Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Konrad Pomianowski  20 stycznia 2018

Bank Anglii poza Londynem? Deglomeracja w służbie małego biznesu według laburzystów

Konrad Pomianowski  20 stycznia 2018
przeczytanie zajmie 7 min
Bank Anglii poza Londynem? Deglomeracja w służbie małego biznesu według laburzystów www.flickr.com/photos/kingstongal/

W 2016 roku w Wielkiej Brytanii założono prawie 660 000 nowych firm, z czego prawie jedną trzecią z nich w Londynie. Całkowita liczba znajdujących się tam „start-upów” dwukrotnie przewyższa zsumowaną ich liczbę w 19 następnych w kolejności miastach! W grudniu opublikowano głośny raport, który diagnozuje poważne bolączki brytyjskiej gospodarki, a jako receptę proponuje… lokalizowanie nowych i przenoszenie części starych instytucji finansowych poza stolicę. To zresztą nie pierwsza taka debata na Wyspach  – niewiele wcześniej analogiczny postulat dotyczący publicznej telewizji przedstawił rząd konserwatystów.

Kiepska dekada brytyjskiej gospodarki?

Spadająca przez dziesięć kolejnych lat produkcja przemysłowa i rzeczywiste wynagrodzenia. Coraz niższy poziom inwestycji. Jeden z najsłabszych w Europie wzrostów wydajności pracy. Rosnące nierówności dochodowe i regionalne. Strumień kredytów wspierający nieproduktywne gałęzie gospodarki. Centralny ośrodek wysysający zasoby z reszty kraju.  Ceny nieruchomości oderwane od rzeczywistości – to obraz brytyjskiej gospodarki, jaki wyłania się z raportu „Financing Investment: Interim Report” stworzonego dla Partii Pracy przez firmę doradczą GFC Economics.

Raport zwraca uwagę na fakt znacznego niedofinansowania produktywnych gałęzi gospodarki brytyjskiej (posługując się terminologią używaną przez Eurostat) takich jak:  przetwórstwo przemysłowe, działalność profesjonalna, naukowa i techniczna, informacja i komunikacja oraz działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca. Według autorów ta sytuacja wynika wprost ze sposobu działania sektora finansowego. Najjaskrawiej widać to na przykładzie celów, na które przeznaczane są udzielane przez banki kredyty.

Firmy działające w czterech wyżej wymienionych obszarach gospodarki tworzą łącznie prawie 29% brytyjskiego PKB. Na koniec trzeciego kwartału 2017 roku udzielone im pożyczki warte były łącznie 5,5% PKB. W tym samym czasie łączna wartość pożyczek udzielona firmom zajmującym się obrotem i wynajmem nieruchomości wyniosła prawie 7% PKB. Ta branża, jakkolwiek potrzebna w zapewnianiu mieszkańcom dachu nad głową, nie może być nazwana produktywną. Jest raczej, co obszernie udowadnia w książce „Rethinking the Economics of Land and Housing” Josh Ryan-Collins, zwykle najczęstszym kierunkiem kapitału spekulacyjnego: zarówno pochodzącego z Wysp, jak i z zagranicy. Nie tworzy to nowych miejsc pracy ani nie rozwija technologii, a podnosi tylko ceny nieruchomości, co daje złudne poczucie rozwoju. Autorzy omawianego raportu mówią wprost, że „priorytety banków są niespójne z dążeniem do zapewnienia brytyjskiej gospodarce wysokiego tempa wzrostu”.

Przekłada się to na bardzo realne problemy. Produkcja przemysłowa w 2017 roku była o 3,8% niższa niż w roku 2000. W obszarze wysokiej technologii spadała w latach 2007-2017 w tempie około 0,4% rocznie, co jest jednym z najgorszych wyników w Europie. Spadki zanotowano w tym samym okresie także w obszarze średnio-niskiej i niskiej technologii (odpowiednio 0,9% i 0,2% rocznie). Jedyny rozwijający się obszar to technologia średnio-wysoka, jednak wzrost wyniósł zaledwie 01,% rocznie. Dodatkowo, poziom inwestycji kapitałowych oraz inwestycji w sprzęt w Wielkiej Brytanii  jest najniższy ze wszystkich krajów G7, a tylko Włochy i Kanada mają niższy poziom inwestycji we własność intelektualną.

