Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Jan Woźniak  5 sierpnia 2018

Polak, Żyd, historyk. Sylwetka Szymona Askenazego

Jan Woźniak  5 sierpnia 2018
przeczytanie zajmie 13 min
Polak, Żyd, historyk. Sylwetka Szymona Askenazego wikimedia

Najbardziej popularny polski historyk początku XX wieku. Charyzmatyczny wykładowca. Wzięty polemista i obdarzony swadą publicysta. Dyplomata. Religionae Iuadeus, natione Polonus. Te określenia jedynie częściowo oddają wielowymiarowość postaci Szymona Askenazego, wybitnego znawcy dziejów politycznych stuleci XVIII i XIX, autora prac stanowiących – obok pisarstwa Henryka Sienkiewicza – jedne z najważniejszych lektur formujących pokolenie walczące o niepodległość Polski.

Szymon Askenazy urodził się najprawdopodobniej w 1865 r. w Zawichoście pod Sandomierzem jako syn Wolfa Askenazego, zamożnego żydowskiego kupca. W 1883 r. podjął studia prawnicze na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim. Jego zainteresowania ogniskowały się wówczas wokół prawa państwowego i cywilnego, jednak ostatecznie kariera prawnika – wybrana za namową praktycznie myślącego ojca – nie została uznana przez przyszłego autora Księcia Józefa za pociągającą, bowiem po ukończeniu aplikacji adwokackiej podjął on studia historyczne na uniwersytecie w przesiąkniętej liberalnym duchem Getyndze. Po latach tak pisał o swojej decyzji: „Wybrałem ten uniwersytet ze względu na czołowe jego (…) w dyscyplinie historycznej stanowisko. Ze względu też na półangielskie niepodległościowe tradycje (…) Zaś nienajmniej ze względu na starodawny tej wszechnicy przychylny do Polski stosunek”. Pod kierunkiem Maxa Lehmanna, przeciwnika pruskiej szkoły historycznej, Askenazy napisał doktorat traktujący o ostatnim polskim bezkrólewiu i elekcji Stanisława Augusta.

Praca ta – nosząca tytuł Die letzte polnische Königswahl – nie została nigdy przełożona na język polski, być może dlatego że sam Askenazy, dojrzewając jako badacz, zrewidował z czasem swój pogląd na intencje przyświecające Katarzynie II w 1764 r. W swojej dysertacji bowiem uznał Prusy za największe w owym czasie zagrożenie dla integralności Rzeczypospolitej, przyszłej zaś Semiramidzie Północy przypisał kierowanie się romantycznym sentymentem, każącym wynieść na tron polski dawnego kochanka. Z czasem stosunek Askenazego do Rosji będzie się zaostrzać, a sam historyk wątpić będzie w możliwość wynegocjowania jakichkolwiek swobód dla Polaków znajdujących się pod carskim berłem. Niezależnie od tego, sam doktorat stanowi dowód na znakomite orientowanie się Askenazego w meandrach dyplomatycznych rozgrywek mocarstw europejskich toczonych wokół ostatniej elekcji.

Roman Dmowski wypomina Askenazemu jego żydowskie pochodzenie

Po ukończeniu studiów, wyposażony w dogłębną wiedzę z zakresu historii polskiej i powszechnej europejskiej, znający kilka języków obcych Askenazy powrócił na ziemie polskie, usiłując znaleźć zatrudnienie na uczelni.

Obawa, że bezpardonowa rusyfikacja w Królestwie Polskim krępowałaby go jako historyka, kazała mu podjąć, za pośrednictwem naukowego mistrza i przyjaciela – Tadeusza Korzona – starania o uzyskanie posady na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jednak treść odpowiedzi odmownej rektora Akademii Umiejętności Stanisława Smolki stanowiła złowrogie preludium przyszłych niepowodzeń i szykan, jakie położą się cieniem na karierze naukowej Askenazego.

