Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Kaszczyszyn  9 lipca 2016

Podmiotowość zaklęta w bronowickiej chacie

Piotr Kaszczyszyn  9 lipca 2016
przeczytanie zajmie 21 min
Podmiotowość zaklęta w bronowickiej chacie ravepad.com

Stawka w tej grze jest wysoka – chodzi o stworzenie podmiotowej wspólnoty politycznej, gotowej wziąć odpowiedzialność za własne losy. Wyspiański w Weselu dostarcza nam gotowego scenariusza metapolitycznego procesu dojścia do tej podmiotowości. W centrum tego wspólnototwórczego ruchu stoi Chochoł-Metapolityka, złoty róg wciąż nieodzyskanej podmiotowości oraz postać Jaśka, którego prawdziwa misja rozpoczyna się już po właściwym zakończeniu utworu.   

Mamy być graczem, nie obserwatorem

Początek oryginalny nie będzie, ale jest to podyktowane wyższą koniecznością. Przestrzeń, w której rozgrywa się całość akcji utworu, czyli bronowicka chata to symbol Polski jako takiej. To stwierdzenie, trącące mocno brykowym banałem, jest nam jednak potrzebne jako fundament dla ukazania podstawowego wymiaru Wesela – uniwersalnego mechanizmu budowy podmiotowej wspólnoty politycznej. Mechanizmu nie ograniczającego się ani do przedstawionego w dramacie okresu historycznego ani tylko do antagonizmu inteligencko-chłopskiego.

Na czym polega owa podmiotowość? Mówiąc najkrócej, na zdolności do samodzielnego, suwerennego definiowania celów, a następnie realizacji wypracowanej wizji za pośrednictwem narzędzi dostępnych wspólnocie politycznej wyrażającej się w państwie: instytucjach, administracji, politykach publicznych, samorządzie, czy organizacjach społecznych. Mamy być graczem, nie obserwatorem.

Jednocześnie mechanizmy wspólnototwórcze, szanse i zagrożenia z tym związane przedstawione na kartach Wesela nie ograniczają się wyłącznie do przełomu wieków, kiedy Wyspiański napisał swój utwór. Opisana przez niego dynamika procesów budowy wspólnoty politycznej możliwa jest do twórczego zaaplikowania także dzisiaj, choćby do opisu toczącej się wciąż wojny polsko-polskiej. Ale przede wszystkim do przyszłości – wskazując błędy, których po raz kolejny nie powinniśmy popełnić oraz szkicując właściwy kierunek podejmowanych działań.

Tutaj należy od razu, tak na wszelki wypadek, poczynić jedno zasadnicze zastrzeżenie – analizujemy utwór literacki, nie habilitację z zakresu nauk politycznych. Mechanizmy przedstawione w Weselu, przedstawione za pośrednictwem określonej metaforyki, symboli i alegorii, odsyłają nas nie do precyzyjnych pojęć politologicznych czy prawnych, lecz do przestrzeni metapolitycznej, która musi być każdorazowo poddawana dalszej pracy intelektualnej, a symbolika uwzględniać zmieniające się okoliczności polityczne, społeczne, gospodarcze, kulturalne, czy międzynarodowe. Filozofia polityki dostarcza ramy, porządkuje pojęcia i wskazuje kierunki. Tylko tyle i aż tyle.

„Zasłuchani, zapatrzeni ustawicznie w ten tan, na polską nutę…”

Refleksję nad sposobem działania tegoż mechanizmu budowy podmiotowej wspólnoty politycznej rozpocząć należy od przyjrzenia się konstrukcji przestrzeni, w której rozgrywa się akcja całego utworu. Możemy podzielić ją na trzy zasadnicze obszary.

Po pierwsze, to, co dla wspólnoty wewnętrzne, reprezentowane przez świetlicę, „izbę-scenę”, gdzie tańczą i bawią się goście. Świetlica symbolizuje życie codzienne polskiej wspólnoty narodowej, z całą jego różnorodnością i prozaicznością: zakupom w Biedronce towarzyszą „gadające głowy” w wieczornych serwisach informacyjnych; wakacjom nad Bałtykiem, nowo uchwalane ustawy; zwycięstwom piłkarzy, upadające i powstające firmy. Weselne tańce to żywioł codziennej egzystencji, z jego skupieniem się na tym, co prywatne, rodzinne, własne.

Po przeciwnej stronie znajduje się przestrzeń zewnętrzna wobec wspólnoty, symbolizowana przez ciemności rozciągające się poza rozświetloną bronowicką chatą-Polską. Noc to historia, z całą jej kapryśnością i niejednoznacznością. Przestrzeń międzynarodowa może stać się naszym geopolitycznym przekleństwem, może dostarczyć nam narzędzi do wzmocnienia własnej podmiotowości. Historia wskazuje nam zarówno pozytywne (rok 1918, 1989, 2004), jak i negatywne przykłady (1795, 1939) oddziaływania na naszą wspólnotę narodową tego, co zewnętrzne.

Kluczowa jest jednak przestrzeń pomiędzy – sień przez którą do chaty wkracza Chochoł. Z czego wynika ważność tego pomieszczenia? Z perspektywy, jaką daje obserwatorowi, który wie na co patrzeć. Z jednej strony dostrzegamy izbę weselną, z żywiołem codziennego życia polskiej wspólnoty, z drugiej możemy obserwować wypadki toczące się na zewnątrz, wpisywać to, co własne w szersze procesy historyczne i wydarzenia międzynarodowe. Jednocześnie znajdując się pomiędzy mamy możliwość pogłębionej refleksji, nie zostajemy porwani ani przez „nurt polskiego życia” ani nie uciekamy od wspólnoty narodowej i jej problemów na emigrację.

