Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Konstanty Pilawa  20 kwietnia 2018

Przyczajony republikanin, ukryty elitarysta

Konstanty Pilawa  20 kwietnia 2018
przeczytanie zajmie 8 min
Przyczajony republikanin, ukryty elitarysta Wikimedia

Po pierwsze centralizm wszystkie najważniejsze decyzje muszą zapadać w Warszawie. Po drugie wschodnie standardy biurokratycznej kontroli nasz los leży w rękach pojedynczego urzędnika i jego nieprzewidywalnych kaprysów. Po trzecie klientelizm pracę w instytucjach publicznych mogą dostać tylko krewni i znajomi królika. Rafał Matyja jest bezlitosny w diagnozie polskiego państwa i społeczeństwa. Jak zmienić ten ponury stan rzeczy? Autor Wyjścia awaryjnego w imię twardego stąpania po ziemi odrzuca republikanizm, a jednocześnie nieświadomie używa republikańskich argumentów. Jak rozumieć tę sprzeczność?

„Republikanizm jest przepełniony nostalgią za państwem, które już nie wróci, za modelem, który w Polsce nigdy się nie zakorzenił i jest sprzeczny z realiami współczesnego państwa” – czytamy w Wyjściu awaryjnym – najnowszej książce Rafała Matyi. To zdanie brzmi jak wyrok. Ale czy jest prawomocny? Biorąc pod uwagę treść całej książki, to wylanie dziecka z kąpielą. Nie można świadomie odrzucać republikanizmu, a jednocześnie pisać książki przesiąkniętej jego duchem.

Krzysztof Mazur na naszych łamach wskazał dwukrotnie – najpierw w autorskim eseju, a później w rozmowie z autorem – na istotne napięcie między pesymizmem pierwszej części książki a niepoprawnym optymizmem jej wniosków. Wydawałoby się, że radykalna krytyka polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej nie pozostawia żadnego „awaryjnego wyjścia”. Wszak jesteśmy rządzeni przez: „centralizm, wschodnie standardy biurokratycznej kontroli, klientelizm oraz wadliwe mechanizmy selekcji personalnej”. Natomiast w ostatnim i chyba najczęściej cytowanym zdaniu czytamy: „Trzeba opowiedzieć wszystko – historię, państwo, tożsamość narodu politycznego, politykę – od nowa”. Od razu pojawia się więc pytanie: Jakim językiem mamy tworzyć te ambitne projekty, skoro zdaniem Matyi politycznie wciąż mieszkamy na drzewach?

Winą za niepoprawne odczytanie Wyjścia awaryjnego należy obarczyć samego autora. Matyja po dokonaniu bezlitosnej diagnozy polskiej rzeczywistości politycznej, poszukuje źródeł klęski zupełnie nowego państwa, jakie miało powstać na gruzach komunizmu. Natomiast w warstwie teoretycznej dostaje się dwóm formacjom intelektualnym, które od lat 90. niezmienne zajmują największe umysły polskiej prawicy. Mowa tutaj o republikanizmie oraz konserwatywnym elitaryzmie. Nieporozumienie na linii Matyja-czytelnicy polega przede wszystkim na dość swobodnym używaniu tych wieloznacznych pojęć.

Po krótkiej analizie okaże się, że odpowiedzią autora Wyjścia awaryjnego na skutki intelektualnej gnuśności republikanizmu i elitaryzmu, będzie… republikanizm oraz elitaryzm (choć trochę inaczej rozumiany).

Cztery sposoby rozumienia republikanizmu

1. Republikanizm jako wolność od dominacji

W dużym uproszczeniu najważniejsze sensy terminu „republikanizm” można sprowadzić do czterech haseł . Pierwsze – chyba najbardziej rozpowszechnione w polskim myśleniu o polityce – to wolności od dominacji. W państwie nie ma rządzić ani lud, ani władca. To prawo jest gwarantem wolności wspólnoty politycznej. Najważniejsza funkcja prawa polega na zabezpieczeniu obywatela przed siłową ingerencją kogokolwiek wyżej postawionego w hierarchii społecznej lub instytucjonalnej. Tego rozumienia wolności nie należy mylić z typowo liberalną swobodą, która opiera się w negatywnym wariancie na abstrahowaniu od sfery publicznej w ogóle – na rzecz „świętej” sfery prywatnej. Mówiąc prościej, wolność od dominacji czyni z prawa ochronny parasol, który broniąc przed agresją suwerena, gwarantuje jednocześnie uprawnienie do pełnego uczestnictwa w życiu politycznym. 

