Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Zdrowie na jałowym biegu? Debata o reformie systemu potrwa do wyborów

przeczytanie zajmie 5 min

Minister zdrowia zainaugurował ogólnonarodową debatę o kierunkach zmian w ochronie zdrowia. Choć decyzja z 18 kwietnia o podjęciu dialogu sama w sobie wydaje się ze wszech miar słuszna i potrzebna, to zarówno czas jej ogłoszenia, jak i zaproponowany harmonogram nie nastrajają optymistycznie. Pojawiają się wątpliwości, czy szumnie zapowiadana debata nie stanie się zakładnikiem wyborczego kalendarza. Dzisiejszy system ochrony zdrowia przypomina okręt pozbawiony żagli i steru dryfujący tam, gdzie zaprowadzą go zmienne prądy gospodarki, wpływów politycznych, rozmaitych lobby i zmieniającej się demografii.

Gdyby debatę zainicjowano w pierwszych miesiącach rządów Prawa i Sprawiedliwości, byłby to historyczny krok, dający szansę na uwolnienie system ochrony zdrowia od ciężaru bieżącej polityki. Tymczasem ogłoszenie narodowej dyskusji rok przed wyborami do Sejmu wpasowuje się idealnie w kalendarz wyborczy, co siłą rzeczy wpłynie na jej kształt i charakter proponowanych rozwiązań. Rozwiązań, które niekoniecznie będą mogły być realizowane przez obecną ekipę. Taki scenariusz grozi silniejszym niż dotychczas uwikłaniem problemów ochrony zdrowia w rozgrywki polityczne, inflację obietnic i nakręcanie spirali oczekiwań.

Ministerstwo Zdrowia odrobiło pierwszą część pracy domowej: do nowej Rady Społecznej udało się zaprosić szerokie grono różnych interesariuszy, obejmujące środowiska zawodów medycznych, przemysł farmaceutyczny, organizacje pacjentów, kadry zarządzające placówkami medycznymi oraz uznanych ekspertów z zakresu zdrowia publicznego. Choć na liście brakuje kilku ważnych nazwisk, to sam fakt, że zaproszenie przyjęli specjaliści niekoniecznie kojarzeni z prawym spektrum sceny politycznej pokazuje, jak wielki jest głód rzeczowej dyskusji o zdrowiu. Ministerstwo musi być więc świadome, jak wielka odpowiedzialność na nim spoczywa, aby zachować deklarowany przez ministra Szumowskiego neutralny charakter dyskusji w ferworze zbliżającej się kampanii wyborczej.

Wycofujemy się chyłkiem z koncepcji ministra Radziwiłła?

Niestety, piętno zbliżającej się kampanii wyborczej odcisnęło się już nawet na komunikacie wydanym w związku z pierwszym posiedzeniem Rady Społecznej. Najbardziej uderzające jest to, czego w nim nie ma. A zabrakło – bagatela – odniesienia do programu radykalnych reform, jakie Ministerstwo Zdrowia realizowało za czasów urzędowania ministra Konstantego Radziwiłła, wywodzącego się przecież z tego samego środowiska. Reformy te, ukierunkowane na wprowadzenie systemu budżetowego w miejsce ubezpieczeniowego, stanowiły przecież jeden z flagowych pomysłów Prawa i Sprawiedliwości. Rozwiązania, takie jak sieć szpitali, wprowadzano mimo oporów i licznych kontrowersji, z pełnym przekonaniem do celowości zarysowanej na wstępie wizji Narodowej Służby Zdrowia.

Czy to „wielkie przemilczenie” jest cichym przyznaniem się ministra Szumowskiego do tego, że działania poprzednika, takie, jak choćby problematyczna sieć szpitali, okazały się porażką? Wskazywałyby na to dotychczasowe decyzje podjęte przez nowego szefa resortu zdrowia.