Dodatkowo sień ma jeszcze jeden zasadniczy walor z punktu widzenia opisywanego przez nas mechanizmu budowy podmiotowej wspólnoty politycznej. Symboliczna czasoprzestrzeń Wesela tworząca swoiste ramy czy warunki brzegowe dla zaistnienia procesu wspólnototwórczego, ufundowana jest w pierwszej kolejności właśnie na opisanej w otwierającej cały utwór  Dekoracji, sieni ze „złożonymi w krzyż szablami, flintami, pasami podróżnymi”, Matką Boską Ostrobramską zawieszoną nad drzwiami weselnymi. Litografia „Bitwy pod Racławicami”, fotografia Wernyhory to symbole historycznego, tożsamościowego i kulturowego fundamentu, niezbędnego do twórczego przepracowania w procesie budowy podmiotowej wspólnoty politycznej. Bez tożsamości, bez wartościowania oraz nadania sensu i celu trudno o skuteczną i trwałą mobilizację wspólnotowych zasobów.

Tymczasem owa przestrzeń pomiędzy, miejsce, gdzie powinna odbywać się intelektualna praca nad celami wspólnoty narodowej i narzędziami niezbędnymi do ich realizacji pozostała niezagospodarowana. Celami uwzględniającymi zarówno uwarunkowania zewnętrzne (ciemności poza chatą), jak i specyfikę wewnętrzną (opis z Dekoracji). Nikt z bohaterów Wesela nie chciał podjąć się tego wysiłku i obowiązku. I tutaj pojawia się już pierwsza nau(cz)ka dla nas współczesnych.

Wszystko przez Chochoła, nic bez Chochoła

Teraz należy zadać sobie pytanie – kto jest inicjatorem uruchomienia mechanizmu budowy podmiotowej wspólnoty politycznej?

Głównym odpowiedzialnym, prawdziwym spiritus movens całego dramatu jest Chochoł, na przekór licznym opracowaniom i streszczeniom, najważniejsza z Osób Dramatu.

Z czego wynika istotność tej postaci? Z jej złożonej natury. Chochoł, wkraczając do chaty z otaczających ją ciemności, łączy w sobie to, co zewnętrzne, cały bagaż kapryśnej historii i międzynarodowych uwarunkowań, z tym, co wewnętrzne dla naszej wspólnoty narodowej – w końcu to właśnie jego obecność na początku drugiego aktu ewokuje pojawienie się pozostałych Osób Dramatu. W tych okolicznościach widzimy więc, że to właśnie Chochoł, główny „winowajca” całego tego fantazmatycznego zmagania się ze zhiperbolizowaną polskością, jest właściwym symbolem czy też personifikacją metapolityki, w której proces budowy podmiotowej wspólnoty politycznej jest osadzony.

Chochoł nie wkroczył jednak do bronowickiej chaty z własnej woli – został przywołany przez Poetę i Rachelę. I tutaj pojawia się kolejna nauczka dla nas. Oboje przebywając w uprzywilejowanej przestrzeni sieni są niezdolni do poważnego potraktowania tego, co na zewnątrz. Dla nich noc, ciemności okalające chatę, Chochoł stojący w ogrodzie to tylko okazja do zabawy słowem, emocjonalna podnieta bez konsekwencji. Izba weselna z żywiołem narodowej wspólnoty? Estetyczne, ładne i na tym koniec. Historia, przestrzeń międzynarodowa? Nic groźnego stać się nie może (Fukuyama kłania się Wyspiańskiemu). Beztroska i skrajna nieodpowiedzialność za wspólnotę i jej losy.

I tutaj rzecz najważniejsza – Chochoł-Metapolityka, idący pod ramię z kapryśnymi prądami historii, wkroczyłby do chaty-Polski i bez wątpliwej pomocy ze strony Poety i Racheli. Przeszłość dostarczała nam już dowodów, że wsobne zamykanie się w tym co własne, lokalne i swojskie, nie uchroni nas od żywiołów historii. Prawdziwą stawką w tej grze jest samoświadomość i gotowość do samodzielnego kształtowania tego, co zewnętrzne, wykorzystania zmieniających się uwarunkowań międzynarodowych na własną korzyść i wprzęgnięcie ich na ile to możliwe w proces budowy własnej podmiotowości. Sień nie może być miejscem wiecznej estetycznej zabawy  w cyzelowanie pojęć.

Badiou czyta Wyspiańskiego

Skoro główny inicjator całego zamieszania został zidentyfikowany, to warto teraz przyjrzeć się bliżej trybikom samego mechanizmu budowy podmiotowej wspólnoty. W tym celu dokonamy adaptacji koncepcji Wydarzenia autorstwa francuskiego filozofa Alana Badiou.

Punktem wyjścia dla Wyspiańskiego jest znana mu historyczna postać konfliktu wewnątrzwspólnotowego, czyli spór inteligencja-chłopi. Obie grupy społeczne operują na dwóch rozłącznych wobec siebie płaszczyznach poznawczych. Ich wzajemna obcość oraz odmienne postrzeganie otaczającego ich świata skutkowało niezdolnością do wypracowania wspólnej tożsamości, nie mówiąc już o ukonstytuowaniu politycznej wspólnoty. Znakomitym streszczeniem tej wzajemnej nieprzystawalności są anegdotyczne już słowa Poety: „my do Sasa, wy do lasa”.

Za pośrednictwem chłopsko-inteligenckiego antagonizmu możemy zdiagnozować chorobę toczącą polską polityczność już od wieków – najpierw w formie ekskluzywnej demokracji szlacheckiej, wykluczającej poza swój obręb nie tylko chłopów, lecz także mieszczaństwo, dzisiaj (przy zachowaniu właściwych proporcji i jednocześnie świadomości postępu jaki poczyniliśmy) w postaci konfliktu PiS vs PO/Nowoczesna/KOD. Mam tutaj na myśli niezdolność do przejścia od tego, co partykularne do tego, co uniwersalne, nieumiejętność budowy politycznej wspólnoty o charakterze inkluzyjnym, znoszącej antagonizm dwóch lub więcej, wzajemnie delegitymizujących się, stronnictw.

