Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Tomasz Turejko  12 marca 2016

Polacy, którzy budowali Syberię

Tomasz Turejko  12 marca 2016
przeczytanie zajmie 9 min
Polacy, którzy budowali Syberię clurross/flickr.com

Doświadczenia II wojny światowej i pokłosie stalinowskiego totalitaryzmu ukształtowały obraz Syberii jako miejsca fizycznej eksterminacji setek tysięcy naszych rodaków. Takie wyobrażenie jest nie tyle błędne, co niepełne. Doświadczenia historyczne i potrzeba stałego podtrzymywania tożsamości narodowej przez ostatnie dwa stulecia wywarły duży wpływ na postrzeganie naszej historii, a elementy martyrologiczne zdecydowanie zdominowały jej naukę na wiele lat. Należy bowiem pamiętać, że polscy zesłańcy XIX wieku to nie tylko katorżnicy – to także wielcy odkrywcy, naukowcy, badacze, przedsiębiorcy i budowniczy, którzy na zawsze zmienili historię kraju za Uralem i mieszkającej tam ludności. Tekst ten powstał z myślą, by pokazać inne oblicze Syberii, oblicze, którego ani Artur Grottger, ani Jacek Malczewski nigdy nie uwiecznili w swoich wiekopomnych dziełach.

W XIX wieku dziesiątki tysięcy wybitnych Polaków zostały zesłane w głąb Imperium Rosyjskiego za występki przeciwko carskiej władzy w Polsce i na Litwie. Należeli do nich uczestnicy powstań narodowowyzwoleńczych, członkowie tajnych stowarzyszeń, kół akademickich, stowarzyszenia filomatów i filaretów oraz tysiące uczestników szeroko rozumianej walki z carskim despotyzmem. Na samym początku należy jednak rozwiać mit XIX wiecznego Sybiru jako „carskiego Gułagu”. Prof. Wiktoria Śliwowska – wybitna znawczyni tematu polskich zesłańców w Rosji – pisała w książce Ucieczki z Sybiru, że „zesłanie miało odizolować polskich buntowników od reszty społeczeństwa i uniemożliwić im oddziaływanie na innych Polaków, a nie eksterminację fizyczną przez wyniszczenie głodem i nieludzkimi warunkami egzystencji”. Znaczyło to w istocie, że dla większości polskich zesłańców Syberia nie równała się wyrokowi śmierci, tylko odseparowaniu od rodaków mieszkających w ojczyźnie. Dla Polaków zesłanych w głąb Rosji oznaczało to nowe wyzwania i ciężką próbę aklimatyzacji w nowym otoczeniu. Dla mieszkańców tych ziem otworzyła się brama do nowego, nieznanego życia. Odtąd bowiem europejska cywilizacja przekroczyła granicę Uralu, a jej zdobycze rozlały się po szerokich stepach Kazachstanu i syberyjskiej tajdze.

Polacy byli zsyłani do setek różnych miejsc niemal w całej azjatyckiej części Rosji.

Powstańcy listopadowi w znacznej mierze wylądowali na Kaukazie, gdzie w ramach służby w rosyjskim wojsku zmuszeni byli podjąć walkę z lokalnymi powstańcami walczącymi przeciwko carskiej władzy. Powstańcy styczniowi wysyłani byli najczęściej w rejon Irkucka. Ponadto Polacy pracowali w kopalniach na północnej Syberii i na Uralu oraz przy wyrębie lasów w syberyjskiej tajdze.

