Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartosz Brzyski  9 grudnia 2017

Wigilia z emigracją w tle

Bartosz Brzyski  9 grudnia 2017
przeczytanie zajmie 4 min
Wigilia z emigracją w tle materiały promocyjne

Nie ma jednej emigracji. Za każdym człowiekiem i za każdą rozdzieloną rodziną stoi osobna historia. Takich historii było z końcem zeszłego roku ponad 2,5 miliona. Przynajmniej taką oficjalną liczbę emigrantów podał niedawno Główny Urząd Statystyczny. Skala zjawiska sprawia, że problem ten stanowi doświadczenie, z którym w różnych okresach zetknęła się już większość polskich rodzin czekających na powrót swoich bliskich z obczyzny. O takim ponadpokoleniowym i niemal uniwersalnym doświadczeniu Polaków opowiada w przejmującym filmie „Cicha noc” debiutant Piotr Domalewski.

Kolacja wigilijna to dla chrześcijan moment szczególny. W tradycji polskiej jest tym bardziej doniosły i pełny symboliki, bo poprzedza go przełamanie się opłatkiem i zwrócenie ku najbliższym. Właśnie ten dzień wybrał scenarzysta i reżyser do osadzenia swojej historii.

Powracający do Polski po długiej nieobecności Adam to idealna figura polskich emigrantów, wyczekiwanych przez rodziny ze szczególnym wytęsknieniem właśnie w święta Bożego Narodzenia. Szczęśliwy czas wigilijny i przyjazd bohatera zakłócają jednak bieżące sprawy, z którymi Adam musi się zmierzyć. Powraca bowiem niejako z przymusu. Za główny cel obiera sobie uzyskanie zgody od ojca i rodzeństwa na sprzedaż domu odziedziczonego po dziadku. Chce w ten sposób pozyskać fundusze na otworzenie własnej działalności w Holandii i osiedlenie się tam ze swoją – spodziewającą się dziecka – dziewczyną. Świąteczna atmosfera znika zatem w rogach pokoju, na strychach, błotnistym podwórzu i garażu – wszędzie tam, gdzie Adam prowadzi swoje negocjacje z kolejnymi osobami i obiecuje im spłatę zaciągniętego długu.

Zjawisko, jakie odnajdziemy w „Cichej nocy”, a zarazem u wielu żyjących na peryferiach polskich rodzinach, to faworyzowanie pierworodnego dziecka. Staje się ono nośnikiem nadziei na wyrwanie w przyszłości całej rodziny z biedy. Rodzinnym kapitałem zarządza się zatem w taki sposób, by właśnie pierwsze dziecko miało szanse pójść na studia albo przynajmniej zaczepić się w dużym mieście, by ściągnąć tam młodsze rodzeństwo. Tak Adam ściąga swojego brata Pawła do Holandii, żeby i ten dorobił, i podreperował rodzinny budżet.

Kością niezgody staje się wizja Adama, który pragnie swoją przyszłość związać ze stałą emigracją. Chce zerwać z drogą ojca, nieustannie zawieszonego między ziemią ojczystą, a emigracją. Żal ojca do syna i niewypowiedziane „nie tak Cię wychowywałem” spotykają się z rewanżem Adama i wypowiedzeniem ojcu w twarz: „nie wychowałeś mnie, bo nigdy cię z nami nie było”. Żal syna, ból samotnej matki, gniew ojca rozerwanego między obowiązkiem zapewnienie bytu rodzinie, a potrzebą obecności przy nich – z tych naznaczonych emigrację emocji zbudowany jest film Domalewskiego.

„Cicha noc” to też historia wielopokoleniowej rodziny, która, jak wiele wiejskich rodzin, dotąd rozrastała się „chałupa koło chałupy”, aż w końcu jej udziałem stało zrywanie z tradycją, kulturowymi kodami i myślowymi automatyzmami. Dziadek, ojciec i syn to symboliczne obrazy przeszłości, okresu transformacji i współczesności. Ojciec Adama podjął próbę zerwania z biedą ojca. Adam reprezentuje dojrzałość do wybrania tego, co uważa za najlepsze dla siebie i rodziny, którą chce założyć. Chce zerwać z przywiązaniem do ziemi i kultem ojcowizny. Nie chce, jak ojciec, żyć w zawieszeniu między poczuciem obowiązku, a chęcią życia zgodną ze swoimi wyobrażeniami. To pokazuje jedna z najbardziej przejmujących scen filmu, jakim jest pijacki monolog ojca Adama granego przez Arkadiusza Jakubika. Wypłakuje się synowi, że emigracja była jego sposobem na odzyskanie godności, choć niepełnej, bo bał się zdecydować na emigrację stałą, jak syn. Całe życie walczył tam o materialnie godne życie, a nigdy nie umiał przestać czuć się gorszy jako Polak.

Przy wigilijnym stole mamy wreszcie swoisty obraz transformacji. Jej elementem jest choćby próba zerwania z tradycją dziadków i obecnością wódki na wigilijnym stole. I tak jak w polskiej rodzinie najczęściej rolę osób odpowiedzialnych za wspólne chwile z bliskimi odgrywają żona i matka, tak w „Cichej nocy” walkę z PRL-owską spuścizną dziadka Adama oraz wciąż przepracowującym swoją tożsamość ojcem toczy matka. W tej roli fenomenalnie sprawdza się Agnieszka Suchora, w której oczach i umęczonej twarzy widzimy ból wszystkich tych matek i żon, które nieraz ratowały święta. To takie kobiety chowały butelki z wódką, nieraz harowały same, żeby przygotować wigilijną wieczerzę, i nieraz, tak jak matka Adama, sklejały rodzinę bez ojca, który w tym czasie pracował za granicą. Te kilka scen, kiedy wodzący za alkoholem wzrok  Jakubika spotyka się ze wzrokiem żony, jest udziałem setek rodzin, w których kobiety chciałyby choćby biednie, ale spokojnie przeżyć święta z uśmiechniętą rodziną, a nie awanturującym się mężem i bojącymi się wyjść spod stołu dziećmi. Matka Adama ma w swoich oczach tę cząstkę świętości, którą znajdziemy w oczach tysięcy kobiet dających z siebie wszystko, by uczynić rodzinę lepszą. I tak jak wiele z nich, także ona nie zostaje doceniona.

Piotr Domalewski stara się zamknąć w swojej historii więcej perspektyw, co dla niektórych krytyków było próbą upieczenia wielu pieczeni na tym samym ogniu. Jak na debiutanta udało mu się w sposób niezwykle przekonujący opowiedzieć tak wiele. Przewija się wątek miłości i zdrady, przemocy domowej, słabości, ale i siły kobiet w źle funkcjonujących związkach. Domalewski musiał sobie zdawać sprawę, że sceneria „Cichej nocy” niezwykle przypomina Dom Zły Smarzowskiego i to nie tylko za sprawą obecności w obu tytułach Arkadiusza Jakubika. Samotnie stojące gospodarstwo, błotniste podwórko, powietrze przesycone procentami – analogie nasuwają się same. Jednak dom Adama nie jest domem złym. To dom jak jeden z setek w Polsce, gdzie rodzina jest jak pudło rezonansowe zmian politycznych, gospodarczych i społecznych zawirowań. To dom, który w nierównej walce z rzeczywistością bije się o swoje szczęście.