Odpowiednikiem tego, co partykularne jest w koncepcji Alana Badiou mnogość bytów, gdzie nie ma mowy o jakiejś jednoczącej tożsamości nadającej nam podmiotowość – pozostaje tylko wielość opinii i przypadkowość relacji. Ten moment partykularny zostaje przełamany dopiero przez Wydarzenie, w ramach którego do życia zostaje powołany nowy podmiot, z nową tożsamością, której podmiot będzie musiał być teraz „wierny” i z koniecznością wypracowania całkiem nowego sposobu życia wynikającą z istoty samego Wydarzenia – momentu radykalnego zerwania z tym, co było wcześniej. Francuski filozof jako przykłady takich Wydarzeń podaje m.in. Rewolucję Francuską, stworzenie fizyki przez Galileusza, czy tez rewolucję kulturalną w Chinach.

Na potrzeby Wesela-Wydarzenia proponuje modyfikację tak zarysowanej koncepcji w trzech miejscach. Po pierwsze, arbitralnie wprowadzam ograniczony zasięg przedmiotowy, przez co Wesele-Wydarzenie odnosi się tylko i wyłącznie do tworzenia nowego, inkluzyjnego podmiotu politycznego, fundując przejście od momentu partykularnego do momentu uniwersalnego. Po drugie, inaczej niż Badiou rozpatruje również kwestię relacji Wydarzenia i podmiotu. W przeciwieństwie do francuskiego filozofa nie twierdzę, iż podmiot „w sytuacji „przed” wydarzeniem jest czymś całkowicie nieistniejącym”. W moim ujęciu Wesele-Wydarzenie dokonuje wzmocnienia bądź przebudowy już wcześniej istniejącego podmiotu-wspólnoty narodowej poprzez redefinicję czy też rekonceptualizację jego tożsamości w celu przekroczenia niszczących ją wewnętrznych podziałów. Po trzecie, Wesele jako Wydarzenie nie odsłania nowej Prawdy, a tym samym wymaga mniej restrykcyjnej wierności wobec samego siebie. Wesele-Wydarzenie tworzy tylko albo aż metapolityczne ramy dla dalszej intelektualnej pracy wymagającej przełożenia wypracowanego „tożsamościowego wspólnego mianownika” na konkretne instytucje i mechanizmy życia państwowego w całej jego złożoności: politycznej, gospodarczej, społecznej.

W ten oto sposób połączyliśmy dwa komplementarne wobec siebie elementy mechanizmu budowy podmiotowej wspólnoty politycznej. Chochoł-Metapolityka wkracza do sieni bronowickiej chaty-Polski z ciemności historii otaczającej dom, aby z początkiem aktu drugiego zainicjować Wesele-Wydarzenie, rozumiane jako fantazmatyczne zmaganie się poszczególnych bohaterów utworu z Osobami Dramatu – imaginacjami, projekcjami ich podświadomości. A w tle zaczyna już majaczyć złoty róg – symbol upragnionej podmiotowości.

Intelekt, Wizja, Wola

Skoro znamy już stawkę i mamy gotową scenę, to wprowadźmy na nią głównych bohaterów, którzy podejmą, jak już wiemy z lektury zakończoną porażką, „grę o podmiotowość”. Dziennikarz-Stańczyk, Poeta-Rycerz, Pan Młody-Hetman, Gospodarz-Werhynora. I wreszcie Jasiek – z punktu widzenia współczesnego odczytania Wesela najważniejsza, obok Chochoła, postać dramatu.

Każdy z wymienionych bohaterów jest definiowany przez pryzmat określonej roli czy też funkcji, jaką ma do spełnienia w procesie budowy inkluzyjnej, podmiotowej wspólnoty politycznej. Dopiero jako całość, komplementarne wobec siebie elementy, tworzące sprawnie działającą „maszynę”, mogą doprowadzić Wesele-Wydarzenie do pozytywnego finału.

Po pierwsze, Dziennikarz – symbol Intelektu (naukowców, publicystów, intelektualistów, komentatorów życia publicznego). Jego kluczowym zadaniem jest dostarczenie opisu i interpretacji otaczającej nas rzeczywistości: politycznej, gospodarczej, społecznej, kulturalnej, historycznej. Opis ten, aby spełnił swoją rolę musi być pozbawiony emocjonalnego zaangażowania, sporządzony językiem wyzutym z  ideologicznego zacięcia, paternalistycznego traktowania wspólnoty narodowej, wykraczający poza środowiskowy partykularyzm, z ambicjami stworzenia maksymalnie obiektywnego i sprawiedliwego opisu kondycji całości społeczeństwa. Oczywiście nie chodzi tutaj o sztuczną jedność oraz dążenie do utopijnej i szkodliwej dla wspólnoty  powszechnej „narodowej zgody”, która maskuje tylko realnie istniejące napięcia. Rywalizacja konkurencyjnych wizji rzeczywistości jest czymś pożądanym, z zastrzeżeniem dla konieczności wewnętrznej uczciwości każdej z tych narracji.

Po drugie, Poeta – symbol Wizji (intelektualistów, ludzi świata kultury i mediów). Jego przeznaczeniem jest, bazując na empirycznych danych dostarczanych mu przez Dziennikarza, wypracowanie estetycznie i aksjologicznie atrakcyjnej wizji polskości. Stawką jest więc „wspólny tożsamościowy mianownik”, stworzenie dla wspólnoty narodowej opowieści o tym skąd przychodzimy, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. Chodzi o umieszczenie naszych losów w szerszej historycznej ramie, próbę stworzenia narracji, która naszym wspólnotowym wysiłkom nada określony, osadzony w metafizyce, głębszy sens. 

