Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Michał Kłosowski  29 października 2016

Czego nie wiemy, czego się boimy

Michał Kłosowski  29 października 2016
przeczytanie zajmie 7 min
Czego nie wiemy, czego się boimy upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/

O terrorystach, którzy błyskawicznie opanowali tereny Iraku i Syrii, wiemy tyle, ile słyszymy z mediów. W przekazie tym więcej jest niestety strachu i niedopowiedzeń niż rzetelnej wiedzy i faktów.

Ponad miesiąc temu brytyjska bulwarówka „The Sun” opublikowała wywiad z szefem Interpolu, który stwierdził, że „islamiści z Deash przygotowują się do spektakularnych akcji w Europie”. Słowa te natychmiast podchwycili polscy dziennikarze (m.in. Onet.pl) i w wielu mediach, zwłaszcza na portalach społecznościowych, pojawiły się alarmujące newsy: strzeżcie się, terroryści u bram Europy.

Takie treści publikowane są zresztą co jakiś czas w mediach na całym świecie. Całkiem niedawno ten sam „The Sun” informował, że „co piąty muzułmanin na Wyspach wyraża sympatię dla dżihadystów”. Na słowa te ostro zareagowała społeczność muzułmańska w Wielkiej Brytanii, a publikacją zajął się Independent Press Standards Organisation (IPSO), monitorujący standardy informacji w brytyjskiej prasie. Wiele z podobnych doniesień opiera się nie tyle nawet na słabych przesłankach, co na strachu, a często – jak materiały przedrukowywane z „The Sun” – są dziennikarską manipulacją, mającą przyciągnąć uwagę i zwiększyć popyt na dane medium. Wzrastająca przy okazji liczba książek, opracowań i reportaży dotyczących tematu powinna cieszyć, gdyż im lepiej poznamy zagrożenie, tym łatwiej będzie je zażegnać.

Żyjemy w czasach ostatecznych

Świat, w którym porusza się osoba zaangażowana w islamski dżihad, jest praktycznie niemożliwy do zrozumienia dla człowieka wyrosłego w kulturze zachodniej. Rzeczywistość ta nie bazuje bowiem na logice, krytycznej czy realistycznej ocenie, a na poczuciu doznanej krzywdy i specyficznie pojętej misji, której ostateczny cel zostaje umieszczony w świecie transcendentnym; poczuciu życia w czasach ostatecznych, które ponad tysiąc lat temu miały zostać objawione Mahometowi.

Stąd zarówno ziemska rzeczywistość, życie czy historia są dla dżihadystów wyłącznie narzędziami służącymi realizacji celu: poświęcenia doczesności na rzecz niejasno zdefiniowanej przyszłości transcendentnej, będącej swoistą nagrodą za męczeńską śmierć. Bez względu na koszty i ofiary.

Spośród wielu wydanych w ciągu ostatnich lat książek dotyczących ISIS i islamu wymienić można zaledwie kilka, które warte są polecenia. Kluczem wydaje się być tu przyjęta metoda obserwacji uczestniczącej, czyli po prostu badaniu zjawiska z bliska. Częstym błędem popełnianym przez piszących jest poddanie się romantyzmowi Bliskiego Wschodu, jego czarowi i opisywaniu zjawiska muzułmańskiego radykalizmu przez ten pryzmat. Wielu autorów bazuje albo na informacjach niesprawdzonych albo zmanipulowanych: od pewnego czasu terroryści mistrzowsko opanowali język mediów i propagandy, przez co potrafią kreować rzeczywistość w mediach społecznościowych, która potem trafia do wydań największych gazet i stacji telewizyjnych. Fałszywa rzeczywistość medialna jest jedną z broni radykalnych islamistów.

Po serii czytelniczych wpadek udało mi się trafić na dwie interesujące i dopełniające się pozycje dotyczące problemu tzw. ISIS i islamskiego terroryzmu: Michaela Weissa i Hassana Hassana ISIS. Wewnątrz armii terroru oraz Jürgena Todenhöfera ISIS od środka. 10 dni w Państwie Islamskim. Zwłaszcza w drugim przypadku mówimy o publikacji wyjątkowej, autorowi udało się bowiem wniknąć bezpośrednio w szeregi organizacji. Umożliwiło to stworzenie wnikliwego opisu z pierwszej ręki, przedstawiającego mechanizmy powstania i działania tzw. Państwa Islamskiego.

