Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Karol Wałachowski  18 sierpnia 2018

Dla turystów czy dla mieszkańców?

Karol Wałachowski  18 sierpnia 2018
przeczytanie zajmie 8 min
Dla turystów czy dla mieszkańców? Fot. Toni Hermoso Pulido / Flickr / CC BY-SA 2.0

Ścieżka rozwoju opartego o turystykę jest krótka. Nie ma tu zbyt wiele potencjału dla innowacji i zwiększania dochodowości. Co najwyżej można powalczyć o bogatszych odwiedzających – częściej korzystających z dobrodziejstw kultury, aniżeli tylko z dobrodziejstw tanich pubów. Finalnie jednak zawsze zatrudnienie w tej branży w większości składać będzie się z nisko opłacanych stanowisk. Turyści potrzebują miejsc noclegowych i usług skierowanych bezpośrednio do nich, a przecież te potrzeby są inne, niż potrzeby mieszkańców. Dla tych pierwszych istotne są punkty handlowe i gastronomiczne czynne 24 godziny na dobę. Dla drugich – znacznie wyższą wartość ma znajomość sąsiadów, plac zabaw czy spokojna noc. Warto spojrzeć krytycznie na zjawisko turystyfikacji.

Turystyka w polskich miastach do tej pory widziana jest niemal wyłącznie w jasnych barwach. Zagraniczni goście oznaczają przychody. Zakwaterowanie, gastronomia, sprzedaż pamiątek – to tylko niektóre korzyści ekonomiczne, które nieść ma naszej gospodarce branża turystyczna. Turyści bywają dla nas także pewnym symbolem modernizacji i rozwoju państwa. Skoro obcokrajowcy do nas przyjeżdżają, to z jednej strony musimy oferować interesujące miejsca, zabytki czy sposób spędzania czasu, a z drugiej – być w stanie zapewnić usługi i bezpieczeństwo na wysokim poziomie.

Jak pokazują badania Polacy generalnie myślą bardzo krytycznie o innych Polakach. Wśród kluczowych negatywnych cech wymieniane są m.in. brak kultury, pijaństwo czy nieumiejętność zachowania się w innych krajach. Za najlepszą zaś cechę narodową uznajemy zaś gościnność. Bezkrytyczne podejście do turystyki może więc być wynikiem chęci pokazania nas samych zagranicznym gościom w możliwie najlepszym świetle.

Pewnie dzięki rozwojowi turystyki bywamy bogatsi, a niektórzy mogą czuć się lepsi – co nie bez znaczenia. Nie usprawiedliwia to jednak faktu, że o negatywnych konsekwencjach turystyki w polskiej debacie publicznej mówi się bardzo mało. Warto spojrzeć krytycznie na to zjawisko.

To się opłaca? Wcale nie tak bardzo…

W 2017 roku liczba odwiedzających Kraków to 12,9 miliona. To ponad 17 razy tyle, ile wynosi liczba mieszkańców miasta. Trend od początku lat 90. jest wzrostowy. Przykładowo, jeszcze w 2011 roku było to 8,6 miliona. Turyści kłębią się głównie w ścisłym centrum miasta. Prawie 60% osób wybiera Stare Miasto jako cel swojej wizyty. Turyści nie pozostawiają wiele miejsca dla mieszkańców. Od 2004 roku dzielnicę opuściło 16 z 49 tysięcy mieszkańców! Liczby osób, które zostały wypchnięte do innych części miasta, a zostawiło swój adres zameldowania i wynajmują swoje mieszkania, nie da się oszacować.

CC0 1.0

W krajach rozwijających się takich jak Polska turystyka nigdy nie jest dobrym pomysłem na priorytet rozwojowy dla dużych miast. Powód? Bardzo niska ekonomiczna wartość dodana całej branży. Nawet jeśli turyści przywożą sporo pieniędzy, to wydają go na elementarne usługi takie jak spanie, jedzenie czy drobne pamiątki (zwykle produkowane w Chinach), czasem na wizytę w muzeum. Usługi wymagają w większości słabo wykwalifikowanych i nisko opłacanych pracowników.

W Polsce przeciętne wynagrodzenie w sektorze turystycznym wynosi ok. 3000 zł, przy średniej krajowej w wysokości prawie 5 000  złotych.

Ścieżka rozwoju opartego o turystykę  jest krótka: nie ma zbyt wiele potencjały dla innowacji i zwiększania dochodowości. Co najwyżej można powalczyć o bogatszych turystów częściej korzystających z dobrodziejstw kultury, aniżeli tylko z dobrodziejstw tanich pubów. Finalnie jednak zawsze zatrudnienie w tej branży w większości składać będzie się z nisko opłacanych stanowisk.

Wróćmy do Krakowa. Cała branża tworzy 8,2% PKB miasta zatrudniając 10,14% pracujących mieszkańców. Płace stanowią zaś tylko 7,5% wszystkich wynagrodzeń. Podatki z turystyki w drugim najchętniej odwiedzanym mieście w naszym kraju tworzą tylko ok. 5,25% budżetu miasta (włączając w to efekty mnożnikowe).