Po trzecie, Gospodarz, Pan Młody, Jasiek – trzy pokolenia Woli (decydenci polityczni). Ich zadaniem jest twórcze, a przede wszystkim skuteczne, wykorzystanie Intelektu i Wizji oraz przekucie ich w wspólnototwórcze działanie za pośrednictwem instytucji i mechanizmów państwowych. Gospodarz ma utrzymać złoty róg, a utrzymując go stworzyć podmiotową wspólnotę polityczną.

Na kartach dramatu każdy z bohaterów poniósł porażkę, którą da się wyjaśnić jako wypadkową zdeformowanej relacji i proporcji w tym co prywatne (indywidualne) do tego, co publiczne (wspólnotowe) oraz tego, co codzienne do tego, co nadzwyczajne i rewolucyjne.

„Rzeczy serio nie ma”

W akcie I postać Dziennikarza pojawia się tylko w dwóch pierwszych scenach, co nie przeszkadza w naszkicowaniu jego wstępnej charakterystyki. Z rozmów z Czepcem i Zosią wyłania się nam obraz zmanierowanego inteligenta, zmęczonego, wręcz sfrustrowanego swoją pracą. Do Czepca Dziennikarz odnosi się z pewną dozą pobłażliwości i paternalizmu. Deprecjonując poprzez ów lekceważący stosunek intelektualne zdolności chłopa (co odnosi się również do chłopstwa jako takiego), siebie samego stawia na wyższej pozycji, pysznie mniemając, iż chłopi niezdolni są do realnej partycypacji w życiu politycznym. Natomiast w rozmowie z Zosią jego zmanierowanie objawia się w słowach pełnych salonowej kokieterii, wystudiowanego flirtu. Owe konwencjonalne pochlebstwa, stanowiące wyuczoną pozę, świadczą o zblazowaniu Dziennikarza, czystej formie pozbawionej realnej treści.

Stańczyk

(idąc)

Ktoś się za mną włóczy wciąż.

Dziennikarz

Ktoś przede mną ciągle stąpa.

Już pierwsze zdania wypowiedziane przez Dziennikarza i personifikację jego podświadomości świadczą, że mimo zmanierowania i rozgoryczenia Dziennikarz wciąż odczuwa brzemię związane z przynależnością do inteligencji. Wynikające z tego zadania i obowiązki nieprzerwanie stanowią dla niego realną perspektywę z którą musi się zmierzyć. Owe zmagania, w których przeciwnikiem został Stańczyk kończą się dla Dziennikarza całkowitą klęską. Dokonana przed obliczem królewskiego błazna swoista ekspiacja za winy przodków, współodpowiedzialnych za nieszczęście zaborów, staje się niczym nieuprawnionym usprawiedliwieniem własnej bierności i bezczynności. Dziennikarz zamyka się w formule irracjonalnej pseudo-martyrologii, która niczym tanatejski moloch pożera wszelką nadzieję i pro-niepodleglościowe wysiłki. Pozostaje tylko smak krwi w ustach i „z trupami pod rękę (…) Uczta-Męka”.

Z kolejnymi wypowiadanymi słowami coraz wyraźniej wyłania się bezbrzeżny nihilizm, tego który winien stać na straży polskości. Kolejno, jedna po drugiej, zostają zanegowane i odrzucone Świętości, imponderabilia dotychczas konstytuujące narodową tożsamość. Dzwon Zygmunta, symbol i ucieleśnienie Potęgi Rzeczypospolitej okrojony do roli tego, który żegna swoim głosem zmarłych, towarzysząc im w ich ostatniej drodze. Wspólnota odrzucona, jako fantom, życzeniowy konstrukt, wyraz kompromitującej idei nadczłowieczeństwa. A Wiara? Wiara to „malowanki częstochowskie”, pusty rytuał, pozbawiony realnej wartości. Dziennikarz wywołuje i wzywa Nieszczęście, zdaje się w śmierci szukać wyzwolenia z tego groteskowego wynaturzenia polskości, stworzonego przez jego imaginację.

Tymczasem Stańczyk w odpowiedzi na jego egzaltowane wynurzenia nazywa go komediantem.  Z gorzkiej ironii ofiaruje mu polski kaduceusz, wskazując na powierzchowność i fałszywość jego narodowego cierpiętnictwa. I tak też jest w istocie. Historyczna i metapolityczna recepcja Dziennikarza świadczy o jego intelektualnej miałkości. Cała konstrukcja tego niby-patriotycznego udręczenia razi swoją jednowymiarowością, wskazującą na brak jakiejkolwiek teoretycznej refleksji, która legła u jej podstaw. Całość przypomina patchwork złożony z emocjonalnej nadekspresji i historycznych sloganów, wyrosłych raczej z narodowych kompleksów, fobii oraz mikromanii niż szczerej troski o losy rodaków i państwa. Jej przeznaczeniem jest usprawiedliwiać ucieczkę od realnej polskości i obowiązków jakie wobec niej posiada Dziennikarz- uosobienie inteligencji.

Tym samym widzimy, że zmagania Dziennikarza z polskością zakończyły się całkowitym niepowodzeniem, a źródłem i powodem tej porażki była jego patologiczna wręcz relacja z tym, co wspólnotowe – demonizując jej obraz i kondycję, Dziennikarz okazał się niezdolnym do wyjścia poza wąski horyzont fałszywej pseudo-martyrologii i podjęcia realnego wysiłku poznawczego.

