Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Dominik Héjj  29 października 2018

Przyszły tygrys czy montownia Europy? Gospodarka według Orbána

Dominik Héjj  29 października 2018
przeczytanie zajmie 6 min

W exposé poprzedzającym bieżącą kadencję Viktor Orbán sformułował wizję Węgier w perspektywie 2030 roku, roku granicznego swojego przywództwa. Zgodnie z nią Węgry mają znaleźć się w pierwszej dziesiątce najbardziej konkurencyjnych krajów na świecie. Obecnie Węgry zajmują 60 miejsce tego rankingu. Od początku rządów Fideszu awansowały w rankingu o dziewięć pozycji, a deklarowanym celem Orbána jest zatem… awans o minimum 50 pozycji w trakcie nieco ponad dekady. Tymczasem przed gospodarką Węgier stoją realne wyzwania. Największymi, obok rosnącej korupcji, jest silne uzależnienie od bezpośrednich inwestycji zagranicznych i wskaźnik produktywności, który w ciągu siedmiu lat rządów Viktora Orbána spadł z 73% średniej unijnej do 68%.

Węgry przeżywają niespotykany dotychczas napływ inwestycji. Moglibyśmy powiedzieć, iż jest on odwrotnie proporcjonalny do zarzutów, jakie płyną pod adresem węgierskiego rządu dotyczących łamania zasad demokracji. Biznes i inwestorzy lubią stabilność, a te rządy Viktora Orbána niewątpliwie zapewniają.

Co się udało? Ile kosztowało?

Rządząca od 2010 roku koalicja Fidesz-KNDP (Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa) krok po kroku wyprowadza gospodarkę z zapaści, która była skutkiem z jednej strony globalnego kryzysu ekonomicznego, z drugiej zaś niefrasobliwej polityki fiskalnej.

Do najważniejszych sukcesów rządów Viktora Orbána z pewnością należy zaliczyć zmniejszenie długu publicznego z 80,7% w 2011 roku do 73,6% na koniec roku 2017. Minister gospodarki narodowej Mihály Varga postuluje, aby dług publiczny w bieżącej kadencji przypadającej na lata 2018-2022 został zmniejszony do 60%. Zadłużenie wobec zagranicy jest zmniejszane, acz nie w sposób liniowy. Bardziej przypomina układ „dwa schodki w dół, jeden schodek w górę”. Obecnie przekracza ono 10,5 mld EUR.

Spłacono zobowiązania wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który został także „wyproszony” z Budapesztu. Był to rodzaj kary za to, że MFW strofował węgierskie władze co do prowadzenia polityki pieniężnej, wieszcząc, że styl polityki Orbána doprowadzi kraj na skraj bankructwa. W 2008 roku, socjalistyczno-liberalny rząd węgierki, zadłużył się w MFW na wysokość 20 mld EUR. Pożyczkę spłacono przed terminem, w związku z tym, w 2013 roku, Węgry wezwały MFW do zamknięcia biura w Budapeszcie. Co ciekawe, w 2015 roku, raport MFW wskazywał na to, że węgierska polityka gospodarcza jest skuteczna i zasadna. W tym samym, 2013 roku, Komisja Europejska zakończyła postępowanie przeciwko Węgrom w ramach procedury nadmiernego deficytu.

Na Węgrzech regularnie notujemy silny wzrost PKB, w II pierwszych kwartałach było to odpowiednio 4,4%, według danych Centralnego Urzędu Statystycznego (KSH), obecnie wskaźnik ten wynosi 4,8%. Należy odnotować, że regularnie spada Zadłużenie Gospodarstw Domowych w stosunku do PKB.

Od 2010 roku rząd Fidesz-KNDP wprowadził wiele doraźnych podatków – w tym bankowy czy od sklepów wielkopowierzchniowych – a także podwyższył VAT na podstawowe produkty do 27%. Jednak zgodnie z deklaracjami, nowe daniny były w całości przeznaczane na spłaty wszelkich zobowiązań.

W roku 2017 obniżono podatki dochodowe. Liniowy podatek dla osób fizycznych wynosi 15%.  Z kolei dla osób prawnych, liniowy podatek CIT wynosi 9%. Zlikwidowano progresywny podatek, który przewidywał dwie stawki w wysokości kolejno 10% 19% , uzależnionych od od wysokości rocznego dochodu. To jeden z elementów, który miał zachęcić do inwestowania na Węgrzech, głownie zagranicznych inwestorów.

Uproszczono procedury zakładania firm – dzisiaj jest to siedem dni, podobnie jak w Słowenii. Dla porównania, według danych Banku Światowego, w Polsce firmę zakłada się 37 dni. Inwestycjom sprzyja też sieć autostrad przekraczająca 1884 kilometry, a także położenie i połączenie z innymi istotnymi szlakami komunikacyjnymi.

Ambitne cele

W czasie niedawnego spotkania z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem, premier Węgier po raz kolejny podkreślał, że istnieje silna korelacja pomiędzy stabilnym, silnym rządem i mocną legitymacją władzy a sukcesem gospodarczym.