Gdy miasto traci ducha

Każde miasto posiada sumę swoich unikalnych potencjałów, które odróżnia miasto od innych. Mogą to być unikalne budynki, muzea, lokalna kuchnia, sklepiki, wytwórstwo, ale także trudno mierzalne rzeczy takie jak styl życia mieszkańców czy określony klimat kawiarni albo ulic. Zbiorczo zwykło nazywać się to duchem miejsca (genius loci). Działania w mieście mogą samoodtwarzać te potencjały lub konsumować je  i prywatyzować zyski.

Gdzie wolicie spotkać się ze znajomym i napić się kawy? W takim samym na całym świecie Starbucksie czy w lokalnej kawiarni, w której znacie właściciela i z duża dozą prawdopodobieństwa spotkacie sąsiada, a wieczorem możecie spotkać się z przyjaciółmi na organizowanym przez lokalną społeczność wydarzeniu? Kawiarnia sieciówki sprawia, że potencjał miejsca jest właśnie konsumowany, nie tworzy nowych potencjałów miejsca. Przeciwnie do lokalnej kawiarni, która posiada swój lokalny klimat, tworzy grupę stałych bywalców, staje się gospodarzem dyskusji. Okolice Starego Miasta w Krakowie lawinowo zmieniają się na niekorzyść miasta.

Zanikanie „ducha miejsca” jest bardzo trudno mierzalne. Wedle mitologii rzymskiej genius loci to opiekuńcza siła, która sprawia, że wybrane miejsce jest jedyne w swoim rodzaju. Dziś mówi się o nim w kontekście wybranych cech wyróżniających – takich jak architektura, rzeźba terenu, roślinność czy ślady historii miejsca.

W Krakowie z powodów historycznych uwarunkowań duch miejsca tworzony jest przez funkcję kulturalną. Dawna stolica do dziś jest postrzegana jako kulturalna stolica Polski. W 2000 roku Kraków był Europejską Stolicą Kultury. Kapitałem miasta są więc wszelkie grupy artystów i środowiska kreatywne tworzące i inspirujące działania kulturalne w mieście.

Systematycznych badań sytuacji tej grupy zawodowej podjęła się dr hab. Monika Murzyn-Kupisz. Najważniejszym miejscem zamieszkania tej grupy jest Stare Miasto, które oferuje łatwy dostęp do sieci uczelni, instytucji kultury i środowiska twórczego.

Od lat jednak można zaobserwować przeprowadzki artystów poza tę dzielnicę, głównie do zachodnich części miasta. Powód? Wzrastające czynsze i postępująca turystyfikacja. Przegrywają oni walkę z presją  komercyjnych przedsięwzięć nastawionych na turystów.

Udział wydarzeń artystycznych na terenie Starego Miasta zmalał z 52% do 34% ogólnej liczby wydarzeń na terenie miasta. Ich liczba – z 2682 do 2163, choć w tym samym czasie liczba wydarzeń w całym Krakowie wzrosła (z 5158 do 6364).

Krótkoterminowy wynajem, długofalowe konsekwencje

Turystyfikacja wpływa przede wszystkim na mieszkalnictwo i tkankę społeczną. Turyści potrzebują miejsc noclegowych i usług skierowanych bezpośrednio do nich. Mają zaś inne potrzeby niż mieszkańcy. Dla turystów istotne są punkty handlowe i gastronomiczne czynne 24h na dobę. Dla mieszkańców zaś znacznie wyższą wartość ma znajomość sąsiadów, plac zabaw czy… spokojna noc.

Innowacją turystyczną ostatnich lat jest krótkoterminowy wynajem (np. wspomniany Airbnb). W zamyśle miał to być sposób na dzielenie się swoim mieszkaniem w trakcie wyjazdów na wakacje czy innych podróży. W naszych uwarunkowaniach prawnych jest to wspaniały instrument pozwalający unikać opodatkowania przez inwestujących w mieszkania. Ścigać wynajmujących jest trudno, a nadal istnieje spór co do tego, czy dla regularnego oferowania mieszkania konieczne jest założenie działalności gospodarczej. Innym sposobem omijania regulacji, na które pozwalają wyspecjalizowane firmy, jest podnajmowanie mieszkań pośrednikom.

Kupujący mieszkania szybko doszli do wniosku, że kupowanie mieszkań pod wynajem krótkoterminowy może być bardzo dochodową formą inwestowania. Trudno dziś zbadać skalę tego zjawiska, gdyż portal nie udostępnia swoich danych. Nie udało się to nawet miastu Kraków, którego wniosek został przez firmę odrzucony.