Dofinansowana i doceniona ma zostać ambulatoryjna opieka specjalistyczna, która w poprzednim scenariuszu miała pełnić jedynie rolę wspomagającą, podporządkowaną z jednej strony podstawowej opiece zdrowotnej, z drugiej zaś – lecznictwu szpitalnemu. Chyłkiem wycofano się również z koncepcji likwidacji Narodowego Funduszu Zdrowia. Brak wyjaśnienia, czy, a jeżeli tak, to dlaczego porzucono wcześniejsze plany może jest przemyślanym działaniem PR-owym, ale za to stanowi bardzo wątpliwy fundament rzetelnej debaty publicznej. Jeżeli jej celem jest otwarty dialog umożliwiający ciągłość polityki zdrowotnej ponad podziałami politycznymi, kadencjami parlamentów i składami rządów, to byłoby wspaniale, gdyby Ministerstwo Zdrowia dało dobry przykład i wyjaśniło przyczyny i cele dokonywanych korekt.

W budowaniu wartościowej debaty nie pomoże również postawa „agnostycyzmu poznawczego”, wyrażona w komunikacie Ministerstwa Zdrowia. Próżno w nim doszukiwać się choćby namiastki diagnozy stanu obecnego i jego przyczyn, choć wydawać by się mogło, że o stanie polskiej ochrony zdrowia wiemy już wystarczająco dużo, by w narodowej debacie ścierały się różne wizje jej poprawy.

Ani słowa nie znajdziemy o mapach potrzeb zdrowotnych, danych OECD czy całej serii alarmujących raportów Najwyższej Izby Kontroli. Taka dekontekstualizacja sprawia, że przedstawiony plan spotkań wygląda bardziej na zapowiedź cyklu akademickich seminariów, podczas których przedyskutowana zostanie „generalna filozofia” systemów ochrony zdrowia i ich poszczególnych elementów, aniżeli na program pracy nad konkretnymi rozwiązaniami.

Głód konkretów

Jedyny konkret, jakim chwali się Ministerstwo, to tzw. ustawa 6%, zwiększająca stopniowo do roku 2024 nakłady na ochronę zdrowia, nota bene będąca efektem protestów lekarzy-rezydentów. Debata o tym, jak te dodatkowe środki spożytkować, jest pomysłem trafionym. Przed jej rozpoczęciem warto byłoby jednak poznać szacunkowe dane dotyczące zobowiązań płacowych, jakie Ministerstwo Zdrowia już zaciągnęło wobec różnych grup zawodów medycznych i planowanych źródeł ich finansowania. Pokaże to skalę środków, które realnie mogą zostać wydane na poprawę jakości i dostępności opieki medycznej dla pacjentów. Być może liczby nie będą się wówczas przedstawiać tak imponująco, ale przynajmniej będzie wiadomo, jak rysują się realne możliwości.

Na tym jednak konkrety się kończą. Dwa pozostałe wskazane w komunikacie cele debaty – jakkolwiek słuszne i szlachetne – zostały zdefiniowane w sposób niezwykle ogólny. Mamy przedyskutować, „co zrobić, abyśmy jako społeczeństwo i poszczególni obywatele żyli w dobrym zdrowiu jak najdłużej”, a także „w jaki sposób państwo powinno być odpowiedzialne za zdrowie obywateli i pomagać im w dbaniu o swoje zdrowie”. Nie trzeba dużej wyobraźni, by domyślić się, że odpowiedzi na tak sformułowane pytania będą dalece wykraczać poza zakres kompetencji Ministerstwa Zdrowia i wymagałyby dialogu międzyresortowego oraz udziału władz samorządowych.

Ba, „długie życie w dobrym zdrowiu” w niewielkim stopniu (ok. 10%) zależy od samej opieki zdrowotnej, co jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku zostało modelowo opisane przez ekspertów zdrowia publicznego. Przykładowo wiemy, że Polacy pod względem aktywności fizycznej nie związanej z pracą zawodową są w Unii Europejskiej na szarym końcu, co w perspektywie przekłada się na konkretne ryzyka zdrowotne związane z otyłością, chorobami metabolicznymi, serca i układu krążenia, a finalnie na koszty dla systemu związane z ich leczeniem.

