Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Szymon Hennel  23 czerwca 2017

„Make Europe great again”. Polityczne plany prezydenta Macrona

Szymon Hennel  23 czerwca 2017
przeczytanie zajmie 5 min
„Make Europe great again”. Polityczne plany prezydenta Macrona www.flickr.com/photos/vfutscher/

Emmanuel Macron zgarnął pełną pulę. W niedzielnych wyborach do prezydenckiego fotela dorzucił stabilną parlamentarną większość. Teraz czas na realizację kampanijnych obietnic, które mogą sporo namieszać. Nie tylko we Francji, ale także na arenie europejskiej.

„Wielki psuj” francuskiej polityki

Nowy gospodarz Pałacu Elizejskiego zdążył już sporo namieszać – na razie dokonując poważnego przemeblowania wśród ustabilizowanego od kilkudziesięciu lat partyjnego establishmentu Francji. Jego naprędce zmontowana partia La République en marche! (Republika Naprzód!) zdobyła 300 z 577 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym i wraz z 41 deputowanymi koalicyjnego MoDem-u (Ruchu Demokratycznego) zapewniła sobie w niedzielę spokojne rządzenie bez konieczności kohabitacji. Sukces tym większy, że francuski system okręgów jednomandatowych premiuje partie o silnych strukturach lokalnych, na których budowę Macron naturalnie nie miał czasu.

Nowy prezydent najpierw „wywrócił polityczny stolik” na prawicy. Desygnując na premiera Edouarda Phillipe’a- nieznanego w skali kraju, ale mogącego się pochwalić lokalnymi sukcesami mera Hawru, doprowadził do rozłamu wśród Republikanów, którzy podzielili się na obóz zwolenników Macrona i przeciwnych mu konserwatystów. Macron osłabił także Partię Socjalistyczną, odbierając jej część elektoratu, choćby powołując na ministra ekologii i spraw socjalnych Nicolasa Hulota, popularnego fotoreportera i działacza ekologicznego, który odmawiał już Jacquesowi Chiracowi i François Hollande’owi.

Dorzucając do tego rosnącą siłę Frontu Narodowego na prawicy i Francji Niepodległej Jeana-Luca Melenchona na lewicy dostajemy pełny obraz dezintegracji francuskiej sceny politycznej dotychczas rozgrywanej przez Republikanów i Partię Socjalistyczną.

Teraz kiedy wyborczy kurz już opadł, przyjdzie jednak czas na polityczną prozę. Przed Macronem prawdziwe wyzwanie – realizacja szumnych zapowiedzi z kampanii. Wyzwanie tym większe, że nowy prezydent nie będzie mógł szukać łatwych wymówek- w końcu w jego rękach pełnia politycznej władzy.

Na prezydenckim celowniku: rynek pracy, emerytury, ubezpieczenia socjalne

Lekcję pokory nowy gospodarz Pałacu Elizejskiego zdążył już odebrać w rządzie prezydenta Hollande’a, gdzie kierował polityką gospodarczą. Ze względu na słabość i brak społecznego poparcia obozu rządzącego Macron nie mógł pozwolić sobie na wiele. Lider En Marche! poczynił drobne posunięcia w kierunku liberalizacji gospodarki: rozszerzył obszary kraju, w których praca jest dozwolona w niedziele oraz doprowadził do zniesienia ścisłych ograniczeń uniemożliwiających eksploatację długodystansowych linii autobusowych. Późniejsza reforma prawa pracy wprowadziła bardziej istotne zmiany: zwiększyła maksymalny czas pracy w trybie nadgodzinnym z 44 do 46 godzin, pozwalając także na określenie ich wynagrodzenia niezależnie od ustaleń branżowych. Artykuł zezwalający na rozwiązanie umów o pracę z przyczyn ekonomicznych, do tej pory rzadko stosowany, został uzupełniony o listę konkretnych warunków, jak na przykład spadek zysku przez dwa kolejne trymestry w firmie zatrudniającej od 11 do 49 pracowników.

Jako prezydent Macron chce iść dużo dalej. Ogłosił niedawno plan wprowadzenia trzech dużych reform już przed końcem 2018 roku.

