Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Musiałek  2 lipca 2018

Dobrowolnie, czyli wcale? Co dalej z migrantami w Europie

Paweł Musiałek  2 lipca 2018
przeczytanie zajmie 8 min
Dobrowolnie, czyli wcale? Co dalej z migrantami w Europie www.flickr.com/photos/oxfam/

Ustalenia szefów państw i rządów na unijnym szczycie dotyczącym problemu migracyjnego zostały uznane za sukces. Szczególnie dobre miny mieli premierzy państw Grupy Wyszehradzkiej: Mateusz Morawiecki i Viktor Orban. Zgodnie odtrąbili zwycięstwo, które polega de facto na odrzuceniu przymusowej relokacji uchodźców. Wczytując się w lekturę konkluzji Rady Europejskiej nie powinniśmy się jednak przedwcześnie cieszyć. Powstrzymano najbardziej kontrowersyjne propozycje, ale uzgodnione ustalenia nie napawają optymizmem co do perspektyw systemowego rozwiązania problemu migracyjnego. Mylą się ci, którzy uważają, że jego konsekwencje ominą Polskę.

Sukces wiszący na Turcji

Konkluzje Rady Europejskiej (RE) słusznie zaczynają się od zwrócenia uwagi na znaczący postęp w kwestii ograniczenia nielegalnej migracji. Liczbę wykrytych przypadków nielegalnego przekraczania granic UE obniżono o 95% w porównaniu z ich szczytowym poziomem z października 2015 r. Optymistyczny ton należy jednak mocno ostudzić, ponieważ sukces ten Unia zawdzięcza nie zgodnej współpracy państw członkowskich, ale przede wszystkim porozumieniu z Turcją, która skutecznie uszczelniła swoje granice. Groźba odesłania nad Bosfor migrantów przedostających do Europy wschodnim szlakiem skutecznie obniżyła próby przedostawania się do państw europejskich tą drogą. To rozwiązanie powoduje jednak, że Unia jest w dużej mierze zależna od woli Turcji, która ma tego świadomość i będzie chciała wykorzystać tę sytuację do osiągnięcia własnych korzyści politycznych.

Sytuacja daje więc komfort prezydentowi Erdoğanowi, na którym zawieszona jest obecna krucha stabilizacja. Już teraz testuje on Unię, ponieważ w ostatnim czasie nastąpiło zwiększenie przepływów przez Turcję, co zresztą zostało odnotowane w konkluzjach RE. Perspektywa współpracy z Ankarą jest zaś niepewna, ponieważ UE nie jest w stanie przyspieszyć ani rozmów akcesyjnych, ani procesu liberalizacji wizowej.

Regionalne platformy przesiadkowe: potrzebne, ale problematyczne

Istotnym ustaleniem jest decyzja o utworzeniu regionalnych platform przesiadkowych, które będą utworzone poza Unią Europejską – to miejsca, gdzie będą odsyłani uratowani na morzu migranci. Usytuowanie platform poza Unią ma uderzyć w model biznesowy przemytników. Ma obniżyć motywację osób, głównie z Afryki, przedostających się nielegalnie na teren UE. Koncepcja platform nawiązuje w pewnym sensie do porozumienia UE-Turcja, które opiera się na mechanizmie wymiany nielegalnego migranta, który dostaje się z Turcji na greckie wyspy, na uchodźcę przebywającego w obozie w Turcji.

Perspektywa dotarcia do tureckiego obozu dla uchodźców zamiast do państw UE znacząco obniżyła skalę nielegalnej migracji szlakiem tureckim. Teoretycznie mechanizm ten powinien się sprawdzić również w kontekście platform przesiadkowych.

Niestety, choć pomysł ten jest ciekawy i od dawna dyskutowany, to zasadniczy problem z jego realizacją nie został rozwiązany na ostatnim szczycie. Kluczową barierą jest bowiem niechęć państw Afryki Północnej czy krajów bałkańskich do zakładania takich platform będących de facto obozami dla migrantów. Osiągnięcie zgody państw UE nie jest więc wystarczające, aby pomysł ten został zrealizowany. Najtrudniejsza część – negocjacje z Marokiem, Tunezją, Libią czy Egiptem – dopiero się rozpoczną. Kraje te już wcześniej wskazywały mocny dystans do tego pomysłu. Nie można się zresztą temu dziwić. Skoro wielokulturowe, bogate i łaknące siły roboczej państwa nie chcą migrantów, to dlaczego miałyby ich chcieć biedne, niesprawne i borykające się z problemami gospodarczo-społecznymi państwa Afryki Północnej?

