Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Kaszczyszyn  27 marca 2016

Jezus albo jest Bogiem, albo dajmy mu spokój

Piotr Kaszczyszyn  27 marca 2016
przeczytanie zajmie 5 min
Jezus albo jest Bogiem, albo dajmy mu spokój Jezus Christ Superstar/filmweb.pl

Redukowanie Jezusa do wymiaru postaci historycznej lub „wyciąganie Go” z kontekstu biblijnego i „uczłowieczanie” na siłę zdecydowanie więcej mówi o autorach tych prób niż o samym Jezusie. Chrystus albo będzie Bogiem-Człowiekiem, Synem Boga Żywego, albo zostawmy go w spokoju.

Jezus Christ Superstar Ostatnie kuszenie Chrystusa – musical i dramat. Dwa obrazy różniące się podejściem gatunkowym, ale stanowiące świetne przykłady tego, że bez Zmartwychwstania nie ma sensu zajmować się postacią Jezusa z Nazaretu. Oba te filmy posiadają wspólny mianownik, który możemy przedstawić w czterech zasadniczych punktach.

1. Grzech i bez grzechu

Źródłem wszystkich dalszych problemów jest podejście obu reżyserów do zagadnienia grzechu i bezgrzeszności samego Jezusa. W przypadku Jezus Christ Superstar kwestia grzechu zostaje „rozwiązana” przez jej proste przemilczenie. W konsekwencji twórcy filmu z łatwością mogli dokonać redukcji postaci Jezusa do kogoś w rodzaju post-, czy też neohippisowskiego „mesjasza”, historycznej prefiguracji kontrkulturowego bojownika o wolność, który przeciwstawia się opresji sojuszu systemu władzy i systemu społecznego, reprezentowanego przez żołnierzy Heroda w policyjnych kaskach. W tym kontekście pojęcie grzechu staje się jeszcze bardziej problematyczne, bo przecież „nie na czasie” i zbyt mocno uwikłane we freudowskie super ego; grzech staje się czymś „wykluczającym”, stanowi przeszkodę w pochodzie ku wyzwoleniu się ze społecznych czy obyczajowych uwikłań stojących na drodze ku pełnej wolności i samorealizacji.

Jeszcze dalej idzie Martin Scorsese, który wprost zrywa z biblijną bezgrzesznością Jezusa. W konsekwencji otrzymujemy syna Maryi, cieślę wykonującego krzyże dla rzymskiego okupanta Izraela; postać wewnętrznie zagubioną, wątpiącą, podatną na wszelkie pokusy, w tym pokusy seksualne. Jezus nie jest Synem Bożym, który już w wieku 12 lat rozpoczyna podróż ku odkrywaniu Boskiej części Jego ludzkiej natury. Jezus Scorsese to mężczyzna słaby, niezdecydowany, snujący się w kolejnych scenach filmu, słyszący rzekomy głos Boga, może Syn Boży, a może raczej nie.

2. Judasz, nie Piotr

Naturalną konsekwencją pominięcia kwestii grzechu lub też bezpośredniego uwikłania samego Jezusa w grzeszną naturę ludzką, jest położenie nacisku w obu filmach na postać Judasza. To właśnie on, nie Piotr staje się kimś najbliższym postaci Zbawiciela, który już nikogo nie zbawia. Wydaje się to odbywać w imię absurdalnego „pochylania się” nad postacią zdrajcy, kuriozalnych prób doszukiwania się w jego działaniu jakiejś głębi myśli i działania. W przypadku Jezus Christ Superstar Judasz staje się „głosem rozsądku”, który przeciwstawia się rojeniom agrzesznego Jezusa, co do Jego boskości, tym, który w piosence Heaven on their minds próbuje uświadomić Chrystusowi Jego prawdziwą rolę etycznego, ale „świeckiego” lidera i „prawodawcy” nowego systemu społecznego, prowadzącemu ku pełnemu wyzwoleniu człowieka w perspektywie doczesności.

W obrazie Martina Scorsese Judasz również staje się postacią najbliższą Jezusowi, towarzyszącą mu już od pierwszych minut filmu. Jako bojownik o polityczne wyzwolenie Izraela spod władzy rzymskiej, sprzeciwia się „kolaboracji” Jezusa z okupantem poprzez Jego ciesielską pracę. Później towarzyszy Mu przez cały film, aby na jego końcu stać się „głosem rozsądku”, tym który wypomni Jezusowi Jego ucieczkę z krzyża.

Faworyzowanie Judasza wydaje się wynikać nie tylko z kuriozalnych prób „uczłowieczania Chrystusa”, ale również z niechęci do tego, co reprezentuje sobą sam Piotr – instytucji Kościoła, figury „opresyjnego systemu dystrybucji wiary” w kontrze do pierwotnej „czystości” i „autentyczności” nauki Chrystusowej i życia pierwszych chrześcijan. Widać to zarówno w przypadku neohippisowskiego musicalu Normana Jewisona, jak i już bezpośrednio w Ostatnim kuszeniu Chrystusa, gdzie to nawet nie Piotr, lecz św. Paweł zostaje przedstawiony jako właściwy twórca chrześcijaństwa, w filmie Scorsese kłamca, który celowo manipuluje biografią Jezusa dla własnych partykularnych celów.

