Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paulina Tyc  14 listopada 2018

Po co nam była Komisja Śledcza ws. Amber Gold? 5 najciekawszych wątków

Paulina Tyc  14 listopada 2018
przeczytanie zajmie 8 min
Po co nam była Komisja Śledcza ws. Amber Gold? 5 najciekawszych wątków fot. Kancelaria Sejmu/Paweł Kula

Co złośliwsi komentatorzy wielokrotnie sugerowali, że głównym powodem działania Komisji ws. Amber Gold jest chęć „grillowania” Donalda Tuska. Warto jednak spojrzeć na tę instytucję w szerszym kontekście. Za nami 28 miesięcy prac i 122 posiedzenia, w trakcie których zostało przesłuchanych 140 świadków. Przedstawiamy pięć najciekawszych wątków i informacji ujawnionych podczas prac sejmowej komisji śledczej.

Firma Amber Gold została założona przez Marcina P. w 2009 r. Miała inwestować w kruszce i oferować klientom lokaty w złoto, srebro i platynę podpisując z nimi umowę składu. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. Po ok. 3 latach działalności została zlikwidowana, w wyniku czego majątek utraciło prawie 18 000 Polaków. Całość strat prokuratura wyceniła w 2014 r. na 851 milionów złotych. Samemu Marcinowi P. w 2012 r. zostało postawionych 25 zarzutów, a akt oskarżenia wobec niego i jego żony, Katarzyny, zawiera ponad 7 000 stron.

Prace powołanej w lipcu 2016 r. sejmowej Komisji Śledczej ds. Amber Gold dobiegają końca. Za nami 28 miesięcy prac, w tym 122 posiedzenia, w trakcie których zostało przesłuchanych 140 świadków. Każde z nich osiągało od kilkudziesięciu tysięcy do nawet półtora miliona odsłon w internecie. Bardzo często spotykamy się z opinią, że komisja nie spełnia swojej roli bądź jest całkowicie pozbawiona sensu. Co ciekawe, podobne stwierdzenia padają z ust nawet niektórych z jej członków.

Jakie zarzuty wobec komisji pojawiają się najczęściej? Po pierwsze, pomimo ponad dwóch lat pracy złoto, w które rzekomo inwestowała firma Amber Gold, nie zostało odnalezione. Po drugie, nie wszyscy winni i odpowiedzialni za oszustwo zostali wskazani i osądzeni. Po trzecie wreszcie, padają oskarżenia o wykorzystanie przez partię rządzącą tragedii oszukanych ludzi do politycznej rozgrywki.

Czy to znaczy, że rzeczywiście Komisja Śledcza ds. Amber Gold nie spełnia swojej roli? Czy ogrom pracy, jaki bez wątpienia włożyli w nią posłowie, nie przyniósł efektów?

Aby to rozważyć trzeba przede wszystkim uświadomić sobie, jaki był prawdziwy cel jej powołania. Ten najprościej sformułowała przewodnicząca Małgorzata Wassermann: „Komisja nie szuka złota. Komisja nie szuka tego, kto stoi za Marcinem P. Przedmiotem działania komisji jest rozliczenie urzędów i instytucji, które dopuściły się zaniedbań, że ta firma mogła działać trzy lata”.

Wiele z tych zaniedbań zapewne nie wyszłoby na jaw, gdyby nie działalność komisji. Poniżej przedstawiam kilka najbardziej intrygujących wątków i szokujących informacji ujawnionych podczas prac sejmowej komisji śledczej.

1. Marcin P. zakłada firmę… w więzieniu.

W lutym 2009 r. Marcin P. rozpoczyna odbywanie kary w więzieniu. Miesiąc później, nadal będąc pozbawionym wolności, wysyła informację do Urzędu Skarbowego w Gdańsku o tym, że zakłada firmę. Pomimo braku podpisu w przesłanym pocztą wniosku, Urząd Skarbowy rejestruje jego działalność. Brakujący podpis uzupełnił dopiero podczas przerwy w odbywaniu kary, którą otrzymał argumentując, iż musi podjąć pracę w celu zapewnienia wyższego komfortu życia dla swojej niepracującej żony oraz teściowej. To właśnie wtedy rozkręca swoją firmę, która po kilku miesiącach zmieniła się w Amber Gold.

2. „Skrajnie złe” postępowanie gdańskiej skarbówki

Zeznania Marii Liszniańskiej, byłej zastępcy dyrektora Izby Skarbowej w Gdańsku były szokujące. Ukazują olbrzymią nieskuteczność działań podejmowanych przez Administrację Skarbową w stosunku do AG i jej założyciela. Z akt zgromadzonych przez Pierwszy Urząd Skarbowy wynikało, iż mają do czynienia z podatnikiem trudnym: nieskładającym deklaracji podatkowych i sprawozdań finansowych, praktycznie niepłacącym podatków oraz nie odbierającym korespondencji i nie stawiającym się na wezwania organu.

