Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Mateusz Mroczek  10 kwietnia 2016

Kim są „militarni”?

Mateusz Mroczek  10 kwietnia 2016
przeczytanie zajmie 5 min
Kim są „militarni”? www.flickr.com/photos/latvijas_armija

Od czasu rosyjskiej agresji na Ukrainę do debaty publicznej przebiły się tematy związane z odbudową polskiej obrony terytorialnej. Jeden z głównych filarów „odrodzonej” OT miałyby stanowić działające już w naszym kraju organizacje proobronne. W medialnych doniesieniach mówiło się nawet o kilkuset tysiącach Polaków zaangażowanych w tego rodzaju inicjatywy. Czy „militarni” – jak czasami bywają określani członkowie organizacji proobronnych – stanowią rzeczywistą siłę?

Warto zacząć od podania uproszczonej definicji tego, czym są organizacje proobronne. By nie wyważać otwartych drzwi, sięgnijmy do definicji sformułowanej przez autorów raportu Koncepcja Obrony Terytorialnej w Polsce, który powstał w ramach Narodowego Centrum Studiów Strategicznych. Podkreślają oni, że do organizacji proobronnych można zakwalifikować te „stowarzyszenia i związki, które w swoich programach funkcjonowania uwzględniają tematykę wychowania patriotyczno-obywatelskiego oraz problematykę tzw. przysposobienia wojskowego – czyli przygotowania członków do różnych zadań realizowanych przez siły Obrony Cywilnej oraz Obrony Terytorialnej, a także wstępne przygotowanie młodzieży do służby w jednostkach zawodowych SZ RP”. Choć NCSS poniekąd kwalifikuje do tej grupy również organizacje harcerskie, klasy mundurowe i stowarzyszenia specjalistyczne (nurkowe, spadochroniarskie, łowieckie itp.), to my skupimy się na organizacjach o charakterze paramilitarnym.

Są to przede wszystkim Związek Strzelecki (tzw. strzelcy), Stowarzyszenie ObronaNarodowa.pl, Legia Akademicka, Stowarzyszenie „FIA – Wierni w gotowości pod bronią” oraz dziesiątki mniejszych jednostek. Ich liczebność szacuje się na około 20-50 tys. członków, choć w niektórych doniesieniach medialnych mówiono o liczbach sięgających 100 tys. osób, co raczej należy włożyć między bajki. Nawet mimo dużego napływu nowych członków po wydarzeniach na Ukrainie.

Przyjrzyjmy się pokrótce poszczególnym organizacjom. Związek Strzelecki „Strzelec”, nawiązujący do przedwojennych tradycji, został reaktywowany w 1989 r. z inicjatywy Leszka Moczulskiego jako swoista partyjna, paramilitarna przybudówka Konfederacji Polski Niepodległej. Dzisiaj, po zerwaniu z wszelkimi politycznymi powiązaniami, stanowi całkowicie niezależną organizację paramilitarną, do której należy kilka tysięcy, głównie młodych, ludzi. Spośród wszystkich omawianych stowarzyszeń zdecydowanie wybija się rozbudowanymi i dość sprawnie działającymi strukturami. W „Strzelcu” działa bowiem obecnie ponad 20 Oddziałów lokalnych, zrzeszonych w czterech Okręgach regionalnych.

Stowarzyszenie ObronaNarodowa.pl, założone przez byłych działaczy „Strzelca” jest mniej liczne od „macierzystej” organizacji (ok. 2 tys. członków), ale jego działalność wydaje się bardziej przebijać do opinii publicznej. Zdecydowanie najgłośniejszą akcją ON.pl., promującą postawy proobronne i ideę odbudowy systemu Obrony Terytorialnej w Polsce, była kontrowersyjna kampania „Odbudujmy Armię Krajową”. Działacze ON.pl zawzięcie promują swoją koncepcję tego komponentu sił zbrojnych, co doprowadziło do scysji ze środowiskami rządowymi, optującymi za inną wizją OT. Na marginesie można wspomnieć, że ON.pl, jako jedna z nielicznych organizacji proobronnych, nie dołączyła do utworzonej przez MON Federacji Organizacji Proobronnych.

Rodowód „FIA – Wierni w gotowości pod bronią” jest zgoła inny. Jej założyciele to głównie byli (i obecni) pasjonaci militarnych gier Air Soft Gun, którzy ok. 2005 r. postanowili rozszerzyć swoją działalność na nowe pola. Jak sami podają na swojej stronie internetowej, FIA „przygotowuje ludzi do funkcjonowania w warunkach konfliktu zbrojnego, okupacji, kryzysu ekonomicznego i społecznego”. Wedle różnych źródeł, w FIA działa kilkuset pasjonatów, ściśle współpracujących z kilkoma jednostkami wojskowymi i prowadzących profesjonalne szkolenia paramilitarne.

Jak widać, nie są to organizacje o masowym charakterze, aczkolwiek mogą one zapewne stanowić istotny zasób ludzki przyszłej OT. Trzeba jednak wziąć poprawkę na kilka istotnych „wad” tego środowiska, na które zwraca uwagę wielu publicystów i badaczy polskiej wojskowości.