Smolka stwierdził bowiem nie tylko, że odpływ utalentowanych badaczy z Królestwa jest sprzeczny z polską racją stanu, ale również zapowiedział możliwość wystąpienia istotnych trudności z przyznaniem posady Askenazemu, wynikającej z faktu, że na Wydziale Filozoficznym wykłada już dwóch Żydów. Wówczas to po raz pierwszy – i niestety nie ostatni – rzucono Askenazemu kłody pod nogi ze względu na jego pochodzenie etniczne. Pomijając wszelkie inne względy, stanowiło to niedorzeczność choćby i z tego powodu, iż historyk przez całe swe dorosłe życie politycznie czuł się Polakiem. Świadczy o tym zarówno wymowa jego dzieł, jak i treść działalności publicznej. Nie byli w stanie zrozumieć tego jego przeciwnicy, wśród których znalazł się i Roman Dmowski. Przywódca i duchowy ojciec endecji poświęcił nawet Askenazemu fragment książki Polityka polska i odbudowanie państwa, w którym skonstatował, że „gdyby nie było Polski, Askenazy znalazłby sobie na pewno drugą ojczyznę”. Gwoli ścisłości przyznać jednak trzeba, że nie wszystkie ataki, jakich autor Łukasińskiego doświadczył w życiu, miały charakter antysemicki – już w niepodległej Rzeczypospolitej przeciwko powierzeniu Askenazemu katedry na Uniwersytecie Warszawskim wystąpił Marceli Handelsman, również wybitny historyk pochodzenia żydowskiego.

Gwiazda lwowskiej uczelni

Po doznanym niepowodzeniu młodemu badaczowi w sukurs przyszli książę Adam Sapieha oraz galicyjski arystokrata hrabia Karol Lanckoroński, którzy, po zamknięciu przed ich protegowanym bram Uniwersytetu Jagiellońskiego, skutecznie wsparli jego starania o zdobycie stanowiska na Uniwersytecie Lwowskim. Tam w 1897 r. Askenazy habilitował się na podstawie napisanego pod kierunkiem profesora Tadeusza Wojciechowskiego Przymierza polsko-pruskiego, kolejnej pracy traktującej o schyłku I Rzeczypospolitej. Wkrótce potem otrzymał powołanie na stanowisko docenta w Katedrze Historii Nowożytnej Uniwersytetu Lwowskiego.

Wykłady Askenazego szybko zaczęły przyciągać tłumy słuchaczy, wśród których obok studentów różnych wydziałów znaleźć można było wielu ludzi niezwiązanych z uniwersytetem: studentów Politechniki, dziennikarzy, mieszkańców Lwowa, a nawet młodych endeków. Jak wspominali uczniowie Askenazego, ich mistrz podczas wykładów improwizował, na bieżąco dochodził do nowych konkluzji i ocen.

Równocześnie na każdym kroku dawał dowody swojej olbrzymiej wiedzy i znakomitej pamięci (cytując m. in. z pamięci obszerne fragmenty źródeł), odkrywając przed słuchaczami nieznane powszechnie epizody z dziejów Polski i mocarstw ościennych. Swoje robiła także nieprzeciętna osobowość Askenazego, skłonnego do kategorycznych sądów i niechętnie idącego na ustępstwa. O popularności Askenazego jako wykładowcy świadczy fakt, iż wskutek tak szerokiego zainteresowania jego prelekcjami kierownictwo Uniwersytetu Lwowskiego powierzyło Askenazemu największą aulę znajdującą się w posiadaniu uczelni.

Inspirator Żeromskiego, ulubiony autor Piłsudskiego

Askenazy swoją rosnącą popularność zawdzięczał jednak nie tylko wykładom. Drugi filar jego działalności stanowiły publikacje, w tym najbardziej znana i do dziś wznawiana – mimo mogącego współcześnie razić podniosłego stylu – życiorys księcia Józefa Poniatowskiego. Stanowił ona, jak określił to biograf lwowskiego historyka Marcin Nurowski, „Biblię dla całego niepodległościowego pokolenia”, a także jedną z ulubionych lektur Józefa Piłsudskiego. Historyk Mirosław Filipowicz określił ją nawet jako „szczytowe osiągnięcie neoromantycznej biografistyki”.