I rzeczywiście Rafał Matyja celnie nazywa nasze postkomunistyczne społeczeństwo zrzeszeniem „brudnych wspólnot”. W pełni legalne procedury nie chronią przed bezprawiem, lecz wręcz odwrotnie – są często instrumentem dla wspierania „swoich” przez układ, co przekreśla na starcie ludzi młodych, kompetentnych i pracowitych, ale bez znajomości.

Taki stan rzeczy nie jest adekwatny jedynie w ramach polityki czy administracji. Podobnie mają się sprawy na uniwersytecie, w korporacjach prawniczych lub podczas rekrutacji na jakiekolwiek inne, wartościowe stanowisko. Zauważmy, że Matyja krytykuje tutaj nie tyle samą zasadę, co brak jej egzekwowania w polskim kontekście – taka sytuacja powtórzy się jeszcze dwukrotnie.

2. Republikanizm jako polityka moralna

Polityka ukoronowaniem moralności to drugie hasło oddające jedno z najważniejszych znaczeń republikanizmu. Już Arystoteles przekonywał w Polityce, że może istnieć tylko jeden bezwzględnie najlepszy system polityczny – ten oparty na cnocie obywateli. Postulat moralnej polityki również jest przez Matyję szeroko komentowany. Środowiskom pozarządowym dostaje się za sentymentalizm i tracenie czasu na nikomu dziś niepotrzebne utopie. Według tej logiki jako Klub Jagielloński marnujemy siły na prowadzenia ideowego czasopisma, jakim są „Pressje”, bo jedyną motywacją dla naszych działań nie jest realna chęć zmiany myślenia o polityce i społeczeństwie, lecz „nostalgia za państwem, które już nie wróci”. Posługiwanie się teorią Arystotelesa w realiach XXI wieku należy więc uznać za intelektualne faux pas

3. Republikanizm jako anty-centralizm

Trzecie hasło to anty-centralizm, które wiąże się już z nowożytnymi koncepcjami państwa, poczynając dość umownie od Machiavellego i jego mniej znanego dzieła – Rozważań nad pierwszym dziesięcioksięgiem historii Rzymu Liwiusza. Ludzie, przeciwstawiając się centralnej władzy monarchy, zyskują kontrolę nad własnym losem. Im władza jest mocniej skupiona w wąskim centrum decyzyjnym, tym jej alienacja rośnie, wraz ze stopniowym pozbawianiem podmiotowości obywateli. Ten wątek również jest widoczny w analizie Matyi. 

Autor pisze dość lapidarnie o mentalnym centralizmie, który wszedł w krew ustrojowi III Rzeczpospolitej w takim stopniu, że właściwie już go nie zauważamy. Z perspektywy warszawskiego decydenta postulat decentralizacji jest zupełnie niezrozumiały. Urządzenie państwa na obecną centralistyczną modłę wytwarza dodatkowo wśród Polaków postawy pozbawione jakiegokolwiek krytycyzmu wobec reguł panujących w administracji.

Centralistycznie zorganizowana Polska wychowała „niekreatywną klasę średnią”, która w normalnych warunkach stanowi „sól obywatelskości”. Tymczasem zamiast obywateli mamy albo cynicznych karierowiczów, albo ludzi unikających polityki jak ognia. 

4. Republikanizm jako rządy najlepszych

Rządy najlepszych (dosłownie: arystokracji) to ostatnia składowa tradycji republikańskiej. Od razu trzeba jasno stwierdzić, że ten element nie jest tak oczywisty jak pozostałe. Arystoteles pisze w Polityce: „Bo jedynie ustrój, który oddaje rządy ludziom bezwzględnie najlepszym pod względem moralnym (…), zasługuje na miano arystokracji”. W tym prymarnym znaczeniu arystokracja to nie tyle ludzie najlepiej uposażeni materialnie, ile najlepsi pod każdym względem. Natomiast istotą arystokracji jako ustroju jest rozdzielanie godności państwowych według cnoty. Myślenie w takich kategoriach generuje etos obywatela zatroskanego o sprawy publiczne. 