Dodatkowym problemem w realizacji tego pomysłu, który również nie znalazł adekwatnej odpowiedzi – poza rytualną rekomendacją, że „należy sobie z tym poradzić” –jest problem odsyłania osób, które nie uzyskały statutu uchodźcy. Zgodnie z prawem powinni być oni odesłani do kraju pochodzenia, ale to na razie okazuje się bardzo trudne w realizacji. Statystyki pokazują, że co trzecia osoba nie uzyskująca statutu azylanta zostaje odesłana do kraju pochodzenia.

Kraje, w których miałyby powstać platformy przesiadkowe słusznie obawiają się, że osoby które tam trafią pozostaną znacznie dłużej, niż wynosi czas oczekiwania na rozpatrzenie wniosku. Problem odsyłania negatywnie zweryfikowanych azylantów jest palący nie tylko ze względu na perspektywę utworzenia platform, ale przede wszystkim niechęć krajów UE do przyjmowania migrantów. Bardzo częstym argumentem, który kraje niechętne relokacji podnoszą, jest nieefektywność mechanizmu odsyłania do krajów pochodzenia osób, którym azyl nie przysługuje. To powoduje, że zostają one w praktyce na stałe nielegalnie na terytorium państwa, które rozpatrywało wniosek azylowy.

Hot spoty: dobrowolne, czyli nierealne?

Drugim istotnym ustaleniem jest uzgodnienie powołania na terytorium Unii centrów kontroli migrantów, czyli tzw. hot spotów. Mają być one zakładane w poszczególnych państwach na zasadzie dobrowolności i w zamyśle służyć powinny weryfikacji uratowanych osób pod kątem ich statusu azylanta. Osoby przebywające w centrach nie będą przymusowo relokowane w innych państwach, na czym najbardziej zależało państwom Grupy Wyszehradzkiej. W pewnym sensie jest to sukces V4.

Należy podkreślić jednak, że szansa na przeforsowanie przymusowej relokacji była niewielka. Spór w tej kwestii toczy się od dwóch lat i było oczywiste, że kompromis musi uwzględniać stanowisko dużej grupy państw niechętnym przymusowej relokacji.

Dobrowolność jest jednak pyrrusowym zwycięstwem. W praktyce może oznaczać brak państw chętnych do tworzenia hot spotów. Scenariusz ten jest bardzo prawdopodobny. Nie po to państwa proponowały dobrowolną relokację, by… dobrowolnie przyjmować imigrantów. Gdyby były na to gotowe, zapewne zgodziłyby się i na przymus w tej sprawie.

Dużo ogólników, mało konkretów

Poza wymienionymi postulatami konkluzje nie zawierają ważnych deklaracji. Dominują ogólne zapowiedzi: wzmocnienia Frontexu, reformy prawa azylowego czy pogłębienia partnerstwa z Afryką, które ma na celu walkę ze źródłami, a nie przejawami problemu migracji. Niewiele wnoszą do dyskusji o polityki azylowo-migracyjnej UE, ponieważ cały problem tkwi w szczegółach, których nie uzgodniono.

Zapowiedź zwiększenia wydatkówna ochronę granic to postulat tyleż słuszny, co oczywisty w kontekście przedstawionej przez Komisję Europejską kilka tygodni temu propozycji Wieloletniej Perspektywy Finansowej, która zawiera propozycję przeznaczenia znaczących środków na politykę migracyjną.

Z pewnością niezadowalające jest ogólnikowe postanowienie o walce w tzw. przepływami wtórnymi, na którym bardzo zależało Niemcom. Swobodny przepływ osób czekających na rozpatrzenie wniosku azylowego lub przed jego złożeniem uderza obecnie w Berlin, ponieważ to Niemcy są głównym celem migracji.

Ostatnio problem się pogłębił, ponieważ greckie obozy dla uchodźców są przepełnione, a władze w Atenach niespecjalnie starają się powstrzymać migrantów udających się lądowym szlakiem do Niemiec. Chociaż kanclerz Merkel znajduje się pod dużą presją koalicjanta z CSU – bawarska partia domaga się zamknięcia granic z Austrią, jeśli nie zostaną wstrzymane przepływy wtórne – to konkluzje RE nie podają żadnych konkretów w tej sprawie.

