Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Maciej Górz  28 maja 2018

Inne miasto jest możliwe? Przyszłość krakowskiej dzielnicy Wesoła

Maciej Górz  28 maja 2018
przeczytanie zajmie 8 min
Inne miasto jest możliwe? Przyszłość krakowskiej dzielnicy Wesoła wikimedia.org

Tego typu historii w mediach wciąż przybywa. Zabudowa jest tak gęsta, że odległość między balkonami dwóch różnych apartamentowców wynosi ledwie kilka metrów. Miejsca parkingowe przed klatką? Zapomnijcie. Tak samo jak o zieleni lub transporcie publicznym. Przedszkole? Nie ma opcji. Sklep? Co najwyżej Żabka. „Betonowe miasta” rządzone przez deweloperów zaprzyjaźnionych z urzędnikami to już problem ogólnopolski. Zagospodarowanie krakowskiej dzielnicy Wesoła to kolejna odsłona tej bitwy o nasze miasta i szansa na stworzenie innej przyszłości. Takiej, w której jest miejsce na coś więcej niż grodzone osiedla.

Dał nam przykład Grenoble, jak budować mamy

W centrum pewnego miasta zieje dziura. Otoczone murem posępne magazyny, garaże i gmachy dowództwa koszar można jedynie obejść. Wokół ciągną się rzędy czteropiętrowych kamienic. Ich mieszkańcy nie spoglądają już z niepokojem w stronę dawnych koszar. Odkąd w zeszłym miesiącu na dobre wyprowadziła się z nich armia, wiedzą, że z przestrzenią w ich sąsiedztwie nie stanie się nic złego

W końcu władze prowadziły rozmowy z armią już pięć lat przed przeprowadzką. Miasta nie stać było na zakup całej nieruchomości, więc po negocjacjach zapadła decyzja o kredytowaniu – koszty zostają rozłożone na 8 lat, co dla budżetu miasta nie jest już wyzwaniem. Wkrótce potem, gdy mieszkańcy usłyszeli o wypracowanym porozumieniu, zaproszono ich do współtworzenia pomysłu na nową dzielnicę.

Już na pierwszym spotkaniu wiadome było, że potrzeb jest co niemiara. W ciasnym centrum miasta zieleni nigdy dość, a trzeba jeszcze zadbać o szkoły, przedszkola, żłobki… Spotkania z urbanistami zaowocowały wspólną wizją nowej dzielnicy. Zgodnie ustalono, że nowa część miasta ma być atrakcyjna, ekologiczna, spokojna, tętniąca życiem i dostępna dla wszystkich, nie tylko tych z grubymi portfelami.

Dwa lata po ukończeniu wspólnego projektu armia na dobre opuszcza koszary. Specjalnie powołana miejska spółka przejmuje i parceluje teren. Szpetne garaże i magazyny jako pierwsze zostają zrównane z ziemią, zabytkowe gmachy dowództwa przechodzą gruntowną renowację. Ma być spójnie, choć różnorodnie – jak w dobrym mieście. Do realizacji projektu przystępuje kilku deweloperów. Każdy z nich zna swoją rolę. Jeden deweloper kupił działkę w niższej cenie – wszak buduje lokale z niskimi czynszami, dla osób, które nie mogą sobie pozwolić na mieszkanie w centrum. Drugi oferuje mieszkania dla studentów, także po niższych stawkach. Trzeci musiał więcej zapłacić za grunt i zgodnie z projektem urbanistycznym odda mieszkania, które można kupić na własność. Czwarty deweloper z kolei ma zadbać o to, by w parterze jego budynku znalazł się nie bank, nie apteka, ale kino.

