Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Mateusz Perowicz, Paweł Cieślik  3 kwietnia 2018

W polskim pociągu napijesz się tylko niepolskiej wody

Mateusz Perowicz, Paweł Cieślik  3 kwietnia 2018
przeczytanie zajmie 5 min
W polskim pociągu napijesz się tylko niepolskiej wody www.flickr.com/photos/eisenbahner/

Zagraniczne podmioty realizujące kolejowe oraz lotnicze przewozy pasażerskie potrafią zadbać o promocję swoich rodzimych produktów spożywczych. Zarówno w przypadku spółek kolejowych takich jak Deutsche Bahn (Niemcy), Trenitalia (Włochy) czy RENFE (Hiszpania), jak i lotniczych: Easyjet, British Airways (Wielka Brytania) lub Iberia Express (Hiszpania) standardem jest serwowanie produktów pochodzących od krajowych producentów. Ich pokładowe menu jest w dużym stopniu niedostępne dla międzynarodowych koncernów i w całości niedostępne dla polskich marek. Myślicie, że podobną strategią przyjmują nasi narodowi przewoźnicy? Nic z tego. W ofercie LOT i PKP Intercity próżno szukać polskich produktów.

Świadomość konsumencka Polaków wzrasta. Coraz uważniej przyglądamy się temu, co wkładamy do koszyka. Zwracamy uwagę nie tylko na skład, ale także na pochodzenie produktu. Oczywiście nadal głównymi czynnikami decyzyjnymi w trakcie zakupów pozostaje cena i jakość, nie sposób jednak przejść obojętnie obok badań CBOS opublikowanych w 2017 roku. Wskazują one, iż kryterium pochodzenia produktu wzrosło aż o 14 punktów procentowych w stosunku do roku poprzedniego, sięgając już poziomu 46% badanych. To wyraźny trend, z dostrzeżeniem którego problem mają spółki znajdujące się w rękach Skarbu Państwa, czyli te, którym przynajmniej w teorii zależeć powinno najbardziej.

Patriotyzm w czasach pokoju

Walka. To pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi nam prawdopodobnie na myśl, kiedy słyszymy słowo „patriotyzm”. Za atrybut patrioty uchodzi szabla i karabin. Na całe szczęście dziś nie są nam one potrzebne, co nie oznacza, że sam patriotyzm stał się czymś zbędnym. Przykładem osoby oddanej ojczyźnie bez wątpienia był Tadeusz Leon Józef Zawadzki, instruktor harcerski, harcmistrz, podporucznik AK, komendant Grup Szturmowych na terenie Warszawy, jeden z bohaterów książki Aleksandra Kamińskiego Kamienie na szaniec. Zośkę w jednym z rozdziałów zapytano, co zrobi, gdy skończy się wojna. Odpowiedział: „Będę dalej w walce. […] Bo w tamtych, przyszłych czasach powstaną nowe fronty: społeczny, gospodarczy, kulturalny, polityczny. Ja właśnie szykuję się już teraz na jeden z tych przyszłych frontów.” Tadeusz Zawadzki mówił przecież o współczesnej Polsce.

Te przyszłe, lepsze czasy właśnie nastały, a wraz z nimi pojawiły się nowe pole zmagań pomiędzy narodami. Dostaliśmy już dostatecznie dużo dowodów na to, że kapitał jednak ma narodowość. Problemy Orlenu na Litwie i w Niemczech, unijny spór Fakro z Veluxem, bojkot polskich produktów w Czechach, czy koronny przykład, jakim jest Nord Stream 2 udowadniają, że jest z kim i o co walczyć.

Idea wolnego przepływu dóbr i kapitału, jaka przyświeca Unii Europejskiej, często w praktyce jest jednokierunkowa. Przekonały się o tym polskie mleczarnie i firmy przetwórstwa mięsnego, dla których wiele rynków pozostawało zamkniętych pomimo członkostwa Polski w UE. Jedynym narodem, który może zadbać o nasz dobrobyt jesteśmy my sami. Inne nacje doskonale rozumieją, że pieniądze wydane u krajowych, lokalnych przedsiębiorców prędzej czy później i tak do nich wrócą. Jeżeli pragniemy wzrostu płac, to oczekujmy większych zysków naszego pracodawcy, bo nasze wynagrodzenie jest od tego uzależnione. W naszym kraju tej wiedzy nie przyswajają nawet spółki Skarbu Państwa.

