Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Kuź u Rybińskiej: Ze zjednoczeniem Niemiec nie wszystko jest w porządku [VIDEO]

przeczytanie zajmie 6 min

W Niemczech mamy moment politycznego przesilenia. Jest to moment niebezpieczny, bo kiedy Niemcy mają katar, to Europa może mieć zapalenie płuc. Niemcy to gospodarczy olbrzym, którzy ma polityczną gorączkę. W momencie, w którym poczuje się izolowany zarówno przez Stany Zjednoczone, jak i Europę Środkowo-Wschodnią, to nie wiadomo co zrobi. Jedyna alternatywa dla sojuszu transatlantyckiego dającą geopolityczną głębię Niemcom to próba budowy sojuszu euroazjatyckiego, jakiejś osi Pekin-Moskwa-Berlin. To na razie nie wydaje się realne, ale już się o tym mówi. My musimy zrobić wszystko, żeby wybór, którego dokonają, był jak najlepszy dla nas i Europy  – mówił w programie Aleksandry Rybińskiej ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego dr Michał Kuź.

Przestroga przed głębszą integracją UE

– To co zdarzyło się w Chemnitz to dla mnie politologiczna nauczka. O tym, że w Niemczych nastroje są coraz bardziej radykalne, Alternatywa dla Niemiec ma coraz lepsze notowania, a skrajna prawica jest coraz silniejsza, wiedzieliśmy od dawna. O tym, że będą demonstracje, kiedy atakującym jest ktoś z imigrantów, też wiedzieliśmy. Natomiast nową informacją dla mediów jest to, że z integracją wschodnich landów i zjednoczeniem Niemiec nie wszystko jest w porządku – przekonywał.

– Kiedy się pyta mieszkańców wschodnich landów, a z zwłaszcza Saksonii, co myślą o politykach z Berlina czy o prasie, to mówią, że prasa kłamie, a politykom nie ufają. To są ludzie, którzy mimo wielu lat od zjednoczenia Niemiec nadal czują się gorszymi obywatelami, ciągle gorzej zarabiają. Wiele osób ze wschodnich landów wyjechało na Zachód. Te demograficzne luki które powstały zaczęto łatać imigrantami, którzy słabo się adaptują do tej rzeczywistości – mówił politolog.

– Jeżeli Niemcom nie udało się stworzyć harmonijnego społeczeństwa z ludźmi, którzy są tej samej narodowości i mówią tym samym językiem, to stawia to pod znakiem zapytania takie pomysły jak bardziej zintegrowana Unia Europejska czy poszerzenie strefy euro. Bo jeśli najbogatszemu krajowi Unii Europejskiej nie udało się to z NRD, to jak ma wyglądać ta bardziej zjednoczona Unia? Neoliberalna gospodarka narzuca taki układ, w którym peryferie są biedne, a centrum się bogaci. Nawet w przypadku takim jak Niemcy trudno jest sobie z tym poradzić – przekonywał ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

O czym rozmawiają Niemcy z Zachodu?

– Fenomen pewnego rewizjonizmu skrajnej prawicy jest ograniczony tylko do tego regionu. Na przykład w Bawarii AfD partia, którą mainstream nawet chciałby zdelegalizować (pojawiają się takie głosy) przed zbliżającymi się wyborami lokalnymi znajduje się na mocnym drugim miejscu. W Nadrenii i Westwalii także bardzo silne są nastroje skrajnie prawicowe – podkreślał Kuź –  Oczywiście bogaci ludzie mniej chętnie protestują. Ale to o czym oni rozmawiają za zamkniętymi drzwiami ze swoją rodziną wcale nie musi być coś tym, co będzie się podobało redaktorom dużych gazet i politykom w Berlinie – zwrócił uwagę.

Niemcy w poszukiwaniu tożsamości

– W Niemczech zarysowują się silne regionalizmy związane z niezadowoleniem z polityki Berlina. Musimy pamiętać, to jednak jest republika federalna, a nie zunifikowane państwo. Nam powinno zależeć na tym, żeby z jednej strony w Niemczech nie ujawniały się jakieś skrajne nastroje, ale z drugiej strony też Niemcy wypracowali jakiś konsensus. Ważne żeby republika federalna nie osłabiała się w sposób gwałtowny i nieprzewidywalny. Miejmy nadzieję, że Niemcy wypracują jakąś nową tożsamość, która będzie ich łączyć. Dużo się teraz mówi o tym mówi. Mówi o niej i lewica i prawica: kto jest Niemcem?, Co to znaczy być Niemcem? Pozostaje mieć nadzieję, że ta debata doprowadzi do sensownych konkluzji, bo teraz widzimy raczej destabilizację – ocenił ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

