Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartosz Brzyski  30 września 2018

Czy poglądy księdza Stryczka to jeszcze nauczanie Kościoła?

Bartosz Brzyski  30 września 2018
przeczytanie zajmie 5 min
Czy poglądy księdza Stryczka to jeszcze nauczanie Kościoła? wikimedia.org

Pierwszy kurz po głośnej publikacji materiału poświęconego stosunkowi ks. Jacka Stryczka do pracowników zatrudnionych w stowarzyszeniu „Wiosna” zdążył już opaść. Oceną konkretnych zachowań ks. Stryczka powinien zająć się niezwłocznie sąd pracy. Jako że „idee mają konsekwencję” warto również pochylić się nad poglądami samego księdza, które rzucają nieco więcej światła na praktyki opisane na łamach Onetu. Poglądami budzącymi kontrowersje już od dobrych kilku lat. Ksiądz nazywający się „ewangelicznym liberałem”, mówiący że „papież Franciszek po prostu nie lubi luksusu”, że „nie ma pojęcia, dlaczego dzielenie się miałoby być właściwe”, bo „Jezus wcale nie kazał się dzielić” i niemal w każdym wywiadzie podkreślający, że „żyjemy w katomarksistowskim kraju” a nawet stwierdzający wprost, że także we własnym stowarzyszeniu preferuje „śmieciówki”, był atakowany zarówno przez lewicę, jak i przez księży oraz świeckich, którzy wolą odwoływać się do katolickiej nauki społecznej zamiast w wywiadach sięgać po argumenty z pism Miltona Friedmana.

Autorytet księdza Stryczka, wykraczający swoim zasięgiem daleko poza mury Kościoła, nie podlega dyskusji. Sam Stryczek często z niego korzysta w ramach jednej ze swoich rozlicznych aktywności: udzielając wywiadów, pisząc książki, prowadząc szkolenia, nagrywając prawie pół tysiąca filmów na Youtube, wreszcie głosząc kazania w krakowskiej parafii św. Józefa. Ludzie kojarzący twarz Stryczka ze „Szlachetną Paczką” traktują go często jako przykład skutecznego łączenia katolickiej wiary z biznesowym doświadczeniem. Dlatego właśnie należy z uwagą śledzić co mówi, jak konkretnie interpretuje Ewangelię i jak ma się to do katolickiej nauki społecznej, a nawet oficjalnego stanowiska krakowskiej kurii.

W tym ostatnim przypadku chodzi o sytuację, kiedy ks. Stryczek w trakcie kazania w kościele na krakowskim Podgórzu bronił kupna wartego 400 tys. zł. Porshe Macana przez proboszcza z Kasiny Wielkiej. Mówił: „Długo, bardzo długo medytowałem nad tym, jaki jest związek kapłaństwa z samochodami. Nie znalazłem. Czyli nie za bardzo widzę, jak z kapłaństwa może wypływać wybór samochodu albo wybór samochodu może wpływać na kapłaństwo. (…) Lewica próbowała mobilizować swój elektorat atakami na księży. Taki stary chwyt jeszcze z czasów PRL-u.” Były szef stowarzyszenia „Wiosna” wygłosił te słowa już po reakcji kurii, która zmusiła proboszcza do sprzedaży auta i rozdania pieniędzy potrzebującym w duchu logiki papieża Franciszka, podkreślającego, że księża nie powinni żyć na znacząco wyższym poziomie od swoich wiernych, bo prowadzi to tylko do zgorszenia. Ten przykład to kwintesencja całej nauki ks. Stryczka, który nie tylko postrzega bogacenie się jako realizację nowotestamentowej nauki, ale nie widzi też niczego złego w kierowaniu się taką logiką jako ksiądz. Mocno podsumował to choćby o. Maciej Zięba mówiąc o „liberalnych bredniach ks. Stryczka” i stwierdzając jasno, że Kościół zajmuje się „looserami”.

Jednym z głównych lejtmotywów reportażu Janusza Schwertnera były wygórowane ambicje ks. Stryczka wobec własnych pracowników, które kończyły się agresją, kiedy te oczekiwania nie były spełniane. Część komentatorów próbowało wskazywać na autorytarną osobowość księdza, sięgać po tłumaczenia psychologiczne. Moim zdaniem warto spojrzeć w tym kontekście na poglądy byłego szefa „Wiosny” na temat pracy jako takiej. Stryczek  interpretował  słowa papieża Jana Pawła II „praca uczłowiecza” czy ewangeliczne „po owocach ich poznacie” w duchu protestanckiej (a może bardziej ewangelikalnej rodem z USA?) etyki pracy, gdzie liczy się przede wszystkim poświęcenie dla ostatecznego efektu. Stryczek w tym kulcie pracy szedł naprawdę daleko, a jego poglądy zaczynały momentami przypominać logikę kalwińskiej predestynacji: skoro osiągasz sukces, to znaczy, że właściwe realizujesz ideały Ewangelii, a Jezus jest po twojej stronie. Na szczęście ci co przegrywają nie są z góry skazani na potępienie. Wystarczy tylko wrócić do ciężkiej pracy, wszystko jest w naszych rękach, każdy jest kowalem własnego losu i tym podobne. W tym miejscu ks. Stryczek wchodził trochę w rolę popularnych na Youtube coachów, którzy jedną motywacyjną przemową zmienią nasze życie na lepsze.

Przykład ks. Stryczka pokazuje, że „idee mają konsekwencje”, tak samo jak konsekwencje mają wieloletnie zaniedbania Kościoła w kontekście popularyzowania katolickiej nauki społecznej. Słuchając kolejnych niedzielnych kazań można odnieść wrażenie, że KNS nie jest specjalnie częścią formacji kleryków, a już na pewno nie podkreśla się społecznego, konkretnego wymiaru nauczania Kościoła w trakcie zajęć z homiletyki. Nie inaczej jest na lekcjach religii w szkole, gdzie dominują treści stricte teologiczne bądź dotyczące etyki seksualnej.

Być może już najwyższa pora, aby w trakcie kazań i w czasie szkolnych katechez księża częściej mówili wiernym, że z oszukiwania na VAT-cie należy się prawdopodobnie spowiadać, że zatrudnianie na czarno też ma określony bagaż moralny, że palenie śmieciami i trucie siebie oraz sąsiadów to grzech przeciwko piątemu przykazaniu. Katolicka nauka społeczna to doskonałe narzędzie do przekonania ludzi, że katolicyzm nie jest religią „pozaświatową”, że cała sprawa nie ogranicza się tylko do pacierza, niedzielnej Mszy i sprzeciwu wobec aborcji. Wręcz przeciwnie, katolicyzm ma swoje konkretne konsekwencje w naszym codziennym życiu, a z KNS-u można wyciągnąć wnioski jak być dobrym lekarzem, urzędnikiem, przedsiębiorcą, obywatelem etc.

Taka strategia wydaje się atrakcyjniejsza niż występowanie, jak ks. Stryczek, w koszulce z filmem Kler i stwierdzanie, że to wszystko spisek i lewicowy atak na Kościół. Taka retoryka przekonuje już tylko przekonanych. Bo dzisiaj coraz częściej, jak wskazywał już na to w przeszłości ks. Józef Tischner, to nie lewica jest największym przeciwnikiem Kościoła, lecz sam Kościół.