Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Grzegorczyk  15 września 2016

To musiało się tak skończyć

Paweł Grzegorczyk  15 września 2016
przeczytanie zajmie 3 min

Minister Skarbu Państwa Dawid Jackiewicz został zdymisjonowany, ponieważ – zdaniem premier Beaty Szydło – „wypełnił swoje zadanie” i wcale nie ma to nic wspólnego z sytuacją, do jakiej doprowadził w spółkach Skarbu Państwa. 

Trzy obrazki z ostatniego tygodnia. 

„Stopień bezhołowia, „terazkurwamywstwa’” i skoku na stanowiska, podsypywanego sowitymi apanażami jest podobno niewiarygodny. Bidoki, które przez lata kręciły się wokół partii władzy i inni, którzy pojawili się tuż po wygranych wyborach, zachowują się jak panowie w udzielnych księstwach” – napisał tuż po zakończeniu Forum Ekonomicznego Wojciech Mucha. Zdaniem dziennikarza Gazety Polskiej Codziennie „ludzie, którzy dotąd klepali bidę, a dziś zarabiają po kilkadziesiąt tysiąc miesięcznie, ani myślą o reformach”.

Bartłomiej Misiewicz, szef gabinetu ministra Antoniego Macierewicza i rzecznik prasowy MON został członkiem rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Misiewicz nie zdążył zrobić kursu dla członków rad nadzorczych. Okazuje się, że nie może pełnić tej funkcji także dlatego, że nie posiada zgodnego z wymogami wyższego wykształcenia. Nie ma to jednak większego znaczenia dla jego przełożonego, który zmienia statut Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Kilka tygodni wcześniej 26-letni współpracownik Antoniego Macierewicza otrzymał z rąk samego ministra – także nie bez kontrowersji – Złoty Medal „Za Zasługi dla Obronności Kraju”. 

W poniedziałkowym Newsweeku ukazał się okładkowy tekst Michała Krzymowskiego „Praca dla swoich”, w której autor przytacza historie osób, które jeszcze wczoraj były szeregowymi działaczami w strukturach powiatowych PiS, a dziś robią kariery w energetyce, przemyśle zbrojeniowym i dyplomacji. Oto jedna z nich Violetta Mackiewicz-Sasiak, pielęgniarka w Domu Pomocy Społecznej, od kilku lat kierująca kołem partii w Redzie i Klubem „Gazety Polskiej” w Wejherowie, w marcu tego roku zostaje członkiem rady nadzorczej firmy Energa Operator – jednej z 58 spółek kontrolowanych przez gdańską Energe. Gdy lokalne media zaczynają drwić z tej decyzji, działaczka odpowiada na łamach regionalnego portalu: „Dziesiątki spotkań, pikiet, koncertów, manifestacji, wystaw, zlotów patriotycznych, demonstracji, wyjazdy na Węgry i organizowanie ruchu kontroli wyborów – to mój szlak bojowy walki o prawdę, dobre imię Polski i sprawiedliwość społeczną (…). Dziwię się ludziom, którzy nie szanują zawodu pielęgniarki. No cóż, nie mam na te prześmiewcze komentarze wpływu. Będąc tyle lat w PiS, można się uodpornić na przemysł pogardy (…). Niech tam sobie ujadają, ich prawo. Co do profesjonalizmu w branży energetycznej, powiem tak. Wiedza jest potrzebna, jest nabyta, ale żadnego pożytku z niej nie będzie, jeśli człowiek nie przestrzega elementarnych zasad uczciwości, honoru. Autorami wszystkich afer w Polsce są przecież ludzie z wysokimi kwalifikacjami. Z jednym tylko wyjątkiem, który mianowany został Mędrcem Europy. To polski prezydent o pseudonimie Bolek, z zawodu elektryk. (…) Jeśli elektryk może rządzić krajem, to pielęgniarka może być członkiem rady nadzorczej”. 

Możemy mówić o czterech powodach dymisji Jackiewicza, które wzajemnie się nie wykluczają, a są wręcz komplementarne. Po pierwsze, walka z medialnym wizerunkiem partii, która rozdaje stanowiska w spółkach Skarbu Państwa szeregowym członkom swojego ugrupowania bez kompetencji. Po drugie, walki frakcyjne i pozbycie się niewygodnego ministra, który w szybkim czasie zyskał duże wpływy polityczne. Ten argument wydaje się najbardziej prawdopodobny. Po trzecie, próba ograniczenia dotychczasowych praktyk, które stały się już bardzo powszechne, czyli argumentacja z porządku etycznego. Wreszcie, misja Jackiewicza rzeczywiście mogła dobiec już szczęśliwego końca, a reszta zadań związanych z „wygaszeniem” ministerstwa została przekazana ministrowi Kowalczykowi, choć wydaje się to najmniej prawdopodobne. 

Od dziś zacznie się kolejna karuzela stanowisk. Powinniśmy uważnie się temu przyglądać. Sens w tym, czy pani Violetta i osoby jej pokroju nadal będą zasiadać w kierownictwie spółek Skarbu Państwa.