Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Tomasz Gontarz  31 sierpnia 2016

Otwórzmy w końcu ten uniwersytet!

Tomasz Gontarz  31 sierpnia 2016
przeczytanie zajmie 4 min
Otwórzmy w końcu ten uniwersytet! Mike Rychlik/flickr.com

Podczas obchodów 25. rocznicy niepodległości Ukrainy prezydent Andrzej Duda był jedynym przedstawicielem zagranicznego państwa. Obrazuje to, jak ważne – zarówno dla Kijowa, jak i Warszawy są wzajemne stosunki. Jednym z efektów niedawnej wizyty jest przyjęcie wspólnej deklaracji prezydentów Polski i Ukrainy dotyczącej obopólnej współpracy. Pełna wzniosłych i szlachetnych haseł pozostanie ona tylko dokumentem historycznym, jeśli w ślad za nią nie pójdą konkretne działania. Jak na przykład stworzenie wspólnej polsko-ukraińskiej uczelni wyższej.

15 sierpnia 2017 roku do Lublina dopiero w godzinach popołudniowych (wszak w Warszawie odbyła się defilada z okazji Święta Wojska Polskiego) przybywa prezydent Polski Andrzej Duda i prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. W mieście trwają obchody 700-lecia wydania aktu lokalizacyjnego przez Władysława Łokietka. Punkt kulminacyjny obchodów to uroczystość, w której udział biorą głowy obu państw. Jest to wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę Polsko-Ukraińskiego Uniwersytetu Europejskiego. Tym samym marzenie św. Jana Pawła II, Jana Nowaka-Jeziorańskiego czy prof. Jerzego Kłoczowskiego wchodzi w stan realizacji. To symboliczny powrót do polityki jagiellońskiej.

Tak mogłoby wyglądać wcielanie w życie wspólnej deklaracji prezydentów Polski i Ukrainy. Na razie to tylko projekcja nadziei, ale niepozbawiona konkretnych przesłanek do jej spełnienia.

Idea powstania polsko-ukraińskiej uczelni wyższej w Lublinie narodziła się w połowie lat 90. w głowie Bohdana Osadczuka, ukraińskiego historyka i publicysty. Znalazła ona aprobatę u św. Jana Pawła II, Jana Nowaka-Jeziorańskiego czy Zbigniewa Brzezińskiego.

Poparli ją również politycy. W 2000 roku powołano w Lublinie Europejskie Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów, a jego działalność zainaugurowano rok później, przy udziale ówczesnego prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego i prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy. W 2005 roku prezydenci Kwaśniewski i Juszczenko zadeklarowali, że zlecą polsko-ukraińskiemu komitetowi konsultacyjnemu przygotowanie projektu przekształcenia kolegium w uniwersytet polsko-ukraiński. Trzy lata później premier Donald Tusk podpisał z premier Ukrainy Julią Tymoszenko deklarację dotyczącą powstania tej uczelni, natomiast prezydent Lech Kaczyński zapowiedział inaugurację jej działalności od czerwca 2008 roku. Istotne ustalenia w sprawie zapadły jednak dopiero po spotkaniu w Kijowie 13 lutego 2009 roku, kiedy podpisano protokół, który do 10 marca miał zostać przekształcony w umowę międzynarodową. Umowa do dnia dzisiejszego nie została podpisana.

Z chwilą przejęcia władzy na Ukrainie przez Wiktora Janukowycza strona ukraińska stała się sceptyczna co do pomysłu utworzenia wspólnej uczelni. Rzecznik prasowy rządzącej Partii Regionów Mykoła Łewczenko mówił o „absurdalnym dla Ukrainy i bardzo ubogim pomyśle na uniwersytet polsko-ukraiński”. Według niego rząd nie był przeciwny powstaniu uczelni, tylko nie podobały mu się wynegocjowane ustalenia. Uważał, że jego kraju nie stać na wydanie ok. 2-3 mln euro rocznie na uczelnię wyższą. Nie chciał także, aby współpraca odbywała się wyłącznie z Polską. Wolałby, aby mocniej zaangażować w ten pomysł Białoruś lub kraje Kaukazu. Rzecznik Partii Regionów miał również wątpliwości, co do jakości polskiej szkoły, która miałaby współpracować z Ukrainą. Nazywał ją „średnią”. Chodziło mu prawdopodobnie o Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, gdyż jest to jedyna polska uczelnia wymieniona w projekcie. Strona ukraińska chętniej widziałaby uczelnię w Warszawie.