Zamiast tego osunął się on w na wpół rozpaczliwy, na wpół zmanierowany nihilizm, który swoje symboliczne uwieńczenie znalazł w słowach redaktora wypowiedzianych do Radczyni:

Rzeczy serio nie ma;

wszystko jest prowizoryczne:

przekonania, opinie, twierdzenia

(…)

Nawet Prawdy cienia!

Ja sam i Czyny Wielkie!

Początek podobny jak u Dziennikarza. Wystudiowana poza, gładkie słówka, sztuka dla sztuki. Poeta jest znudzony, zblazowany, a jego flirciarskie wysiłki Maryna podsumowuje krótko i dosadnie:

Przez pół drwiąco, przez pół serio

bawi się pan galanterią

Jednak w przeciwieństwie do Dziennikarza, Poeta nie ucieka w łatwe demonizowanie tego, co wspólnotowe. Operuje on raczej na linii codzienność-niezwykłość. Poeta z jednej strony z pogardą odrzuca to, co codzienne, zwykłe, pospolite, z drugiej jest zafascynowany Siłą, ocierającą się o nihilistyczną fascynację śmiercią jako jakimś ukrytym źródłem mocy, ale też po prostu budzącej politowanie estetycznej podniety. Znów sztuka dla sztuki. O tym, że to tylko forma bez treści, bezcelowa poza świadczy scena spotkania Poety i Rycerza w drugim akcie dramatu. Rycerz-Moc okazał się niczym więcej niż nihilistyczną ułudą, za którą kryła się śmierć oraz przeszłość, do której nie ma już dostępu.

tak by gdzieś het gnało, gnało

tak by się nam serce śmiało

do ogromnych, wielkich rzeczy,

a tu pospolitość krzeczy,

a tu pospolitość tłoczy,

(…)

a tu pospolitość niska

włazi w usta, ucho, oko;

Tę zmanierowaną, efekciarską i pełną sztucznego patosu tęsknotę  za tym, co niecodzienne i niezwykłe demaskuje Gospodarz, komentując marzenia Poety o „rycerzu błędnym”:

Dramatyczne, bardzo piękne –

u nas wszystko dramatyczne,

w wielkiej skali, niebotyczne –

a jak taki heros jęknie,

to po całej Polsce jęczy

I słusznie, bo ta fascynacja Czynem podszyta jest karykaturalnym pragnieniem jakiegoś nowego Wieszcza, nieprzeciętnej jednostki, która sama jedna wyzwoli nas z okowów niewoli i stworzy nową  narodową tożsamość. Tyle, że ostateczne konsekwencje takich niby rewolucyjnych bajań są identyczne jak u Dziennikarza: dla niego demonizacja wspólnoty i tego, co publiczne była okazją do ucieczki od rzeczywistości i dezercją z obowiązku codziennej, żmudnej pracy.

Podobnie jest u Poety – marzenia o Wielkich Czynach i Wielkich Bohaterach to „projektowanie na zewnątrz” zadań, za które on sam powinien wziąć odpowiedzialność.

Ucieczka w domowe zacisze

Pan Młody – jedno z trzech pokoleń Woli; ten, który powinien wziąć odpowiedzialność za to, co publiczne, za kształt politycznej wspólnoty. Ale Pana Młodego interesują tylko przyjemności rodzinnego życia. Tak jak Poeta uciekał od „pospolitej” codzienności w bajkowe rejestry Wielkich Czynów, tak Pan Młody idealizuje to, co prywatne, uciekając od narodowej wspólnoty w cztery ściany własnego domu. Za tą postawą, podobnie znów jak u Dziennikarza i Poety, kryje się tchórzostwo, dezercja z publicznych obowiązków, niechęć do wspólnoty.

Granie miłe, spanie miłe,

życie było zbyt zawiłe,

miło snami uciec z życia,

(…)

trza by mieć ogromną siłę,

siłę jakąś tytaniczną,

żeby być czymś na tej wadze,

gdzie się wszystko niańczy w bladze –

to już tak po uszy sięga,

Los: fatyga, czas: mitręga

Widzimy więc, że „ukrycie” się w tym, co prywatne, ma być sposobem przechytrzenia Losu, który tylko czyha nasz błąd i słabości. A przecież z Fortuną walczyć nie sposób, lepiej usunąć się na bok, skryć się, schować w przestrzeni tego, co prywatne, własne, rodzinne. Idealizowaną codzienność można jeszcze kształtować, sferę publiczną – dajcie spokój.

Powierzchowność takiej ucieczki w domowe zacisze demaskuje widmo Hetmana – problemy i wyzwania wspólnotowe nie znikną, jeśli spróbuje się je unieważnić za pośrednictwem zamknięcia się w tym, co prywatne. Konflikty i napięcia społeczne będą się kumulować w ukryciu, aż w końcu wrócą i wybuchną ze zdwojoną siłą. Krótkowzroczne jest pozostawianie sfery publicznej samej sobie, bo negatywne konsekwencje takiej beztroskiej postawy uderzą również w nasz misternie uporządkowany prywatny mikrokosmos. Nieważne z jaką pieczołowitością budowany.

Chłop potęga jest i basta

Gospodarz chłopów lubi, szanuje, podziwia. Aż za bardzo.

A jak modli się w kościele,

taka godność, to przejęcie;

bardzo wiele, wiele z Piasta;

chłop potęga jest i basta.

Tak jak Dziennikarz ślepy był na prawe oko (demonizacja wspólnoty), tak Gospodarz jest na lewe (idealizacja). Jednocześnie w tym idealizowaniu blisko mu do postawy Pana Młodego. Tylko przedmiot jest inny: Gospodarz idealizuje to, co publiczne, Pan Młody wybiera to, co prywatne. Oczywiście z takiego jednostronnego spojrzenia na wspólnotę nic dobrego dla niej nie wyjdzie. Bez dojrzałego przepracowania zarówno jej mocnych stron, jak i słabości, nie ma mowy o podmiotowej wspólnocie. Idealizacja w wykonaniu Gospodarza kończy się tym samym co w przypadku Pana Młodego – zamieceniem wewnętrznych napięć pod dywan i udawaniem, że wszystko jest w najlepszym porządku.