– Debata publiczna w Niemczech się rozhuśtała. Pojawiają się głosy, że potrzebna jest bomba atomowa, bo Amerykanie już Niemców nie chronią. Minister spraw zagranicznych chce „rozwieść się z USA” i iść swoją drogą, pisze o równoważeniu wpływów. Pojawiają się nowe tytuły prasowe. Ta debata staje się coraz bardziej agresywna. Jest taka teoria na temat niemieckiej polityki, że przez to, że ona ma model konsensualny, to bardzo długo te spory nie są ujawniane, widoczne na zewnątrz. Zbierają się, a później następuje wybuch i przyspieszenie. Myślę, że w Niemczech mamy teraz moment politycznego przesilenia. Jest to moment niebezpieczny, bo kiedy Niemcy mają katar, to Europa może mieć zapalenie płuc – zwrócił uwagę Kuź.

Musimy zrobić wszystko, żeby Niemcy wybrały sojusz transatlantycki

– Choć sytuacja polityczna w Niemczech jest napięta, to gospodarczo kraj radzi sobie świetnie – podkreślił ekspert – Część krytyki USA jest podyktowane właśnie kwestiami gospodarczymi. Wycofanie się z umowy z Iranem i nałożenie nowych sankcji to są namacalne straty dla Niemiec. Podobnie z wycofaniem się z Nord Stream 2, za czym optuje Europa Środkowo-Wschodnia i Stany Zjednoczone. Niemcy wysyłają pewien sygnał i chcą zobaczyć jak Stany Zjednoczone zareagują. Dla nas niepokojące jest to, że głośny artykuł opublikowany przez Heiko Maasa, chociaż nie wspomina bezpośrednio o Rosji, został opublikowany trzy dni po wizynie Władimira Putina, po słynnym spotkaniu z Angelą Merkel. Krótko po tym wypowiedział się prezydent Macron, który wprost powiedział, że trzeba budować wspólną politykę bezpieczeństwa z udziałem Rosji. Tego typu głosy, przyjmując że to pewne sondowanie, muszą spotykać się z krytyką zwłaszcza Europy Środkowo-Wschodniej. My naprawdę jesteśmy ważnym partnerem dla Niemiec i nie możemy patrzeć przez palce na tego typu deklaracje – ocenił.

– Jedyna alternatywa dla sojuszu transatlantyckiego dającą geopolityczną głębię Niemcom, to próba budowy sojuszu euroazjatyckiego, jakiejś osi Pekin-Moskwa-Berlin. To na razie nie wydaje się realne, ale już się o tym mówi. Lider AfD Alexander Gauland wprost o takiej unii mówił. Pocieszające jest to, że sama Rosja nie jest chętna do budowania takiej unii, bo nie ma takiego potencjału. W stosunkach Berlin-Pekin pojawiają się elementy konkurencji, bo to gospodarki eksportowe, więc nie wszystko jest idealnie – wyjaśnił.

– Z zachowaniem pewnych środków ostrożności i dbaniem o polskie interesy należy dopuścić Niemcy do projektu Trójmorza. To gospodarczy olbrzym, którzy ma polityczną gorączkę. W momencie, w którym poczuje się izolowany zarówno przez Stany Zjednoczone jak i Europę Środkowo-Wschodnią, to nie wiadomo co zrobi. Dlaczego zaś Niemcy chcą uzyskać status obserwatora w projekcie Trójmorza? Bo okazało się, że to projekt całkiem poważny i fundusz Trójmorza może wygenerować spore inwestycje. Nie od dziś wiadomo, że wymiana handlowa Niemiec z krajami regionu jest ważniejsza niż wymiana handlowa z Rosją. Oczywiście, na wymianie z Rosją korzystają duże koncerny, które mają wydeptane ścieżki w niemieckich ministerstwach i koncernach medialnych. Dlatego w Niemczech jest wyczuwalna atmosfera delikatnej rusofili. Natomiast małe i średnie przedsiębiorstwa nie mogą żyć bez Europy Środkowo-Wschodniej. Jesteśmy dla nich absolutnie kluczowym partnerem. Bez małych i średnich przedsiębiorstw nie ma zadowolonej klasy średniej, a bez niej cała polityka osuwa się w odmęty chaosu. W związku z tym absolutnie należy współpracować z Niemcami w projekcie Trójmorza, oczywiście zachowując ostrożność i stawiając warunki. Na tym polegają stosunki międzynarodowe. Odbieram ten sygnał zainteresowania pozytywnie: Niemcy nie chcą zupełnie oddalić się od USA i Europy Środkowo-Wschodniej, ale raczej rozważają różne scenariusze. My musimy zrobić wszystko, żeby wybór, którego dokonają, był jak najlepszy dla nas i Europy – podsumował.