Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Grzegorz Nieć  16 listopada 2018

W „zjednoczonej opozycji” nie ma miejsca dla PSL

Grzegorz Nieć  16 listopada 2018
przeczytanie zajmie 6 min
W „zjednoczonej opozycji” nie ma miejsca dla PSL Fot. Łukasz Kamiński / www.flickr.com/photos/nowepsl

Administrowanie i konsumowanie przywilejów wynikających ze sprawowania władzy – do czego sprowadzało się w dużym stopniu współrządzenie z PO – zapewnia PSL co najwyżej głosy rodzin i klienteli. To oznacza balansowanie na granicy progu wyborczego. Jest bardzo prawdopodobne, że jeśli PSL otworzy się na ewentualną koalicję z PiS-em, to sprowadzanie władzy do klientelizmu będzie z rozmaitych względów trudniejsze. Co jednak najważniejsze – przybliży ludowców do ich naturalnego elektoratu.

Po ewidentnej i dotkliwej klęsce wyborczej Polskiego Stronnictwa Ludowego w 2015 roku nie doszło praktycznie do żadnej rzeczowej debaty na temat jej przyczyn. Zanosi się, że i po wyborach samorządowych nie ma miejsca na taką refleksję. To poważny błąd. W takich momentach dokonuje się zwykle gruntownej i wnikliwej analizy, wystawia się oceny liderom, szuka się nowych rozwiązań, strategii, przegrupowuje się siły, póki jest jeszcze czas.

Coraz dalej od elektoratu

Nie mieszkam na wsi. Nie jestem rolnikiem, aczkolwiek byli nimi moi dziadkowie. Są nimi członkowie mojej rodziny, przyjaciele, z którymi czuję się mocno związany. Przed laty przecierałem oczy ze zdziwienia, gdy PSL postanowiło być „partią ogólnonarodową”. Co to miało oznaczać – do dziś nie wiem. Nie mogłem wyjść ze zdumienia, gdy stronnictwo wkraczało (z marnym zresztą skutkiem) na miejską arenę, zaniedbując jednocześnie swój naturalny elektorat. Odwracało się do niego plecami.

Obserwowałem, jak zdezorientowani byli działacze w terenie i wyborcy, którzy sukcesywnie przesuwali się kolejno w stronę SLD, Samoobrony i w końcu Prawa i Sprawiedliwości. Wielokrotnie zwracałem uwagę przy rozmaitych okazjach, że jest to efekt takich nieracjonalnych koncepcji, tworzonych z reguły w partykularnym interesie niektórych przedstawicieli partyjnego establishmentu.

Pora sobie zdać sprawę z tego, że to nie PiS odebrał PSL-owi wyborców, ale PSL sam wepchnął ich w ramiona konkurenta! Wieś się zmienia, i owszem, jednak specyfika życia i pracy na wsi oraz podział na centrum i prowincję wciąż są i wręcz zyskują na znaczeniu, coraz częściej stając się punktem odniesienia politycznej debaty.

PSL nie jest skazany na Platformę

Ze zgrozą obserwuję, jak trwałe okazuje się dziedzictwo zeteselowskiego aparatu, jak przesiąkają nim młodzi aktywiści. To oni tak doskonale odnajdują się w koalicji z PO, co żywo przypominającej tę z PZPR-em. Nie liczą się z tym, co czują i czego pragną autentyczni (a są jeszcze tacy) ludowi działacze, wieś i rolnicy. Jedna jest jednak zasadnicza różnica między obecną koalicją a tą sprzed lat. Tę z PZPR gwarantowała konstytucja PRL, zapewniająca ZSL udział w sprawowaniu władzy. Dzisiaj to tylko obiecanki, które rozwiać może powyborcza arytmetyka. Wydaje mi się, że nie wszyscy zainteresowani zdają sobie z tego sprawę.

PiS i PSL rywalizują o głosy tego samego elektoratu, to fakt. Należy zadać pytanie, z czego to wynika. Moim zdaniem ze wspólnoty celów i wartości oraz programu. Tego z kolei nie widzę w układzie PO-PSL. Co więcej, elektoraty tych dwóch partii nie tyle nie zachodzą na siebie, ale są sobie przeciwstawne, wręcz antagonistyczne, co objawia się ostatnio bardzo wyraziście.

Z jednej strony PSL poklepywane jest po ramieniu. Pojawiają się tu i ówdzie życzliwe komentarze na temat lidera (nawiasem, chwalą go szczególnie ci, którzy nie zamierzają na niego głosować). Jednocześnie zaś ci sami komentatorzy i politycy wylewają wiadra pomyj na wieś, na małe miasteczka oraz wszystkich tych, którzy głosują na PiS, na tę „gorszą” i „zacofaną” – zdaniem niektórych – Polskę.

