Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Michał Kołakowski  4 grudnia 2018

Kryzys kerczeński. Przegląd rosyjskich i ukraińskich komentarzy

Michał Kołakowski  4 grudnia 2018
przeczytanie zajmie 8 min
Kryzys kerczeński. Przegląd rosyjskich i ukraińskich komentarzy flickr

Ostrzelanie i przejęcie przez Rosjan ukraińskich okrętów zmierzających do Mariupola doprowadziło do kolejnej eskalacji napięć w stosunkach pomiędzy tymi państwami. W odpowiedzi na rosyjskie działania Ukraińcy zdecydowali się na wprowadzenie na części swojego terytorium stanu wojennego. Rosjanie natomiast rozlokowali na Krymie kolejny dywizjon rakiet S-400. W tej sytuacji warto przyjrzeć się, co o kryzysie kerczeńskim sądzą rosyjscy i ukraińscy analitycy. Zapraszamy do lektury przeglądu najciekawszych komentarzy.

Niemeński: „Porażka Poroszenki”

Oleg Niemeński, ekspert państwowego Rosyjskiego Instytutu Studiów Strategicznych, twierdzi, że rezultaty dyskusji ukraińskiej Rady Najwyższej nad wprowadzeniem stanu wojennego stanowią poważną porażkę prezydenta Poroszenki. Poroszenko początkowo domagał się wprowadzenia stanu wojennego trwającego 60 dni, jednak ostatecznie zdecydowano, że potrwa on tylko miesiąc. Warto jednak pamiętać, że istnieje teoretyczna możliwość przedłużenia stanu wojennego.

Analityk przypuszcza, że decyzja ukraińskich władz mogła być spowodowane naciskami ze strony Stanów Zjednoczonych. USA domaga się, aby zaplanowane na marzec 2019 roku ukraińskie wybory prezydenckie odbyły się zgodnie z planem. Wprowadzenie stanu wojennego na dłuższy okres mogłoby zakłócić normalny przebieg kampanii wyborczej. Niemeński uważa, że choć oficjalnie Zachód potępia Rosję, to na poziomie nieoficjalnym wyraża niezadowolenie z inicjatyw Kijowa.

Stan wojenny obejmie jedynie 10 z 24 obwodów Ukrainy. To głównie obwody południowe i wschodnie (wyjątkiem są obwody czernihowski i sumski), zamieszkałe przede wszystkim przez ludność rosyjskojęzyczną. Orientacja proeuropejska cieszy się tu mniejszą popularnością niż w pozostałych częściach kraju. Niemeński stwierdza, że decyzja ukraińskich władz umacnia podział Ukrainy na dwie części: „pełnoprawną” i „niepełnoprawną”. Stan wojenny może zakłócić życie polityczne w „nieprawomyślnych” regionach. Ponadto rosyjski politolog zauważa, że decyzja ukraińskiego rządu może wpłynąć także na przebieg sporu o ukraińską autokefalię. Jego zdaniem nadzwyczajne pełnomocnictwa związane ze stanem wojennym mogą umożliwić władzom przejmowanie majątku należącego do Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego.

Kapitonenko: Rozbieżności pomiędzy Unią i Stanami Zjednoczonymi

Związany z ukraińskim Międzynarodowym Centrum Badań Perspektywicznych Mykoła Kapitonenko uważa, że incydent na Morzu Azowskim ujawnił „nie tylko bezbronność Ukrainy na morzu, zawodność mechanizmów prawnych i długoterminowe skutki okupacji Krymu, ale także typowe dla Kijowa problemy ze strategią polityki zagranicznej”. Ukraińcy podejmują szereg działań mających zademonstrować chęć współpracy z Zachodem, jednak poziom wsparcia Ukrainy przez państwa zachodnie pozostaje niezmienny od czasów aneksji Krymu.

 

Zdaniem Kapitonenki Ukraińcy rzadko kiedy zastanawiają się nad różnicami interesów pomiędzy Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi. Ukraina może stać się miejscem, w którym te rozbieżności się ujawnią. Badacz sądzi, że Europie zależy na tym, aby nie nastąpił powrót do 2014 roku, gdy bardzo trudno było przewidzieć dalszy rozwój wypadków. Europejscy politycy pragną, by sytuacja na Ukrainie była stabilna i przewidywalna. W obecnych warunkach oznacza to dążenie do zamrożenia konfliktu wokół Krymu i Donbasu.

Według ukraińskiego analityka rosyjsko-ukraiński konflikt stanowi dla USA znacznie mniejsze zagrożenie niż dla Europy, dlatego amerykańska polityka będzie różniła się od unijnej. Waszyngton może wykorzystywać Ukrainę jako narzędzie służące do wywierania presji na Moskwę. „Dla Amerykanów jednym z głównych zadań będzie balansowanie pomiędzy wspieraniem Ukrainy, a nierozszerzaniem na nią gwarancji bezpieczeństwa” –stwierdza. W praktyce oznacza to, że ewentualne przyjęcie Ukrainy do NATO jest bardzo odległą perspektywą. Rosnąca odmienność koncepcji politycznych USA i UE sprawia, że dylematy ukraińskich polityków stają się jeszcze bardziej skomplikowane.

