w Polsce, kiedy podział na zwycięzców i przegranych transformacji zaczął przynosić polityczne konsekwencje, a ostatecznie zbudował polityczne kariery Andrzeja Leppera i Romana Giertycha.

Anna Giza-Poleszczuk – profesor socjologii UW, a jednocześnie pracownik jednej z pierwszych zachodnich korporacji w Polsce w latach 90. –  w rozmowie z Krzysztofem Mazurem kilkukrotnie wskazała na przepaść rodzącą się wówczas między elitami intelektu i portfela a szerokimi warstwami coraz bardziej ekonomicznie upośledzonych obywateli: „Przypomnijmy, że w najgorszym czasie inflacja sięgała 600%, a ludzie dostawali tygodniowe pensje, po czym jak najszybciej usiłowali je wydać, bo za kilka dni wartość nabywcza ich pieniądza była już wyraźnie mniejsza”. I dalej: „Istotną rolę odegrał kryzys gospodarczy w Rosji w 1998 r., bo nasza gospodarka wciąż miała mocne związki z rynkami wschodnimi. Moja firma na fali tych zawirowań zamknęła fabrykę ketchupów. Jednym ruchem spowodowała 60% bezrobocie w małej miejscowości, bo tam prawie wszyscy pracowali w tej fabryce. Nagle Polska przestała być tygrysem gospodarczym Europy Środkowo-Wschodniej. Nasz rozwój z 10% zmalał do blisko zera”.

Opis oddający schizofreniczną atmosferę tego czasu można odnaleźć również w Niepowtarzalnym uroku likwidacji  – zbioru reportaży Piotra Lipińskiego i Michała Matysa pisanych w latach 90. dla „Gazety Wyborczej”: „Kariery robiły kiepsko wykształcone sekretarki, a pracy nie mogli znaleźć uczeni. Pojawiały się pełne towarów supermarkety, a ludzie musieli organizować publiczne zbiórki pieniędzy na leczenie. Sądownictwo doznało paraliżu, a szwaczki zaczęły grać na giełdzie. Na bazarowych łóżkach rozkładały się fundamenty dzisiejszych spółek akcyjnych, a niektórzy Polacy szukali już seksu w Internecie. Polska stała się krajem, w którym można było urodzić się przy ulicy Świerczewskiego i umrzeć przy Solidarności, choć człowiek nigdy w życiu się nie przeprowadzał”.

Paradoksalnie, właśnie w warunkach drapieżnego kapitalizmu lat 90. i ogólnego chaosu generującego liczne absurdy punktowane przez Lipińskiego i Matysa, można doszukiwać się spełnienia założeń klasycznego liberalizmu. Wolność jednostkowa, której podstawę stanowi niezależność osobista, przez mniej życzliwego obserwatora może zostać nazwana społeczną alienacją. Samotna jednostka staje się podmiotem sprawiedliwych relacji społecznych tylko wówczas, gdy kontakt ten zapośredniczony jest przez pieniądz. W przypadku pozostałych relacji wyalienowany obywatel stanowi nie podmiot, lecz przedmiot zmian.

Właśnie w tym sensie zwykły zjadacz chleba żyjący w latach 90. podobny był do wiedźmina-mutanta. Wagą normalności była wówczas zdolność do partycypacji w nowym liberalnym świecie. Kto dostosował się gorzej, nie był brany pod uwagę. Taką interpretację potwierdza Sapkowski, który lubił – podobnie do Herberta Marcuse – doszukiwać się analogii między pozycją jednostki w systemach totalitarnych i współczesnym liberalizmie.

***

Nie znaczy to oczywiście, że cykl wiedźmiński to polityczna agitka, ale nie można utrzymywać również, że fantastyka tworzona jest w całkowitym oderwaniu od warunków społeczno-politycznych. W wachlarzu możliwych interpretacji nie może zabraknąć analiz wpisujących Sapkowskiego w ideologiczny kontekst, z którego autor – jak starałem się pokazać – czerpał pełnymi garściami. Szczególnie jeśli mamy do czynienia z literaturą postmodernistyczną – wszak wszystkie chwyty są tu dozwolone.

Materiał został dofinansowany ze środków programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja literatury i czytelnictwa” na realizację projektu „Osiem słów”.