Skazani na katorgę po odbyciu kary nie mieli szans na powrót do Polski. Wyrok taki oznaczał również utratę praw, stanu i konfiskatę majątku. Katorżnicy byli najczęściej zsyłani do wspominanych wcześniej kopalń, twierdz, pracowali również w hutach, gorzelniach i tartakach. Praca ta była bardzo ciężka i wykańczająca, jednak nie sposób ją porównać do stalinowskich gułagów, które de facto były obozami koncentracyjnymi nastawionymi głównie na fizyczne unicestwienie uwięzionych tam ludzi. Więźniowie w carskiej Rosji, częściej niż z wykończenia ciężką pracą, umierali od kar cielesnych wymierzanych przez bezwzględnych strażników. Polscy zesłańcy mieszkali w przygotowanych wcześniej koloniach karnych, gdzie warunki życia były dosyć ciężkie. Ostatecznie wielu skazanym na katorgę po kilku latach pracy łagodzono karę, ograniczając się do obowiązku stałego pobytu na miejscu zesłania. Od tego momentu polscy zesłańcy mogli wykorzystać swój wielki potencjał intelektualny, który skutkował wielkim skokiem cywilizacyjnym azjatyckiej części Rosji.

Polscy zesłańcy w dużej mierze stanowili elitę intelektualną znajdującej się pod zaborami Polski. Jeden z zesłańców napisał „Nigdy naraz nie spotkałem tylu, takiej wartości rodaków”.

Faktycznie, kiedy po pierwszych, ciężkich latach na zesłaniu mijał syndrom diasporalny, a zesłańcy zaczęli z czasem aklimatyzować się w nowej rzeczywistości, Polacy rozpoczęli działalność naukową i kulturalną na wielu różnych szczeblach.

Jedną z najbardziej aktywnych grup, która zarazem odniosła największe sukcesy, byli polscy przyrodnicy i geologowie. To właśnie oni jako pierwsi na świecie opracowali geograficzne środowisko Syberii, odkryli setki gatunków nowych roślin i zwierząt, opisali tysiące przykładów lokalnej flory, fauny i zebranych skamielin, odkryli nowe pasma górskie, zbadali wzdłuż i wszerz pozostające dotąd nieznane jezioro Bajkał. To Polacy stworzyli pierwszą geologiczną mapę strefy brzegowej Bajkału, która z powodzeniem jest wykorzystywana również w trakcie dzisiejszych ekspedycji naukowych w tym regionie. Wiele z tych odkryć dokonali będąc formalnie więźniami politycznymi carskiej Rosji, bez wielkich środków finansowych i możliwości technologicznych, którymi dysponowali znacznie mniej utytułowani badacze z Europy Zachodniej.

Zdecydowany prym wiedli w tych badaniach trzej polscy geolodzy zesłani po powstaniu styczniowym, których w zasadzie nie powinno się rozdzielać: Aleksander Czekanowski, Benedykt Dybowski i Jan Czerski. Wraz z asystującym im Wiktorem Godlewskim dokonali niepowtarzalnych odkryć dotyczących geologicznego środowiska, w którym się znajdowali. Ich bogatą historię rozwinę w osobnym artykule. Tutaj należy nadmienić, że ogrom ich wspaniałych sukcesów w odkrywaniu przyrody był tak duży, że władze carskiej Rosji nie tylko zmieniły ich status więźniów politycznych, ale same ochoczo finansowały ich kolejne wyprawy naukowe.

Podobna sytuacja miała miejsce z Polakami, którzy poszukiwali na Syberii nowych złóż mineralnych. Przykładem jest Tomasz Zan – prezes Zgromadzenia Filaretów, który za działalność w stowarzyszeniach został skazany na wieloletnią zsyłkę na Syberię. Tam, współpracując z innymi naukowcami, stanął na czele ekspedycji, która doprowadziła m.in. do odkrycia pól złotonośnych po wschodniej stronie pasma górskiego na Uralu.

Pionierem przemysłu węglowego na Syberii był z kolei inny Polak – Ignacy Sobieszczański, który po ukończeniu studiów z własnej woli udał się do Rosji pierwotnie w poszukiwaniu złota. Zaraz po odkryciu bogatych złóż antracytu założył sieć kopalń na wschodniej Syberii. Szacuje się, że na samym początku XX wieku jego stowarzyszenie wydobywało węgiel na sumę blisko 400 tys. rubli rocznie, co stawiało go w gronie jednego z najbogatszych ludzi na Syberii. Swoje wpływy wykorzystał także w działalności niepodległościowej. W okresie I wojny światowej i wojny domowej w Rosji był jednym z przywódców syberyjskiej Polonii, który, wykorzystując swoje możliwości, mocno angażował się na rzecz polskich jeńców w Rosji, a także w procesie nadawania obywatelstwa polskiego Polakom mieszkającym na Syberii. Prawdziwą fortunę zbił inny polski przedsiębiorca.