Skorkin: „Co stan wojenny da Poroszence?”

Współpracujący z Moskiewskim Centrum Carnegie Konstantin Skorkin ocenia, że wprowadzenie przez Kijów stanu wojennego jest związane przede wszystkim z wewnętrznymi ukraińskimi politycznymi rozgrywkami. To decyzja bez precedensu, na wprowadzenie stanu wojennego nie zdecydowano się nawet w najbardziej dramatycznym roku 2014. Władze ukraińskie, obawiając się otwartej militarnej konfrontacji z Rosją, postanowiły, że nazwą podjęte przeciwko donbaskim separatystom działania „operacją antyterrorystyczną”, być może wzorując się przy tym na rosyjskiej terminologii z czasów wojen czeczeńskich. Ukraińskie społeczeństwo, za wyjątkiem wąskich grup radykalnych nacjonalistów, przyjęło to ze zrozumieniem.

Według Skorkina obecnie Poroszenko jest mocno zdesperowany. Z listopadowych sondaży wynika, że jego szanse na reelekcję są mizerne – Poroszenkę wyprzedza nie tylko Julia Tymoszenko, ale nawet satyryk Wołodymyr Zieleński. Wprowadzenie stanu wojennego może pozwolić ukraińskiemu prezydentowi na przejęcie inicjatywy i zwiększenie swojego poparcia.

Skorkin ocenia, że Poroszence już udało się przynajmniej tymczasowo skonsolidować dawny obóz majdanowy – decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego poparły niemal wszystkie istotne ukraińskie partie, wyjątkiem był postjanukowyczowski Blok Opozycyjny.

Według Skorkina Blok Opozycyjny tym samym ustawił się w pozycji „piątej kolumny” działającej na szkodę obronności kraju – co prawda nie wpłynie to na poglądy prorosyjskiej części mieszkańców Ukrainy, czyli bazy zwolenników Bloku Opozycyjnego, jednak może ograniczyć temu ugrupowaniu możliwości pozyskiwania nowych wyborców.

Rosyjski politolog zaznacza też, że stan wojenny umocni podział Ukrainy na „patriotyczne” centrum i zachód oraz „nielojalne” południe i wschód. Różnice pomiędzy poszczególnymi regionami ułatwiły Rosji interwencję na Ukrainie, dlatego dodatkowe uwypuklanie ich na dłuższą metę może okazać się szkodliwe dla Kijowa. Względny sukces Poroszenki – doprowadzenie do tymczasowej konsolidacji ukraińskich elit politycznych – może okazać się pyrrusowym zwycięstwem. Potencjalne zakłócenia kampanii wyborczej czy nawet przesunięcie terminów wyborów może wywołać oskarżenia o dyktatorskie skłonności Poroszenki. Wzbudzi to niechęć państw zachodnich i wzmocni nieufność ze strony ukraińskiego społeczeństwa. Paradoksalnie skuteczność posunięć Poroszenki zależeć będzie od działań ze strony Rosji. Jeżeli Rosja doprowadzi do eskalacji konfliktu, będzie to oznaczać, że decyzja ukraińskiego prezydenta była uzasadniona. Nie wiadomo jednak, czy takie „zwycięstwo Poroszenki” byłoby korzystne dla samej Ukrainy – konkluduje Skorkin.

Radecki: Potrzeba twardej odpowiedzi Zachodu

Były minister obrony Ukrainy, generał Witalij Radecki, twierdzi, że wprowadzenie stanu wojennego jest spóźnioną decyzją. Jego zdaniem incydent na Morzu Azowskim jest logiczną kontynuacją procesów, które rozpoczęły się w 2014 roku. Według Radeckiego rosyjska agresja mogła zostać powstrzymana, gdyby rząd ukraiński i społeczność międzynarodowa wykazały się wtedy większym zdecydowaniem. Trudno jednak będzie naprawić popełnione w przeszłości błędy. Ukraiński generał przypomina, że Rosja jest krajem znacznie potężniejszym od Ukrainy. Różnice w potencjale militarnym widać zwłaszcza w przypadku marynarek wojennych obydwu państw. Dlatego Kijów powinien postępować tak, aby nie doprowadzić do otwartej wojny z Rosją.

Radecki przypomina, że państwo ukraińskie wywiązało się ze wszystkich zobowiązań wynikających z podpisanego w 1994 roku memorandum budapesztańskiego. W zamian za gwarancje dotyczące nienaruszalności granic i pomocy w razie zbrojnej agresji Ukraina zdecydowała się na rezygnację z posiadania broni atomowej. W tym okresie większym arsenałem jądrowym dysponowały tylko USA i Rosja.

„Ukraina powinna nie prosić, lecz żądać od sygnatariuszy memorandum budapesztańskiego wypełnienia swoich obowiązków” – ocenia. Według Radeckiego niechęć Zachodu do dania Moskwie twardej odpowiedzi wynika z tego, że kraje zachodnie nie uważają, aby same były zagrożone przez potencjalną agresję militarną Rosji.

