Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Jan Gładysiak  12 listopada 2018

Rozłam, z którego wyniknie jedność chrześcijaństwa?

Jan Gładysiak  12 listopada 2018
przeczytanie zajmie 8 min
Rozłam, z którego wyniknie jedność chrześcijaństwa? fusion-of-horizons/flickr.com

To, co dzieje się w świecie prawosławnym to rzecz bez precedensu. Proces, którego katalizatorem stała się zapowiedź nadania przez Patriarchat w Konstantynopolu autokefalii cerkwi na Ukrainie zmienia radykalnie układ sił w chrześcijaństwie wschodnim. Rosyjska Cerkiew Prawosławna traci argumenty decydujące o jej sile, a Patriarchat Konstantynopola umacnia swoją dominującą pozycję w prawosławiu. Powinniśmy śledzić ten proces z wielką uwagą, nie tylko ze względu na bliskie sąsiedztwo i możliwe zawirowania na Ukrainie. Ważniejsze bowiem jest to, że główny hamulcowy dialogu ekumenicznego z katolicyzmem Patriarchat Moskwy i Wszechrusi właśnie traci swoją moc. Czy możliwe będzie zjednoczenie podzielonego od 1054 roku chrześcijaństwa? Prawdopodobieństwo takiego obrotu spraw jest wyższa, niż kiedykolwiek wcześniej.

W chrześcijaństwie wschodnim jesteśmy właśnie świadkami schizmy, a jej konsekwencje nie dotyczą wyłącznie Ukrainy. Nadanie prawa do autokefalii tamtejszej cerkwi może mieći wiele wskazuje na to, że będzie miało skutki dla całego chrześcijańskiego świata. O tym, że proces ten na samej Ukrainie w praktyce może być trudny pisze w swoim tekście Adam Szczupak. Kwestie majątkowe pewnie staną się zarzewiem sporów, ale ich rozwiązanie będzie przede wszystkim wewnętrzną sprawą ukraińską. Równie ważną, jeśli nie ważniejszą kwestią jest jednak reakcja reszty prawosławia na całą sytuację.

Świat ten inaczej niż hierarchiczny Kościół rzymski składa się z równych sobie wspólnot prawosławnych. Z nich zaś największą liczebnie jest ta, którą tworzy Rosyjska Cerkiew Prawosławna (RCP), dotychczas liczona łącznie z Ukrainą. Siłą rzeczy jest ona też najsilniejsza finansowo, a w dodatku idzie pod rękę z władzami na Kremlu. Na dobrych relacjach z nią zależy tym cerkwiom, których kraje utrzymują dobre relacje z Rosją.

Wprawdzie w świecie religii same „twarde” dane takie jak liczebność i materialne bogactwo nie zawsze oznaczają największą siłę, to nie sposób ich ignorować. Do tej pory kanoniczne pierwszeństwo Patriarchatu Konstantynopolitańskiego było respektowana przez niemal całe prawosławie. W praktyce jednak to rosyjska cerkiew była tą, która miała największe znaczenie.

Zmiana politycznej sytuacji na Ukrainie sprawiła, że Bartłomiej I powiedział „sprawdzam” i swoje tytularne zwierzchnictwo zastosował w praktyce. Prawo do takiego działania przypomniał on sam podczas sierpniowego spotkania z Cyrylem w Konstantynopolu mówiąc, że nie liczby, ale modlitwa i porządek kanoniczny mają największe znaczenie.

Rosyjska cerkiew na równi pochyłej

Wiemy już, że reakcją na decyzję patriarchy Bartłomieja I jest zerwanie przez RCP łączności eucharystycznej z Konstantynopolem. W praktyce drobna rzecz, która polega na niewymienianiu podczas liturgii imienia Bartłomieja, w rzeczywistości jest dokonaniem schizmy w łonie Kościołów wschodnich o daleko idących konsekwencjach.

