Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Grzegorczyk  21 sierpnia 2016

Nie tylko do palenia z kolegami

Paweł Grzegorczyk  21 sierpnia 2016
przeczytanie zajmie 3 min
Nie tylko do palenia z kolegami Fakty TVN

* Tomasz Kalita, były rzecznik prasowy Sojuszu Lewicy Demokratycznej cierpi na poważną chorobę nowotworową – stwierdzono u niego glejaka złośliwego.  
* Jedyne, co może uśmierzyć jego ból, to olej konopny wytwarzany z marihuany. 
* Problem w tym, że substancja na terenie naszego kraju jest zabroniona prawnie. Za sprowadzanie jej do Polski na własny użytek można trafić do więzienia. 
* SLD złoży u marszałka Sejmu w formie petycji projekt „ustawy Kality”, dopuszczający leczenie medyczną marihuaną i substancjami zawierającymi olej konopny.

Mówiąc brutalnie, żeby przykuć uwagę polityków, potrzebna była choroba kolegi. To absurdalne, że nie potrafimy zmienić stanu prawnego, z którym sami się nie zgadzamy. Aż 68% z nas uważa, że leczenie marihuaną powinno być dozwolone, a tylko 19% popiera obowiązujący zakaz – wynika z pierwszego sondażu na ten temat dla fundacji Krok Po Kroku, Wyborcza.pl i Radia TOK FM. Co najgorsze, temat nie wywołuje większych kontrowersji wśród polityków, a poparcie tego rozwiązania deklarują wszystkie formacje. 

Polityka narkotykowa z perspektywy samych polityków jest sprawą trzeciorzędną. W lutym tego roku Piotr Liroy-Marzec złożył do Sejmu projekt ustawy umożliwiający używanie marihuany do celów medycznych. „Po miesiącu prac komisja sejmowa postanowiła, że trzeba wysłać projekt do wszystkich sygnatariuszy konwencji ONZ z zapytaniem czy przepisy są zgodne z umowami międzynarodowymi podpisanymi przez te państwa. W praktyce doprowadziło to do zamrożenie ustawy” –mówi Jakub Gajewski, prawnik specjalizujący się w tematyce narkotykowej. 

To nie pierwsza próba. Wcześniej nie udało się politykom SLD (2011 i 2015 rok) oraz Andrzejowi Dołeckiemu (stowarzyszenie „Wolne Konopie”), który objął na kilka miesięcy mandat poselski po Januszu Palikocie. W tym samym czasie, choć nie powinien to być argument rozstrzygający, inne państwa wpisywały podobne rozwiązania do swojego prawodawstwa. Włosi i Czesi zapisują „marihuanę” na receptę, Chorwaci pozwolili na korzystanie z konopi indyjskich pacjentom z ciężkimi chorobami jak nowotwór czy stwardnienie rozsiane, a Izraelczycy stali się światowym potentatem w testach klinicznych marihuany. 

Zdaniem dr Doroty Rogowskiej-Szadkowskiej leczenie marihuaną medyczną w Polsce jest nadal nielegalne ze względu na sceptycyzm części lekarzy i brak zaangażowania dużych koncernów farmaceutycznych. „Większość lekarzy ma wbite do głowy, że marihuana to narkotyk. Roślina nie zasponsoruje też badań, nie zaprosi na konferencję do Abu Dabi czy Dubaju. Trochę za mało chętnych na jej wprowadzenie, żeby to mogło się udać” – przekonuje pracownik Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. 

Nikomu nie zależy na legalizacji marihuany medycznej – poza samymi chorymi i niewielką grupą zapaleńców-aktywistów społecznych. Tyle, że ich głos w tym momencie liczy się najmniej i zrobić mogą niewiele. To nieprawda, że dostęp do tych substancji w naszym kraju jest całkowicie niemożliwy. Istnieje szansa importu docelowego. Można importować dwa, trzy leki. Problem jest taki, że procedura refundacji jest bardzo długa. Najpierw trzeba znaleźć lekarza, który stwierdzi że nie ma zastępczego leku w Polsce, później otrzymać zezwolenie ministra zdrowia, a na końcu znaleźć aptekę, która dokona takiego importu, co wiąże się z kilkunastomiesięcznym oczekiwaniem. Dla wielu pacjentów to o wiele za długo. Rodzice, którzy w inny sposób chcą pomóc swoim dzieciom, są wedle naszego prawa przestępcami. 

„Dopiero to uratowało Maxa od ciągłych ataków padaczki. Wcześniej miał ich kilkaset dziennie. Lekarze nie dawali już nadziei” – mówi w jednym ze spotów kampanii społecznej ‪#‎konopielecza‬ Dorota Gudaniec, mama Maxa. Zostawmy lekarzom tę możliwość.

PS. Marihuana medyczna niemal pozbawiona jest substancji psychoaktywnej THC. Przyjmujący ją pacjent nie wprowadza się w stan narkotyczny, nie ma więc efektów takich, jakie są skutkiem palenia trawki. Ponadto, choć produkowana jest z tej samej rośliny, leczniczej marihuany nie pali się – podawana jest w tabletkach, kroplach lub w postaci suszu, w dawce określonej przez lekarza. Mówienie o jednoczesnym wprowadzaniu medycznej marihuany i legalizacji narkotyku jest więc nieporozumieniem. Co pewnych rozczaruje, dla innych okazuje się jedynym ratunkiem dla ich zdrowia i życia.