Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Andrzej Kohut  8 grudnia 2017

Czy Grupa Wyszehradzka urośnie po austriackich wyborach?

Andrzej Kohut  8 grudnia 2017
przeczytanie zajmie 6 min
Czy Grupa Wyszehradzka urośnie po austriackich wyborach? Dragan Tatic, cc, flickr.com

Kiedy upadał Mur Berliński miał zaledwie trzy lata. Dziś ma trzydzieści jeden i może zostać najmłodszym przywódcą politycznym w zjednoczonej Europie. Panie i Panowie, oto Sebastian Kurz z Austrii, polityk, któremu kilka miesięcy wystarczyło, by wywrócić do góry nogami scenę polityczną swojego kraju. Czy Kurz, sceptyczny wobec europejskiej polityki imigracyjnej, wejdzie w sojusz z Orbanem i Kaczyńskim, a Austria dołączy do Grupy Wyszehradzkiej?

Mało tego- Kurz przekonał austriackich wyborców, że szacowna, konserwatywna Österreichische Volkspartei, która do maja tego roku uczestniczyła w rządzącej koalicji, jest teraz zupełnie nową siłą, mogącą wprowadzić radykalną zmianę. Symbolicznie podkreśliła to zmiana barw partyjnych z eleganckiej czerni na dynamiczny, ale i bardziej ekstrawagancki kolor turkusowy.

Najważniejsza zmiana zaszła jednak w podejściu ŐVP do imigracji: złośliwi twierdzą, że Kurz popełnił plagiat, kopiując radykalny program Wolnościowej Partii Austrii (FPŐ), którego popularność w społeczeństwie potwierdziły zeszłoroczne wybory prezydenckie. Strategia okazała się skuteczna i w październiku ugrupowanie Kurza odniosło wyborczy sukces.

Od razu jednak w całej Europie pojawiły się pytania, jak zmiana władzy we Wiedniu wpłynie na przyszłość polityczną kontynentu. Czy Kurz dołączy do Orbana i Kaczyńskiego (a najprawdopodobniej także Babiša) i wzmocni opozycję wobec unijnego planu relokacji uchodźców?  Czy Austria może stać się partnerem dla Grupy Wyszehradzkiej? Na to ostatnie mogłaby wskazywać wypowiedź Heinza-Christiana Strache, lidera FPŐ. A w chwili obecnej FPŐ to potencjalny partner koalicyjny partii Kurza- negocjacje dotyczące utworzenia wspólnego rządu rozpoczęły się tuż po wyborach. Wolnościowa Partia Austrii wielokrotnie podkreślała podobieństwa, jakie łączą ich z rządzącymi w Warszawie i Budapeszcie: zastrzeżenia dotyczące unijnej polityki imigracyjnej oraz dalszej integracji UE. Tylko czy Kurz podziela ten punkt widzenia?

Mediator czy prawicowy radykał?

W odróżnieniu od Heinza-Christiana Strache, Kurz był już członkiem rządu – przez ostatnie cztery lata piastował stanowisko ministra spraw zagranicznych. Jego głównym celem było wtedy przedstawienie Austrii jako łącznika pomiędzy skonfliktowanymi narodami, a Wiednia jako doskonałego miejsca do wypracowania porozumienia. W tym celu został choćby gospodarzem negocjacji dotyczących irańskiego programu nuklearnego; zaprosił także trzydziestu ministrów spraw zagranicznych, by znaleźć sposób na zakończenie kryzysu ukraińskiego.

Z drugiej strony, bardzo stanowczo wypowiadał się o kryzysie imigracyjnym, domagając się zamknięcia szlaku bałkańskiego, zaproponował także kilka restrykcyjnych ustaw dotyczących społeczności muzułmańskiej w Austrii. Nowe przepisy w założeniu miały ograniczyć rozprzestrzenianie się radykalnego islamu. Kurz bronił również Polski i Węgier, kiedy te sprzeciwiły się programowi relokowania uchodźców.

Z tego powodu austriacki polityk jest często postrzegany przez liberalne media w zachodniej Europie jako przeciwnik islamu oraz prawicowy radykał.

Rzeczywiście, niektóre jego propozycje mogą brzmieć podobnie do tych zgłaszanych przez kraje Grupy Wyszehradzkiej, ale widać tu poważną różnicę: duża grupa uchodźców i imigrantów z krajów Bliskiego Wschodu już dziś znajduje się na terytorium Austrii. Sytuacja tego państwa w kontekście kryzysu imigracyjnego bliższa jest tej panującej we Francji, Niemczech czy Holandii od tej w Polsce czy Czechach. Czas zastanowić się nad innym aspektem potencjalnego sojuszu: ponieważ partnerska współpraca musi się opierać na wspólnocie interesów, przyjrzyjmy się czy rzeczywiście można taką zauważyć pomiędzy Austrią, a Grupą Wyszehradzką.