Trudno mi uwierzyć w to, że peeselowcy nie dostrzegają tej jawnej, wykrzyczanej wręcz nienawiści i pogardy wobec swoich bliskich, sąsiadów i przyjaciół? Maska spadła. W obozie „jednoczącej się opozycji” nikt już nie ukrywa swoich antynarodowych i antykatolickich poglądów i wrogości wobec państwa, którym rządzą polityczni przeciwnicy. W tradycji ruchu ludowego mocno zakorzeniony jest antyklerykalizm, który jednak w istotny sposób różni się od tego, jaki proponuje współczesna liberalna lewica. Jest przecież różnica między państwem świeckim a laickim. Tradycyjny elektorat PSL jest praktykujący w swej masie. Uznaje naturalny porządek. Szanuje tradycję.

PSL nie powinien być przystawką

Przestrzegają niektórzy, że PiS chętnie pożera tzw. „przystawki”. Zgoda, ale to nie jest jedynie przypadek tej partii. Historia najnowsza pokazuje, że polityczne „przystawki” w rodzaju LPR, Samoobrony, Ruchu Palikota czy Nowoczesnej padają na naszych oczach i bez udziału PiS. Nie PSL-owi się jednak do nich przyrównywać. W przeciwieństwie do tamtych Stronnictwo ma tradycję i – nie wiem jednak, jak długo – zaplecze. Komentatorzy i politycy dostrzegają  też, że podczas ostatniej kampanii PiS atakowało PSL. Na czym innym miała ta kampania polegać, gdy dwie formacje walczyły o podobny elektorat? Cóż to zresztą były za ataki wobec tego, co o PSL pisała przez całe lata „Gazeta Wyborcza”, „Polityka” i co mówili o nim w TVN. Warto przypomnieć dla przykładu głupawe i w sumie podłe wywody Władysława Frasyniuka o chłopach i PSL w 2009 roku..

Ogólnopolska koalicja samorządowa opozycji jest absurdalna, oznacza też jawne i całkowite upartyjnienie samorządu. Gdy kto inny rządzi na szczeblu ogólnokrajowym, nie ma racjonalnych przesłanek dla koncepcji, w której współpraca w każdym miejscu kraju musi wyglądać tak samo.

Współpraca PSL z PiS może być oczywiście niełatwa, ale może dotyczyć konkretnych spraw, które ludzi interesują i które pchają kraj do przodu. Co więcej, PSL może być w takim układzie tym bardziej elastycznym, łagodniejszym partnerem. Dzięki temu Stronnictwo autentycznie otworzy się na nowe środowiska. Wówczas hasła w rodzaju „spokoju”, „rozsądku” i „normalności” przestaną być frazesami i nabiorą prawdziwego sensu. Administrowanie i konsumowanie przywilejów wynikających ze sprawowania władzy – do czego sprowadzało się w dużym stopniu współrządzenie z PO – zapewnia PSL co najwyżej głosy rodzin i klienteli. To oznacza balansowanie na granicy progu wyborczego. Jest bardzo prawdopodobne, że jeśli PSL otworzy się na ewentualną koalicję z PiS-em, to sprowadzanie władzy do klientelizmu będzie z rozmaitych względów trudniejsze. Co jednak najważniejsze – przybliży ludowców do swojego naturalnego elektoratu.

Trzeba zdać sobie sprawę, że pierwsze rundy batalii o wiejski elektorat zostały przez PSL przegrane. Stronnictwo nieskutecznie rywalizowało z PiS w swoich matecznikach, chociaż przez kilkanaście lat uczestniczyło we władzy na poziomie państwa i województw. Pomiędzy formacją Kaczyńskiego a ugrupowaniem, któremu przewodzi dziś Kosiniak-Kamysz potrzebny jest rozejm. Przyszedł czas na przegrupowanie sił oraz wypracowanie jakiejś sensownej koncepcji na przyszłość. Jest pewne, że w „bezalternatywnej” koalicji z Platformą PSL będzie przystawką. Już nią jest, i – jak pokazują wyniki ostatnich wyborów –  już w połowie strawioną.

***

Przez kilkanaście lat czynnie udzielałem się w Polskim Stronnictwie Ludowym. Pracowałem w prezydiach zarządów powiatowego i wojewódzkiego. Trzykrotnie uczestniczyłem w kongresach jako delegat. W swojej pracy naukowej zajmuję się m.in. historią ruchu ludowego. Jestem ostatnim doktorantem profesora Antoniego Podrazy – honorowego prezesa PSL. Współpracowałem z posłem Wiesławem Wodą. Od momentu jego tragicznej śmierci w katastrofie smoleńskiej w  2010 roku stopniowo zaprzestałem działalności. Nie odnalazłem się w nowej rzeczywistości małopolskiej organizacji PSL. Patrząc szerzej: styl współczesnej polskiej debaty politycznej, w moim przekonaniu, jest trudny do pogodzenia z etosem akademickim, któremu powinienem być wierny. Sprawy Stronnictwa nie są mi jednak obojętne, dlatego śledzę je z uwagą i coraz większym niepokojem.