Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Marek Trojan  10 września 2016

I Ty jesteś chłopem

Marek Trojan  10 września 2016
przeczytanie zajmie 8 min

Pańszczyzna okresu I Rzeczpospolitej przywodzi na myśl jednoznacznie złe skojarzenia – skrajnego ucisku, wyzysku, ubóstwa. Bywa porównywana z niewolnictwem, a czasem wręcz z nim zrównywana. Często nie zdajemy sobie jednak sprawy, że zjawisko to nie było zupełnie jednolite i w różnych okresach przedstawiało się inaczej.

Na wstępie należy wyjaśnić, że pańszczyzna była formą renty feudalnej, a więc świadczeniem chłopa-włościanina względem pana (feudała) w zamian za możliwość wykorzystywania (uprawiania) ziemi należącej do tego drugiego. Wymiar renty wyrażany był poprzez liczbę dni, jaką w tygodniu każdy gospodarz musiał odpracować dla swojego pana, przede wszystkim w polu. Początkowo był to 1 dzień, choć zdarzało się, że liczbę tę zwiększano, czasem do 3-4 (XV wiek). Praktyka taka miała swoje skutki uboczne – zdarzało się bowiem, że chłopi niezadowoleni z wysokich obciążeń uciekali tam, gdzie wymiar pańszczyzny był mniejszy. Można tę sytuację przyrównać do szczególnego rodzaju opodatkowania – z jednej strony chłopi zdroworozsądkowo wybierali mniejsze obciążenia, z drugiej szlachta w pewien sposób (przyznajmy, że osobliwy) mogła przyciągać ich „niższymi kosztami pracy”. Mimo ucieczki, nowy pan mógł „wykupić” pracownika od jego dawnego pana feudalnego, płacąc odszkodowanie. Odbiciem tej sytuacji były zmiany prawne wprowadzane w ramach przywilejów szlacheckich, które w 2. połowie XV wieku stopniowo ograniczały wychództwo ze wsi, a jednocześnie zaostrzały kary za ucieczki. Zaostrzanie przepisów to jedno, natomiast ich przestrzeganie to już co innego – z tym ostatnim bywało różnie…

Sytuacja spowodowała, że w 1520 na sejmie w Bydgoszczy wypracowano niezbędne regulacje. Wprowadzono wówczas odgórnie pańszczyznę wynoszącą minimum 1 dzień w tygodniu od łana (w tym okresie niecałe 18 ha powierzchni). Dotyczyła ona jednak nie konkretnego kmiecia, lecz całego gospodarstwa. Stąd kmieć mógł odrabiać pańszczyznę sam lub razem z rodziną (zasadniczo z synami), a także z wynajętymi parobkami. Przykładowo kmieć mający dwóch synów mógł poświęcić dzień na pracę na swoim polu, a latorośle posłać na pole szlachcica. W takim przypadku „zaliczano” nie jeden, a dwa dni. Jak widać takie podejście otwierało szereg możliwości.

Jak podaje dr Radosław Sikora, według danych z końca XVIII wieku, odnoszących się do obszaru Galicji, najczęściej stosowaną „stawką podstawową” pańszczyzny było 104 dni w roku.

