Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Trudnowski: Deglomeracja to oszczędności dla państwa i szansa dla małych i średnich firm

Trudnowski: Deglomeracja to oszczędności dla państwa i szansa dla małych i średnich firm fot. Siodma9

– Deglomeracja to postulat, żeby nie wszystkie instytucje publiczne, nie wszystkie duże firmy i nie wszystkie inwestycje publiczne koncentrować tylko w Warszawie lub stolicach województw. Trzeba spojrzeć na Polskę taką, jaka ona jest: składa się z wielu małych miasteczek i bardzo wielu średnich miast. Gdy spojrzeć na mapę Europę widać, że to mogłoby być przewagą rozwojową. Polska jest państwem wyjątkowo jak na standardy europejskie równomiernie zasiedlonym, mamy bardzo policentryczny układ osadniczy. To jest rzecz, z której można bardzo dobrze korzystać gospodarczo i społecznie – mówił w audycji Siódma9 w Poranku Rozgłośni Katolickich Piotr Trudnowski, redaktor naczelny klubjagiellonski.pl. W rozmowie z Marcinem Fijołkiem opowiedział o raporcie „Polska średnich miast” autorstwa prof. Przemysława Śleszyńskiego, który w miniony piątek 20 lipca opublikował Klub Jagielloński.

– Niestety przez ostatnich dwadzieścia kilka lat mamy do czynienia z postępującą zapaścią średnich ośrodków. To wynika z przemian gospodarczych: upadek zakładów przemysłowych w wielu średnich miastach to był dla nich bardzo poważny cios. To nie znaczy, że ze średnimi miastami i w średnich miastach nic już nie można zrobić. Jest cały szereg korzystnych dla nich rozwiązań, począwszy od lokowania tam instytucji publicznych czy firm państwowych – mówił w poranku Siódma9.

– Chodzi o to, by ktoś kto jest zdolnym studentem z przykładowej Ostrołęki miał szansę na karierę tylko w Warszawie. Chodzi o to, by mógł wyjechać na studia tam gdzie sobie wymarzy, do Wielkiej Brytanii, Warszawy czy Krakowa, i mógł wrócić do swojego rodzinnego miasta i tam móc w sensowny sposób pracować. Gdyby instytucje były rozlokowane w różnych ośrodkach tak jak ma to miejsce w Niemczech, Czechach czy Szwecji, to takie osoby miałyby szansę powrotu – wyjaśniał.

– Argumentów za pozytywnym wpływem dla średnich miast lokalizowania instytucji i spółek państwowych poza Warszawą jest wiele. Po pierwsze, część podatków płaconych przez te podmioty odprowadzanych jest w gminie, więc samorządy miałyby szanse na dużo większe przychody i impuls rozwojowy do podejmowania innych inwestycji, podnoszenia jakości życia i usług publicznych – zwracał uwagę.

– Drugi wymiar polega na tym, że jeżeli jakaś firma czy instytucja jest zlokalizowana w średnim mieście, to tworzy miejsca pracy bezpośrednio i pośrednio. Istnienie przedsiębiorstw czy urzędów w mniejszych ośrodkach oznacza też obsługę ich funkcjonowania: ktoś musi tam zapewnić catering, ktoś musi sprzątać, ktoś musi zrobić remont albo naprawić klimatyzację. To impuls dla rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw, które funkcjonują w mniejszych ośrodkach – podkreślał.

To nie jest wizja, w której państwo powinno tworzyć wielkie inwestycje publiczne w średnich miastach, ale raczej sugestia, by nie koncentrować wszystkich zasobów w Warszawie, która już ma problem ze zbyt dużą ilością funkcji, które pełni. Gdybyśmy te same inwestycje państwowe rozlokowali bardziej równomierne, co mogłoby być przy okazji tańsze, tworzylibyśmy dobry ekosystem rozwoju. Mówiąc o rozwoju gospodarczym mało kto zgadza się, że opiera się on tylko o wielkie, państwowe molochy. Zwraca się uwagę na to, że solą ziemi są małe i średnie przedsiębiorstwa. Taką samą rolę dla rozwoju Polski pełnią małe i średnie miasta – podsumował redaktor naczelny klubjagiellonski.pl.