Utrzymana jest w tonie podziwu dla księcia – ułana, któremu w geście uznania licznych zasług patriotycznych Askenazy wybacza prowadzony w porozbiorowej Warszawie hulaszczy i swobodny obyczajowo tryb życia. „W sądach społeczno-dziejowych miara zasadnicza jest jedna, ale właśnie dlatego jej zastosowanie dla różnych obiektów musi być różne (…) Miało się to niebawem okazać jak najdowodniej na ks. Józefie w nadchodzącej już godzinie najwyższej próby, skoro nad samym uchem jego i kraju ogromną, wytrącającą z letargu pobudką ozwą się lotne pioruny napoleońskie (…)”.  Bratanek ostatniego króla Polski, przeciwstawiony swojemu stryjowi, ukazany jest w biografii jako niezłomny bohater, odtrącający przez wiele lat pokusy wysuwane przez Prusaków i Rosjan, mimo nieufności okazywanej mu przez rodaków, by w ostatnich latach życia stanąć de facto na czele państwa. Obcy mu był jednak pęd ku majątkowi i zaszczytom. Podsumowaniem pracy może być cytat Napoleona przytoczony przez Askenazego: „Poniatowski był prawdziwym królem, łączył wszystkie po temu tytuły i talenty, a jednak on milczał”.

Ocierający się o literackość sugestywny styl tego i innych dzieł Askenazego spowodował, że jego książki silnie oddziaływały na najwybitniejszych przedstawicieli polskiego neoromantyzmu. Stefan Żeromski pod wrażeniem prac lwowskiego historyka dokonał zmian w pisanych właśnie Popiołach, a Stanisław Wyspiański w charakterystycznym dla siebie stylu zrecenzował Księcia Józefa: „Ukończyłem właśnie czytać książkę Askenazego o księciu Józefie Poniatowskim. Jakże ogromna i tragiczna Dola rozwija się w tej książce o wielkim rycerzu (…) Jaką to w sobie świętą miał moc, dla której i przez którą żył i dla której ginąć był gotów i walczył i dla której zginął”.

Urokowi Askenazego uległ również przedstawiciel młodszego pokolenia Jan Lechoń, który – dostrzegając trudny charakter historyka czy jego skłonność do idealizowania niektórych postaci – uważał go za mistrza słowa.

Naturalnie pisarstwo Askenazego miało również swoich przeciwników, którzy zarzucali autorowi Przymierza polsko-pruskiego nadmierną skłonność do psychologizowania i przesadne akcentowanie roli jednostki w dziejach, prowadzące nieraz do panegiryzmu. Oswald Balzer stwierdził nawet, że w konsekwencji Askenazy „ślizga się więcej po powierzchni życia (…) ale samego życia narodowego jeszcze nie odkrywa”. Syntezę tych wszystkich negatywnych opinii stanowi określanie Askenazego jako „wielkiego brązownika”.  Niestety, krytyka ta nie zawsze dotyczyła kwestii merytorycznych, jak przyszło się przekonać autorowi Księcia Józefa podczas starań o uzyskanie kierownictwa Katedry Polskiej Historii Nowożytnej na Uniwersytecie Lwowskim.

Czy Polak wyznawca judaizmu może zrozumieć „ducha polskich dziejów”?

W połowie 1905 r. umysły profesorów Wydziału Filozoficznego zaprzątała kwestia następstwa po mistrzu Askenazego, profesorze Tadeuszu Wojciechowskim, który w wyniku stopniowej utraty wzroku został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska szefa Katedry Historii Polskiej. Powszechnie spodziewano się, że następcą wybitnego mediewisty zostanie Szymon Askenazy. Trzyosobowa komisja hisoryków, w skład której wchodzili Wojciechowski, Ludwik Finkel i Bronisław Dembiński, nie zdołała wyłonić następcy, ostatni z wymienionych zgłosił bowiem stanowczy sprzeciw wobec kandydatury Askenazego.

Autor Księcia Józefa i Dembiński skrzyżowali szpady już wcześniej na niwie naukowej. Tematyka pracy habilitacyjnej Askenazego – Przymierza polsko-pruskiego – przecinała się bowiem z obszarem badań Bronisława Dembińskiego, który został zmuszony do uznania wyższości swojego adwersarza.

Niechęć do Askenazego (którego określił jako „historyka z łaski Bożej, darowanego narodowi polskiemu przez naród Izraela”), spotęgowana tą porażką, popchnęła Dembińskiego do próby storpedowania jego kandydatury za wszelką cenę. Spór, którego temperatura nieustannie wzrastała, doprowadził do powstania pęknięcia pomiędzy profesorami Wydziału Filozoficznego.

