Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Paweł Grzegorczyk  11 sierpnia 2016

Ratownikom na ratunek

Paweł Grzegorczyk  11 sierpnia 2016
przeczytanie zajmie 2 min
Ratownikom na ratunek flickr.com

* Białogard. Lekarka zmarła podczas czwartej doby pełnienia dyżuru w Szpitalu Powiatowym.

* Anestezjolożka nie była pracownikiem etatowym szpitala. Prowadziła jednoosobową działalność gospodarczą, w związku z czym normy wynikające z Kodeksu pracy jej nie obowiązywały.

* Prokuratura Rejonowa prowadzi śledztwo w sprawie jej śmierci. „Sugestia, że pracowała przez 96 godzin i że mogło to być przyczyną jej śmierci jest nieprawdziwa” – zapewnia Witold Jajszczok, rzecznik prasowy Centrum Dializ w Sosnowcu, spółki zarządzającej szpitalem. 

Okazuje się, że podobne standardy, ku mojemu zaskoczeniu, są na porządku dziennym także w innych zawodach medycznych. Wczoraj w godzinach wieczornych otrzymaliśmy do redakcji telefon od matki ratownika medycznego, pracującego w jednym z podkrakowskich szpitali, która po obejrzeniu materiału telewizyjnego z Białogardu, postanowiła opowiedzieć nam o praktykach panujących w tym fachu. 

– „Ratownicy medyczni pracują po kilkadziesiąt godzin pod rząd, jest to na porządku dziennym. Syn najczęściej pracuje ciągiem 24 godziny: 12 jako etatowy ratownik medyczny, a na drugą połowę przesiada się – już na kontrakcie – za kierownicę karetki. Martwię się o jego zdrowie. Przecież powoduje też zagrożenie dla innych. Nikt nie powinien wsiadać do samochodu – a tym bardziej karetki! – po kilkudziesięciu godzinach pracy” – argumentowała. 

Zaskoczony dopytywałem: 

– To powszechna praktyka na krakowskim podwórku? Przyczyną są słabe zarobki czy jest jakiś inny powód? I wreszcie: jak mogę Pani pomóc?  

– „To bardzo proste. Wszystko bierze się ze słabych zarobków i braku regulacji prawnych w tym zakresie. Proszę coś z tym zrobić, nagłośnić sprawę albo pomóc w jakikolwiek inny sposób” – usłyszałem. 

Znajomy ratownik z mniejszego miasta potwierdził te opinie. W jego ośrodku rekord to cztery doby pracy ciągiem. Jego zdaniem w mniejszym ośrodku, przy niewielkim natężeniu pracy, nie jest to wielkim problemem, ale w większych miastach nie da się efektywnie ratować ludzkiego życia po kilkudziesięciu godzinach pracy bez odpoczynku. Dużo znaczenie odgrywa także spora konkurencja w tym zawodzie. O ile w przypadku pielęgniarek czy lekarzy zapotrzebowanie jest ogromne, to już w przypadku ratowników mamy przesyt. W tym zawodzie nie ma ograniczenia wiekowego i można go wykonywać do emerytury, mimo że nie należy do najłatwiejszych. Najczęściej ratownik z wiekiem zmienia się w kierowcę karetki. 

Również obiektywne dane wskazują na trudną sytuację ratowników. Według danych GUS pod koniec 2014 roku zarobki oscylowały na poziomie 3800 zł brutto; przy 3372 zł brutto dla położnych i 3400 zł brutto dla pielęgniarek. W sektorze publicznym średnie zarobki ratowników wyniosły 3904,33 zł, zaś w prywatnym 2728,11 zł. Od kilku lat system ratownictwa medycznego jest nasycony ze względu na powszechność studiów o tej samej nazwie w całym kraju. Część absolwentów jest zarejestrowana w Urzędach Pracy, inni są nakłaniania do przekwalifikowania się w stronę pielęgniarstwa, a reszta zarabia godziwe pieniądze zagranicą. Ewa Kopacz zapowiadała wzrost nakładów finansowych na ratownictwo medyczne, ale…przegrała wybory. 

Za rzadko piszemy i dyskutujemy o służbie zdrowia. Robimy to właściwie tylko, gdy sami zachorujemy lub zobaczymy pielęgniarki na ulicach. Za bardzo skupiamy się też na statystykach, liczbach, sprzęcie. To wszystko jest ważne, ale odrywa nas od podstawowej prawdy, że za tym wszystkim stoją ludzie.