Wreszcie, po pięciu latach budowy, przychodzi chwila otwarcia. Co prawda nie ukończono jeszcze kina i przedszkola, ale piknik w nowym parku już przyciąga tłumy. Odwiedzający nie mogą się nadziwić, jak wiele oferuje dawniej nudny teren koszar. Młode rodziny z okolicy cieszą się, że będą mogły posłać dzieci do nowego przedszkola i szkoły, a na zakupy wybrać się do nowego pasażu. Jest kilka restauracji, kawiarni i pub, można tu nawet spędzić wieczór ze znajomymi. Jest również hotel dla przyjeżdżających w delegacjach pracowników korporacji. Sceptycy, którzy twierdzą, że za bujne życie uliczne odpowiada letnia aura, wkrótce się przekonają, że podobnie gwarno jest także w listopadzie i marcu. Tu zwyczajnie chce się przebywać, a w dodatku w każdym tygodniu dzieje się coś ciekawego:  przegląd filmów, piknik rodzinny, potańcówka, kurs jogi, kiermasz świąteczny albo turniej szachowy. Gwar, który panuje w przestrzeni publicznej, nikomu nie przeszkadza, część mieszkaniowa ma swoją cichą przestrzeń półpubliczną. Nowe budynki ustawiono w kwartałach – zupełnie jak na starym mieście. Każdy z nich ma wystarczająco słoneczny dziedziniec, by urządzić wspólny ogród.

Nowa dzielnica to dla kilkuset osób również miejsce pracy. Zabytkowe budynki koszar mieszczą biura, obok powstał też biurowiec, tak nowoczesny, że więcej energii wytwarza, niż pochłania. Wszędzie jest blisko, także na tramwaj i do autobusu. Nic dziwnego, że pracownicy tu przychodzą na piechotę lub przyjeżdżają rowerem, a w przerwach wychodzą do nowego parku, siadają w ogródkach nad stawem. Mieszkańcy nawet nie zauważają, kiedy zaprzyjaźniają się z sąsiadami z naprzeciwka.

Ta historia wydarzyła się naprawdę, choć w polskich realiach przypomina alternatywną rzeczywistość. To geneza pionierskiej ekodzielnicy we Francji, którą zrealizowano w latach 2005–2010 w podalpejskim Grenoble. Wysiłek włożony przez miasto w realizację tak złożonego przedsięwzięcia zwrócił się z nawiązką. Nowa dzielnica nazwana tak samo jak koszary – Caserne de Bonne – została wyróżniona w wielu konkursach, a także doprowadziła do odwrócenia negatywnego trendu migracyjnego: w centrum miasta wreszcie mieszkańców zaczęło przybywać, a nie ubywać.  Nie minęło pięć lat od ukończenia, a przyrost liczby nowych mieszkańców w śródmieściu Grenoble należał do najwyższych spośród wszystkich dzielnic. Powstały setki nowych miejsc pracy, a w nowych lokalach rozpoczęły działalność dziesiątki nowych firm. Realizacja Caserne de Bonne udowodniła, że centrum miasta może być dzielnicą o najwyższej jakości życia – i nie tylko dla najbogatszych.

Gra o przyszłość krakowskiego śródmieścia rozpoczęta

Co historia ze stolicy francuskich Alp może mieć wspólnego z Krakowem? Śródmieście naszego miasta czekają wkrótce duże przeobrażenia. Podobnie jak w Grenoble, monofunkcyjny dotychczas obszar zmienia właściciela. To rejon ul. Kopernika, historycznie nazywany Wesołą – miejsce dobrze znane krakowianom za sprawą licznych oddziałów Szpitala Uniwersyteckiego Uniwersytetu Jagiellońskiego zajmujących zabytkowe pawilony szpitalne. Ta historyczna dzielnica ma zbliżoną powierzchnię do Starego Miasta i jest doskonale skomunikowana – jej granicę wyznaczają linie tramwajowe wzdłuż ulic Lubicz, Westerplatte, Grzegórzeckiej i Alei Powstania Warszawskiego. Dzielnica jest bardzo atrakcyjna za sprawą eklektycznych pawilonów otoczonych bujną zielenią, barokowych kościołów i najstarszego w Polsce ogrodu botanicznego. Największa bariera przestrzenna, która izoluje Wesołą od Starego Miasta, właśnie znika – nasyp kolejowy jest rozbierany podczas przebudowy linii średnicowej. Stwarza to potencjał na lepsze powiązania piesze i rowerowe z okolicą Rynku Głównego. Rejon ul. Kopernika wciąż bardzo wyróżnia się luźną zabudową na tle dogęszczanej okolicy, nad którą wznoszą się kolejne żurawie i rusztowania. Jednak w ciągu najbliższych lat Wesoła może zmienić się nie do poznania.

