Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bogusław Wieczorek  30 listopada 2018

POLSA odlatuje z Gdańska. Deglomeracja przegrywa z warszawocentryzmem i partyjniackim sporem

Bogusław Wieczorek  30 listopada 2018
przeczytanie zajmie 6 min
POLSA odlatuje z Gdańska. Deglomeracja przegrywa z warszawocentryzmem i partyjniackim sporem Fot. Wikimedia

Największe firmy potrafią działać w skali globalnej, a setki tysięcy pracowników sektora BPO w Polsce muszą przecierać oczy ze zdumienia, że niemożliwe okazuje się prowadzenie urzędu położonego niecałe trzy godziny drogi pociągiem od centrum Warszawy. Deglomeracja urzędów czy spółek skarbu państwa ma swoje uzasadnienie w potrzebie zrównoważonego rozwoju, ale też bezpieczeństwie strategicznym państwa. Wszystkie te argumenty działają na korzyść POLSY w Gdańsku. Z perspektywy idei rozwoju solidarnego terytorialnego obecnego dużo bardziej roztropne od „sankcjonowania stanu faktycznego” przez przenoszenie formalnej siedziby z Gdańska do Warszawy byłoby podjęcie działań, które urealniłyby obecność centrali POLSA właśnie w stolicy Pomorza.

Jeśli ktoś naiwnie myślał, że kampania wyborcza w Polsce rozpocznie się dopiero w 2019 roku, to przykład ostatniego sporu o Polską Agencję Kosmiczną (POLSA) powinien pozbawić go złudzeń. W ostatnich dniach rząd przyjął projekt ustawy zmieniającej siedzibę Agencji z Gdańska na Warszawę. Temat bynajmniej nie jest nowy, bo lokalne media donosiły o tym już w sierpniu. Decyzję komentowaliśmy też w gdańskim oddziale Klubu Jagiellońskiego, ale fakty nie mają oczywiście znaczenia w logice bieżącej polityki.

Projekt ustawy zdążył być nazwanym przez urzędującego prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza, „haniebnym działaniem”. Była to też okazja do rozemocjonowanych pytań „co jeszcze PiS zabierze gdańszczankom i gdańszczanom?” oraz wezwania ”ręce precz od Polskiej Agencji Kosmicznej!” Wywołany personalnie przez prezydenta lider gdańskiej opozycji, Kacper Płażyński (PiS), uzasadnia decyzję stanem faktycznym. Od początku istnienia urzędu na 50 pracowników, aż 40 rezydowało w Warszawie, w tym kadra zarządzająca oraz najliczniejszy pion wojskowy. Nie obyło się oczywiście bez uprzejmości o „hipokryzji figur PO” oraz „urządzaniu gdańszczanom kabaretu politycznego”.

Tyrania status quo

Trudno dyskutować z faktami co do organizacji POLSY, ale trudno też zgodzić się z wnioskiem, że jedynym wyjściem w takiej sytuacji jest potwierdzenie ustawą wątpliwego z punktu widzenia rozwoju Polski status quo . Rzeczywistość bowiem można zmieniać, a w Klubie Jagiellońskim uważamy, że deglomeracja jest istotnym elementem zrównoważonego rozwoju naszego kraju. Argumenty za tą tezą szeroko wyłożyliśmy w raporcie „Polska średnich miast. Założenia i koncepcja deglomeracji w Polsce” autorstwa prof. Przemysława Śleszyńskiego.

Oczywiście, Gdańsk nie jest miastem średnim. Cała Metropolia Gdańska, którą trzeba traktować jako jeden organizm, liczy około 1,5 mln mieszkańców. Tym łatwiejsza powinna być decyzja o lokowaniu urzędów centralnych w takich ośrodkach. Jeśli jednak Gdańsk nie jest w stanie zatrzymać u siebie POLSY, tym bardziej oczywiste staje się, że Nowy Sącz nie mógł skutecznie walczyć o Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Warszawocentryczną optykę lokowania urzędów przedstawił sam Rzecznik MŚP, Adam Abramowicz. W udzielonym w lipcu wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej mówił: „Chcę, żeby [urząd] był blisko Sejmu, Prezydenta i Ministra Gospodarki, bo chodzi o czas działania, żeby nie trzeba było przebijać się przez miasto”. Innymi słowy, konkurować ze sobą o siedziby organów administracji publicznej mogą co najwyżej poszczególne dzielnice Warszawy, a i to tylko te lepiej skomunikowane.

Takie podejście w 2018 roku musi zaskakiwać. Największe firmy potrafią działać w skali globalnej, a setki tysięcy pracowników sektora BPO (outsourcing procesów biznesowych) w Polsce – obsługujących procesy swoich pracodawców w działaniach podejmowanych w każdym zakątku świata –muszą przecierać oczy ze zdumienia, że niemożliwe okazuje się prowadzenie urzędu położonego niecałe trzy godziny drogi pociągiem od centrum Warszawy.

Organiczna stolica przemysłu kosmicznego

Deglomeracja urzędów czy spółek skarbu państwa ma swoje uzasadnienie w potrzebie zrównoważonego rozwoju, ale też bezpieczeństwie strategicznym państwa. Wszystkie te argumenty działają na korzyść POLSY w Gdańsku. Ale są też inne, związane bezpośrednio z branżą kosmiczną, której rozwój Polska Agencja Kosmiczna ma wspierać.