Cztery przeszkody dla współpracy Wiedeń-Wyszehrad

Zacznijmy od strefy euro. Austria od dłuższego czasu posługuje się wspólną walutą, co powoduje, że kraj jest bardziej zależny od najsilniejszych gospodarek europejskich. Także kryzys w strefie euro i problemy Grecji mają na Austrię większy wpływ niż na potencjalnych partnerów z V4, wśród których tylko Słowacja wprowadziła europejską walutę.

Po drugie, ważna jest też kwestia neutralności. Pamiętając o zaangażowaniu Kurza w międzynarodowe negocjacje, musimy mieć świadomość, że dla Austrii- kraju nie należącego do NATO i nie angażującego się w konflikty- zdolność do bycia bezstronnym gospodarzem rozmaitych rozmów międzynarodowych jest jednym z kluczowych atutów w polityce zagranicznej. Pozwala on temu niezbyt dużemu krajowi na odgrywanie istotnej roli w świecie. Zatem nie ma większych szans na zaangażowanie się Austrii w kwestie obronne, tak istotne dla Polski, obawiającej się rosyjskiej agresji. Warto dodać, że potencjalny koalicjant Kurza, Wolnościowa Partia Austrii, jest otwarcie prorosyjska, poparła nawet aneksję Krymu. Problem Polski w kontekście zagrożenia rosyjskiego jest zresztą większy, bo i w Grupie Wyszehradzkiej równie trudno dziś znaleźć nastawionych antyrosyjsko przywódców: Węgrzy współpracują z Putinem, Słowacja od dawna orientuje swoją politykę na Moskwę, a partia, która zwyciężyła wybory w Czechach (ANO) również zapowiada wzmocnienie relacji z Rosją.

Trzecim problemem mogą się okazać różnice gospodarcze: Austria jest rozwiniętym państwem opiekuńczym, podczas gdy kraje V4 wciąż mają przed sobą długą drogę, by upodobnić się do zachodu Europy w kwestii zarobków, świadczeń społecznych, czy jakości infrastruktury.

Różnice dotyczą też stosunku do unijnego budżetu: Austria jest płatnikiem netto, podczas gdy kraje V4 wciąż są jednymi z głównych odbiorców wspólnotowych środków. Podobnie jak w przypadku euro, Kurz więcej wspólnych tematów znajdzie z przywódcami rozwiniętych krajów Zachodu, niż z tymi w Europie Środkowej i Wschodniej.

Czwarta kwestia dotyczy samej Unii Europejskiej. Podczas gdy przywódcy w Budapeszcie i Warszawie mają ostatnio dość burzliwe relacje z Brukselą (wkrótce podobny los może spotkać Pragę), Kurz wciąż prezentuje stanowczo proeuropejską postawę. Już po wyborach potwierdził swoje poparcie dla dalszej unijnej integracji, a także wolę kontynuowania współpracy z Francją i Niemcami. Oświadczył też, że Austria nie dołączy do Grupy Wyszehradzkiej ani żadnego podobnego przymierza, a jej celem będzie podtrzymanie dobrych relacji zarówno ze Wschodem, jak i z Zachodem, bez niepotrzebnego eskalowania napięcia.

W tym momencie nowa Grupa Wyszehradzka, do której należałaby także Austria, wydaje się niemożliwa. Wiedeń wciąż chce pozostać neutralny, niezaangażowany, otwarty na dialog i współpracę z największymi państwami europejskimi.

Jeśli dodamy do tego prezydencję w Unii, którą Austria obejmie w drugiej połowie 2018 roku, antyeuropejski zwrot Kurza wydaje się mało prawdopodobny.

Bruksela i Wiedeń- szorstka przyjaźń?