Jedno jest pewne: Szpital Uniwersytecki wyprowadza większość swoich oddziałów z centrum Krakowa do nowego kompleksu w innej dzielnicy – Prokocimiu. Zresztą pomysł ten nie jest szczególnie nowy – został uwzględniony w  dokumentach strategicznych, a jego realizacja tak naprawdę zaczęła się już w 1961 r., wraz z otwarciem pierwszego gmachu Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu. Jak tłumaczy Barbara Bulanowska, dyrektor szpitala, przy ul. Kopernika zostaną jedynie oddziały związane z leczeniem długoterminowym i zachowawczym – w godzinach szczytu ciasne centrum Krakowa nie sprzyja sprawnemu transportowi pacjentów.

Do tej pory mieszkańcy ulic Kołłątaja, Bujwida, Sołtyka i św. Łazarza o dalszych losach swojego sąsiedztwa dowiadują się z gazet, choć i tam pojawiają się jedynie przypuszczenia. W artykułach sytuację opisują takie zwroty jak „wyścig z czasem”, „decyzje jeszcze nie zapadły” czy „niepewna przyszłość”.

W grudniu 2017 r., po serii ponaglających artykułów w prasie, radni przegłosowali uchwałę o rozpoczęciu prac nad planem miejscowym dla rejonu ul. Kopernika. W teorii procedura sporządzania planu może trwać 13 miesięcy, choć dotychczas dla terenów w centrum Krakowa nigdy nie trwała krócej niż dwa lata. Nierzadko prace przeciągają się jeszcze bardziej. Przykładowo, plan dla Kazimierza wszedł w życie po 38 miesiącach, Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego dla rejonu ul. Rajskiej po upływie aż 43 miesięcy. Jak prawdopodobnie dalej będzie wyglądała ta historia?

Wariant pierwszy: całe miasto w ręce (i kieszenie) deweloperów?

1. Maj 2019. Finalizuje się sprzedaż poszpitalnych działek.

Skarb Państwa w obliczu pilniejszych wydatków na Centralny Port Lotniczy nie wyraża zainteresowania. Miasto zajęte finansowaniem budowy kolejnych tras szybkiego ruchu stwierdza lakonicznie, że „budżet nie jest z gumy”. W kolejce ustawiają się za to deweloperzy. Władze szpitala postanawiają sprzedać nieruchomość w mniejszych częściach – kolejne działki przejmuje sześciu inwestorów.

2. Listopad 2019 . Szpital Uniwersytecki zamyka większość oddziałów przy ul. Kopernika i rozpoczyna przeprowadzkę.

Biuro Planowania Przestrzennego potrzebuje jeszcze tylko pięciu miesięcy, by ukończyć prace nad planem miejscowym dla Wesołej. Wydział Architektury i Urbanistyki, jak to ma w zwyczaju, bez informowania planistów spełnia marzenia deweloperów i wydaje niechlujnie sporządzone decyzje o warunkach zabudowy. Mieszkańcy sąsiednich ulic nie są potraktowani jako strona w postępowaniu, więc o planowanych budowach dowiadują się w momencie, gdy teren zostaje ogrodzony, a na płocie zawisną wizualizacje. W czasie spacerów na ten widok krakowianie tylko kręcą głowami. Wygląda na to, że w centrum Krakowa rośnie drugi Ruczaj.

3. Marzec 2020. Te działki, które nie są jeszcze ogrodzone, są już rozjeżdżone ciężkim sprzętem.

Sześciu deweloperów równocześnie przystąpiło do wyburzania poszpitalnych zabudowań, których nie wpisano na listę zabytków. Zaczyna brakować przestrzeni – między dwoma inwestorami wybucha konflikt o prowizoryczną drogę dojazdową, który kończy się w sądzie. Maszyny rozjeżdżają wąskie drogi wewnętrzne, deweloperzy oskarżają się nawzajem, choć żaden nie kwapi się, by sfinansować remont. Powołują się tylko na przepisy: „Budowa ma zapewniony dostęp do drogi publicznej? Ma”. Nic więcej nie potrzeba.