Wakacje w Państwie Islamskim

Prace Weissa, Hassana i Todenhöfera są wobec siebie komplementarne. Umożliwiają zrozumienie mechanizmów (Todenhöfer), stojących za organizacją nazywaną ISIS (ew. IS, ISIL, Daesh) również dzięki zbadaniu historii i kulisów jej powstania (Weiss, Hassan). Po pierwsze, na uznanie zasługuje szerokie spektrum problemowe i wiele szczegółowych informacji. Zwłaszcza w przypadku pierwszej, Wewnątrz armii terroru robi wrażenie chociażby liczbą przypisów i wykorzystanych źródeł (ponad 200 na nieco ponad 300 stron!). Jest to bardziej opracowanie historyczne, poświęcone rozwojowi ruchów terrorystycznych w Iraku i Syrii aż do ich niemal całkowitego przekształcenia się w strukturę zarządzaną przez samozwańczego kalifa Abu Bakra al-Bagdadiego, obecnego szefa Daesh.

Po drugie, przyjęta metoda. Autorzy nie „ślizgają się” po temacie, wskazują na związki przyczynowo-skutkowe i nie boją się stawiać śmiałych tez. Podkreślają na przykład rolę handlu ropą i zysków z niej w kontekście rozwoju islamskiego terroryzmu, który opanowawszy najważniejsze linie przesyłowe surowców energetycznych prowadził grę z największymi ich odbiorcami, którym zależało na utrzymaniu ciągłości dostaw. Wskazują na rolę krajów Zatoki, zwłaszcza Arabii Saudyjskiej i Kuwejtu, w promowaniu i wspieraniu radykalnej wersji islamu.

W tym kontekście niezwykle ciekawa jest rola Saudów, którzy w białych rękawiczkach, za pomocą radykalnych popleczników w Syrii, Iraku i innych państwach regionu prowadzą grę o przywództwo w świecie arabskim z Iranem.

Niezwykle ważne jest podkreślenie i naświetlenie absolutnego zaniedbania i indolencji administracji prezydenta Busha, zaprzepaszczającego wszystkie możliwe okazje na rozwiązanie sytuacji i uniknięcie rozwoju terrorystycznego kataklizmu, z którym mamy do czynienia dzisiaj. Cała opowieść, z jej mozaiką wątków pokazuje, że rozwój Daesh jest tak naprawdę konsekwencją konfliktu wewnątrz samego islamu – konfliktu, który powstał w wyniku zderzenia ze światem Zachodu, globalizacją i konsumpcjonizmem.

Autorzy Wewnątrz armii terroru rozmawiają też z samymi bojownikami, tam na miejscu, jak i z ekspertami z Białego Domu. Imponuje dostęp do źródeł i język, którym operują. Nie dają jednak jasnej odpowiedzi na pytanie: „Jak to się stało, że na Bliskim Wschodzie wyrosło ISIS?”. Wskazują możliwe scenariusze, analizują, pozostawiając czytelnika z własnymi myślami – najczęściej wściekłością na decydentów, którzy po lekturze jawią się jako winowajcy obecnego stanu rzeczy.

Jürgen Todenhöfer, autor drugiej książki, nie jest historykiem. To rasowy dziennikarz, Niemiec i, jak sam się nazywa, chrześcijanin, który jako pierwszy człowiek Zachodu przekroczył i wrócił przez granicę Daesh. Na wyprawę zabrał swojego syna i jego kolegę, zupełnie jakby jechali na wczasy. I trochę tak się tę książkę czyta, jak opis rodzinnego wyjazdu, gdzie przez pierwsze dni człowiek obżera się frykasami do syta, ale piątego czy szóstego dnia ma już dość. Okazuje się, że rację mieli koledzy, którzy odwiedzili już kurort Sharm el Szejk, a którzy przed wyjazdem ostrzegali autora: nie jedź, tam jest jak wszędzie, tylko gorzej. Warstwa języka i opisu nie zmienia jednak faktu, że to pouczająca lektura. Opis „wakacji w Państwie Islamskim”, bo taki tytuł mogłaby mieć tak książka, poprzedza bowiem wstrząsający fragment rozmów z bojownikami Daesh, na podstawie których łatwo wskazać, w jakim stopniu zmącony został ich osąd i zaburzone zostało rozumowanie przyczynowo-skutkowe.

Niezwykle istotne jest też to, że Todenhöfer rozmawia z wieloma europejskimi i amerykańskimi bojownikami, pyta o motywacje i opowiada ich historie. W rozdziale Na czacie z terrorem znajdują się opowieści o Salimie, trzydziestoletnim dżihadyście z Frankfurtu, który „w Niemczech popełnił wiele głupstw, które chce naprawić w Syrii” i chce stać się „dobrym człowiekiem”. Pojawia się tam historia Abu Qatady, pełnym radykalizmu młodym Niemcu z Zagłębia Ruhry,  opowiadającym w Internecie przerażające historie, który na żywo okazał się zaniedbanym, otyłym człowiekiem z przetłuczonymi włosami. Mamy wreszcie do czynienia z historią Jihady Johna, „słynnego terrorysty”, który, jak okazało się po powrocie Todenhöfera do Niemiec, asystował autorowi przez całą podróż po terenach IS, będąc jego szoferem. Opowieści te łączy jedno: w każdej z rozmów autor stara się dowiedzieć, co kierowało rozmówcami, gdy dokonywali wyboru Państwa Islamskiego.