Reforma prawa pracy umożliwi porozumienia zbiorowe na poziomie pojedynczych firm, a nie jak do tej pory całych branż, połączy i uprości organy przedstawicielskie pracowników oraz ograniczy odszkodowania wypłacane w razie niesłusznego zwolnienia z pracy. W realiach francuskich są to ogromne i radykalne zmiany. Druga zapowiadana reforma ma wprowadzić nowe pojęcie ubezpieczeń socjalnych, z których będą mogli korzystać wszyscy pracujący Francuzi, również ci wykonujący zawód na własny rachunek. Macron pragnie w ten sposób wesprzeć przedsiębiorczość, a zwłaszcza zachęcić Francuzów do tworzenia ryzykownych startupów. Dziś zasiłki dla bezrobotnych przysługują jedynie pracownikom najemnym, a osoby pracujące na własny rachunek muszą się ubezpieczyć się przed utratą dochodu prywatnie. Trzecia reforma to kompletna przebudowa systemu emerytalnego, w którym istnieje obecnie 36 niezależnych trybów i kas. Główną ideą zmian jest  sprowadzanie wielu równolegle działających mechanizmów do jednego, co doprowadzi przede wszystkim do uśrednienia emerytur bez względu na zawód. Z obecnej różnorodności systemów największą korzyść czerpią akurat ci, którzy strajkiem najefektywniej mogą zablokować kraj, czyli pracownicy firm państwowych zajmujących się energią elektryczną i koleją. Prezydent Francji spotka się więc z pewnością z bardzo poważnym oporem „ulicy”.

„Make (smaller) Europe great again”

Na arenie europejskiej prezydent Macron będzie z całą pewnością bardziej aktywny od swojego poprzednika. Z jednej strony przeciwny niemieckiej polityce oszczędności, z drugiej przychylny polityce akceptującej wielokulturowość i imigrację (co będzie się wiązać ze zwiększonymi naciskami na Polskę w sprawie relokacji uchodźców).

Celem polityki europejskiej Macrona będzie nowe integracyjne otwarcie. Niestety częściowo w mniejszym gronie. Głównym założeniem prezydenta Francji jest bowiem wprowadzenie wspólnego budżetu dla państw strefy euro pod nadzorem unijnego ministra finansów. W kwestii tej niewątpliwe spotka się ze stanowczym sprzeciwem ze strony kanclerz Angeli Merkel i jej ministra finansów Wolfganga Schäuble, ale może liczyć na poparcie niemieckich Zielonych i części SPD.

Macron chce pójść jednak jeszcze dalej: postuluje wprowadzenie europejskich norm dotyczących ubezpieczeń społecznych, minimalnej płacy oraz prawa do zasiłku dla bezrobotnych, w celu ujednolicenia tych świadczeń przy uwzględnieniu poziomu gospodarczego pojedynczych państw.

Prezydent Francji jest także zwolennikiem europejskiego protekcjonizmu – do unijnego rynku dostęp miałyby tylko te przedsiębiorstwa, które co najmniej połowę produkcji zlokalizowałyby w UE. Takie rozwiązanie wiązałoby się ze stworzeniem nadzoru inwestycji zagranicznych w Europie.

Symbolika także ma znaczenie. Nowy prezydent Francji w dniu swojego zaprzysiężenia, w trakcie parady wybrał do podróży pojazd wojskowy zamiast używanego przez poprzedników auta cywilnego. Nie dziwi więc, że trzecia sfera pogłębionej integracji miałaby dotyczyć polityki obronnej i wojskowości. Macron postuluje stworzenie  unijnego funduszu, z którego miałby być finansowany zakup wspólnie używanego sprzętu produkcji europejskiej. Bliski mu think tank Institut Montaigne podaje, że do tego programu miałyby przystąpić państwa ramowe Eurokorpusu. Takie rozwiązanie pogłębiłoby współpracę militarną państw UE i wzmocniło potencjał europejskiego rynku zbrojeniowego, rozszerzając również koncepcję Eurokorpusu w perspektywie stworzenia samodzielnej armii europejskiej. Prezydent Francji chce także stworzyć naczelne dowództwo europejskie niezależne od NATO oraz europejską radę bezpieczeństwa o roli doradczej, złożoną z żołnierzy, dyplomatów i pracowników służb specjalnych, której organizacja i tryb pracy na razie nie zostały sprecyzowane.

Wszystkie oczy na Paryż

Emmanuel Macron wygrał wyścig do Pałacu Elizejskiego, bo potrafił Francuzom, zmęczonym zasiedziałym partyjnym establishmentem, zaproponować wiarygodny kompromis między nowymi twarzami a doświadczeniem.

Jego ambicje są duże, a część Francuzów wierzy, że Macron jest ich ostatnią szansą na odzyskanie stabilności gospodarczej i prestiżu w Europie. Dla Polski ta walka może skończyć się wypchnięciem do „Europy B”. Nie zmienia to faktu, że warto spoglądać na Paryż, który może w istotnym stopniu wpłynąć na przyszły kształt Unii Europejskiej.