3. Maria Magdalena i seksualność

„Uczłowieczanie” Jezusa nie mogło oczywiście pominąć kwestii seksualności i cielesności, tak istotnej, ale jednocześnie wykrzywionej we współczesnym świecie, szczególnie po rewolucji ’68, która kwestie wyzwolenia seksualnego i obyczajowości wciągnęła w obręb tego, co polityczne. Nic więc dziwnego, że w obu filmach Jezus wchodzi w dwuznaczne relacje z Marią Magdaleną, niedwuznacznie sugerujące napięcie erotyczne między nimi. Reżyserowie w swoim głębokim „pochylaniu się” nad „ludzkim” Chrystusem zdają się konfidencjonalnie mówić „Jezu, daj spokój z tą seksualną wstrzemięźliwością, w końcu sam ustanowiłeś sakrament małżeństwa”. Najmocniej wybrzmiewa to oczywiście w przypadku Ostatniego kuszenia Chrystusa, gdzie po zejściu z krzyża, Jezus wchodzi po prostu w związek z Marią Magdaleną i ma z nią dzieci.

4. Krzyż, śmierć i zmartwychwstanie

Współczesna kultura często nie wie co zrobić z ludzką śmiercią. Nie wiedzieli tego także twórcy obu filmów. W moim przekonaniu dojrzalej rozwiązał to reżyser Jezus Christ Superstar, który cały film zakończył wymowną sceną – ukrzyżowany Jezus zostaje na Golgocie sam, pozostali aktorzy, już bez strojów, wchodzą do vana i odjeżdżają z planu, rzucając jeszcze ostatnie spojrzenie na wzgórze, krzyż i zachodzące słońce. Jest w tej scenie uczciwa bezradność wobec śmierci, ale jednocześnie miejsce na intymną tajemnicę, która być może przekroczy doczesną perspektywę reprezentowaną przez filmowego Judasza.

Inaczej jest w przypadku obrazu Scorsese. W nim nie ma już po prostu miejsca na tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W swoim „uczłowieczaniu” Jezusa reżyser jest konsekwentny, aż do samego końca. W rezultacie otrzymujemy groteskowe fabularne twisty, zejście Jezusa z krzyża, kuszenie przez Szatana, życie z Marią Magdaleną, besztanie św. Pawła, wyrzuty ze strony Judasza, że to właśnie Chrystus okazał się zdrajcą, zdrajcą wobec ludzi i Boga. Jaka głębia kryje się za tym kuriozalnym splotem wydarzeń? Dla mnie pozostaje to zagadką.

Jezus Christ Superstar Ostatnie kuszenie Chrystusa to obrazy prezentujące „antropologiczną kapitulację” współczesnej kultury.

Strach, bezradność, niechęć, radykalne niezrozumienie i odrzucenie tajemnicy śmierci, Krzyża i Zmartwychwstania w obu filmach zostają „przykryte” próbami redukowania Jezusa do postaci społecznego rewolucjonisty, którego horyzont działania ograniczony jest do doczesności oraz radykalnym „uczłowieczeniem” Jezusa, tak, że z postaci biblijnej zostaje już tylko ponury kontur, wypełniony antropologicznym defetyzmem reżysera. Oba te filmy stanowią próbę paternalistycznego w gruncie rzeczy „zagłaskania” Jezusa, próbę powiedzenia „Jezus był słaby tak jak i my. Nie wstydź się swojej słabości. Słabości, nie grzechu”. W konsekwencji następuje radykalne „obniżenie poprzeczki”, zamknięcie nas w perspektywie wiecznej słabości, z której nawet specjalnie nie musimy się wyciągać, bo w końcu „jesteśmy tylko ludźmi”. Nie ma tutaj miejsca na grzech, nie ma więc i miejsca na Boże miłosierdzie, a tym bardziej na nawrócenie czy zbawienie. Zostajemy na zawsze uwięzieni w perspektywie doczesności. A to wszystko pod płaszczykiem „głębokiego namysłu nad człowieczeństwem Jezusa”.

W tym kontekście prawdziwie „ożywczy” okazuje się film Mela Gibsona Pasja. Obraz naturalistyczny, brutalny, wręcz biologiczny. I co ciekawe, nieuciekający od wątpliwości, wahania, wewnętrznej walki duchowej Jezusa, wynikającej z jego człowieczeństwa, co w przejmujący sposób zostało ukazane w początkowej scenie modlitwy w Ogrodzie Oliwnym. A jednocześnie reżyser nie próbuje uciekać w infantylne sztuczki fabularne z Judaszem i Marią Magdaleną.

Jezus jest Bogiem-Człowiekiem, nie człowiekiem-może Bogiem- a może raczej kimś trochę lepszym od nas. Bez tajemnicy cierpienia, Krzyża, śmierci i Zmartwychwstania zajmowanie się Jezusem jest po prostu bezcelowe. Przykłady Jezus Christ Superstar Ostatniego kuszenia Chrystusa dobitnie to pokazują.