W tym miejscu przydają się rozróżnienia na republikanizm instrumentalny oraz substancjalny zaproponowane przez Dorotę Pietrzyk-Reeves. Republikanizm instrumentalny byłby tym, który za nadrzędną zasadę uważa omówioną już wolność od dominacji. Ten, reprezentowany współcześnie przez Philipa Pettita oraz Quentina Skinnera, odwołuje się raczej do tradycji wczesnonowożytnej niż greckiej, traktując pozostałe jej elementy co najwyżej w ramach następstw wspomnianej zasady nadrzędnej. Zupełnie inaczej definiowany jest republikanizm substancjalny, w którym wszystkie widoczne mechanizmy składające się na politykę ugruntowane są na postulacie etycznym – na dążeniu do dobra wspólnego. Wolność od dominacji funkcjonuje tutaj jedynie jako logiczna konsekwencja tego postulatu. 

Odnoszę wrażenie, że w Polsce dominuje raczej myślenie w ramach republikanizmu instrumentalnego, na co wskazuje chociażby treść Wyjścia awaryjnego. Samo odróżnienie dwóch formacji intelektualnych: republikanizmu oraz konserwatywnego elitaryzmu potwierdza moją intuicję. Rafał Matyja nie definiuje tego drugiego pojęcia. Można się jedynie domyślać, że chodzi tutaj przede wszystkim o zaangażowanie intelektualistów w tworzenie sprawnych instytucji państwowych. Zauważmy, że jeśli taka interpretacja jest właściwa, to konserwatywny elitaryzm stanowi integralną część republikanizmu, w której według Arystotelesa – ojca tej tradycji – sercem polityki są zaangażowani w życie publiczne najlepsi obywatele. 

W tym duchu utrzymana jest krytyka zawarta w pierwszej części książki. W przełomowym dla polskiej polityki 2005 roku Prawo i Sprawiedliwość zaczęło narzucać populistyczną narrację. Taktyczny sojusz z Samoobroną oraz Ligą Polskich Rodzin, a także ten bardziej egzystencjalny z Radiem Maryja ustawił obecną partię rządzącą w roli „niezłomnych przeciwników elit”, które zaprzedały się diabłu w trakcie Okrągłego Stołu. Matyja z wielkim żalem pisze o prawicowych intelektualistach, którzy zostali wówczas przesunięci na peryferia wielkiej polityki. W podsumowaniu tego wątku czytamy, że kategoria elity ze współczesnej perspektywy wydaje się raczej chwilowym epizodem historii. Dlatego budowanie programu politycznego w oparciu o ten ideowy przeżytek jest pozbawione sensu.

Gdyby książka kończyła się w tym miejscu, może nie mielibyśmy „awaryjnego wyjścia” z tego polskiego „domu dla psychicznie i nerwowo chorych” (jak pisał Kaczmarski), ale przynajmniej wszystko byłoby jasne: republikanizm tak czy inaczej rozumiany należałoby odrzucić, skupiając całą uwagę wyłącznie na podtrzymywaniu chwiejnego państwa przy życiu. Tymczasem Rafał Matyja dla większości wskazanych bolączek przedstawia plan naprawczy zakrojony na realizację w długiej perspektywie. I co najważniejsze – plan ten zdradza głęboko republikański charakter.

Jak trwoga, to do republikanizmu

Na klientelizm oraz wadliwe mechanizmy selekcji personalnej, które pozbawiają Polaków wolności od dominacji, Matyja proponuje strategię „grania przeciwko trendom”. Co należy rozumieć nie w ramach bezrozumnej donkiszoterii „wstawania z kolan” całej klasy politycznej, lecz jako promowanie postaw konkretnych jednostek, które czasem będą potrafiły zagrać przeciwko regułom. O jakie trendy tutaj chodzi? Jeśli przez trend rozumieć załamanie obowiązujących zasad uchodzących za naturalne, to dobrym przykładem byłaby reforma administracyjna w 1999 roku, która znacząco osłabiła władzę rządu centralnego.

Wydawałoby się, że Matyja bardzo mocno krytykuje polityczne moralizatorstwo, toteż w oczywisty sposób nie może uważać, że polityka jest ukoronowaniem moralności. Inaczej mówiąc, nie do pomyślenia jest, aby rdzeń argumentacji Wyjścia awaryjnego opierał się na postulacie odnowy moralnej polskiego życia politycznego. Ale czy nie jest tak w istocie? 