Stopniowo wspomniana „stawka podstawowa” ulegała zwiększeniu i zróżnicowaniu w zależności od rodzaju dóbr. W drugiej połowie XVI wieku wynosiła ona 2 dni w tygodniu w dobrach królewskich i co najmniej tyle samo, a zwykle nieco więcej, w dobrach kościelnych i prywatnych (zasadniczo do 4 dni). Należy wspomnieć w tym miejscu o tym, jak interpretowano „stawkę podstawową” pańszczyzny w odniesieniu do faktycznego stanu areału posiadanego przez chłopów. Wymiar podstawowy dotyczył konkretnej jednostki miary powierzchni, czyli jednego łana. W przypadku mniejszego areału ulegała ona zmniejszeniu w stopniu wprost proporcjonalnym. Stąd w przypadku wymiaru 4 dni od łana, półłannicy winni byli odrobić 2 dni w tygodniu, ćwierćłannicy zaś – jeden. To istotna kwestia, o której warto pamiętać. W XVI wieku chłopi gospodarowali jeszcze na względnie dużych polach – istniało dość dużo gospodarstw łanowych, przeważały półłanowe. W połowie XVII stulecia pańszczyzna uległa podwojeniu, natomiast mniej więcej od przełomu XVII/XVIII wieku podstawowy wymiar pańszczyzny przekroczył liczbę 7 dni w tygodniu. Należy jednak zwrócić uwagę, że w połowie XVII wieku struktura wielkościowa gospodarstw przedstawiała się inaczej niż sto lat wcześniej. Gospodarstw łanowych prawie nie było, najbogatsi chłopi użytkowali półłanowe, a dominującymi były ćwierćłanowe, obsadzane przez tzw. zagrodników. W ciągu XVIII stulecia wymiar pańszczyzny znacznie wzrósł, osiągając maksymalnie nawet 12 dni. Należy jednak powtórzyć, że w takim przypadku zagrodnik, czyli chłop posiadający mniej niż ¼ łana, w skrajnym przypadku musiał przepracować na rzecz pana 3 dni w tygodniu. W przypadku chałupników i komorników, było to jeszcze mniej – ci pierwsi w zasadzie pracowali w takim wymiarze, jak kmiecie na początku XVI wieku! Częściej jednak najmowali się jako parobkowie. Co więcej, w ciągu XVI-XVIII wieku prawie nie uległ zmianie stopień opodatkowania dochodów gospodarstw, które oscylowało w okolicach 1/3. Ponadto chłopi mieli np. prawo do darmowego drewna, wykorzystywanego najczęściej w celach budowlanych, które pozyskiwali z lasów należących do pana. Według szacunków nie był to wcale mały koszt i z tego względu, aby „zbilansować dochody i wydatki”, małym gospodarstwom odgórnie przydzielano dodatkową ziemię. Powodowało to „przeskoczenie progu podatkowego” i podwojenie wymiaru pańszczyzny.

Jednym z najwyższych, ukrytych i długoterminowych kosztów pańszczyzny jest brak wykształconej wspólnoty politycznej.

Jak podaje dr Radosław Sikora, według danych z końca XVIII wieku, odnoszących się do obszaru Galicji, najczęściej stosowaną „stawką podstawową” było 104 dni w roku, z czego połowa dotyczyła tzw. pańszczyzny pieszej, a połowa sprzężajnej (do której trzeba było stawić się z własnym zaprzęgiem). Dodatkowo istniał obowiązek odrabiania 12 dni tzw. szarawarek, czyli prac związanych głównie z naprawą dróg i grobli, a także 4 dni pracy na rzecz lokalnej gromady. Łącznie było to 120 dni w roku dla każdego gospodarstwa o powierzchni 1/2 łana, a pamiętajmy, że w okresie tym znacznie więcej było ćwierćłanowych. Szacuje się, że liczba dni potrzebna do spokojnego utrzymania się kmiecia z rodziną w półłanowym gospodarstwie wynosiła ok. 70 dni. Od wieków dorabiano jednak, przede wszystkim świadcząc usługi transportowe, np. przy przewożeniu soli lub handlując. Zagrodnicy, chałupnicy i komornicy pracowali również jako drobni rzemieślnicy czy jako służba folwarczna. Zdarzało się również, że zatrudniali się jako parobkowie u bogatszych chłopów. Owszem – w systemie pańszczyźnianym „dorobienie się” było rzadkie, ale możliwe; mogą o tym świadczyć choćby źródła pisane opisujące straty zgłaszane przez gospodarzy, jakie ponieśli np. w wyniku działań wojennych.

Perspektywa jakiegokolwiek buntu de facto nikomu nie była na rękę, więc działało coś na kształt „prawa zwyczajowego”, które na zasadzie samokontroli ograniczało przypadki skrajnego obciążania. Mimo stopniowo rosnących ograniczeń, aż do końca XVIII wieku wciąż byli obecni wolni i samodzielni kmiecie, choć był to już raczej margines. Należy wspomnieć, że jedną z dróg awansu dla chłopów była służba wojskowa, która nigdy nie była przymusowa dla tego stanu. Według przekazów szlachcice zwracali się do chłopów-weteranów per „pan”, co pokazuje, że darzyli szacunkiem tych, którzy walczyli za Rzeczpospolitą.

Perspektywa jakiegokolwiek buntu de facto nikomu nie była na rękę, więc działało coś na kształt „prawa zwyczajowego”, które na zasadzie samokontroli ograniczało przypadki skrajnego obciążania.

