Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Kaszczyszyn  18 października 2018

Spot PiS o uchodźcach? Jak późna sanacja

Piotr Kaszczyszyn  18 października 2018
przeczytanie zajmie 3 min
Spot PiS o uchodźcach? Jak późna sanacja ilustracja: Rafał Gawlikowski

Próba przypodobania się wyborcom to nie w każdym przypadku rzecz godna pochwały. Doskonale pokazuje to prymitywny i moralnie naganny spot wyborczy Prawa i Sprawiedliwości poświęcony uchodźcom. Wracamy do czasów później sanacji, kiedy Obóz Zjednoczenia Narodowego próbował przejmować tożsamościowo-etniczną agendę endeków.

Historię II Rzeczpospolitej można przedstawić jako opowieść o stopniowym odchodzeniu od wizji wielonarodowego Polaka-obywatela na rzecz koncepcji polskości etnicznej. Co do zasady nie ma w tym nic godnego potępienia. Państwo narodowe, etnicznie mocno jednolite, to twór nowoczesności, swoje początki mający przecież w wieku XIX. Polska, która z opóźnieniem wróciła na arenę historii, w tym procesie „etnicyzacji” wpisywała się więc w ogólnoeuropejską specyfikę epoki. Wątpliwości mogą się jednak pojawić przy konkretnym modelu realizacji tejże wizji tożsamości państwowej. I w przypadku Polski lat 30. takie wątpliwości pojawić się muszą.

W II RP „właścicielem tematu” „etnicyzacji” polskości był oczywiście ruch narodowy z jego wizją rewolucji narodowej i stworzenia Polski etnicznie jednolitej. Momentem przełomowym był rok 1931, kiedy Obóz Wielkiej Polski oficjalnie ogłosił program bojkotu gospodarczego skierowanego przeciwko Żydom, głównej przeszkody na drodze do Polski etnicznych Polaków z dziada pradziada. Więcej, to od tego czasu bojkotowi zaczyna na większą skalę towarzyszyć przemoc skierowana przeciwko Żydom.

Anna Bikont w pracy My z Jedwabnego pokazuje ewolucję w podejściu władz sanacyjnych do tejże przemocy. Tak jak przed 1935 r. raporty służbowe jasno wskazują na zdecydowaną reakcję ze strony państwowej policji na przypadki ataków na Żydów, tak po śmierci Piłsudskiego i powstaniu OZN-u te same raporty pokazują, że funkcjonariusze coraz częściej zaczynają przymykać oczy na wybryki narodowej młodzieży. Za przemoc odpowiedzialni byli w pierwszej kolejności agitatorzy-inteligenci, którzy do mniejszych miasteczek i wiosek przyjeżdżali z większych ośrodków.

Jest to tym smutniejsze, że to właśnie sanacja, obok Polskiej Partii Socjalistycznej z jej wizją autonomii terytorialnej i kulturowej dla mniejszości narodowych, stała pierwotnie po stronie wizji polskości wieloetnicznej i obywatelskiej. Co się więc stało?

Rzecz pierwsza to radykalizacja ruchu narodowego w latach 30. W połączeniu z popularnością społeczną endecji, sprawiało to, że sanatorzy głowili się, jak przejąć endecki „rząd dusz” dla swoich potrzeb. Dodatkowo Polska nie funkcjonowała w międzynarodowej próżni. Na radykalizację i wzrost popularności etnonacjonalizmu w naszym kraju nakładał się wzrost popularności idei narodowo-radykalnych w całej Europie. Do tego dochodził jeszcze kontekst kryzysu finansowego z roku 1929, który w II RP uderzał w pierwszej kolejności w przeludnioną wieś i robotników. Figura Żyda stała się więc dla endeków wygodnym politycznym narzędziem – uniwersalnym tłumaczeniem, dlaczego w polskiej gospodarce jest jak jest.

Skoro Polakiem jest Polak etniczny, to przecież naturalną konsekwencją takiego podejścia jest zwrócenie uwagi, że choćby w adwokaturze i wśród lekarzy dominują Żydzi, czyli obcy, goście w polskim domu, którzy tej gościnności zaczynają nadużywać.

W tych okolicznościach sanacyjny OZN postanowił więc zastosować taktykę „przejęcia” haseł narodowców i wykorzystania ich na swoją korzyść. Ten proces politycznej licytacji i minimalizacji popularności endeków trwał całą drugą połowę lat 30., aż do wybuchu wojny. Późna sanacja potępiała stosowanie przemocy wobec Żydów, ale nieoficjalnie popierała koncepcję bojkotu gospodarczego. Kolejne rządy sanacyjne forsowały także pomysł dobrowolnej, stopniowej emigracji Żydów z Polski, w przeciwieństwie do radykalnych pomysłów endeków, którzy mówili już wręcz o przymusowej deportacji Żydów z Polski.

Pod koniec lat 30. sanacja zaczyna mocniej stosować retorykę antysemityzmu gospodarczo-społecznego, wskazując, że celem polityki państwowej powinno być wzmacnianie polskiej klasy średniej w rozumieniu etnicznym. Stąd też dzisiaj brzmiące może enigmatycznie hasło „polonizacji” polskich miast, które przedstawił Eugeniusz Kwiatkowski w swoim 15-letnim planie rozwoju Polski. Sanacja przejmując tożsamościowe hasła endeków, twierdziła, że zrobi to samo, tylko w sposób bardziej cywilizowany.

Jak ta historyczna wycieczka ma się do PiS-u i ich demagogicznego oraz prymitywnego spotu mającego na celu straszenie Polaków zmanipulowanym obrazem uchodźców szturmujących ulice polskich miast?

Wydaje się, że partia Jarosława Kaczyńskiego również zaczyna stosować taktykę przejmowania haseł narodowców, zgodnie z zasadą „na prawo od nas jest już tylko ściana”. Podobnie jak OZN chce zneutralizować potencjalną popularność współczesnych neoendeków, instrumentalizując w tym celu złożone i realne wyzwanie związane z procesami migracyjnymi.

Pytanie, gdzie w tym procesie dojdzie? Czy będzie chciała tylko „cywilizować” hasła, które stoją w jawnej sprzeczności z deklarowanym przywiązaniem do katolickich wartości, czy pójdzie w tym dalej? Tego nie wiemy. Jak taki „udawany konserwatyzm” może wyglądać w praktyce, pokazuje nam przykład Węgier Viktora Orbana z jego rozbudowaną propagandową kampanią szczucia i dehumanizacji uchodźców. Miejmy nadzieję, że PiS się w tym marszu jak najszybciej zatrzyma, bo przyjęcie tej strategii w sytuacji rosnącej wieloetniczności Polski jest szczególnie ryzykowne.

W życiu są bowiem rzeczy ważniejsze od słupków poparcia, a polityka to coś więcej niż automatyczne dostosowywanie się do poglądów większości.