Witold Zglenicki (nie zesłaniec, lecz prosty urzędnik) – pionier w dziedzinie odkrywania złóż ropy naftowej. Opracował on m.in. przyrząd do pomiarów prostopadłości wiercenia otworów górniczych, który znacząco przyczynił się do szybszego i bezpieczniejszego wydobywania ropy naftowej. Zglenicki jako pierwszy w świecie opracował urządzenie do wydobywania ropy naftowej z dna morza. Dzięki temu wynalazkowi zbił potężną fortunę, z której pieniądze przeznaczył na rzecz fundacji wspierającej badania i wydawnictwa naukowe. Fundacja z czasem zyskała miano „polskiego Nobla”, a z jej pieniędzy korzystali m.in. Maria Konopnicka, Oskar Kolberg, a także twórcy Słownika geograficznego Królestwa Polskiego.  Pod koniec życia polskiego wynalazcy jej majątek był tak duży, że fundacja nie była w stanie go wydać. Niestety rewolucja bolszewicka znacjonalizowała cały przemysł naftowy pozbawiając fundację jej źródła dochodu. Sam Zglenicki tego nie dożył – zmarł na cukrzycę w 1904 roku, na zawsze odmieniając losy ludów Kaukazu, trudniącego się od tej pory wydobywaniem „czarnego złota”. Jego osiągnięcia w tej materii podsumowała krótko jedna z lokalnych gazet, pisząc o nim jako o człowieku, który „uczynił z Baku naftowe Eldorado”.

Przy temacie polskich przedsiębiorców nie można nie wspomnieć o postaci, którą był Alfons Koziełł-Poklewski. Początkowo pracował jako zwykły urzędnik, najpierw w Petersburgu, później trafił na Syberię. Z czasem rozpoczął prowadzenie własnej działalności, uruchamiając pierwszą w dziejach regularną żeglugę rzeczną. Transportował nią głównie państwowe produkty monopolowe, czym z biegiem czasu zmonopolizował rynek w zachodniej Syberii. Nazywany był „wódczanym królem Uralu”. Za prof. Antonim Kuczyńskim (Syberia. Czterysta lat polskiej diaspory) należy wspomnieć, że Poklewski oprócz tego stworzył pierwszą w Rosji fabrykę fosforu, uruchomił fabrykę kwasu siarkowego na Uralu, fabrykę szkła (dającą 50% całej produkcji szyb i naczyń w Syberii zachodniej), fabrykę porcelany, dziewięć fabryk żelaznych i kilka kopalń, m.in. złota, srebra. W okresie 1878-1882 dzierżawił jedną z największych w Rosji kopalń szmaragdów na Uralu. W tym czasie był największym prywatnym przedsiębiorcą górniczym na Uralu. Alfons Koziełł-Poklewski prowadził także działalność dobroczynną, zarówno dla społeczności polskiej, jak i miejscowej.

Polski przedsiębiorca założył m.in. kilkadziesiąt żłobków, szpitali, jadłodajni, szkół, bezpłatną jadłodajnię dla ubogich w Tobolsku w 1868 roku, pomagającą głównie zesłańcom (w tym polskim z powstania styczniowego) i sierociniec w Omsku. Zbudował wiele obiektów sakralnych, zarówno kościołów, jak i cerkwi prawosławnych. Jego działalność dała zatrudnienie tysiącom ludzi z zachodniej Syberii.