Wygląda na to, że Rosyjska Cerkiew Prawosławna znalazła się w bardzo trudnej dla siebie sytuacji. Z jednej strony musiała zdecydować się na adekwatną odpowiedź wobec Konstantynopola. Z drugiej skazuje się ona na daleko idącą izolację w prawosławiu. Nie widać bowiem, żeby pozostałe Kościoły prawosławne kwapiły się do stanięcia po stronie RCP, co najwyżej chcą zachować neutralność. Na razie większość z nich wyczekuje rozwoju sytuacji, także tej na Ukrainie, która szykuje już się do synodu zjednoczeniowego mającego wybrać wspólnego zwierzchnika. Pytaniem jest, jak zachowają się biskupi i księża na terenie Ukrainy, którzy podlegają Rosyjskiej Cerkwii Prawosławnej. Niektórzy z nich też podpisali się pod prośbą o autokefalię. To ilu ich uzna decyzję Konstantynopola i nowych zwierzchników, da nam odpowiedź jak silny wpływ na Ukrainę będzie wciąż miała RCP i Rosja ze swoją ideą ruskiego miru, której kluczową częścią jest właśnie prawosławie i „Moskwa jako Trzeci Rzym”.

To będzie miało jednak znaczenie przede wszystkim dla Moskwy, bo cerkiew rosyjska spór już przegrała pytanie tylko jak bardzo i jakie narzędzia wpływu po tej próbie sił jej pozostaną. Nie jest to wyłącznie prestiżowa porażka, ale też materialna, bo Ukraina to 1/3 parafii i wierzących, którzy teraz przejdą pod zwierzchnictwo Konstantynopola.

W efekcie Patriarcha Moskwy i Wszechrusi straci swój główny argument decydujący o pozycji w prawosławiu, czyli liczebność wiernych i zasoby finansowe. Teraz ta kwestia będzie przemawiać na rzecz Konstantynopola, który będzie dysponował czymś więcej, niż samym pierwszeństwem kanonicznym.

Co więcej, przyszłość RCK rysuje się w jeszcze ciemniejszych barwach, bo postanowienie Bartłomieja o anulowaniu decyzji o przekazaniu Metropolii Kijowskiej Patriarchatowi Moskiewskiemu z 1686 r., może mieć swoje konsekwencje daleko wykraczające poza Ukrainę. Nie dotyczy ona bowiem wyłącznie terytorium Ukrainy, ale w znacznej mierze także obecnej Białorusi, której tereny wtedy podlegały Metropolii Kijowskiej. Wprawdzie na Białorusi tendencje do autokefalii nie są tak silne jak na Ukrainie, jednak są obecne i decyzja Konstantynopola z pewnością je wzmocni.

Bieg wydarzeń rozwija się nie po pomyśli RCP. Pomysł by synod odbył się w Mińsku, pierwszy raz w historii poza terytorium Rosji, co miało być pokazem jej siły, po decyzji Konstantynopola i reakcji Patriarchatu Moskiewskiego skutek ma zgoła odmienny. Ogłaszając tam zerwanie łączności eucharystycznej, cerkiew rosyjska nie wzbudziła entuzjazmu u białoruskich władz, które budują pozycję Białorusi jako państwa, za sprawą którego na Ukrainie zapanuje pokój. Pewne jest jedno, Mińsk będzie bacznie obserwować sytuację religijną na Ukrainie, by w przyszłości wykorzystać ten przetarty już szlak, jeśli będzie on opłacalny. Nie ulega też wątpliwości, że autokefalia dla Ukrainy zachęci Kościoły prawosławne z terenów innych byłych republik ZSRR do wystosowania próśb w sprawie autonomii.

Komentatorzy rosyjskich mediów zwiastują też możliwe kłopoty w samej Rosji, gdzie styl sprawowania władzy przez Cyryla I nie podoba się części prawosławnych. Oprócz tego decyzja o zerwaniu z Konstantynopolem uderza w zwykłych wiernych i duchownych, mocno ograniczając możliwość odwiedzania świętych miejsc, a zwłaszcza Góry Athos oraz Jerozolimy.

Bartłomiej I wygrywa kolejne bitwy

Patriarcha Bartłomiej to największy zwycięzca tej rozgrywki. Z pochodzenia Grek, wszechstronnie wykształcony (uczył się m.in. w Monachium, Rzymie i szwajcarskim Bossey), poliglota, doskonale orientuje się nie tylko w sprawach religii, ale też w światowej polityce i nie poddaje się suflowanej z każdej strony rosyjskiej narracji. Nie bał się nie tylko podjąć decyzji wobec Ukrainy, ale i zrugać publicznie przy dziennikarzach stojącego obok Cyryla I, który przybył z misją „ostatniej szansy” do Konstantynopola. Kontynuuje nastawiony na dialog kierunek, w którym Konstantynopol prowadzi światowe prawosławie, a który nadali mu jego dwaj poprzednicy Atenagoras I oraz Dymitr I.