Konfrontacja z Werhynorą ujawnia „wspólny mianownik” Gospodarza, Dziennikarza, Poety i Pana Młodego – doskonałą bierność. Każdy z nich lubił teoretyzować czy fantazjować na temat odzyskania przez Polskę dawnej świetności i potęgi, lecz na słowach zawsze się kończyło. Porażka Gospodarza – Woli to porażka całej wspólnoty. Ta porażka dokonała się w trzech krokach.

Po pierwsze, specyfika procesu odzyskania podmiotowości – Gospodarz otrzymując złoty róg miał jednocześnie tylko czekać na dalszy rozwój wypadków, ma wypatrywać w stronę Krakowa, wyczekiwać na tych, którzy drogą dopiero przybędą. Jego rola w całym procesu była już na wejściu zminimalizowana. Tym samym przywrócenie podmiotowości było procesem zewnętrznym, czymś co przyszło spoza Gospodarza – personifikacji politycznej (nie)sprawczości wspólnoty. Tutaj dostrzegamy podobieństwo do bliżej nieokreślonych tęsknot Poety i jego pragnień podmiotu Mocy.

Po drugie, Gospodarz nie był w stanie wypełnić nawet tej drugorzędnej roli. Natychmiast złoty róg oddał Jaśkowi. Najważniejsze zadanie, największa odpowiedzialność została scedowana na niedoświadczonego młodziana. Gospodarz mimo wcześniejszych peanów na część wspólnoty, nie był w stanie wziąć za nią odpowiedzialności. Zdezerterował tak jak pozostali.

Dopełnieniem porażki i ostatecznym zakończeniem Wesela-Wydarzenia był tak naprawdę nie chocholi taniec, lecz zamknięcie złotej podkowy w skrzyni. Chocholi czar to już tylko konieczna konsekwencja wcześniejszej sekwencji zdarzeń. Czym była złota podkowa? Symbolem Szczęścia, nadzieją, że może nie teraz, ale następnym razem uda się podjąć skuteczną walkę o podmiotowość. Złota podkowa to alegoria zasobów: materialnych, symbolicznych, międzynarodowych, która można było wykorzystać dla dobra wspólnoty. Tymczasem Gospodarz decydując się na zamknięcie jej w skrzyni, przemienił ją w symbol partykularyzmu, kończąc ostatecznie Wesele-Wydarzenie, rozumiane jako proces przechodzenia od tego, co partykularne do tego, co uniwersalne. Wspólnota została zdradzona, rozpoczął się proces oligarchizacji i prawdopodobnie rekonfiguracji czy powstania nowego podziału wewnątrz wspólnoty, który w kolejnym Weselu zastąpi podział chłopstwo-inteligencja. A może tylko dokona jego reprodukcji w tej samej postaci.

Odrzucić pawie pióra

Czy możemy winić Jaśka za porażkę całego wspólnototwórczego procesu? Do pewnego stopnia i pośrednio. Główny ciężar winy spoczywa oczywiście na Gospodarzu, który scedował tak ważne zadanie na młodzieńca pozbawionego doświadczenia i intelektualnie nieprzygotowanego do roli, którą przyszło mu odegrać.

Ale nie możemy zapomnieć o czapce z pawimi piórami – symbolu indywidualnego sukcesu, przedkładania tego co własne, wąskie, partykularne nad dobro wspólnoty. Z tego wynika jasna nauka dla współczesnych Jaśków – prawdziwym wyzwaniem jest odrzucenie pawich piór i gotowość poświęcenia własnych sukcesów, sławy, spokoju i stabilizacji prywatnego uporządkowanego życia na rzecz niepewnych rezultatów pracy dla dobra wspólnoty.

Drugi wniosek odnosi się do konieczności podjęcia intelektualnej pracy, gotowości zastąpienia Gospodarza nawet w najmniej spodziewanym momencie. Jasiek – dobrze bawiący się drużba był do tego kompletnie nieprzygotowany. Nie można odkładać wysiłku samodoskonalenia dla dobra wspólnoty na wieczne później, bo rzeczywistość z różnych powodów może nas zaskoczyć i postawić przed koniecznością trudnych wyborów.

Są gorsze rzeczy niż chocholi taniec

Co jest przeciwieństwem złotego rogu – symbolu podmiotowej wspólnoty politycznej? Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że chodzi o chocholi taniec, ale wcale nie musi tak być, bowiem dokładna lektura dramatu wskazuje nam na bardziej radykalną opozycję niż końcowe zaczarowanie weselników.

Czym bowiem jest ten czar? Konsekwencją już wcześniej zaistniałych wypadków: oddania złotego rogu w ręce Jaśka, zamknięcia złotej podkowy w skrzyni, zapadnięcia Gospodarza w sen zaraz po odjeździe Wernyhory zapowiadający już tylko chochole zaklęcie. Końcowy taniec oznacza ostateczny koniec Wesela-Wydarzenia – energia, patriotyczne napięcie, intelektualne i emocjonalne wzmożenie nie zostaje przekute w trwałą, instytucjonalną postać. Znów wracamy do żywiołu codzienności, utrzymane zostaje dotychczasowe status quo, następuję tymczasowa petryfikacja wspólnoty, która przegrała swoją szansę na podmiotowe przyspieszenie.