4. Wrzesień 2020. Po dwóch wyłożeniach plan miejscowy wchodzi w życie, ale w kurzu budowy nie ma już żadnego znaczenia – na wszystkich budowach zbroi się właśnie garaże podziemne.

Przepływ wód gruntowych zostaje poważnie naruszony. W okolicy zdarzają się podtopienia, choć w niektórych miejscach ziemia wysycha. Botanicy alarmują, że 150-letni drzewostan w najstarszym polskim ogrodzie botanicznym jest nie do odratowania. Wobec rozproszonej odpowiedzialności rozpoczyna się długi proces o odszkodowanie dla Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

5. Luty 2021. Żelbetowe konstrukcje pną się w górę na pięć pięter. Teraz w pełni widać skalę oraz intensywność zabudowy. Wizualizacje nie zdradzały, że będzie tak gęsto.

Deweloperzy odpowiadają tylko, że prace toczą się zgodnie z ekspertyzami i projektem. Wydział Architektury i Urbanistyki tradycyjnie spławia wszystkich niezadowolonych krakowian. Odpowiedź jest zawsze podobna: „Wszystkie procedury zostały spełnione. Zgody wydane, teraz przestrzeń nas nie interesuje. Następny!”.

6. Październik 2021. „Nowa, zrównoważona dzielnica” – reklamuje Pani wiceprezydent, ale mieszkańcy dziwnym trafem widzą tylko osiedle z drogimi mieszkaniami.

Medicum Park, Kopernika Garden, Botanica Residence choć kuszą, to kosztują 19 tys. złotych za metr kwadratowy. Nowa Wesoła zaprasza też mieszkańców sąsiednich ulic. Oferuje im franczyzowy sklep spożywczy i sieciowe kawiarnie. Wkrótce po ukończeniu kompleksu okazuje się, że na środku osiedla straszy zadeptany skwerek. Nie trzeba długo czekać, aż pojawia się wniosek do budżetu obywatelskiego o jego zagospodarowanie. Już następnego roku pani wiceprezydent przecina wstęgę, wspominając coś o zrównoważonym rozwoju i efektach obywatelskiej partycypacji.

Wariant drugi: inne miasto jest możliwe?

Przedstawiony bieg wypadków jest niepokojąco realny – w przypadku, gdy sprawa przemian przestrzennych Wesołej pozostanie zapomniana przez władze Krakowa. Przecież wizje tej części miasta są już gotowe! W mediach w ogóle nie pojawiają się informacje, że już w 2010 r. dla obszaru Wesołej został rozstrzygnięty konkurs urbanistyczny. Prace, które w nagrodę otrzymały łącznie kilkadziesiąt tysięcy złotych, zostały najwyraźniej przez władze zapomniane. W opisach projektów czytamy o idei kontynuacji krakowskich Plant, stworzeniu nowego „miejskiego salonu” i przemianie ul. Kopernika w reprezentacyjny, pieszy bulwar. Zabytkowe szpitalne pawilony mogłyby olśniewać jako pałace nauki kultury i sztuki, ale także być miejscem dla domów seniora lub przestrzeniami innowacji dla młodych firm. Wszystkie projekty w odpowiedniej odległości od Ogrodu Botanicznego, w wielu pracach pojawia się motyw parku linearnego ze stawami, który integrowałby różne grupy mieszkańców i pozwalał na organizację różnorakich wydarzeń. W projektach konkursowych istotne miejsce zajmują także obiekty sportowe – praktycznie nieobecne w realizacjach deweloperskich.

Warto pamiętać, że od czasu konkursu w 2010 r. zmieniły się priorytety rozwojowe Krakowa. Miasto dysponuje już nowoczesnym zapleczem kulturalnym i sportowym, nie trzeba też zachęcać międzynarodowych korporacji, by tworzyły nowe miejsca pracy. Równocześnie przeobrażenia centrum Krakowa toczą się na niespotykaną wcześniej skalę. Tylko od 2010 r. liczba mieszkańców Dzielnicy I Stare Miasto zmalała o ponad 8000 osób, czyli około 20%! Z centrum Krakowa wypierane są osoby o niższych dochodach, nowe inwestycje mieszkaniowe nie tworzą niczego więcej poza monokulturą luksusowych, grodzonych apartamentów.