Całość kończy zaadresowany do samozwańczego kalifa list, w którym autor popisuje się wiedzą na temat Koranu, krótko punktując odstępstwa ISIS od tego, co głosił Mahomet i wprost nazywa dżihadystów twórcami państwa „antyislamskiego”, gdzie zasady tej religii zostały wypaczone w niezwykle brutalny, ale i cyniczny sposób po to, by znaleźć usprawiedliwienie dla osobistych frustracji jego twórców i czynionego przez nich zła.

Chodzi o „coś więcej”

Jeszcze sto lat temu uważano, że islam stracił żywotność i energię; że jako zbiór reguł i formuł konstytuujących życie jest martwy. Sądzono, że religia ta zepchnięta na pustynne i niegościnne tereny jest bezpowrotnie stracona. Wtedyna świecie zaczął triumfować modernizm, społeczeństwa prąc ku przyszłości zatraciły w tym pędzie historię i wartości. Przypomniano sobie też o islamie, religii kultywowanej w bliskowschodnich wioskach, w bezpiecznej odległości od szaleńczo pędzącego świata. Modernizm, „zachodni styl życia” stał się wrogiem islamu. Autorzy obu pozycji nie wprost wskazują, że Państwo Islamskie powstało po to, by stanąć w poprzek współczesnemu światu.

W materiałach o Daesh, zawartych w obu książkach najbardziej wstrząsające są wyznania europejskich jego zwolenników: znudzonych życiem, poszukujących „czegoś” więcej. Ludzie ci zepchnięci zostali na margines, wykluczeni z ogólnoświatowej modernizacji, brutalnie kopnięci i odtrąceni przez współczesną ekonomię i prawo. Teraz, tworząc ISIS, chcą się odegrać, zemsta stała się treścią ich życia.

„Państwo Islamskie” daje im możliwość i narzędzia – strach i terror – którymi mogą walczyć o inny świat. ISIS staje w poprzek współczesnemu światu zarówno na poziomie idei, jak i polityki. Powstanie i funkcjonowanie tej organizacji czytać trzeba przez pryzmat procesów dziejowych, które miały miejsce w XIX i XX wieku, a zwłaszcza kolonializmu oraz „kryzysu idei”, jaki przeżywa właśnie zachodni świat.

Kiedy po rozpadzie Imperium Osmańskiego w 1916 roku podpisano porozumienie Sykes-Pikot Bliski Wschód podzielono na dwie części: brytyjską i francuską. Podział ten po raz pierwszy zakwestionowało właśnie Państwo Islamskie wykorzystując wojnę domową w Syrii. Oto koniec zachodniego panowania na naszych terenach – powiedziano wtedy głośno, my tworzymy nowy świat – zakrzyknięto. Odtrąconym i pominiętym Państwo Islamskie dało też alternatywę, na poziomie idei wykorzystując zwłaszcza dwie najważniejsze. Wolność, która jest wtedy, kiedy żadna ziemska rzecz nie zniewala muzułmanina (ale jest w porządku, kiedy to muzułmanin kogoś zniewala). Śmierć, która jest nieważna. To nic takiego, a jeśli zginiesz dobrze, zostaniesz nagrodzony (ale ci, których zabijesz nie). Oczywiście, żadna z nich nie jest alternatywą realną. To alternatywa zła, zła które przybrało formę instytucjonalną.

W teorii mówi się, że podstawą komunikacji jest informacja. Komunikat ma zawsze nadawcę i odbiorcę. Trzydzieści lat temu zamachy terrorystyczne były komunikatem. Skierowane były do decydentów, skierowane były do władz i elit. Miały swoją treść, co nie jest żadnym usprawiedliwieniem, celem działania było jednak wywarcie presji, zmuszenie do działania: uwolnienia więźniów, wypłaty pieniędzy. Dziś, w erze komunikacji masowej, również terror stał się masowy. Nieważne, czy czynu dokona niezrównoważony psychicznie nastolatek czy alkoholik, którego zdradziła żona. Nieważne, czy odkręci butlę z gazem, czy wejdzie do sklepu z nożem. ISIS chętnie podpisze się pod każdym. W połowie 2014 roku rzecznik prasowy Daesh wystosował list do muzułmanów na całym świecie. Negując zachodnie wartości (antymodernizm) zwrócił się z prośbą o dokonywanie zamachów (komunikat masowy). W ten sposób zło stało się medialnym spektaklem.

Jürgen Todenhöfer, „ISIS od środka. 10 dni w Państwie Islamskim”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2016.