W wydanym niedawno reportażu Militarni – już wojskowi czy jeszcze cywile, autorstwa pary dziennikarzy Wojciecha Chełchowskiego i Andrzeja Czuby, dokonano swoistego przeglądu istniejących struktur organizacji proobronnych w Polsce. Jeden z głównych wniosków, jaki można wysnuć z wywiadów i tekstów zawartych w tej książce, to fakt ogromnego rozdrobnienia organizacyjnego. Jak już zostało wyżej zauważone, istnieje wiele ogólnopolskich organizacji paramilitarnych o wielostopniowej strukturze (centralnej, regionalnej), których obraz dopełnia wiele lokalnych, indywidualnych inicjatyw. Nie prowadzą one wspólnej, skoordynowanej działalności szkoleniowo-organizacyjnej.

Takie rozczłonkowanie wynika z wielu czynników, na które zwracają uwagę Chełchowski i Czuba. Z racji faktu, że są to często małe, stosunkowo hermetyczne środowiska, powstają pomiędzy nimi czysto personalne napięcia – czy to ambicjonalne, czy też wynikające z rozmijających się wizji obywatelskiego zaangażowania w obronność państwa.

Ma to swoje negatywne konsekwencje w zakresie programów szkoleniowych. NCSS w swoim raporcie zwraca uwagę, że – pomimo pewnych różnic – cechą wspólną omawianych organizacji jest skupianie się na szkoleniach umiejętności rzeczywiście potrzebnych w przyszłej OT (szkolenia strzeleckie, szkolenia z taktyki działań lekkiej piechoty itp.). Problemy ujawniają się jednak w zakresie poziomu merytorycznego szkoleń – prowadzonych często przez osoby nieposiadające kluczowych kwalifikacji i doświadczenia. Niemniej, we wspomnianej wyżej publikacji przedstawiono wiele przykładów „militarnych”, którzy dzięki samokształceniu płynnie weszli w struktury profesjonalnych służb i armii. Niejednokrotnie odznaczając się wysokim poziomem umiejętności.

W 2014 r. potencjał organizacji proobronnych został dostrzeżony przez państwo, co zaowocowało powstaniem Federacji Organizacji Proobronnych, działającej pod patronatem Ministerstwa Obrony Narodowej. Pierwszym szefem Federacji został gen. Bogusław Pacek, który postawił sobie za cel koordynację działalności stowarzyszonych organizacji (weszło doń większość wspomnianych wyżej stowarzyszeń – z wyłączeniem ObronaNarodowa.pl), ujednolicenie zasad szkoleniowych i tworzenie przyszłych rezerw dla Sił Zbrojnych i Obrony Terytorialnej. Wszystko w duchu kształtowania postaw patriotyczno-obronnych młodzieży, szerzenia edukacji obronnej, a także wspierania systemu obronnego i zarządzania kryzysowego państwa.

W zamyśle twórców miał to być pierwszy krok do konsolidacji działających w kraju formacji proobronnych. Po egidą gen. Packa zorganizowano kilka wspólnych szkoleń oraz Zlot Organizacji Proobronnych i Klas Mundurowych pod hasłem „Tobie, Ojczyzno”. Sam pomysł powstania FOP jest oczywiście chwalebny. Wydaje się jednak, że w działaniu Federacji zabrakło dotychczas profesjonalizmu (co pewnie jest konsekwencją ograniczonej liczby środków finansowych), a i ambicjonalne oraz koncepcyjne różnice pomiędzy organizacjami dały o sobie znać.

W następstwie zmiany władzy politycznej, doszło również do roszad personalnych w ramach FOP. Gen. Pacek z początkiem stycznia 2016 r. pożegnał się ze swoim stanowiskiem. Wydaje się, że rząd Prawa i Sprawiedliwości, choć wielokrotnie podkreślał już ustami ministra Macierewicza szacunek i gotowość do wspierania działalności organizacji proobronnych, ma inną koncepcję działalności Federacji, a być może jej wygaszenie. Dużo większy nacisk wydaje się być bowiem kładziony bezpośrednio na budowę sił Obrony Terytorialnej, które miałyby przeciągać członków istniejących organizacji, a nie włączać do OT całych ich struktur.

Ruch „militarnych”, pomimo wszystkich swoich wad, wynikających głównie ze słabości organizacyjnej i finansowej, stanowi wartość samą w sobie. Wynikającą przede wszystkim z patriotyzmu i bezinteresownego zaangażowania członków organizacji proobronnych, którzy własnym sumptem szkolą się i nabywają – kosztowne przecież – wyposażenie. Niezaprzeczalnym faktem jest również to, że w ostatnich latach ich potencjał znacznie się powiększył. Polacy – po wojnie na Ukrainie i kryzysie uchodźczym – otrząśnięci z iluzji „wiecznego pokoju” w Europie, zaczęli masowo interesować się kwestiami bezpieczeństwa, w tym zagrożeniem ewentualnym konfliktem. Połączenie tych obaw z likwidacją powszechnego poboru do armii, sprawiło, że organizacje proobronne przeżywają dzisiaj swoje pięć minut. Są one bowiem jedynymi strukturami, które mogą dzisiaj przygotować obywatela na sytuacje wojenne i kryzysowe.