Bartłomiej wygrywa nie pierwszy zresztą raz: w roku 2016 na Krecie odbył się Wielki i Święty Sobór Prawosławia. To wydarzenie bez precedensu, do którego przygotowywano się przez… prawie sto lat! Jego zwołanie i przeprowadzenie to wielki sukces Bartłomieja I, który Rosyjska Cerkiew Prawosławna w ostatniej chwili zbojkotowała, licząc na pociągnięcie za sobą innych cerkwi. To się nie udało sobór się odbył i w swej deklaracji końcowej potwierdził, że to soborowość jest sposobem, w jakim prawosławie wyraża się jako jeden Kościół. Skoro tak jest, to deklaracja o koniecznym dialogu z innymi wyznaniami chrześcijańskim, do którego sobór przywiązuje wielką wagę, jest stanowiskiem całego prawosławia. W Kościele katolickim przywykliśmy już do takich deklaracji, więc mogą na nas nie robić takiego wrażenia, jednak w prawosławiu to prawdziwy przełom.

Wykorzystanie momentu dziejowego przez Bartłomieja sprawiło, że światowe prawosławie skupiło się wokół Konstantynopola nie tylko formalnie, jak to było wcześniej. Główny ośrodek torpedujący tę pozycję, jak i dialog z resztą chrześcijaństwa, na własne życzenie doprowadził się do izolacji.

To jak wielkim hamulcowym był widzieliśmy choćby we wrogim stosunku do Kościoła katolickiego. Kryzys w stosunkach z Watykanem po decyzji o podniesieniu do rangi diecezji administratur apostolskich na terenie Rosji czy niemożliwe przez dziesiątki lat spotkanie Patriarchy Moskwy z papieżami, o które ci zabiegali, pokazuje, że o żadnym prawdziwym dialogu nie mogło być mowy. Strona rosyjskiego prawosławia nie miała w nim żadnego interesu. Tymczasem jedyny interes, o jaki powinna dbać, to jedność całego chrześcijaństwa. Teraz prawosławie pozbywa się tego ograniczenia. Co ważne, RCP będzie mogła w przyszłości do tego procesu dołączyć, ale już nie na swoich zasadach.

Wschód i Zachód coraz bliżej siebie

Sytuacja w prawosławiu dla Kościoła katolickiego ma fundamentalne znaczenie. Od 1054 r., po wzajemny nałożeniu na siebie ekskomunik przez papieża i patriarchę Konstantynopola, Wielka Schizma stała się faktem. Dwa „płuca chrześcijaństwa” rozwijały się odtąd osobno i rywalizowały o wpływy w całym świecie, utwierdzając na wieki swoje znaczenie religijne i polityczne. Dziś sytuacja wygląda zgoła inaczej. Od Soboru Watykańskiego II Kościół Rzymskokatolicki zdecydowanie wkroczył na drogę dialogu ekumenicznego z prawosławiem. W Kościele wschodnim ten proces przebiegał inaczej, ze względu na inną strukturę organizacyjną. W dialogu ekumenicznym z katolicyzmem (oraz innymi wyznaniami i religiami, ale to zupełnie odrębny rozdział) prym wiódł od początku Konstantynopol. To patriarcha Atenagoras I wspólnie z papieżem Pawłem VI znieśli wzajemne ekskomuniki nałożone w XI wieku. Jego następca Dymitr I kontynuował ten kierunek i jako pierwszy w Bazylice św. Piotra wspólnie z Janem Pawłem II odmówili Credo, w wersji nicejskiej pozbawionej fragmentu z „Filioque”. Spór o „Filioque” jest najpoważniejszym sporem teologicznym między wschodnim a zachodnim chrześcijaństwem. Wreszcie, Bartłomiej I doprowadził do wspomnianego już soboru, który opowiedział się za dialogiem z resztą chrześcijaństwa.

Przyjacielskie relacje między obiema najważniejszymi stolicami chrześcijaństwa, jak i wzajemne wizyty są już regułą. Wspomniany już spór teologiczny dziś, choć nie jest bez znaczenia, jest już rozumiany inaczej i obie strony podchodzą do tej kwestii rozumiejąc racje drugiej strony. Sporą winę w jego wybuchu zrzucają na różnice językowe między greką i łaciną oraz trudności komunikacyjne, które były ważne w XI wieku, a dziś są już nieobecne.