Posłużę się tutaj dwoma charakterystycznymi przykładami, które dobrze obrazują wahania autora. Pierwszy dotyczy klientelizmu, który nie tylko wpływa na fatalną selekcję kadr, ale także demoralizuje polskie życie publiczne, co zamyka zły stan naszego państwa w obrębie błędnego koła: mamy fatalne kadry, którym opłaca się rekrutować fatalne kadry i tak w nieskończoność. Argument zbudowany jest w ten sposób, że gdybyśmy mieli administrację złożoną w większości z uczciwych ludzi, którzy jeszcze byliby w stanie zagrać czasem przeciwko trendom, to wówczas sytuacja uległaby znacznej poprawie. 

Podobną dwuznaczność odnajdujemy w ramach oceny decyzji Jarosława Kaczyńskiego, który w latach 2003-2005 zamiast na egzystencjalny konflikt z Platformą Obywatelską, mógł zdecydować się na wspólną zmianę logiki funkcjonowania III RP. Tak się jednak nie stało, ponieważ, żeby zdobyć władzę i pozwolić sobie na realne rządzenie, trzeba było pójść na konflikt w ramach już ustalonych zasad systemu. Abstrahując czy ta ocena jest zgodna z rzeczywistością, sytuację znowuż należy uznać za dwuznaczną. Matyja Kaczyńskiego rozumie, ale do końca nie chce go usprawiedliwiać. Niemniej i tutaj trzon argumentacji ma charakter oceny moralnej. Nawet jeśli postulatu cnoty nie odnajdziemy w centrum Wyjścia awaryjnego, to jednak będziemy musieli przyznać, że nie tylko skuteczność, ale również sprawiedliwe rządy nadal stanowią tutaj cel rozważań o państwie.

Ostatnie dwa republikańskie postulaty: anty-centralizm oraz rządy najlepszych są przez Matyję najmocniej akcentowane. Właściwe „wyjście awaryjne” sprowadza się do pomysłu stworzenia „think tanku Polska”. Nazwa jest stosunkowo myląca, ponieważ nie chodzi tutaj o założenie jakiejś olbrzymiej jednolitej organizacji, która zajmowałaby się wymyślaniem państwa od nowa. „Think tank Polska” byłby zdecentralizowaną, ale usieciowioną strukturą małych ośrodków badawczych, które poza obowiązującym układem – niejako równolegle do plemiennych przepychanek codzienności – miałyby rozwiązywać ważne problemy w mikroskali. Siła tak pomyślanych watchdogów tkwiłaby w ich lokalności oraz wzajemnych powiązaniach gwarantowanych przez „punkty kontaktowe” zlokalizowane w kilkudziesięciu miastach w Polsce. Dzięki sieciowej strukturze zatrudniającej setki ekspertów w całym kraju również na poziomie centralnym osiągalibyśmy lepsze wyniki. Sieć miałaby angażować niezależnych ekspertów, których autor nazywa wprost „elitą percepcji”.

Wynika z tego, że pozytywny program naprawy państwa Rafała Matyi daje się sprowadzić do zorganizowania odpowiednich struktur dla anty-centralistycznie nastawionej „arystokracji intelektu”. Nie wiem, czy można wyobrazić sobie bardziej republikańską wizję zniszczenia obecnego status quo.

 ***

Podsumowując, nie można zgodzić się ze stwierdzeniem, że istnieje radykalna sprzeczność między Matyją-analitykiem a Matyją-obywatelem, co autorowi Wyjścia awaryjnego zarzucał na naszych łamach Krzysztof Mazur. Matyja, wbrew temu co sam mówi, nie rezygnuje z republikanizmu. Co więcej, zarówno krytyczna analiza polskiej rzeczywistości, jak i poszukiwania remedium na nasze bolączki ściśle nawiązują do republikańskiej tradycji. W kontraście do obiegowych opinii wieloaspektowości republikanizmu nie da się sprowadzić do moralizatorskiego majaczenia oraz frywolnej donkiszoterii. Ostatecznie, otrzeźwiająca ocena polskiego społeczeństwa oraz opis mobilizującego ideału – co uznaję za najmocniejsze strony Wyjścia awaryjnego – są tego najlepszym dowodem.