Również w administracji wielu Polaków robiło zawrotne kariery. Przedsiębiorczość i wysokie wykształcenie pozwalały im skutecznie zarządzać lokalną administracją i rozwijać potencjał swojego regionu. Stanisław Despot-Zenowicz przez kilkanaście lat był burmistrzem Baku. Lokalna społeczność darzyła go wielkim szacunkiem. Współczesna stolica Azerbejdżanu zawdzięcza Polakowi rozwój miejskiej infrastruktury, budowę nowych, licznych ulic, pokrycie asfaltem dróg i chodników oraz wprowadzenie konnego środka komunikacji miejskiej. Zwieńczeniem jego sukcesów było otwarcie uczelni technicznej, obecnie znanej jako Azerbejdżańska Akademia Naftowa. Sukcesy w tej dziedzinie wiedli także inni Polacy. Mikołaj Franciszek Saładzki był prezydentem Irkucka, w 1902 roku taką samą funkcję sprawował tam Bolesław Szostakowicz, Zachary Cybulski został burmistrzem Tomska, a Aleksander Zenowicz (brat Stanisława) był gubernatorem Tobolska.

Cząstkę cywilizacji przywieźli ze sobą na Syberię także księża, lekarze i nauczyciele.

O roli księży katolickich na zesłaniu najlepiej świadczy opis W.W. Berwiego-Florowskiego – znanego działacza rewolucyjnego, psiarza i publicysty, który stwierdził, że księża „odznaczali się zdolnością do takiego rodzaju poświęcenia, które zaszczepione jest klerowi katolickiemu jego ascetycznym wychowaniem” (Irina Nikulina – Polska diaspora na Ałtaju). Skutkiem tego była podjęta przez nich działalność dobroczynna. Ponadto wpłynęli oni znacząco na rozwój oświaty na zesłaniu. Mimo zakazów i ograniczeń, organizowali oni biblioteki i czytelnie (jak np. księża W. Gromadzki i I. Dawydowicz), jednocząc rodaków i miejscowych oraz wywierając wpływ na rozwój narodowy i duchowy regionu. Ten sam ksiądz Dawydowicz w Tomsku utworzył szkołę dla dzieci z ubogich rodzin, a poza edukacją dzieci służył on biednym wygnańcom jako sekretarz do wszelkiej korespondencji. Innym działaczem oświatowym, tym razem świeckim, był Solejman Smolski, który w Ust-Kaminogorsku prowadził działalność nauczycielską, ucząc czytania, pisania oraz arytmetyki i religii. Później nauczali nie tylko dzieci polskich zesłańców, ale także miejscową ludność, czym nie tylko opierali się rusyfikacji, ale również zyskali sympatię i poparcie miejscowych.

Swoją działalność prowadzili również lekarze. Jednym z nich był Józef Adamowski, zesłany za udział w działalności konspiracyjnej. Cieszył się on dużą popularnością dzięki swojej pracy wśród najuboższych, którzy, jak to opisał Zygmunt Librowicz w książce Polacy z Syberii, „udawali się do niego, jak do cudownego obrazu”. Warto również wspomnieć o Cezarym Terajewiczu, który zesłany po powstaniu styczniowym zawsze służył pomocą lekarską lokalnej społeczności. Prowadził walkę z epidemią cholery w Ust-Kaminogorsku, walczył o pomoc medyczną dla cierpiącej ludności (nie tylko polskiej!). Zmarł na tyfus, do końca pełniąc swoje obowiązki – nie tylko jako lekarz, ale po prostu – jako człowiek.

Nieoceniony zasługi dla kulturowego dziedzictwa ludzkości oddali światu polscy badacze języka i kultury mieszkańców wschodniej Syberii i Wysp Kurylskich. Należy tu przede wszystkim wspomnieć o Edwardzie Piekarskim (znawcy obyczajów i języka Jakutów za co otrzymał m.in. Złoty Medal Cesarskiej Akademii Nauk) czy Bronisławie Piłsudskim (badaczu języka i kultury ludów Dalekiego Wschodu, głównie Ajnów).

O tym ostatnim nieco więcej informacji podam w osobnym artykule. Teraz nadmienię tylko, że jego rysunki i nagrania (!) są jedynymi źródłami wiedzy na temat obyczajów plemienia Ajnów, które przez następne dziesięciolecia stopniowo wytracało swoją tożsamość, mieszając się z innymi ludami wschodniej Azji.