Na Zachodzie wspierają swoich

0%- tyle polskiego kapitału zawiera woda Nałęczowianka serwowana pasażerom PKP Intercity. Aplikacja Pola przydziela jej 40 punktów na 100 możliwych. Ta sytuacja stała się powodem rozpoczęcia akcji pod hasłem #PolskaWoda, która miała ma na celu zwrócenie uwagi na to, jakie produkty swoim pasażerom serwują polscy przewoźnicy. Problem nie dotyczył jedynie wody. Pozostałe produkty znajdujące się w ofercie PKP Intercity, jak soki (Hortex/ Mid Europa Partners), piwo (Żywiec/Heineken), czy też woda Kropla Beskidu (Coca-Cola Company) uzyskiwały podobne wyniki. Dlatego zespół aplikacji Pola, z której korzysta już 430 tys. użytkowników, na początku marca wystosował pismo do władz spółki z pytaniem o to, jaką politykę prowadzi w kwestii dobierania produktów do pokładowego menu.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku narodowych linii lotniczych. W oferowanym przez LOT menu ciężko doszukać się polskich produktów. Znajdziemy tam soki Hortex należące do Mid Europa Partners, piwo Heineken czy Cydr Lubelski, którego większościowym właścicielem jest niemiecki Schloss Wachenheim AG. W ofercie znajdziemy też wodę Krystaliczne Źródło będącą częścią koncernu Pepsi. Dlatego do władz LOT-u również skierowano pismo z pytaniem o sposób doboru produktów.

Dla porównania warto przyjrzeć się przewoźnikom w Europie Zachodniej, którzy cenią sobie protekcjonizm znacznie bardziej niż ich polskie odpowiedniki. Deutsche Bahn to grupa niemieckich przedsiębiorstw kolejowych i logistycznych. Ta spółka serwuje swoim pasażerom wyłącznie niemieckie produkty: wodę firmy Adelholzener (Niemcy), Sok od Granini (Niemcy) czy piwo marki Bitburger (Niemcy). Podobną politykę prowadzą brytyjskie linie lotnicze, British Airways serwując Wodę Fever Tree (Wielka Brytania), soki marki Big Tom (Wielka Brytania), czy Piwo Old Speckled (Wielka Brytania). Analogicznie zachowuje się również hiszpański odpowiednik LOT-u, Iberia Express. Pasażerowie tych linii lotniczych mogą zaopatrzyć się w wodę Solán de Cabras (Hiszpania) oraz piwa Mahou i Alhambra- oba z Hiszpanii. Oczywiście w ofercie wymienionych spółek występują także zagraniczne produkty, jednak są niemal tak rzadkie, jak polskie produkty w przypadku LOT-u i PKP.

Powszechnie uważa się, że poszczególne produkty w menu wybierane są w drodze przetargu, co uniemożliwia dobór polskich produktów. Jednak zagraniczni przewoźnicy jakoś sobie z tym radzą i serwują swoim pasażerom wyroby krajowych producentów. W przeciwieństwie do polskich firm zachodni przewoźnicy kierują się dobrem własnym, a nie ideami leżącymi u podstaw Unii Europejskiej.

Unijne prawo nie zabrania nam promowania polskich produktów

Fundamentalnymi zasadami wspólnego rynku, którego częścią jest Polska są: zakaz dyskryminacji oraz zakaz stosowania ograniczeń o swobodnym przepływie towarów i usług. Na gruncie zamówień publicznych powyższe zasady przyjęły formę zakazu dyskryminacji dostawców lub wykonawców ze względu na kraj ich pochodzenia, co oznacza brak możliwości stosowania preferencji narodowych. Powyższe regulacje zostały zaimplementowane do polskiego porządku prawnego za pośrednictwem ustawy z dnia 29 stycznia 2004 r. Prawo zamówień publicznych (Dz.U z 2017 r.poz.1597 z póź.zm.). Zgodnie z powszechną opinią przepis ten zamyka drogę krajowym przewoźnikom do promowania polskich produktów i patriotyzmu gospodarczego.

Jednak przywoływane przepisy zawierają szereg wyjątków. Dla przykładu Polskie Linie Lotnicze LOT S.A. nie są co do zasady podmiotem zobowiązanym do udzielania zamówień publicznych. Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku PKP Intercity S.A., które co prawda jest wprawdzie zamawiającym, udzielającym zamówień sektorowych i zobowiązanym do stosowania Pzp w odniesieniu do największych zamówień, których wartość wynosi 443 000 euro – dla dostaw lub usług, oraz 5 548 000 euro – dla robót budowlanych. Jednakże czynności związane z oferowaniem produktów spożywczych spółka ta realizuje za pośrednictwem spółki zależnej WARS S.A., w której posiada 50,02% udziałów, a pozostałe 49,98% znajduje się w rękach Skarbu Państwa. Tymczasem WARS, podobnie jak linie lotnicze LOT, nie jest zobowiązane do stosowania PZP.

To wszystko oznacza to, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby Polak podczas podróży pociągiem czy samolotem otrzymywał menu wypełnione polskimi produktami. Preferowanie polskich produktów wymaga określenia przez zarządy każdej ze spółek określonej polityki zakupów. Procedury zakupów powinny gwarantować jednak co najmniej taką sama rentowność spółki, jaką osiągała ona wcześniej.

Co teraz? Pozostaje mieć nadzieję, że naciski ze strony społecznej oraz rosnące znaczenie patriotyzmu gospodarczego wśród Polaków przekonają naszych narodowych przewoźników, że narodowość produktów może mieć znaczenie.