W ciągu XVI-XVIII wieku status społeczno-prawny chłopów stopniowo ulegał zmianie. Jeszcze w 1518 roku wprowadzono zwierzchność jurysdykcji pana nad chłopami, jednak możliwe było odwoływanie się do sądów państwowych, co praktykowano przede wszystkim w dobrach królewskich. Od 1543 roku chłop nie mógł opuścić wsi bez zgody pana, a ponadto musiał prosić o zgodę w przypadku chęci poślubienia kobiety z innej wsi. Pozycja prawna chłopów była ustalona, a jej zmiana z czasem stała się bardzo trudna. W tym czasie istniała jeszcze możliwość tzw. libertacji, czyli wykupienia się, która jednak zdarzała się stosunkowo rzadko, a z czasem zanikła zupełnie. Dysproporcja prawna była najlepiej widoczna w kwestii kary za zabójstwo, gdzie wysokość tzw. główszczyzny za zabicie kmiecia wynosiła 30 grzywien, a szlachcica aż osiem razy więcej. Przy szacunkowym rocznym dochodzie z przeciętnego XVI-wiecznego folwarku, wynoszącego ok. 115 grzywien, taki stan rzeczy w praktyce czynił zabicie chłopa przez szlachcica niemal bezkarnym, podczas gdy w odwrotnej sytuacji kmieć musiałby zapłacić głową. W XVI wieku powodowało to sprzeciw części polskich pisarzy politycznych, na czele z A. F. Modrzewskim, który w mowach o karze za mężobójstwo ostro krytykował taki stan rzeczy. Wtórował mu Andrzej Wolan. W tym okresie postulaty nie trafiały jednak na podatny grunt – nawet Jean Bodin skrytykował je jako „niedorzeczne”. Owszem, chłopi byli uznawani za organiczną część wspólnoty, jednak ze względu na jej hierarchiczne ujęcie uznawano ich za naturalnie podporządkowanych stanom wyższym, podobnie zresztą jak mieszczan. Stanisław Orzechowski porównywał ich do kończyn ciała, które są co prawda jego integralnymi częściami, ale nie najważniejszymi czy absolutnie koniecznymi do życia. Nie było też mowy o włączaniu chłopów czy mieszczan w obręb wspólnoty politycznej.

W ciągu XVII i na początku XVIII wieku pojawiały się pojedyncze głosy krytyczne względem systemu pańszczyzny, m.in. Arona Olizarowskiego i Stanisława Leszczyńskiego, jednak wyraźna zmiana nastawienia nastąpiła dopiero po połowie XVIII wieku. W latach 60-tych tego stulecia Andrzej Zamojski rozpoczął akcję zamieniania pańszczyzny na czynsz. Po I rozbiorze, w ramach nowej kodyfikacji prawa, podjęto z jego udziałem próbę ograniczenia poddaństwa chłopów poprzez odgórne wprowadzenie stosunków kontraktowych (oczynszowanie) oraz uwolnienie części z nich. Całość kodeksu została jednak odrzucona przez sejm w 1780 roku.

W latach 60-tych tego stulecia Andrzej Zamojski rozpoczął akcję zamieniania pańszczyzny na czynsz.

Idea ta znalazła jednak swoich kontynuatorów – głównie w kręgu oświeceniowej szlachty związanej ze Stronnictwem Patriotycznym, szczególnie z lewicową Kuźnicą Kołłątajowską, której członkowie wyraźnie inspirowali się ideami Rewolucji Francuskiej. Sam Kołłątaj postulował zmianę relacji pomiędzy szlachcicem a włościaninem na wolną umowę dwóch równoprawnych i wolnych podmiotów, gwarantującą temu drugiemu m.in. nienaruszalność majątku. Było to uznawane przez jemu współczesnych za rewolucyjne i określało zupełnie nowe formy stosunków społecznych i gospodarczych. Sprawa ta znalazła zwieńczenie w jednej z ustaw Konstytucji 3 Maja, na mocy której uwłaszczono chłopów z dóbr królewskich, nadano wolność osobistą tym, którzy rozwiązali kontrakt z dziedzicem, wszystkich bezrolnych uwolniono zaś z poddaństwa z urzędu. Ze względu na klęskę w wojnie o obronę konstytucji nie weszła ona w życie. W trakcie insurekcji kościuszkowskiej, w uchwałach uniwersału połanieckiego, których głównym autorem był Kołłątaj, urzędowo ograniczono pańszczyznę o połowę (a więc mniej więcej do stanu z połowy XVII wieku), wszystkim chłopom nadano zaś wolność osobistą i zagwarantowano nieusuwalność z ziemi, którą użytkowali. Przepisy te jednak również pozostały martwe.