Ta tendencja może ulec zmianie tylko dzięki śmiałym przedsięwzięciom władz. Przecież w historii Krakowa znajdziemy chwalebne karty, kiedy władze miejskie pomyślały o przyszłych pokoleniach i zabezpieczyły połacie terenu pod przyszły rozwój. Wystarczy przytoczyć wykup lasu Wolskiego albo parcelację osiedla willowego Cichy Kącik – z czego przychód wykorzystano następnie do budowy miejskiego stadionu. Wszystkie te działania daleko wykraczały poza „zadania własne samorządu”, były przejawem inwencji, wizji i troski o przyszłość miasta. Na koordynacji miasto może zrobić dobry interes – tak jak Grenoble, w którym ekodzielnica zdeterminowała sukces całego śródmieścia.

Może się wydawać, że wystarczy przyznać maksymalny priorytet planowi zagospodarowania przestrzennego dla Wesołej. Co jednak w sytuacji, gdy w życie wejdzie niesławna „specustawa mieszkaniowa” i umożliwi zabudowę centrum Krakowa z pominięciem planu? Dlatego wykupienie przez miasto lub Skarb Państwa terenów poszpitalnych jest pierwszym krokiem gwarantującym ochronę ładu przestrzennego Wesołej. Kwota wykupu nieruchomości jest wstępnie szacowana na 400 mln złotych, stąd konieczne będzie całościowe bądź częściowe wsparcie ze strony budżetu państwa, a w przypadku jego braku – powołanie specjalnej spółki odpowiedzialnej za kredytowanie, tak jak w przypadku budowy Trasy Łagiewnickiej.

Drugi krok może zostać poczyniony już bez presji czasu – krakowianie powinni mieć swój udział w pracach nad planem. Nie chodzi tu o zwyczajne informowanie na stronie urzędu czy konsultacje w szkole podstawowej, lecz dobrze zorganizowaną partycypację połączoną z piknikiem dzielnicowym. Dobrym wzorcem postępowania może być przykład Superścieżki, kiedy to mieszkańcy krakowskich Grzegórzek mogli wziąć udział w warsztatach, w czasie  których wyłoniono m. in. koncepcję przebudowy skweru Eilego.

Trzeci krok – reparcelacja działek – powinien nastąpić już po uchwaleniu planu miejscowego. Wtedy też będzie można przystąpić do adaptacji części zabytkowych zabudowań na funkcje publiczne oraz rozpocząć sprzedaż części gruntów deweloperom. Nowa zabudowa pojawi się tylko tam, gdzie nie będzie miała negatywnego wpływu i w wartościowy sposób dopełni istniejącą strukturę miejską. W zabytkowych pawilonach można rozważyć formę pilotażu nowych funkcji – bez gruntownego remontu, jeżeli względy sanitarne na to pozwolą. Przykładem może być kompleks dawnej farbyki Cygar przy ul. Dolnych Młynów, gdzie w surowych, postindutrialnych wnętrzach urządzono kluby, kawiarnie, przestrzenie coworkingowe i wystawowe.

Czwartym krokiem będzie zagospodarowanie przestrzeni publicznych – ważna jest organizacja prac tak, by otwarcie nowego parku zbiegło się w czasie z oddaniem nowych budynków.

***

Na chwilę obecną dzielnica bezwzględnie potrzebuje wizji rozwoju – stąd inicjatywa podjęta przez grupę architektów, urbanistów, prawników i ekonomistów działających w Klubie Jagiellońskim. Ten artykuł wyraża apel: zerwijmy z bezczynnością, rozpocznijmy debatę publiczną nad przyszłością Wesołej! Od tej dzielnicy zależy przyszłość całego śródmieścia – może być laboratorium zmian, które rozsławi Kraków – albo kolejnym drogim, anonimowym osiedlem, które utrwali wizerunek „betonowanego miasta”. Warto podjąć ten wysiłek, by móc kolejnym pokoleniom zostawić w spadku dzieło, które będzie można z dumą postawić obok kreacji urbanistycznych historycznego Krakowa.

Jeżeli tak jak my uważacie, że Kraków zasługuje na coś więcej niż kolejną sypialnię, dołączcie do wydarzenia na facebooku – wspólnie możemy więcej!