Wbrew pozorom, znaczenia tego konfliktu nie można redukować wyłącznie do antagonizmu personalnego. Za tym sporem kryło się bowiem fundamentalne pytanie – czy Żyd, który, zachowując swoją religię, w pełni zgłosił akces do polskiej kultury, może być uznany za jej pełnoprawnego przedstawiciela. Dembiński wytoczył bowiem argument, że nie można powierzyć Askenazemu kierownictwa katedry, bowiem ten – będąc wyznania mojżeszowego – nie jest w stanie zrozumieć polskiego ducha dziejów.

Ostatecznie zdecydowano się na rozwiązanie kompromisowe – władze Uniwersytetu zaproponowały Askenazemu objęcie mającej dopiero powstać Katedry Historii Powszechnej Nowożytnej, ewentualnie „ze szczególnym uwzględnieniem dziejów polskich”. Wyczerpany sporem autor Księcia Józefa przyjął wiadomość o tym rozstrzygnięciu z głębokim oburzeniem. Postanowił zwrócić się o pomoc do przychylnego mu Henryka Sienkiewicza, a o pośrednictwo prosił w liście przyjaciela autora „Trylogii” Dionizego Henkla. Sam ton listu dobrze oddaje stan psychiczny Askenazego w tej fazie sporu: „Gdybym mógł postąpić uczciwie, powinienem im plunąć w twarz i odmówić. Ale nie mogę postąpić uczciwie, bo znalazłbym się na bruku żebrakiem (…) Jest to całe rozwiązanie po prostu kompromitujące. Nie wiem, jak mogę [je] zaakceptować wobec młodzieży, wobec siebie samego, ja, który nic nie pisałem z historii powszechnej, a pisałem o przymierzu polsko-pruskim, o ks. Józefie i Łukasińskim, mam zostać odsądzony od wykładu mojej, polskiej historii (…)”. Ostatecznie, mimo interwencji Henryka Sienkiewicza u namiestnika Galicji, nie udało się uratować Katedry Historii Polskiej dla Askenazego i 29 maja 1906 r. objął on kierownictwo Katedry Historii Powszechnej ze szczególnym uwzględnieniem historii Polski.

Historyk musi być artystą i aktywnym obywatelem

Praca dydaktyczna Askenazego, mimo przeszkód stawianych mu na drodze przez część środowiska naukowego, zaowocowała skupieniem się wokół niego grupy najzdolniejszych uczniów, zwanej niekiedy „szkołą historyczną Askenazego”. Co do tego, czy lwowski historyk rzeczywiście stworzył własną szkołę, zdania są podzielone, przede wszystkim z uwagi na płynność pojęcia „szkoła historyczna”. Nie ulega jednak wątpliwości, że pomiędzy Askenazym a grupą jego najzdolniejszych i najbardziej żądnych wiedzy studentów – do których zaliczali się m.in. Marian Kukiel, legionista i szef Biura Historycznego Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w latach 20., Władysław Konopczyński, późniejszy profesor UJ i polityk endecki, Emil Kipa, historyk i dyplomata, czy Natalia Gąsiorowska, przyszła profesor historii i działaczka komunistyczna – wykształciła się szczególnie silna więź, która znajdowała swoje ujście w seminariach w prywatnym mieszkaniu autora Księcia Józefa czy dyskusjami prowadzonymi na spacerach.

Askenazy wpajał swoim uczniom pogląd na rolę historyka w społeczeństwie, podkreślając, że badacz nie powinien być jedynie rekonstruktorem przeszłości, ograniczającym swoją działalność do pisania „historii antykwarycznej”. Historyk nie może być jedynie rzemieślnikiem, powinien być także artystą, oddziałującym nie tylko na intelekt, ale i na emocje czytelników. I wreszcie, historyk ma być obywatelem, któremu znajomość przeszłości ułatwia spojrzenie w przyszłość.

Jak pisał we wspomnieniu o Askenazym Marian Kukiel: „Siebie i swych młodych współpracowników uważał za sługi żywej wciąż Rzeczypospolitej. Pracom ich stawiał cele naraz poznawcze i bojowe. Czynił ich uczestnikami walki o sprawę polską, prowadzonej środkami, jakie daje nauka historyczna”.