Pomimo tego – jak i pomimo czterokrotnych próśb ze strony urzędu o skorygowanie błędów w rejestracji, pomimo czterokrotnych próśb o zaktualizowanie VAT-R, pomimo kilkukrotnych wezwań do złożenia CIT i sprawozdania finansowego oraz pomimo każdorazowego ich zlekceważenia przez Marcina P. – urząd nadal nie zdecydował się na zastosowanie sankcji i wszczęcie kontroli. Choć, jak przyznała świadek, standardową praktyką było skierowanie wniosku o kontrolę już po drugim nieskutecznym wezwaniu.

Mimo że Pierwszy Urząd Skarbowy był w posiadaniu wykazu ruchów majątkowych dotyczących Marcina P. – który tylko w roku 2011 zakupił aż 49 pojazdów, nieruchomości za 36,5 miliona złotych oraz udziały w spółkach za 62,5 miliona złotych – nadal nie został skierowany do natychmiastowej kontroli. Ta ostatecznie rozpoczęła się w lutym 2012 r., choć wniosek o nią został sporządzony aż dwa miesiące wcześniej. Kontrola niedługo po rozpoczęciu została… wstrzymana. Po ponownym wszczęciu trwała kilka lat i zakończyła się – jak stwierdziła przewodnicząca – „całkowitą porażką dla urzędu”. Wymowna wydaje się tu być jej opinia, iż pracę Pierwszego Urzędu Skarbowego ocenia nie źle, lecz skrajnie źle.

Na uwagę zasługują również „konsekwencje”, jakie mieli ponieść negatywnie ocenieni w protokole pokontrolnym urzędnicy. Jak zeznała była naczelnik tego urzędu, Violetta Gorecka: „dwóch kierowników komórek organizacyjnych zostało odwołanych ze stanowisk i kilku pracowników miało postępowanie dyscyplinarne zakończone upomnieniami”. Wobec niej, pomimo takiego wskazania w protokole pokontrolnym, nie zostało wszczęte postępowanie dyscyplinarne. Odwołana została natomiast pierwsza opisana świadek, o czym poinformował z trybuny sejmowej minister Rostowski, twierdząc, że jest to decyzja podjęta w wyniku kontroli, choć sama Liszniańska zeznała, że kontrola ta rozpoczęła się dopiero 3 dni po jej odwołaniu.

3. Były członek Rady Nadzorczej Amber Gold obrońcą w sprawach małżeństwa P.

Z przesłuchania mecenasa Łukasza Daszuty wynika, iż pełnił on funkcje w dwóch radach nadzorczych spółek. Natomiast, jak sam zeznał, od sierpnia 2012 r. stał się obrońcą najpierw w sprawie podejrzanego Marcina P., a następnie jego żony, Katarzyny. To umożliwiało mu bieżące zapoznawanie się z aktami sprawy i materiałami gromadzonymi przez organ procesowy, które mogłyby być wykorzystane również w ramach jego przesłuchania jako świadka. Po wyłączeniu mecenasa Daszuty z procesu z uwagi na konflikt interesu, nadal posiadał możliwość kontaktu z osobami tymczasowo aresztowanymi, w tym żoną Marcina P., którą odwiedzał m.in. w 2016 r. Niewyjaśniona pozostaje również kwestia przeprowadzanych przez niego szkoleń, co do których zachodzi podejrzenie, że były fikcyjne, a za które wystawiał faktury. Fakt ten mógłby świadczyć o jego udziale w procederze „prania” pieniędzy.

Świadek wykorzystując zaistniałą sytuację i powołując się na tajemnicę obrońcy konsekwentnie odmawiał przystąpienia do przesłuchania. W związku z tym komisja podjęła dwie uchwały, które być może poskutkują jego ponownym przesłuchaniem.

4. Syn premiera współpracujący z Marcinem P.

OLT Express to spółka należąca do Amber Gold inwestująca w linie lotnicze, której celem miało być wyprowadzenie pieniędzy. Jak twierdzi Małgorzata Wassermann, w ten sposób prawdopodobnie wyprowadzono nawet 300 mln zł. Konkretna kwota pozostaje nieustalona z powodu prowadzenia tzw. kreatywnej księgowości. Wszystko wskazuje na to, że m.in. przez stosowanie cen dumpingowych chciano doprowadzić do upadku LOT (który stracił na tej konkurencji ok. 34 mln zł), a następnie do przejęcia rynku państwowego przewoźnika. Jak to się stało, że dziewięciokrotnie karany oszust zdołał rozkręcić piramidę finansową na taką skalę, stworzyć realne zagrożenie dla bytu narodowego przewoźnika LOT i przez trzy lata działalności przejść praktycznie „suchą stopą” procedury państwowych służb i instytucji?