W exposé poprzedzającym bieżącą kadencję Viktor Orbán sformułował wizję Węgier w perspektywie 2030 roku, roku granicznego swojego przywództwa. Zgodnie z nią Węgry mają znaleźć się w pierwszej dziesiątce najbardziej konkurencyjnych krajów na świecie. Obecnie na 137 sklasyfikowanych na liście, Węgry zajmują 60 miejsce. Od początku rządów Fideszu awansowały w rankingu o dziewięć pozycji. Deklarowanym celem Orbána jest zatem awans o minimum 50 pozycji w trakcie nieco ponad dekady. Realnie oznaczałoby to doprowadzenia do stanu, w którym węgierska gospodarka byłaby tak samo bądź bardziej konkurencyjna od, w kolejności, Szwajcarii, USA, Singapuru, Holandii, Niemiec, Hong-Kongu, Szwecji, Zjednoczonego Królestwa, Japonii czy Finlandii. Węgry mają być także w czołówce państw europejskich, w których najbardziej chciałoby się mieszkać.

Realne ryzyka

Jakie zagrożenia stoją przed węgierską gospodarką? Po pierwsze, Węgry borykają się z problemem korupcji. W ostatniej dekadzie najlepsze miejsce zajmowane w raporcie Transparency International było 46, obecnie jest to 66.

Istnieje realne ryzyko wyhamowania wzrostu gospodarczego. Premier Węgier lubi mówić o tym, że wzrost gospodarczy budowany jest „własnymi rękami”. Obecny przyrost PKB według analityków rzeczywiście w dużej mierze determinowany jest popytem wewnętrznym, któremu sprzyja malejące bezrobocie, wzrost płac realnych, a także inwestycji. Jednak chociaż nowe inwestycje wiążą się ze wzrostem eksportu, głównie do krajów Unii Europejskiej, to wzrost płac, może odbić się negatywnie na konkurencyjności kraju.

Innym problemem jest wskaźnik produktywności, który w ciągu siedmiu lat rządów Viktora Orbána spadł z 73% średniej unijnej do 68%. Wskaźnik ten związany jest z między innymi z zaawansowaniem technologicznym przedsiębiorstw. Wiąże się od rzecz jasna z tym, jakiego typu inwestycje spływają na Węgry.

Węgierskie PKB jest bardzo silnie uzależnione od bezpośrednich inwestycji zagranicznych. W 2017 roku odpowiadały one za 67% węgierskiego PKB. Największym inwestorem na Węgrzech są Niemcy (od 2014 roku na Węgry spłynęły 63 inwestycje z tego kraju), a następnie Stany Zjednoczone i Korea Południowa. Berlin jest największym partnerem gospodarczym Budapesztu. Do Niemiec trafia 27% węgierskiego eksportu. Tymczasem eksport do kolejnych dwóch krajów, Rumunii i Włoch, jest ponad pięciokrotnie niższy i wynosi kolejno 5,1%.

Według opublikowanego w maju raportu Site Selection, Węgry zajmują ósme miejsce na świecie  pod względem atrakcyjności inwestycji (Polska zajmuje miejsce piąte). Jednocześnie Węgierska Agencja Promocji Inwestycji (HIPA) zarządzana przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Handlu, otrzymała nagrodę za najlepszą agencję promocji w regionie.

W 2017 roku utworzono, w ramach 96 projektów inwestycyjnych, 17 021 nowych miejsc pracy, zainwestowany kapitał sięgnął 3,5 miliarda euro.

Węgierska montownia

Inwestorzy są zainteresowani głównie produkcją samochodów, by wspomnieć o funkcjonujących i rozbudowywanych fabrykach Mercedesa w Kecskemét, Audi w Győr, Suzuki w Esztergom, a także, zapowiadanej nowej fabryce BMW w Debreczynie. Pierwszą fabryką była otwarta w 1991 roku fabryka Opla. Rolę inwestycji na Węgrzech Piotr Wójcik w tekście dla „Krytyki Politycznej” słusznie określa mianem „węgierskiej montowni”. Inwestorzy angażują się także w sektor usług, elektroniczny, farmaceutyczny i spożywczy.

Inwestycjom sprzyjają nie tylko preferencyjne warunki kredytowe, ale też szereg mechanizmów bezpośredniego, państwowego wsparcia. To dopłaty sięgające nawet 35%, jeśli inwestuje się we wschodnich Węgrzech; wsparcie ze środków krajowych lub unijnych za utworzenie nowych miejsc pracy sięgające nawet do 20 milionów euro; ulgi podatkowe; możliwość bezpłatnego otrzymania ziemi czy wreszcie państwowe inwestycje wspierające, takie jak zapewnienie drogi dojazdowej czy lotniska.

Innym istotnym elementem jest dostosowywanie prawa pracy głównie pod potrzeby przemysłu motoryzacyjnego. Chodzi nie tylko o de facto wykluczenie możliwości prowadzenia akcji strajkowych, ale także wydłużenie okresów rozliczeniowych czasu pracy z 12 do 36 miesięcy, a więc zgodnych z cyklem produkcji samochodów. Największe organizacje związkowe na Węgrzech wciąż informują o tym, że rząd od ośmiu lat nie prowadzi z nimi konsultacji w kwestii zmian w prawie pracy, uderzając w interesy pracownicze. Od strony inwestorów – ten stan rzeczy jest jednak korzystny.

***

Podsumowując, wysoki wskaźnik inwestycji jest nie tylko kluczowym elementem węgierskiego rozwoju gospodarczego, ale także polityki premiera Węgier. Orbán legitymizuje nim inne, często niepopularne działania. Wskazuje, że „rządy silnej ręki” przynoszą wymierne korzyści, a także mają być papierkiem lakmusowym sytuacji politycznej.