To przeświadczenie o konieczności obywatelskiego zaangażowania historyka przejawiało się wielokrotnie w toku kariery naukowej Askenazego. Doskonałym przykładem jest zaangażowanie się lwowskiego badacza w dzieło wydawania źródeł do porozbiorowej historii ziem polskich. Stał na stanowisku, że znajomość tych dziejów może oszczędzić wielu klęsk i błędów („co najgorsza, powtarzanych”) walczącym o niepodległość Polski. Przekonanie o polityczności zawodu historyka popchnęło Askenazego do opuszczenia w 1914 r. Lwowa i emigracji do Szwajcarii, gdzie wstąpił do Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. Nigdy już nie powrócił do kariery uniwersyteckiej.

Jak Askenazy pomógł II RP otrzymać Gdańsk

Askenazy nie ograniczył swojej szwajcarskiej działalności do pracy w powołanym przez Sienkiewicza Komitecie. Współpracując z Janem Kucharzewskim, przyszłym premierem rządu Królestwa powołanego przez Radę Regencyjną, publikował artykuły we francuskojęzycznym „Le Moniteur Polonais”, starając się przyciągnąć uwagę zachodniej opinii publicznej ku sprawie polskiej. Dodatkowo, w 1916 r., własnym kosztem wydał trzy numery założonego przez siebie kwartalnika „Uwagi”.

W jego pierwszym numerze opublikował bardzo ważny – z punktu widzenia własnej myśli politycznej – tekst pt. Wola narodu. Autor Księcia Józefa porównywał zawieruchę Wielkiej Wojny do epoki napoleońskiej, wskazując, że w wyniku konfliktu pomiędzy zaborcami nastała korzystna dla sprawy polskiej sytuacja międzynarodowa. Jednak odzyskanie niepodległości może być jedynie dziełem samych Polaków, podobnie jak to było podczas kampanii napoleońskich. Askenazy był przekonany o potędze polskiego narodu: „Polska, z ziemią dziedziczną [mierzącą] 3/4 miliona kilometrów kwadratowych, tysiącletnią przeszłością dziejową, bogatą cywilizacyjnie puścizną, cudną mową i piśmiennictwem (…) to nie ułamek, to wielki naród, jeden z kilku wielkich narodów Europy i świata”. Przejaw „woli narodu” i filozofii czynu widział w walce podjętej przez Legiony, choć nie ukrywał, że ich powiązanie z Austro-Węgrami i Niemcami może mieć szkodliwe skutki dla sprawy polskiej.

Życzliwy stosunek do Piłsudskiego i legionowych zmagań ułatwił Askenazemu już w niepodległej Rzeczypospolitej rozpoczęcie nowego etapu w życiu, co , stanowiło naturalną ewolucję działalności szwajcarskiej – karierę dyplomatyczną.

Nim jednak jesienią 1918 r. autor Księcia Józefa przekroczył progi Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w ciągu kilku miesięcy napisał pracę Gdańsk a Polska, uzasadniając prawa rodzącego się państwa do tego miasta. Wywód Askenazego stał się później istotną pomocą dla polskiej delegacji na konferencji paryskiej w 1919 r. Sam historyk w 1920 r. został mianowany przez ministra spraw zagranicznych księcia Eustachego Sapiehę polskim przedstawicielem przy Lidze Narodów. Znajomość języków obcych, silna osobowość i erudycyjna wiedza o współczesnym świecie (według anegdoty opowiedzianej przez Jana Lechonia Askenazy równie dobrze orientował się w zawiłościach XVIII-wiecznego koncertu mocarstw, jak i w subtelnościach współczesnej międzynarodowej polityki) stanowiły jego najważniejsze atuty jako polskiego ambasadora.