Poprawa tego stanu rzeczy powinna być oczywiście celem Ministerstwa Zdrowia, ale należy pamiętać, że narzędziami zmiany dysponują już inne resorty. Skuteczne działania profilaktyczne wymagałyby zaangażowania m.in. ze strony resortu edukacji, aby zmienić przestarzały model wychowania fizycznego w szkołach, rozwoju dostępnej dla obywateli infrastruktury sportowej, a nawet… budowy dróg i chodników w gminach, aby dzieci mogły bezpiecznie dojść lub dojechać na rowerze do szkoły, gdyż z doświadczeń międzynarodowych wiemy, że to właśnie od takich działań zależy skuteczność ograniczenia epidemii otyłości wśród dzieci i młodzieży. Są to więc niezwykle ważne zadania, ale dla zupełnie inaczej umocowanego zespołu.

Ministerstwo nie zaryzykowało natomiast tego, by skupić się na problemach, za które odpowiada bezpośrednio, a które dotykają zwykłych pacjentów najbardziej namacalnie, czyli na dostępności i jakości świadczeń medycznych. Chodzi tutaj m.in. o pospolite kolejki do lekarzy specjalistów, ale także wyższe od średniej UE wydatki na leczenie ponoszone przez polskich pacjentów z własnej kieszeni czy rosnące nierówności pomiędzy najuboższymi a najbogatszymi w dostępie do opieki medycznej. Co ciekawe, w opublikowanym już po inauguracji debaty wywiadzie dla Dziennika Zachodniego, minister Szumowski obiecał skrócić najdłuższe kolejki do lekarzy specjalistów jeszcze przed końcem kadencji. Zapytany przez dziennikarza, które dokładnie, odparł, że obecnie NFZ prowadzi na ten temat analizy, których rezultaty poznamy za parę miesięcy. Pomijając nasuwające się tu pytanie czy połowa kadencji to nie zbyt późny czas na dokonanie rozpoznania najbardziej newralgicznego dla pacjentów obszaru, to takie ujęcie sprawy rodzi ryzyko, że ogólnonarodowa debata ugrzęźnie w gąszczu analiz i potrwa jeszcze co najmniej kolejną kadencję.

Narodowe pisanie programu PiS-u?

Biorąc pod uwagę powyższe wątpliwości, debata zainaugurowana przez ministra Szumowskiego przypomina raczej narodowe pisanie programu dla rządzącej partii, pewnej wygranych wyborów. Oczywiście może mieć to swoje pozytywne strony: jeśli PiS faktycznie skończy wyborczy wyścig na pierwszym miejscu, to ucieczka od uzgodnionych w czasie debaty projektów będzie trudna.

Jeśli natomiast PiS wybory przegra, zostaniemy z pobożną listą życzeń, a może nawet z grubym dokumentem bez gospodarza. Nie pierwszy raz w historii reform tego sektora.

Tymczasem polscy pacjenci i pracownicy systemu ochrony zdrowia potrzebują wyraźnego sygnału, w jakim kierunku mają iść reformy. Dzisiejszy system ochrony zdrowia przypomina okręt pozbawiony żagli i steru dryfujący tam, gdzie zaprowadzą go zmienne prądy gospodarki, wpływów politycznych, rozmaitych lobby i zmieniającej się demografii. Dwa lata to zbyt długi okres, aby pozwolić sobie na stan zawieszenia. Ministerstwo rozpoczynając debatę powinno więc dać dobry przykład transparentności polityki zdrowotnej, podsumować dotychczasowe działania i je ocenić, wskazując, w jakich obszarach dotychczasowe założenia będą kontynuowane, a w jakich nie, a także przedstawić plan na najbliższe miesiące. Nowa umowa społeczna wymaga debaty, ale niekoniecznie zakończonej wyborami parlamentarnymi, gdyż taki terminarz obniża szansę na faktyczną realizację jej założeń.