Ponadto na obojętny stosunek państw zachodnich wpływ ma niestabilna sytuacja wewnętrzna Ukrainy: niezmiennie wysoki poziom korupcji i niekończąca się walka o władzę. Dlatego zdaniem Radeckiego tak istotne jest, aby Ukraina rozpoczęła od przywrócenia porządku we własnym kraju. Wojskowy ocenia bieżącą sytuację pesymistycznie: zauważa, że doświadczeni fachowcy nie są dopuszczani do władzy, natomiast poziom kandydatów biorących udział w wyborach pozostawia bardzo wiele do życzenia.

Dugin: Nie można wykluczyć rosyjsko-ukraińskiej wojny

Znany dość dobrze nad Wisłą ideolog eurazjatyzmu Aleksander Dugin twierdzi, że incydent na Morzu Azowskim to ukraińska prowokacja. Jego zdaniem Poroszenko nie jest w stanie wygrać wyborów w normalnym trybie, dlatego podejmuje nadzwyczajne działania, takie jak wprowadzenie stanu wojennego. Aby plan Poroszenki doprowadził do podwyższenia jego poparcia, prezydentowi Ukrainy potrzebne jest doprowadzenie do otwartej wojny z Rosją. Dugin krytykuje Putina za nieudzielenie tzw. „rosyjskiej wiośnie” (fali prorosyjskich, separatystycznych wystąpień mających miejsce w 2014 r. na Ukrainie) wystarczającego wsparcia. Według rosyjskiego filozofa niedoprowadzenie do oderwania od Ukrainy wschodnich obwodów pozwoliło Kijowowi na przejęcie inicjatywy, pogarszając tym samym sytuację strategiczną Rosji.

Dugin sądzi, że rosyjscy rządzący liczą na zachowanie status quo. „Pobrzękiwanie szabelką” może zapewnić Poroszence utrzymanie się przy władzy, ale w praktyce zmieni się niewiele i kremlowscy decydenci nie będą zmuszeni do podejmowania niewygodnych decyzji.

Kontrowersyjny myśliciel nie wyklucza jednak innego scenariusza – Poroszenko może przeć do otwartego konfliktu, licząc przy tym na wsparcie NATO i USA. Nowa rosyjska interwencja zbrojna na Ukrainie dałaby Zachodowi pretekst do ostatecznego uczynienia z Rosji pariasa na arenie międzynarodowej. Rosyjscy rządzący rozumieją tę logikę i z tej przyczyny wybierają bierną postawę.

Poroszenko natomiast będzie wciąż sprawdzał, jak daleko może się posunąć. Obecnie ma niewiele do stracenia i każde ustępstwo Rosji będzie dla niego ważnym tryumfem. Dugin podsumowuje, że nie można mieć pewności, że wojna zacznie się właśnie teraz, ale nieroztropnie byłoby zakładać, że jest to całkowicie nieprawdopodobne.

Sunhurowskyj: Ukraina musi rozbudować flotę

Zajmujący się sprawami wojskowości Mykoła Sunhurowskyj z ukraińskiego Centrum im. Razumkowa uważa, że obecnie ukraińska marynarka wojenna jest zbyt słaba, by móc skutecznie przeciwstawić się Rosji. Obecnie jej działania mogą ograniczyć się co najwyżej do patrolowania wybrzeży, zaminowania wybrzeży czy przeprowadzania misji z wykorzystaniem helikopterów i samolotów. Analityk nie ma wątpliwości, że rosyjska blokada Morza Azowskiego stanowi pogwałcenie umów międzynarodowych – dwustronnej rosyjsko-ukraińskiej umowy regulującej żeglugę na tym akwenie czy Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza. Z tej przyczyny społeczność międzynarodowa potępia działania rosyjskie.

Wsparcie dla Ukrainy ogranicza się jednak głównie do deklaracji słownych. Wyjątkiem są Stany Zjednoczone, które podarowały ukraińskim siłom zbrojnym dwa kutry patrolowe typu Island. Ponadto Amerykanie obiecali dostarczenie używanych fregat rakietowych typu Oliver Hazard Perry. To jednostki wycofywane z amerykańskiej służby, ale Sunhorowskyj podkreśla, że w obecnej sytuacji każde wzmocnienie floty jest na wagę złota. Państwowy koncern Ukroboronprom nie jest jeszcze w stanie zaspokoić potrzeb ukraińskiego wojska.

Analityk wolałby, by stan wojenny wprowadzono na terenie całej Ukrainy, gdyż „wojna jest zjawiskiem totalnym” i całe społeczeństwo bierze w niej udział. Sunhorowskyj sugeruje też, by wprowadzić do ukraińskiej konstytucji zmiany gwarantujące normalny przebieg wyborów. W obecnej sytuacji wiele osób spekuluje, że wprowadzenie stanu wojennego mogło mieć związek właśnie z chęcią przesunięcia terminu wyborów.

Opracowano na podstawie: riss.ru, realist.online, carnegie.ru, gordonua.com, geopolitika.ru, razumkov.org.ua