Jednak podczas gdy intencje Austrii prezentują się klarownie, trudno powiedzieć to samo o Unii Europejskiej. Stanowisko Kurza w sprawie imigracji stoi w sprzeczności ze strategią wybraną przez Angelę Merkel. Sama Merkel jest z kolei bardziej wrogo nastawiona do nowego austriackiego lidera, niż do poprzedniego kanclerza Kerna. Trudno przewidzieć jak ułożą się relacje austriacko-niemieckie, zwłaszcza że wciąż nie wiemy, kto będzie rządził w Berlinie. Rozmowy koalicyjne pomiędzy zwycięską CDU, jej bawarską odnogą CSU, liberałami z FDP i Partią Zielonych nie przyniosły rezultatu, po tym jak liberałowie zdecydowali się zerwać negocjacje. Obecnie możliwe wydają się dwie opcje: odnowiona koalicja CDU/CSU z socjaldemokratami (SPD), albo przedterminowe wybory. Tuż po wyborach SPD wykluczyło możliwość ponownej koalicji, ale groźba ponownych wyborów może nakłonić partyjnych liderów do zmiany zdania. W proces budowania porozumienia zaangażował się prezydent Frank-Walter Steinmeier z SPD, na sformowanie koalicji naciskają też unijni przywódcy. Jeśli presja na SPD okaże się skuteczna i nowy rząd jednak powstanie, prawdopodobnie pojawi się konflikt pomiędzy Niemcami i Austrią, co może popchnąć Kurza w kierunku Orbana i Kaczyńskiego. Wspólna opozycja wobec dominacji Niemiec jest możliwa, zwłaszcza w kwestii polityki imigracyjnej.

Jest jeszcze jeden problem. Sam Kurz ma złą prasę w Europie Zachodniej, ale jest ktoś, o kim pisze się znacznie gorzej: to jego potencjalny koalicjant – Austriacka Partia Wolnościowa. Pozornie może ona przypominać niemiecką AfD, czy holenderską PVV, ale FPŐ ma znacznie dłuższą historię. Założona w latach 50. przez byłych nazistów, jest obecna w austriackiej polityce od ponad pół wieku. Kiedy ostatni raz weszła do koalicji rządowej po wyborach w 1999 roku, wzbudziło to sprzeciw państw Unii Europejskiej i doprowadziło do sankcji wymierzonych w Austrię. Czy istnieje szansa, że ten scenariusz się powtórzy? Unia Europejska rozrosła się od tego czasu i nie jest już tak homogeniczna. Sankcje wymagałyby akceptacji ze strony pozostałych członków UE i dlatego raczej nie zostaną uruchomione – przypadek Polski pokazuje to ponad wszelką wątpliwość. Każda akcja wymierzona w rząd ŐVP-FPŐ zostałaby zablokowana przez Warszawę, Budapeszt, a być może i Pragę. Mogłaby także popchnąć Austrię do zacieśnienia relacji z państwami V4, a to bardzo niepokojąca wizja dla europejskich przywódców.

W Polsce i na Węgrzech politycy partii rządzących będą uważnie obserwować, jak ułożą się relacje pomiędzy nowym austriackim kanclerzem a zjednoczoną Europą. Aby utrzymać poparcie w sondażach, Kurz będzie zmuszony wypełnić przedwyborcze obietnice dotyczące polityki imigracyjnej.

Jeśli Unia Europejska zechce podtrzymać współpracę z Austrią, będzie również zmuszona do zaakceptowania działań Kurza, a więc i złagodzenia stanowiska wobec Polski i Węgier w kwestii uchodźców.

Zwłaszcza, że do listy problemów już wkrótce może dołączyć słynący z anty-imigranckiej retoryki Andrej Babiš. Wydaje się prawdopodobne, że w tej sytuacji UE będzie zdecydowana utrzymać bardziej umiarkowanego Kurza po swojej stronie, by pomógł im w porozumieniu się z krajami Europy Wschodniej. A na to właśnie liczy sam Kurz.

Jednorazowe sojusze, nie stabilny front

Podsumowując: Austria nie dołączy do Grupy Wyszehradzkiej. Zbyt wiele różni ją od krajów tworzących tę inicjatywę. Sam Sebastian Kurz jest temu przeciwny. Jego celem jest utrzymanie Austrii z dala od wewnątrzunijnego konfliktu. Wciąż jednak nie jest jasne, czy to mu się uda, jeśli rzeczywiście dokona zmian w polityce imigracyjnej swojego kraju, wbrew woli czołowych państw Unii. Konflikt wydaje się możliwy, zwłaszcza w kontekście wcześniejszych nieporozumień między Kurzem a Angelą Merkel.

Także koalicja młodego austriackiego polityka z FPŐ budzi wiele wątpliwości w Europie i może doprowadzić do działań wymierzonych w Austrię, co z kolei może wpłynąć na zbliżenie pomiędzy Austrią a V4. Kluczowy wydaje się tu wynik kryzysu koalicyjnego w Niemczech i przyszłości przywództwa w UE. Zatem o ile przyłączenie się Austrii do V4 nie jest prawdopodobne, państwa te mogą współpracować na forum unijnym, zwłaszcza w kwestiach dotyczących uchodźców i imigracji, bezpieczeństwa, wspólnych granic oraz równoważenia niemieckiej dominacji. Trzeba jednak zaznaczyć, że będą to krótkie i celowe koalicje, a nie stabilny, wspólny front.