Nie oznacza to jednak trwałej i nieodwracalnej porażki. Dlaczego? Po pierwsze, chocholi czar unieważniając jedno Wesele-Wydarzenie nie zamyka drogi do jego powtórek w przyszłości. Z jednej strony historia i wydarzenia międzynarodowe, z drugiej dynamika wewnętrzna wspólnoty i wola nowych pokoleń Jaśków-Gospodarzy, Poetów, Dziennikarzy doprowadzi w końcu do nowego Wesela. Po drugie, chocholi taniec zamykając wspólnotę w tym, co codzienne, prozaiczne, pozbawione podmiotowego napięcia, zapewnia jednocześnie, na niskim poziomie, ale wciąż stabilizację. A ona daje znowuż możliwość mozolnej intelektualno-instytucjonalnej pracy (NGO, partie polityczne, ruchy społeczne, czasopisma idei, praca naukowa), przygotowującej do kolejnego Wesela-Wydarzenia.

Co więc stanowi przeciwieństwo złotego rogu? Proces, którego uosobieniem są Dziad i Upiór – rabacja galicyjska symbolizująca destrukcyjny dla wspólnoty podział wewnętrzny, w ramach którego zdrowa rywalizacja konkurencyjnych wizji porządku politycznego, przekształca się w wyniszczającą wojnę pozycyjną, połączoną z chęcią symbolicznego wykluczenia przeciwnika i wyrzucenia go poza obręb tego, co wspólne. Znamy dobrze tę specyfikę: „zdrajcy”, „zaprzańcy”, „Targowica”, „PiSlamizm”, „Kaczafi” „ciemnogród”.

Do teoretycznego uchwycenia tego procesu bardzo dobrze nadaje się pojęcie zaczerpnięte z klasycznej filozofii polityki – stasis, wojna domowa. Tak stasis opisują na łamach „Teologii Politycznej” Tomasz Stefanek i Piotr Szlagowski: „Najbardziej rozpowszechnione tłumaczenie słowa stasis na język polski to, oczywiście, „wojna domowa” – gorący konflikt polityczny między dwoma stronnictwami w ramach jednej wspólnoty obywatelskiej. Samo pojęcie ma jednak bogatą historię, której znajomość pozwala dopiero pojąć jego sens w odniesieniu do spraw politycznych. Wywodzi się ono z klasycznej fizyki, gdzie występuję jako przeciwieństwo słowa kinēsis i oznacza stan spoczynku, brak lub zatrzymanie ruchu. Dlaczego Grecy opisywali wojnę domową – wewnętrznie wrzenie w ramach wspólnoty politycznej, kiedy sytuacja zmienia się z godziny na godzinę i wydaje się jak najdalsza od stabilności – przy pomocy słowa oznaczającego spoczynek i zastój? Najwyraźniej dostrzegali, że niekiedy w polityce dzieje się na pozór niesłychanie wiele, ale w istocie nie dzieje się nic. Kiedy dwa stronnictwa polityczne pozostają w nieustannym wzajemnym zwarciu, mnożą się akty wrogości, a temperatura sporu sięga zenitu, polis jako całość pozostaje w rzeczywistości w całkowitym bezruchu, bowiem konflikt uniemożliwia zmianę (a więc także rozwój) i czyni wspólnotę polityczną doskonale niezdolną do działania.”

Największe zagrożenie dla wspólnoty stanowi właśnie owe „nieruchome zamieszanie” – w jego konsekwencji Dziennikarze, Poeci, Gospodarze, Jaśkowie, Panowie Młodzi często stają się „najemnikami” jednej ze stron konfliktu. Swój czas i energię poświęcają na tworzenie antagonistycznych partykularnych tożsamości, starają się udowodnić wyższość „swoich” nad „obcymi”. Zamiast budować to, co uniwersalne, oddają się w służbę walczących stronnictw, a podejmowana naprędce wojenna refleksja nie ma wiele wspólnego z intelektualną głębią i uczciwością. Cierpi także na tym oczywiście instytucjonalny wymiar wspólnoty: do administracji bierzemy sprawdzonych i swoich, nie najbardziej kompetentnych ludzi. W ten sposób zasoby wspólnotowe zamiast zostać wykorzystane dla dobra ogółu, są marnowane w kolejnych symbolicznych starciach i potyczkach.

Stefanek i Szlagowski zwracają uwagę na jeszcze jedną niezwykle istotną cechę stasis – żadne ze stronnictw nie posiada wystarczającej siły, aby zwyciężyć. Konflikt reprodukuje się więc w coraz bardziej groteskowej postaci, ogniskując się wokół coraz mniej poważnych zagadnień.

Jasiek-Gospodarz utrzymuje złoty róg

Gdzie więc szukać rozwiązania? Prawdziwa akcja Wesela rozpoczyna się już po właściwym zakończeniu utworu. Jasiek wyciągnął z dłoni weselników broń, kończąc w ten sposób z podmiotowym wzmożeniem, rozpoczął się chocholi taniec, wspólnota powróciła do status quo ante. Teraz rozpoczyna się prawdziwa praca dla Jaśka, który za 10 może 20 lat w wyniku naturalnej pokoleniowej zmiany stanie się Gospodarzem nowego Wesela-Wydarzenia. Jego zadaniem jest wykonać niezbędną intelektualną pracę, aby być na ten moment – wywołany okolicznościami zewnętrznymi (Chochoł sam wkroczy do chaty-Polski) lub z inicjatywy samego Jaśka-Gospodarza (przywołanie Chochoła celowo i ze świadomością stawki o jaką toczyć się będzie od teraz weselna gra). Podobne wyzwanie stoi oczywiście przed nowym pokoleniem Dziennikarzy oraz Poetów.

Kluczem jest wejście w przestrzeń pomiędzy, reprezentowaną przez sień i gotowość celowej modyfikacji kształtu Dekoracji, rozpoczynającej całość utworu, a symbolizującej wcześniej już zaznaczony tożsamościowy i kulturowy fundament, niezbędny do twórczego przepracowania w procesie budowy podmiotowej wspólnoty politycznej i związany z nadaniem wspólnocie określonego celu i sensu.