Chłopi jako osoby byli ludźmi teoretycznie wolnymi, ale silnie ograniczonymi (zniewolonymi) zobowiązaniami prawno-ekonomicznymi, wynikającymi z archaicznego systemu stosunków o charakterze feudalnym. Jego istnienie było do pewnego momentu opłacalne dla obu stron. W okresie prosperity pozwalało na osiąganie wysokich korzyści z handlu zbożem, jednak w połowie XVII wieku sytuacja uległa drastycznej zmianie. Niebagatelny wpływ miały na to wojny, głównie ze Szwecją i Kozakami, a także ochłodzenie klimatu. W wyniku tego utrzymywanie folwarków stawało się coraz mniej opłacalne, jednak zamiast reform gospodarczych zdecydowano się na zwiększenie obciążeń poprzez podwojenie podstawowego wymiaru pańszczyzny w ciągu kilkudziesięciu lat, a więc raptem paru pokoleń. Co więcej owa przymusowa praca, nie dająca chłopom żadnych bezpośrednich korzyści, stawała się coraz mniej wydajna. Pańszczyznę się „odrabiało”, a nie „odpracowywało”, co jeszcze bardziej pogarszało wyniki ekonomiczne. Być może dlatego, z braku pomysłu na zmianę niekorzystnego stanu rzeczy, zaczęto stosować środki przymusu. Na początku XVIII wieku wprowadzono nową formę pańszczyzny wydziałowej, która nieco przypominała obecny system pracy „akordowej” – stawką podstawową był tu areał, jakim trzeba było się zająć od zasiewu aż do zbiorów. Dopiero z czasem dostrzeżono inną możliwość, na owe czasy rewolucyjną, czyli zerwanie stosunków feudalnych i przejście na system kontraktowy, wprowadzając czynsz. 

Pańszczyznę się „odrabiało”, a nie „odpracowywało”, co jeszcze bardziej pogarszało wyniki ekonomiczne.

W systemie pańszczyzny można doszukiwać się genezy wielu obecnych zachowań społecznych i ekonomicznych. Mimo „naturalnego”, przymusowego charakteru stosunków pan-włościanin, ta forma zależności dawała chłopom pewną formę socjalnego bezpieczeństwa, co przedkładano w ogólnym rozrachunku ponad kategorię wolności osobistej. Dla nich znaczenie miały nie same relacje z dworem szlacheckim, lecz ocena własnej sytuacji. Ta zaś, przy gwałtownej zmianie, mogła stać się prawdziwą klęską dla ludzi, którzy od stuleci nie mieli doświadczenia pełnej wolności, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Przykładowo w XVIII-wiecznej Francji pańszczyzna nie istniała, chłopi byli wolni, ale tak wysoko obciążeni innymi formami renty oraz podatkami, tak bardzo wyzyskiwani, że bieda, a często i nędza, była zjawiskiem powszechnym. Swoistym komentarzem mogą być przekazy dotyczące Galicji – ziem I zaboru austriackiego, gdzie chłopi byli prawnie uwłaszczeni. Zmiana sytuacji chłopów niemalże z dnia na dzień spowodowała, że wzdłuż części granicy wojska austriackie musiały ustawić kordon. Po prostu wielu chłopów, zamiast cieszyć się pełną wolnością, wolało wrócić do systemu, do którego byli przyzwyczajeni i który w tych konkretnych warunkach uznali za korzystniejszy. Niewolnictwo i pańszczyzna miały wiele cech wspólnych, ale nie można uznawać ich za tożsame. Mimo to ostre, choć odosobnione głosy krytyki pojawiające się w pierwszej połowie XVIII wieku można interpretować jako sygnał ostrzegawczy, wskazujący na ślepą ścieżkę, jaką podążał podstawowy system gospodarczy Rzeczpospolitej.

W systemie pańszczyzny można doszukiwać się genezy wielu obecnych zachowań społecznych i ekonomicznych.

Jednym z najwyższych, ukrytych i długoterminowych kosztów pańszczyzny jest brak wykształconej wspólnoty politycznej, czego rezultaty stały się boleśnie widoczne stosunkowo szybko, bo już w trakcie powstań narodowych, szczególnie w styczniowym. Można powiedzieć, że szlachcie dojście do wniosku, że należy zbudować taką wspólnotę, zajęło bez mała 70 lat. Cóż, lepiej późno, niż wcale…

Tekst powstał ze środków programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja literatury i czytelnictwa”.