Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartosz Jakubowski  14 września 2018

Darmowa komunikacja publiczna to pójście na łatwiznę

Bartosz Jakubowski  14 września 2018
przeczytanie zajmie 2 min
Darmowa komunikacja publiczna to pójście na łatwiznę Hernán Piñera/flickr.com

Jedną z najczęstszych obietnic wyborczych, jakie samorządowcy lubią składać jest ta o darmowej komunikacji miejskiej. Dlaczego to zły pomysł? Bo kiedy władza zapewni już jej bezpłatność, to jakość spada na drugi plan. Przysłowie o darowanym koniu stosuje się w tym przypadku bezpośrednio. Dlaczego?

Komunikacja miejska pełni zasadniczo dwie funkcje: stanowi alternatywny wobec samochodu środek transportu (bardziej efektywny w przestrzeni miejskiej) oraz zapewnia mobilność tym, którzy sami nie są w stanie jej sobie zagwarantować (w dużym uproszczeniu: tym którzy nie chcą lub nie mogą korzystać z samochodu). Taki podział zadań wyznacza dwie główne grupy korzystające z transportu publicznego: tych dla których jest to decyzja korzystniejsza niż wybór własnego auta i tych którzy zasadniczo innego wyboru nie mają. Jeżeli spojrzymy na to, kto jest uprawniony do ulgowych lub wręcz bezpłatnych przejazdów, to podział się wyostrzy, a udział pierwszej z opisanych wyżej grup w ogóle pasażerów stanie się probierzem jakości systemu transportowego.

Z badań jasno wynika, że pasażera komunikacji miejskiej, który rezygnuje z samochodu na rzecz autobusu, tramwaju czy pociągu nie przyciąga niższa lub wręcz zerowa cena. Decydujące znaczenie ma bogata sieć szybkich połączeń, a w drugiej kolejności komfortowe warunki przejazdu. Z tego powodu liczba osób, które – mając dostępną alternatywę wybierają transport publiczny i za niego płacą – to najlepszy wyznacznik jego atrakcyjności. Włodarze dużych miast zdają już sobie z tego sprawę, bo od jakiegoś czasu przestali obiecywać mieszkańcom bezpłatne przejazdy. Wpływy z biletów stanowią na tyle dużą część miejskich budżetów, że likwidacja opłat za przejazdy mogłaby im się szybko odbić finansową czkawką.

Obietnice darmowej komunikacji miejskiej niestety wciąż są za to składane w mniejszych miastach ze słabą ofertą transportu publicznego. W tamtejszych autobusach nie spotkamy „białych kołnierzyków”, tylko niemal samych uczniów i emerytów, a sieć rzadko kursujących linii przebiega wzdłuż szkół, przychodni i cmentarzy. Niestety, ale tak właśnie w praktyce wygląda (niemal) bezpłatna komunikacja miejska, bowiem pasażerów, którzy korzystają z pełnopłatnych biletów można tam policzyć na palcach jednej ręki. W takich warunkach łatwiej od reformy systemu komunikacyjnego obiecywać darmowe bilety i uchwałą rady miasta potwierdzić, że usługa, za którą mało kto chciał płacić jest w istocie nic nie warta.

Tymczasem zamiast kusić wyborców darmowym autobusem jeżdżącym kilka razy dziennie, można pójść w inną stronę. W Jaworznie, po kilku latach stopniowego rozszerzania oferty, od czerwca można kupić bilet roczny w cenie… 180 złotych, co odpowiada cenie trzech tamtejszych biletów miesięcznych. Trudno powstrzymać się od stwierdzenia, że mieszkając tam, takiego biletu po prostu nie opłaca się nie mieć.