W sektorach usług biznesowych i finansowych, z których Wielka Brytania słynie, sytuacja jest lepsza. W latach 2007-2017 odnotowano wzrost eksportu w tych dwóch kategoriach o 60%, z 86 do 138 miliardów funtów. Odpowiada to ponad połowie wzrostu eksportu całego sektora usług w tym okresie (z 159 do 259 milionów funtów), co jest najwyższą wartością w historii. Dodatkowo, w sektorze usług Wielka Brytania może pochwalić się przewagą eksportu nad importem. Jest to warte odnotowania, gdyż w przekroju całej gospodarki problemem Wyspiarzy jest deficyt handlowy. Eksport usług biznesowych i finansowych stanowi ponad 80% nadwyżki w usługach. Jednakże autorzy raportu zwracają uwagę na fakt, iż pogłębiający się ogólny deficyt handlowy przy rosnącej nadwyżce we wspomnianym wyżej obszarze oznacza pogłębianie się różnic dochodowych w społeczeństwie. Dodatkowo zauważają, że silna pozycja Wielkiej Brytanii (a raczej londyńskiego City) może być zagrożona przez rozwój instytucji finansowych z Chin, które najszybciej rozwijają się w obszarze fintech.

Jak to się przekłada na sytuację zwykłego obywatela Wysp? Wyżej wymienione problemy negatywnie wpływają na wynagrodzenia. Na przestrzeni ostatnich mniej więcej dziesięciu lat poziom rzeczywistych zarobków spadł średnio o około 2,6%. Autorzy raportu uważają, że jedynym rozwiązaniem jest powiązanie działalności banków z „prawdziwą”, produktywną częścią gospodarki brytyjskiej.

Gospodarcza centralizacja

Osobnym problemem jest dominacja Londynu i Anglii Południowo-Wschodniej, co prowadzi do dużych nierówności pomiędzy regionami. W stolicy i okolicach obserwujemy koncentrację firm zarówno tych z produktywnych gałęzi gospodarki, jak i tych najszybciej rozwijających się. Dotyczy to większości obszarów nowych technologii takich jak: sztuczna inteligencja, drukowanie 3D, produkcja oprogramowania (software), big data, robotyka, fintech, insurtech czy półprzewodniki. W 2016 roku na Wyspach założono prawie 660 000 nowych firm, z czego prawie jedną trzecią z nich w Londynie. Całkowita liczba znajdujących się tutaj „start-upów” dwukrotnie przewyższa zsumowaną ich liczbę w 19 następnych w kolejności miastach!

Ale nie tylko początkujący przedsiębiorcy najchętniej wybierają stolicę Wielkiej Brytanii jako preferowaną lokalizację swojego biznesu. Facebook otworzył tu pod koniec 2017 roku nowe biuro, a do końca 2018 ma zwiększyć zatrudnienie o 800 osób (do 2300). Google planuje inwestycje w wysokości 1 miliarda funtów. Swoją działalność w obszarze badań i rozwoju w Londynie i Cambridge chce znacząco rozszerzyć również Amazon.

Czynniki wskazywane jako przyciągające inwestycje do Londynu to: dostępność utalentowanej i wykwalifikowanej siły roboczej, normy kulturowe, bliskość centrów podejmowania decyzji politycznych i infrastruktura transportowa. Nie do przecenienia jest też siła przyciągania graczy już obecnych na miejscu. Innymi słowy – Londyn jest zagłębiem firm technologicznych, bo… jest zagłębiem firm technologicznych.

Różnice pomiędzy regionami pogłębia struktura finansowania badań i rozwoju. Całkowite wydatki na ten cel w 2015 roku wyniosły 31,6 miliarda funtów, z czego ponad jedna trzecia przypadła na Londyn i Anglię Południowo-Wschodnią. Źródła finansowania to instytucje rządowe, uczelnie wyższe i biznes.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że skutkiem koncentracji przedsiębiorstw w jednym mieście jest niewspółmierny wzrost cen nieruchomości i wysokości czynszów zarówno mieszkalnych, jak i komercyjnych. Istnieje ryzyko, że w związku z rosnącymi kosztami tempo wzrostu zatrudnienia w Londynie może znacząco spaść. Ceny domów mieszkalnych w Londynie wzrosły w ciągu ostatnich 10 lat średnio o 60%. Przewyższało to znacznie nominalny wzrost tamtejszych płac: to zaledwie 19% w zbliżonym okresie. W październiku 2017 stosunek średniej ceny mieszkania do średniej pensji osiągnął rekordową wartość 14,5 (odpowiednio 496 000 do 34 200 tysięcy funtów) – dla porównania, w Warszawie ten wskaźnik wynosi około 6-7. Na poziomie mikro oznacza to, że otrzymana w pracy podwyżka może nie zrekompensować wzrostu wartości czynszu. Oznacza to faktyczne zubożenie Brytyjczyków. Według opinii części ekonomistów to (z punktu widzenia wartości dodanej –bezproduktywni) właściciele nieruchomości są głównymi beneficjentami wzrostu gospodarczego.

