Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Grzegorz Lewicki  22 września 2016

Pokemon GO to dopiero początek

Grzegorz Lewicki  22 września 2016
przeczytanie zajmie 3 min
Pokemon GO to dopiero początek www.flickr.com/photos/sadiediane/

Choć fala fascynacji grą Pokemon Go opadła, wpływ tzw. rozszerzonej rzeczywistości na świat będzie przybierał na sile i coraz więcej usług będzie realizowanych na styku dwóch  rzeczywistości. Równoległość tych dwóch światów powoduje jednak, że nieuniknione są poważne konflikty, dlatego konieczne jest uwzględnienie relacji pomiędzy nimi w systemach prawnych.

Fascynacja rozszerzoną rzeczywistością (augmented reality, AR), czyli sprzężeniem realności ze światem generowanym komputerowo, zmienia naszą cywilizację. Konsekwencje tego mariażu są jak najbardziej realne, a działania ludzi w świecie wirtualnym mogą mieć bardzo poważne skutki w tym prawdziwym ‒ i odwrotnie. Jaskrawym przykładem jest  gra „Pokemon Go”, która spowodowała już ofiary śmiertelne w wyniku wypadków samochodowych, upadków z klifów czy zastrzelenia po wtargnięciu w nocy na czyjąś posesję.

Ten ostatni przypadek, który miał miejsce w Gwatemali, rodzi mnóstwo pytań natury prawnej. Czy niewinna zabawa byłaby okolicznością łagodzącą, gdyby chłopcy szukający Pokemonów przeżyli i zostali aresztowani za wejście do czyjegoś domu? Czy producent potrzebuje zgody właściciela posesji na umieszczenie tam aren dla Pokemonów i innych obiektów przyciągających ludzi? A jeśli tak, to czy nie powinien za to płacić? Więcej, czy wydawca nie powinien ponieść odpowiedzialności za to, że zaprojektował grę, która może zachęcać do łamania prawa? Albo za to, że umieszcza strategiczne zasoby gry w niebezpiecznych miejscach, takich jak np. squaty dla kryminalistów i narkomanów?

Na razie producent przerzuca całą odpowiedzialność na użytkowników, którymi jednak często są niepełnoletnie dzieci, nie zawsze świadome konsekwencji swych działań. Wobec braku regulacji dotyczących cyfrowej nadrzeczywistości kościołowi w Juracie, będącemu jednym z punktów szkolenia Pokemonów, czy gdańskiemu lotnisku Rębiechowo pozostało tylko apelowanie o niezakłócanie porządku.

Wydaje się, że jednym z możliwych rozwiązań jest wymuszenie na twórcach usług korzystających z technologii AR wykorzystania dostępnych już technik, które umożliwiają weryfikację statusu rzeczywistej przestrzeni. Wobec trudności technicznych związanych z precyzyjnym sprawdzaniem całego globu jednym z możliwych do zastosowania rozwiązań jest wykorzystanie algorytmu aproksymacyjnego (który umożliwia weryfikację automatyczną lub półautomatyczną) albo sięgnięcie po program minimum, czyli wprowadzenie możliwości zgłaszania miejsc, w których interakcja dwóch światów rodzi konflikty. Wreszcie ustawodawca mógłby wymusić, podobnie jak ma to miejsce w przypadku sprzedaży artykułów nikotynowych, aby użytkownicy usług AR otrzymywali informacje, że ponoszą realne ryzyko.

Oczywiście prawne problemy AR czy też w pełni wirtualnej rzeczywistości (virtual reality, VR) w przyszłości nie będą dotyczyć tylko branży rozrywkowej, ale wszystkich zastosowań AR, gdzie w grę wchodzi prywatność, prawa intelektualne, bezpieczeństwo czy dostęp do informacji.

Prawnik Brian Wassom w pracy „The Coming Conundra: Real Laws in an Augmented Reality” rozważa różne zastosowania AR, od pływających w powietrzu powierzchni reklamowych, aż po zastosowanie okularów VR w procesie sądowym. Na ile inwazyjne mogą być przysłaniające nam realny świat reklamy? Jak szczegółowe mogą być dowody w sądach, jeśli mają postać zapisu, modelu lub trójwymiarowej rekreacji momentu zabójstwa? Z realistycznym dźwiękiem, obrazem i możliwą do odtworzenia perspektywą wszystkich uczestników?

Wobec braku regulacji obecnie w stosunku do „nadrzeczywistości” obowiązuje zasada nullum crimen sine lege ‒ co nie jest zabronione, jest dozwolone, a co nie jest nakazane, nie musi być wprowadzane w życie. O tym, że uregulowanie tego obszaru może jednak prowadzić do korzystnych z perspektywy jednostek zmian, pokazuje historia z „prawem do bycia zapomnianym“ i wyszukiwarką Google. Po długiej batalii prawnej rozpoczętej przez osobę prywatną Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł 13 maja 2014 roku, że w uzasadnionych przypadkach człowiek ma prawo do wymazania z wyników wyszukiwania Google pewnych informacji na swój temat, choć prawnicy firmy do końca walczyli z orzeczeniem. Warto dodać, że po uruchomieniu tej możliwości pracownicy przetwarzający podania o usunięcie danych informowali, iż otrzymują nawet 20 wniosków na minutę.

Ta historia każe przypuszczać, że podobne batalie prawne czekają nas w związku z rzeczywistością rozszerzoną. Tym bardziej, że prawo musi rozwijać się wraz z rozwojem technologii. A wraz z postępem ewolucji człowiek zaczyna tworzyć całe wirtualne światy. Tak samo jak nasz świat materialny potrzebują one zasad, by nie popaść w chaos. Najwyższy czas, aby prawnicy wzięli nadrzeczywistość na poważnie.

Artykuł ukazał się pierwotnie na stronie Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.