Posłowie starali się rozstrzygnąć, czy współpracujący z OLT Express Michał Tusk nie padł ofiarą Marcina P. Ten, według nagrań z podsłuchów, miał traktować jego obecność w firmie jako parasol ochronny czy gwarant nietykalności. Co ciekawe, podsłuch został założony Marcinowi P. dopiero dzień po mailu od Michała Tuska, w którym ten prosił o „rozluźnienie współpracy”.

Pomimo faktu, iż współpracował on z karanym oszustem, był jednym z nielicznych dzieci najważniejszych polityków w państwie, które nie otrzymały ochrony ze strony Biura Ochrony Rządu. „BOR nawet po wybuchu afery nie stworzyło mapy zagrożeń. Czy nikt nie zadał sobie pytania, czy osoby z kręgu afery nie będą docierały i być może groziły lub szantażowały M. Tuska?” – zwróciła uwagę przewodnicząca Wassermann.

Zdaniem posłów z sejmowej komisji śledczej nie tylko syn premiera mógł znajdować się w niebezpieczeństwie. „Kwestia bezpieczeństwa rodziny była także kwestią bezpieczeństwa państwa” – podkreślił wiceprzewodniczący komisji poseł Tomasz Rzymkowski.

Kolejną ciekawą kwestią jest poruszany w trakcie zeznań funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zakaz, jaki rzekomo mieli otrzymać od Naczelnika Delegatury ABW w Gdańsku w kwestii poruszania wątku pracy Michała Tuska w OLT Express. Według nich wszelkie czynności wykraczające poza standardowe sprawdzenia wymagały zgody przełożonych, a niezastosowanie się miało grozić im postawieniem zarzutów za utrudnianie śledztwa. Zeznaniom tym stanowczo zaprzeczał sam naczelnik, co doprowadziło do przeprowadzenia pierwszej w historii komisji ds. Amber Gold konfrontacji świadków.

5. ABW vs BOR

W maju 2012 r. gen. Krzysztof Bondaryk wysyła notatkę do najważniejszych osób w państwie, w tym prezydenta Bronisława Komorowskiego oraz premiera Donalda Tuska, na temat firmy Amber Gold. W ocenie ABW stanowiła piramidę finansową. Zaznaczył w niej, iż poszkodowanych może być kilkadziesiąt tysięcy osób, a linie lotnicze mają służyć do wyprowadzania środków Polaków. Notatka ta została wysłana w trybie art. 18 ustawy o ABW, czyli jako mogąca mieć istotne znaczenie dla bezpieczeństwa i międzynarodowej pozycji RP.

Miesiąc później – oczywiście było to już po wszczęciu sprawy operacyjnej w Gdańsku – ABW pozytywnie zaopiniowała możliwość lotów „VIPów”, czyli najważniejszych osób w państwie liniami lotniczymi OLT Express.

Po ponownym zapytaniu w lipcu 2012 r. BOR otrzymał kolejną odpowiedź od ABW, która tym razem była odmowna. ABW nie zarekomendowała linii lotniczej OLT do przewozu osób ochranianych. Przesłuchiwany przed Komisją szef Biura Ochrony Rządu nie potrafił podać przyczyny zmiany stanowiska ABW.

***

To tylko niektóre z zaskakujących informacji na temat sposobu funkcjonowania organów i instytucji publicznych w stosunku do grupy spółek Amber Gold i jej właściciela, Marcina P. Każdy urzędnik państwowy musi zdawać sobie sprawę, że podejmowane (bądź nie) przez niego działania nie są pozbawione konsekwencji. Ujawnienie nieprawidłowości, bierności czy nieskuteczności przed tysiącami Polaków samo w sobie jest już pewnego rodzaju konsekwencją.

Zarówno zeznania świadków, jak i akta ujawnione podczas przesłuchań mogą przysłużyć się ofiarom piramidy finansowej Amber Gold w sprawach toczonych na drodze sądowej.

W jaki sposób zostaną rozliczeni ci, którzy przyczynili się do rozwoju oszustwa pod nazwą „Amber Gold” przez trzy lata? Do tej pory komisja śledcza złożyła zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa w sprawie 29 osób i jednej instytucji – banku BGŻ. Całość prac komisji ma dopełnić raport końcowy, którego data publikacji w obliczu nowych okoliczności (wpłynięcie do komisji nowych akt) nadal pozostaje nieustalona. Choć przesłuchanie byłego premiera Donalda Tuska miało być ostatnim, to jednak członkowie komisji nie wykluczają ponownego wezwania zeznających już wcześniej świadków. Wszystko zależy od treści akt, które wpłynęły i mają wpłynąć do komisji.