W stosunkach z delegacjami żydowskimi lubił z kolei chlubić się swoimi przodkami, do których zaliczał wybitnego siedemnastowiecznego rabina Chachama Cwi Askenazego oraz Salomona Askenazego, nadwornego lekarza Zygmunta Augusta. Autor Księcia Józefa nigdy bowiem nie przeszedł na chrześcijaństwo i wręcz z niechęcią odnosił się do tych Żydów, którzy wstydzili się swojego pochodzenia. Co więcej, mimo niechęci, czy nawet wrogości, jaka dzieliła go z Dmowskim, miał kiedyś stwierdzić, „że mimo krytyk Dmowskiego od wielu poglądów obozu narodowego dzieli go właściwie tylko szerokość jednego naskórka”. Jednak to właśnie objęcie władzy przez rząd Chjeno-Piasta skłoniło Askenazego do podania się do dymisji w 1923 r.

Zgorzkniały mędrzec

Szymon Askenazy po powrocie do Warszawy znalazł się w stanie zawodowego niebytu. Dawno zerwał już związki z Uniwersytetem Lwowskim, a wstęp na Uniwersytet Warszawski uniemożliwiali mu dawny przeciwnik Bronisław Dembiński oraz Marceli Handelsman, a także środowiska endeckie. Jeszcze bowiem w 1919 r. porażką zakończyły się starania Askenazego o uzyskanie profesury na UW i to pomimo wsparcia wybitnego prawnika prof. Leona Petrażyckiego. Po złożonej dymisji ze stanowiska przedstawiciela przy Lidze Narodów nie było dla Askenazego również miejsca w dyplomacji. Dojście do władzy Piłsudskiego w wyniku zamachu majowego nie poprawiło położenia autora Księcia Józefa, bowiem zaczął on coraz wyraźniej dystansować się od obozu sanacyjnego, nie akceptując jego metod sprawowania władzy. Lojalny pułkownik Marian Kukiel usiłował wstawić się za swoim dawnym mistrzem, lecz gdy w 1928 r. zaproponowano Askenazemu powołanie go na honorowego profesora UW, ten nie przyjął nominacji.

Zredukował kontakty towarzyskie i usunął się w cień, co wiązało się również z wyraźnym osłabieniem jego mocy twórczych. W niepodległej Rzeczypospolitej Askenazy nie napisał już żadnego dzieła, które mogłoby się równać z jego przedwojennymi pracami. Nadal żywo jednak interesował się polityką międzynarodową, a według krytyka literackiego i eseisty Jerzego Stempowskiego miał – w 1932 r. – przewidzieć wspólną napaść Niemiec i ZSRR na Polskę: „Tylko zupełnie naiwni mogą sobie wyobrażać – miał stwierdzić Askenazy –  że Polska może toczyć wojnę inaczej niż na dwa fronty. Niemcy nie mogą przekroczyć granicy pod Zbąszyniem, bez tego, aby Rosjanie nie przekroczyli jej ze swej strony pod Baranowiczami (…) Czy Rosjanie mogą czekać, aż Niemcy dojdą do ich granicy? Nie. Elementarna przezorność każe im już przedtem przekroczyć granicę i zająć co się da, aby mieć coś w ręku przy pertraktacjach z Niemcami i w razie możliwego konfliktu trzymać ich jak najdalej od własnych granic”.

W 1934 r. Askenazy zapadł na ostrą niewydolność nerek. Z tej choroby już się nie podniósł i zmarł 22 czerwca 1935 r. Został pochowany na Cmentarzu Żydowskim przy ulicy Okopowej w Warszawie. Na grobowcu umieszczono napis: „Walczył o Polskę niepodległą – służył wyzwolonej”.

***

Postać Szymona Askenazego stanowi swego rodzaju fenomen. Był człowiekiem, który bez trudu godził dwie odrębne z pozoru tożsamości – Żyda i Polaka. Znakomity pisarz i niezwykle popularny wśród studentów wykładowca był zdolny – gdy zaszła taka potrzeba – porzucić karierę naukową, zgodnie z ukutym przez siebie hasłem, że „nie czas pisać historii wówczas, gdy należy ją robić”. W swojej szkole wychował przedstawicieli kolejnego pokolenia historyków, często o skrajnie odmiennych poglądach. I – podobnie jak bohaterowie jego prac, ks. Józef i Walerian Łukasiński – za życia nie doczekał się godnych go zaszczytów. Doznane upokorzenia i szykany kładą się pewnym cieniem na to, co Askenazy uosabiał całym swoim życiem – wielowiekową tradycję współżycia wielu narodów w ramach jednej Rzeczypospolitej.