Co jest tak złego w wynajmie krótkoterminowym? Gdy na wynajem przeznaczone są całe budynki, to nie ma dużego problemu. Kiedy jednak funkcje są wymieszane (bo np. któryś z mieszkańców przeprowadza się do innej lokalizacji i rozpoczyna krótkoterminowy najem starego mieszkania), to budzi to narastające konflikty pomiędzy mieszkańcami i wynajmującymi. Mieszkańcy narzekają często na głośne i irytujące zachowanie turystów. Spada poziom zaufania wśród mieszkańców: gdy znamy swoich sąsiadów, to nie martwimy się choćby o bawiące się na placu pod kamienicą dzieci, a każda obca osoba zwróci nie tylko naszą uwagę, ale też uwagę naszych sąsiadów. Rotacyjna obecność turystów osłabia to poczucie.

CC0 1.0

Zwykle liczba mieszkań na krótkoterminowy wynajem powiększa się aż do monofunkcyjności budynku czy wręcz kwartału. Dotychczasowi mieszkańcy przegrywają nierówną walkę z napływającymi turystami i zmieniają swoje miejsce zamieszkania, za czym idzie bezpowrotna utrata charakteru miejsca. Bez stałych mieszkańców sens traci część lokalnego drobnego biznesu, który zwyczajnie nie jest skierowany do turystów. Osłabiają się więzi międzysąsiedzkie i maleje kapitał społeczny.

Można inaczej

Tworzenie takiej polityki turystycznej, która nie będzie przynosiła wszystkich tych negatywnych efektów, to przedmiot badań od kilku dekad (tzw. turystyka zrównoważona, sustainable tourism). Miasta używają różnych narzędzi do równoważenia negatywnych wpływów turystów. Najczęściej spotykane są bodźce ekonomiczne mające sprawić, aby turyści zostawiali w celu swojej podróży jak najwięcej pieniędzy, które potem mogą być przeznaczane na np. wydatki skierowane do mieszkańców miasta.

Patologią i niezrozumieniem negatywnych skutków turystyki jest brak opłaty turystycznej, która pobierana jest w niemal wszystkich popularnych celach podróży na świecie. W Polsce istnieje archaiczna „opłata klimatyczna”, która może być pobierana tylko w miejscowościach, posiadających korzystny klimat czy walory krajobrazowe. Nie mogą jej pobierać miasta, które cechują się np. przekroczeniem norm zanieczyszczenia powietrza. W praktyce, wyśrubowane normy spełnia jedynie około 10% miejscowości w Polsce, a opłaty pozbawione są największe miasta i miejscowości turystyczne takie jak Zakopane czy Wisła.

Związek Miast Polskich przygotował projekt zmian na poziomie ogólnopolskim, który trafił do Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju. Projekt zakłada możliwość wprowadzenia zliberalizowanej opłaty turystycznej, bez restrykcyjnych norm. Maksymalna opłata ustalana byłaby rokrocznie w drodze rozporządzenia. Dla Krakowa, przy założeniu niskiej jak na standardy europejskie opłaty 2,20 zł za noc w hotelu lub pensjonacie, opłata przyniosłaby do budżetu miasta ok. 18 mln złotych rocznie. Kwota ta pozwoliłaby na przykład na podwojenie krakowskiego budżetu obywatelskiego. Taka zmiana mogłaby sensownie równoważyć sytuację w wielu polskich miastach.

Koniecznością wydaje się też rozwiązanie problemu dotyczącego najmu krótkoterminowego. Obecnie miasta cierpią na brak regulacji i idących za tym wpływów podatkowych dla miast. Miasta na całym świecie rozpoczęły dostosowania do nowych sposobów wynajmowania noclegów. Amsterdam, Madryt i Paryż wprowadziły limit wynajmowanych dni w roku w serwisach typu Airbnb do 60 (Amsterdam), 90 (Madryt) i 120 (Paryż).

W Berlinie zaś można wynajmować tylko pokoje, a brak właściciela karany jest dużymi grzywnami sięgającymi nawet do 100 000 euro. Barcelona wprowadziła licencję na wynajem krótkoterminowy, który w praktyce uniemożliwia mieszania funkcji mieszkania na stałe i najmu krótkoterminowego. Uregulowanie kwestii zapowiada Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Każde z miast musi odnaleźć swoją drogę w walce z wynajmem krótkoterminowym i wykorzystać najodpowiedniejsze narzędzie. Obecnie w Polsce jesteśmy w komfortowej sytuacji zapóźnień w obszarze negatywnych skutków turystyki. Mamy czas na to, żeby obserwować sytuację i rozwiązania zachodnich miast. Przykład Berlina wydaje się wylewaniem dziecka z kąpielą, w przeciwieństwie do bardziej zrównoważonych limitów dni.

Na pewno już teraz powinniśmy wyprzedzać trendy i dyskutować o potencjalnych problemach, aby nie skończyć jak flagowy negatywny przykład gentryfikacji – Praga, która już na zawsze straciła swoją magię.

Współpraca: Paulina Tyc