Podsumowując, wkład Polaków dla nauki, gospodarki i kultury Syberii jest wręcz nieoceniony. Bardzo poważnie przyczynili się oni do rozwoju rzemiosła i ogrodnictwa na tych ziemiach. To Polacy zakładali tam pierwsze małe przedsiębiorstwa, wędliniarnie, cukiernie, restauracje, kawiarnie, porządne hotele, których próżno było szukać na Syberii przed ich przyjazdem. Znaczny wpływ na życie regionu wywarła również działalność pedagogiczna, zajmowanie się przez nich rzemiosłem, handlem, pszczelarstwem itp. Polscy inżynierowie budowali tam drogi i koleje. Polacy odkrywali nowe złoża mineralne i zarządzali tą ziemią.

Część Polaków dobrowolnie przyjeżdżała na Syberię i Daleki Wschód w poszukiwani lepszych warunków życia, zakładając tam „polskie kolonie”. Powstawały one m.in. w Irkucku, Tomsku, Tobolsku i Omsku. Lokalna prasa z tego czasu wspominała nawet, że Polacy zdominowali kulturowo i gospodarczo niektóre rosyjskie miasta, a język polski można było usłyszeć równie często, co rosyjski.

Polscy zesłańcy budowali także szkoły i wprowadzili kulturę zachodnioeuropejską na Dalekim Wschodzie i w Kazachstanie. Ich wielkie znaczenie W. Berwi-Florowski określił jednym zdaniem: „Nieśli ze sobą cywilizację”. G. Gierasimow zauważył, że:„Zesłani Polacy byli nosicielami kultury. Wśród nich było wiele wykształconych osób. Miejscowa inteligencja odnosiła się do nich z szacunkiem”. (Irina Nikulina – Polska diaspora na Ałtaju). Jak słusznie pisze Ksawery Pruszyński, attache prasowy ambasady RP w Kujbyszewie (ZSRS w latach 1941-1942), w książce Noc na Kremlu: „Jeżeli Niemcy uważają, że wkład ich narodu w naszą cywilizację jest duży, to jest to przecież niczym w porównaniu z wkładem polskim w kraju za Uralem”.

Znaczenie tego procesu, jak się okazało, było istotne nie tylko dla mieszkańców Syberii, ale i dla Europejczyków.

Rosyjska potęga gospodarcza oparta w znacznej mierze o bogactwa naturalne wschodniej i zachodniej Syberii nie byłaby możliwa bez wielkich odkryć polskich uczonych, bez polskich przedsiębiorców i nauczycieli.

Opisany przeze mnie fragment jest jedynie cząstką wielkiego wkładu Polaków w rozwój Syberii. Szacuje się, że na początku XX wieku wychodźstwo polskie za Uralem liczyło 70 tys. osób. Oznacza to, że polskie szkoły, biblioteki, jadalnie, świetlice, przedsiębiorstwa, sklepy, fabryki, kopalnie można liczyć w sumie nie w setkach, ale wręcz w tysiącach. Ogrom tego sukcesu jest tym większy, kiedy uświadomimy sobie, że dokonali tego ludzie, którzy w znacznej mierze zostali tam zesłani za karę jako więźniowie polityczni. Smutną konstatacją tej historii jest fakt, że większość z nich jest nieznana nie tylko wielu ludziom w samej Rosji, Europie czy na świecie. Ludzie ci są zupełnie nieznani również w Polsce. To przykre, że sami tracimy pamięć o tak wspaniałym historycznym dziedzictwie naszych przodków. Kaprys historii polegał na tym, że zatrzaśnięte drzwi dla polskiej niepodległości w konsekwencji otworzyły wrota kultury i cywilizacji europejskiej dla wielkiej społeczności Syberii, która mniej lub bardziej świadoma tego procesu korzysta z jego dobrodziejstw do dnia dzisiejszego.