Aktualnie plany powstania polsko-ukraińskiej uczelni pozostają w zawieszeniu. Jest to gigantyczny błąd i duża strata dla polskiej racji stanu.

Już teraz w Polsce przebywa według szacunków około 1 000 000 Ukraińców, z czego 23 000 studiuje na polskich uczelniach wyższych.

Stanowią oni połowę liczby studentów zagranicznych zdobywających wykształcenie nad Wisłą, a traktuje się ich nieco po macoszemu. Zależnie od retoryki są  przedstawiani jako lek na niż demograficzny w szkołach wyższych, albo problem, ponieważ zajmują miejsca polskim maturzystom na wymarzonych kierunkach. 

Wzorem Wielkiej Brytanii, Francji czy Stanów Zjednoczonych powinniśmy zacząć traktować szkolnictwo wyższe jako instrument wspomagający prowadzenie polityki zagranicznej. Możliwość kształtowania przyszłych elit sąsiedniego kraju i formowanie ich w przyjaźni do Polski i Polaków jest niebagatelną szansą na zacieśnienie wzajemnych stosunków. Jest to również okazja do prezentacji swojej wrażliwości historycznej w celu podjęcia prawdziwego dialogu.

Realnym działaniem w tym kierunku byłoby stworzenie polsko-ukraińskiej uczelni wyższej w Lublinie. Dlaczego w Lublinie? Bo jest to największe miasto na wschodzie Polski, z dużą liczbą uczelni wyższych i studentów, w tym ukraińskich. Dodatkowo miasto znajduje się w bliskiej odległości od wschodniej granicy, a jego historia idealnie wpisuje się w jagiellońską narrację prowadzenia polityki zagranicznej. Przecież to tam zawarto w 1569 roku Unię, która zmieniła oblicze Europy Środkowo-Wschodniej. 

Jeśli chcemy budować podmiotowość naszego kraju, to nie mamy innej alternatywy jak ścisła współpraca z Ukrainą, a w dalszej perspektywie także z Białorusią.

Nasza gospodarka potrzebuje pracowników ze wschodu, nasi przedsiębiorcy potrzebują nowych rynków zbytu, a nam wszystkim powinno zależeć na zbudowaniu przeciwwagi dla agresywnej polityki Rosji. Właśnie taki scenariusz pisał dla Polski amerykański politolog George Friedman w głośnej publikacji (szczególnie nad Wisłą) Następne 100 lat: prognoza na XXI wiek. Autor wskazuje, że mocarstwowość Polski może się narodzić tylko poprzez współpracę z Ukrainą i Białorusią. Ten proces jest wielopłaszczyznowy i ma bardzo długi horyzont czasowy, ale nie doprowadzimy do jego realizacji, jeśli skupimy się tylko na deklaracjach.

Decydenci polscy i ukraińscy muszą przejść od etapu gestów (często ważnych i symbolicznych) do etapu budowy instytucji, które trwale będą zbliżać oba narody. Prezydent Andrzej Duda mówi o sobie, że jest kontynuatorem polityki zagranicznej Lecha Kaczyńskiego. Na przykładzie budowy wspólnych polsko-ukraińskich instytucji możemy zweryfikować na ile te zapewnienia mają pokrycie w rzeczywistości. Polsko-Ukraiński Uniwersytet Europejski w Lublinie czeka już 20 lat na inaugurację swojej działalności. Panie Prezydencie, nie pozwólmy czekać mu kolejnego roku.