Nie jest wykluczone, że Merkel nieformalnie podjęła podczas dwustronnych rozmów z poszczególnymi państwami jakieś ustalenia, które nie zostały zawarte w konkluzjach. Dynamika wydarzeń w Niemczech – Horst Seehofer zrezygnował z funkcji szefa resortu spraw wewnętrznych i szefowania mniejszej z chadeckich formacji, a w najbliższych kilkudziesięciu godzinach poznamy efekty „rozmów ostatniej szansy” – wskazuje jednak, że ustalenia zachwieją sceną polityczną u naszych zachodnich sąsiadów.

Nie grajmy na remis

Można zrozumieć radość premiera Morawieckiego, który podkreślał, że Polska nie będzie zmuszona przyjmować uchodźców. Takie stanowisko popiera zdecydowana większość Polaków i są solidne argumenty merytoryczne, które przemawiają za tym rozwiązaniem. Niepokoi jednak brak szerszego odniesienia polskiego rządu do tego jak rozwiązać problem migracji do UE. W chwili rezygnacji z przymusowej relokacji problemy migracyjne Europy nie zniknęły.

Komunikat polskiego rządu ze szczytu dowodzi, że poza wąskim wycinkiem dotyczącym naszego kraju nie jesteśmy zainteresowani kompleksowym rozwiązaniem jednego z najważniejszych wyzwań, przed jakimi stoi Unia.

Rząd postanowił poinformować Polaków jedynie o zwycięskiej obronie przed nieuzasadnionym narzucaniem rozwiązań, których nie chcieli Polacy. Nie zdecydował się jednak na przedstawienie opinii publicznej skali i złożoności problemu, nie mówiąc już o sposobie na jego rozwiązanie.

„Defensywna” postawa ma swoje konsekwencje – wzmacnia w Polsce deficyt troski i refleksji nad systemowymi problemami Unii. Efektem takiej postawy jest z jednej strony ugruntowanie postawy Polaków wobec UE znanej jako „wyciskanie brukselki”, z drugiej – umocnienie wizerunku Polski jako „trouble makera”, który jedynie odrzuca kolejne rozwiązania nie będąc w stanie odpowiedzieć konstruktywną propozycją.

Zgadzając się ze sprzeciwem wobec przymusowej relokacji należy wskazać, że Polska powinna poprzeć reformę systemu azylowego, który obecnie obciąża jedynie państwa frontowe. Wyjaśnienie, że Polska również jest państwem granicznym UE, które na dodatek ma długą granicę i efektywnie nią zarządza, nie wytrzymuje porównania z wyzwaniami, z jakimi mierzą się dziś Włochy czy Grecja. Powinniśmy zgodzić się na maksymalne odciążenie frontowych państw na przykład poprzez przeniesienie rozpatrywania wniosków azylowych do innych państw niż te, gdzie złożony został wniosek.

Warszawa powinna także poprzeć reformę procedur w kierunku ujednolicenia kryteriów azylowych. Polska powinna także zabrać głos w sprawie przepływów wtórnych i poprzeć stanowisko Niemiec i Francji. Jest to o tyle oczywiste, że Polska respektuje zasady rozporządzenia przejmując np. z Niemiec Czeczenów, którzy zarejestrowali się w Polsce, po czym przedostali się na zachód. Domaganie się tego od innych państw jest więc naturalne, a wsparcie w tym zakresie Berlina i Paryża – korzystne politycznie.

Powyższe postulaty oczywiście nie są w stanie zaradzić głównemu problemowi, jakim jest przekroczenie możliwości absorpcji uchodźców przez Włochy, Grecję i Maltę. Być może sukces, jakim jest rezygnacja z narzuconych kwot migrantów i przymusowej relokacji, powinien być impulsem do tego, by zainicjować poważną dyskusję na temat tego, na ile jesteśmy gotowi już dobrowolnie partycypować w rozwiązywaniu jednego z najgłębszych kryzysów, jaki dotyka dzisiejszą Europę. W dłuższej perspektywie przed tym nie uciekniemy, tak samo jak nie Unia w efekcie jednego szczytu nie ucieknie od problemu migracyjnego. Wiele wskazuje na to, że wcześniej czy później kryzys ten wróci ze zdwojoną siłą.