Podpowiedzi jak ten proces powinien przebiegać dostarcza nam esej Błażej Skrzypulca Cykl tożsamości. W poszukiwaniu nowej polskości.

Autor posiłkując się pracą Michała Łuczewskiego Odwieczny naród. Polak i katolik ze Żmiącej, zwraca nam uwagę na jedno, fundamentalne twierdzenie, korespondujące w pełni z koncepcją Wesela-Wydarzenia – polskość nie jest czymś esencjalnym, niezmiennym, nadanym z góry i nie podlegającym twórczej reinterpretacji.

Wręcz przeciwnie, Łuczewski, a za nim Skrzypulec pokazują jak ten proces rekonfiguracji tożsamości Polaka przebiegał na przestrzeni historii i według jakich zasad może przebiegać także dziś.

Skrzypulec wyróżnia trzy zasadnicze składniki procesu tworzenia nowej tożsamości narodowej: „Po pierwsze, istnieć musi układ relacji społecznych, który tworzy miejsce dla nowego samookreślenia, wyznaczając pewne cele nierealizowalne w ramach dotychczasowej tożsamości. Po drugie, pojawić się muszą ideologowie narodowi o odpowiednich umiejętnościach. Wreszcie, po trzecie, nowa tożsamość musi zostać nadbudowana na jakiejś wcześniejszej, tak aby nie być odczuwaną jako niezrozumiała i obca.”

Co niezwykle istotne ta nowa tożsamość musi znaleźć oparcie w dwóch komplementarnych wobec siebie elementach: interesach (wymiar materialny) oraz symbolice (wymiar tożsamościowy).

Potrzeba więc atrakcyjnej opowieści i konkretnych politycznych, gospodarczych i społecznych benefitów wynikających z przyjęcia tej narracji za swoją. Nie ma tutaj jednak mowy o działaniu rewolucyjnym, na zasadzie radosnej twórczości i łączenia dowolnych puzzli. Proces ten musi odbywać się w sposób ewolucyjny, w oparciu o istniejące już elementy, podlegające modyfikacji i uzupełnieniom: „Jednakże w praktyce konstruowanie wspólnotowej symboliki nie odbywa się na zasadzie boskiego stwarzania ex nihilo, lecz przypomina raczej pracę rzemieślniczą polegającą na dorabianiu nowych elementów do wcześniejszej konstrukcji i wymienianiu tych najbardziej zużytych.”

Jak taka koncepcja ma się do Wydarzenia-Wesela? Ideolodzy narodowi to nasza triada Intelekt, Wizja, Wola. Proces rekonfiguracji tożsamości w oparciu o wymiar symboliczny i materialny to zmaganie się bohaterów utworu ze zhiperbolizowaną polskością w akcie II dramatu, wywołane pojawieniem się Chochoła-Metapolityki. A „układ relacji społecznych”? On również pojawia się w Weselu, chociaż rzadko zwraca się na to uwagę w interpretacjach dzieła. Wyspiański opisuje bowiem w trzech scenach: 27, 28 i 29 aktu I kontekst społeczny, dziejący się jakby obok głównej akcji utworu. Pojawia się postać Księdza, jest Żyd, są chłopi reprezentowani przez Czepca. Na czele hierarchii społecznej jest Ksiądz (władza kościelna, symboliczna), niżej jest Żyd – karczmarz, trzymający handel i to , co finansowe w swoich rękach, wreszcie na samym dole drabiny społeczno-gospodarczej znajduje się chłop, wykorzystywany i wyzyskiwany, bez wsparcia ze strony Księdza- Polaka i katolika tak jak on. W ten sposób Wyspiański wprowadza w cały konflikt także wymiar społeczno-ekonomiczny, nie mniej istotny z punktu widzenia szeregu procesów narodotwórczych, jakie działy się w XIX w na ziemiach polskich pozostających pod zaborami.

W ten sposób ukazuje się nam jeszcze jedno niezwykle istotne oblicze dramatu – Wyspiański znajdując miejsce zarówno dla tła społecznego, jak i symbolicznego w swojej wymowie aktu II, potrafił przekroczyć dualny podział romantyzm-pozytywizm. Atrakcyjna opowieść o tym skąd przychodzimy, gdzie jesteśmy i dokąd mamy zmierzać, połączona ze społeczno-ekonomicznym wymiarem naszej narodowej egzystencji pozwala sformułować koncepcję „romantywizmu”.

Dopiero wykonanie tak przedstawionej intelektualno-tożsamościowej pracy umożliwi wejście w II akt Wesela-Wydarzenia na własnych warunkach – być może Osoby Dramatu w ogóle się już nie pojawią, bo i po co, skoro niezbędna wspólnototwórcza praca została już wykonana, albo pojawią się nie jako przeszkody, lecz wsparcie całego procesu tworzenia podmiotowej wspólnoty. A co ze złotym rogiem? Tym razem Jasiek-Gospodarz nie odda go w ręce nowego Jaśka. Być może nie pojawi się nawet Wernyhora, a Jasiek-Gospodarz nie będzie potrzebował żadnego rogu. I wreszcie Chochoł ukaże nam swoje Janusowe oblicze – już nie tego, który stoi za uśpieniem wspólnoty, lecz inicjatora procesu stworzenia nowej, inkluzyjnej i podmiotowej wspólnoty. Bo Chochoł daje nam po prostu szansę. Co my jako wspólnota polityczna z nią zrobimy, jest już naszą sprawą. I naszą odpowiedzialnością, od której ostatecznie nie uciekniemy.

Tekst powstał ze środków programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja literatury i czytelnictwa”.