W lutym 2018 roku Klub Jagielloński zorganizował właśnie w Gdańsku spotkanie pod tytułem „Polski sektor kosmiczny”. W rozmowie uczestniczyli młodzi przedsiębiorcy, którzy stawiają pierwsze kroki w branży, jak również zarządzający funduszami i akceleratorami ukierunkowanymi na rozwój sektora kosmicznego. Wszyscy goście (o zgrozo, także z Warszawy!) zwracali uwagę na to, że nie jest przypadkiem, że spotkanie to odbywa się w Gdańsku. I bynajmniej, to nie lokalizacja POLSY była pierwszym powodem, wskazywanym przez prelegentów.

Odpowiedź była następująca – to w województwie pomorskim zebrało się kilkudziesięciu fascynatów technologii kosmicznych, którzy postanowili zaangażować swój czas na rozwój biznesów z tym związanych, prowadzenie działań edukacyjnych i promowanie branży w Polsce i Europie. Jakkolwiek Warszawa przyciągnęła kilka znaczących firm z sektora, to w Gdańsku właśnie rozwój był organiczny i oddolny.

Działalność ta stała się szybko czymś więcej, niż tylko pasją. Pomogła w tym oczywiście lokalizacja Polskiej Agencji Kosmicznej. Jakkolwiek nasi dyskutanci lakonicznie wyrażali się o wsparciu POLSY dla ich działalności, to jednak dr Wojciech Kanawka z Blue Dot Solutions, orędownik i propagator rozwoju branży kosmicznej w Gdańsku, zwrócił uwagę, że już sama obecność Agencji dawała wymierne korzyści w postaci organizacji szeregu konferencji eksperckich czy uwiarygodniania lokalizacji przedsiębiorców  autorytetem urzędu.

To w Gdańsku powstał pierwszy akcelerator kosmiczny Space3ac, założony przez organizacje publiczne i prywatne (Black Pearls VC, Miasto Gdańsk, Fundacja Interizon i in.), który kolejny rok z rzędu wybiera najciekawsze projekty rozwiązań, które mogą mieć zastosowanie w branży kosmicznej wspierając ich rozwój. Najbliższy nabór odbędzie się w programie Poland Prize, którego celem jest sprowadzanie zagranicznych startupów do Polski. Space3ac został jednym z sześciu operatorów programu w Polsce, a jego uruchomienie przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości było dumą Mateusza Morawieckiego, bo wiąże z nim duże nadzieje rozwojowe. Dosłownie kilka dni temu Space3ac zaprosił do współpracy w ramach programu takie firmy jak LPP, Olivia Business Centre, Pekabex, PZU Lab czy Zarząd Morskiego Portu Gdańsk.

Ważne dla wszystkich było także położenie geograficzne Gdańska, co może nie być oczywiste dla osób niezwiązanych z branżą. Otóż niebagatelny fakt dla rozwoju technologii satelitarnych to dostęp do morza, który warszawscy decydenci mają co najwyżej przez wille letniskowe w Sopocie.

Na inny, nieoczywisty na pierwszy rzut oka fakt, zwrócił też uwagę Wojciech Drewczyński z Black Bearls VC. Jest nim partnerstwo Gdańska z Bremą, która stanowi w Niemczech silny ośrodek branży kosmicznej. To także ułatwia działalność, nawiązywanie relacji i wzajemną wymianę doświadczeń.

Polski rząd mówi wprost, że celem dla Polski jest osiągnięcie do 2030 roku 3 proc. udziału polskich firm w obrotach europejskiego sektora kosmicznego. Państwowe agencje centralne mogą wspierać ten rozwój, wykorzystując zasoby które już są i które na zasadzie kuli śniegowej mogą się powiększać. Niestety, gorąca atmosfera sporu politycznego z pewnością nie pomoże podjęciu racjonalnej decyzji, która będzie wyznaczała rozwój sektora kosmicznego w Polsce na kolejne lata.

Plemienna wojna zamiast potrzebnej współpracy

Więcej, stosowanie do – mimo wszystko – decyzji o charakterze administracyjnym określeń wagi  „hańby” z ust jednego z ważniejszych krytyków partii rządzącej w Polsce oczywiście nie jest językiem porozumienia i także drugą stronę paraliżuje pod względem politycznym. Trudno bowiem wycofać się z takiej decyzji z twarzą, jeśli oponent nakłania PiS do tego słowami „ręce precz!”. Nie zmienia to jednak faktu, że z perspektywy idei rozwoju solidarnego terytorialnego obecnego nominalnie w myśleniu polityków Prawa i Sprawiedliwości i programie tej partii dużo bardziej roztropne od „sankcjonowania stanu faktycznego” przez przenoszenie formalnej siedziby z Gdańska do Warszawy byłoby podjęcie działań, które urealniły by obecność centrali POLSA właśnie w stolicy Pomorza.

Czy branża kosmiczna w Gdańsku zniknie wraz z Polską Agencją Kosmiczną? Pewnie nie, ale z pewnością straci istotny bodziec do dalszego rozwoju. Rozwój ten mógłby być tym większy, gdyby Agencja prowadziła swoją działalność w Gdańsku faktycznie, a nie tylko na papierze. Temu powinny służyć połączone działania rządu i samorządu, jeśli decydenci byliby w stanie zawiesić spór polityczny w imię zrównoważonego rozwoju Polski. Naiwnym marzeniem pozostaje ponadpartyjna współpraca w imię podjęcia próby dołączenia do skoku cywilizacyjnego polskiego przemysłu, któremu rozwój branży kosmicznej powinien służyć.

Artykuł powstał w ramach działalności Klubu Jagiellońskiego w Gdańsku, który jest wspierany przez Olivia Business Centre, Skyrise  oraz Darczyńców indywidualnych.