W innych sprawach doktrynalnych nie ma zasadniczych różnic między Kościołem prawosławnym a katolickim, a istniejące rozbieżności są na ogół wynikiem innego kręgu kulturowego, w którym oba odłamy się rozwijały.

Co więcej, Kościoły w znaczniej mierze podobnie podchodzą do kwestii bioetycznych, sekularyzmu, a nawet ekologii. W starciu cywilizacyjnym, jakiego jesteśmy świadkami, prawosławie i katolicyzm są więc najbliższymi sojusznikami. Jest im do siebie nieporównanie bliżej, niż do Kościołów protestanckich, przy czym oba z protestantami prowadzą zaawansowany dialog.

O sprawach, które różnią katolicyzm z prawosławiem nieustannie się dyskutuje. Czołową rolę odgrywa tu Komisja Wspólna powołana przez Dymitra I i Jana Pawła II. Jednym z jej najważniejszych ustaleń jest odrzucenie tzw. uniatyzmu jako drogi do zjednoczenia dwóch Kościołów – czyli w praktyce oczekiwania, że któryś z Kościołów „ustąpi w uporze” i podporządkuje się temu drugiemu. To był pogląd, który dominował szczególnie w katolicyzmie. Odrzucenie uniatyzmu potwierdził nie tak dawno papież Franciszek, nawiasem mówiąc, na spotkaniu z przedstawicielem Patriarchatu Moskiewskiego. Ta zmiana jest szczególnie istotna z powodów technicznych i możliwość zjednoczenia dwóch chrześcijańskich światów przybliża.

Dzięki pracy Komisji Wspólnej prawosławie wycofało się zaś ze sprzeciwu wobec Kościołów obrządku wschodniego uznających zwierzchnictwo papieża. To w historii było przecież zarzewiem niejednego sporu. Jednocześnie Kościoły potwierdziły, że oba są nośnikami zbawienia, są więc sobie całkowicie równe.

Wreszcie, Kościół katolicki poczynił szereg innych kroków, które dialog z prawosławiem posunęły na przód. Do takich wydarzeń zaliczyć trzeba choćby drobną rzecz: rezygnację z tytułu Patriarchy Zachodu, czego bez większego rozgłosu dokonał Benedykt XVI. Dla katolików była to sprawa współcześnie bez większego znaczenia, a prawosławiu przeszkadzała. Kolejna ważna sprawa: całkowita zmiana w postrzeganiu papiestwa, której swoją rezygnacją dokonał także ten papież. Walka o prymat między dwiema stolicami biskupimi była przecież jednym z kontekstów Wielkiej Schizmy. Decyzja Benedykta XVI  sprawiła, że jest możliwa zmiana postrzegania prymatu Biskupa Rzymu w świecie katolickim, w którym odgrywa ona dalece istotniejszą funkcję niż w prawosławiu.

Czy chrześcijaństwo się zjednoczy?

Czy historia chrześcijaństwa przyspieszy na naszych oczach i staniemy się świadkami zjednoczenia po upływie niemal tysiąca lat? Doprowadzenie do samoizolacji głównego hamulcowego tego procesu w postaci rosyjskiego prawosławia daje uzasadnioną nadzieję, że tak się może stać.

Soborowość, którą uznają oba Kościoły za najwyższą formę spotkania i nauczania Kościoła jako jednej całości, pozwala przypuszczać, że byłaby to najbardziej prawdopodobna droga do ostatecznego zjednoczenia.

Chodzi o zjednoczenie, którego wspólnym wyrazem będzie nie tyle jedność organizacyjna, ale jedność w eucharystii, a więc w praktyce wspólne jej sprawowanie przez Kościoły katolicki i prawosławny. Przywódcy obu Kościołów – i Bartłomiej, i Franciszek – zdają sobie sprawę z faktu, że nigdy nie będzie tak, że znikną różnice między oboma wspólnotami. Obaj twardo stąpając po ziemi jednocześnie dostrzegają znaki czasów, przez które działa Duch Święty. Dla wierzących jest oczywiste, że to On w tej sprawie rozstrzygnie ostatecznie. Czy już niebawem? Patrząc po ludzku: lepsze okoliczności długo mogą się nie przydarzyć.

Anglojęzyczna wersja materiału do przeczytania na łamach serwisu Visegrad Plus. Wejdź, przeczytaj i wyślij swoim znajomym z innych krajów!