Stworzyć przeciwwagę dla Londynu

W kwestii rekomendowanych rozwiązań autorzy nie są już niestety tak szczegółowi. Jednocześnie zaprezentowane w dokumencie ogólne rekomendacje są warte uwagi.

Pierwszą z nich jest rozwinięcie pomysłu Partii Pracy, która postulowała utworzenie Narodowego Banku Inwestycyjnego (National Investment Bank). Instytucja ta poprzez sieć oddziałów rozlokowanych w całym kraju zapewniałaby finansowanie małych przedsiębiorstw. Dodatkowo, utworzona ma zostać tzw. Rada ds. Inwestycji Strategicznych (Strategic Investment Board). Jej zadaniem miałoby być prowadzenie działań w obszarze badań i rozwoju, ich komercjalizacja oraz koordynacja wymiany informacji pomiędzy zaangażowanymi w proces stronami: instytucjami rządowymi, biznesem, naukowcami, związkami zawodowymi itd. Autorzy raportu proponują, by siedzibą obu instytucji było Birmingham.

Do tego dochodzi postulat ocierający się o małą rewolucję, który w nagłówkach miały brytyjskie media omawiające raport: rekomendacja przeniesienia również do Birmingham, w bliskie okolice wspomnianych dwóch instytucji, niektórych departamentów Banku Anglii. Ewidentną wadą tego pomysłu jest fakt, że w raporcie nie skonkretyzowano niestety, o których departamentach autorzy myśleli.

Według autorów raportu wszystkie trzy instytucje w Birmingham mają działać jako ośrodek odpowiedzialny za politykę gospodarczą kraju. Jego nadrzędnym celem ma być skierowanie strumienia finansowania w kierunku badań i rozwoju oraz produktywnych gałęzi gospodarki. Raport sugeruje również konieczność rozszerzenia roli Banku Anglii, którego głównym celem jest utrzymywanie inflacji na założonym z góry poziomie 2%. Wspomina się w nim o „innych narzędziach”, które miałyby pomóc w tworzeniu miejsc pracy i zwiększaniu poziomu inwestycji i produktywności, jednak niestety znów nie podano przykładów.

Chęć stworzenia pewnego rodzaju przeciwwagi dla dominującego ośrodka, jakim jest Londyn, to z pewnością jeden z ważniejszych wątków raportu. Jest to tym bardziej widoczne, jeśli weźmiemy pod uwagę chęć otwarcia w Glasgow, Cardiff, Belfaście, Newcastle i Plymouth biur regionalnych Banku Anglii oraz Rady ds. Inwestycji Strategicznych. Ten „regionalizm” ma doprowadzić do zwiększenia finansowania przedsiębiorstw lokalnych, a nie tylko tych zlokalizowanych w stolicy.

Według autorów raportu będzie to świadczyć o determinacji rządu (w domyśle – rządu Partii Pracy utworzonego po kolejnych wyborach) w kwestii promowania zrównoważonego geograficznie i społecznie wzrostu gospodarczego. Dodatkowym argumentem przemawiającym za rozproszeniem jest potencjalne rozbudowanie infrastruktury transportowej.

Przed bankiem była telewizja

Raport, poza wartością analityczną, niewątpliwie ma być elementem  komunikacji politycznej Partii Pracy i jest traktowany również jako narzędzie międzypartyjnej walki. John McDonnell, Kanclerz Skarbu w gabinecie cieni sformowanym przez laburzystów, w zasadzie zaraz po publikacji raportu oskarżył Partię Konserwatywną, że to pod jej rządami kapitał w gospodarce brytyjskiej służy głównie do spekulacji na rynku nieruchomości. Część mediów zauważyła – od The Sun począwszy, a na Financial Times skończywszy – że w ostatnich latach Birmingham było bastionem walki Konserwatystów o głosy w regionie, który tradycyjnie popierał Partię Pracy. Od jesieni 2017 roku jest też rozważane jako siedziba Channel 4, publicznego nadawcy telewizyjnego, którego wyprowadzkę z Londynu od jesieni ubiegłego roku postuluje również rząd Torysów.

Postulat deglomeracji urzędów i instytucji publicznych może zatem okazać się naprawdę palącym tematem kolejnej brytyjskiej kampanii wyborczej.