Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Bartłomiej Walentyński  4 stycznia 2016

Brak energii do inwestycji

Bartłomiej Walentyński  4 stycznia 2016
przeczytanie zajmie 3 min
Brak energii do inwestycji wikipedia.pl

10 sierpnia 2015 roku po raz pierwszy w historii III RP mieliśmy do czynienia z 20. stopniem zasilania, zgodnie z którym firmy mogły pobierać wyłącznie minimalną moc, niezbędną do ich funkcjonowania. Ten dzień zapisał się w historii polskiej energetyki, wskazując na jedno fundamentalne zadanie, które stoi przed naszym sektorem energetycznym: przeprowadzenie niezbędnych inwestycji zwiększających efektywność działania bloków energetycznych. A tych inwestycji nie zrealizujemy bez dużego zastrzyku kapitałowego.  

Co istotne, ostatnie osiem lat działalności dużych grup energetycznych takich jak PGE, Tauron, Energa i Enea stało właśnie pod znakiem zapytania w kwestii poszukiwania wspomnianego kapitału i inwestorów.

Cały proces rozpoczął się od strategicznej decyzji o prywatyzacji grup poprzez wejście na giełdę. Odbywało się to z różnym skutkiem. W przypadku PGE, Tauronu i Enei debiuty giełdowe okazały się umiarkowanymi sukcesami. Inaczej było w przypadku Energii, której debiut został uznany przez analityków branżowych za porażkę. Jak komentował Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl debiut ten wiązał się ze stratami dla 72 tys. inwestorów indywidualnych.

W następnych miesiącach i latach sytuacja spółek na giełdzie układała się różnie. Dobry nie był z pewnością ostatni rok, w którym wartość akcji spółek spadła o średnio 33.6%, przez co ich łączna kapitalizacja zmniejszyła się o ponad 18.3 mld zł. Oczywiście spadki te były związane nie tylko z samą działalnością przedsiębiorstw i sytuacją na rynku, ale także (a może przede wszystkim) działaniami polityków.

Trudno bowiem ukrywać, że obecnie polski sektor energetyczny zdaje się imitować działanie wolnego rynku. Z jednej strony mamy cztery duże przedsiębiorstwa, z drugiej strony operują one w różnych regionach, mając tam de facto pozycję monopolisty. Z jednej strony są obecni na giełdzie, z drugiej strony to Skarb Państwa pozostaje faktycznym decydentem w spółce.

Doskonałym przykładem wpływu państwa na działalność sektora energetycznego była sprawa postawienia dwóch bloków energetycznych w Opolu, których zwolennikiem był rząd Donalda Tuska. Jak donosiły media, ówczesny prezes PGE, Krzysztof Kilian nie chciał zgodzić się na inwestycję ze względu na jej nieopłacalność. Ostatecznie prezes Kilian w grudniu 2013 roku został zastąpiony przez Marka Woszczyka, byłego prezesa URE, pod którego rządami inwestycja natychmiastowo okazała się być opłacalna i 15 lutego 2014 rozpoczęto jej realizację.

Oczywiście inwestycja w Opolu nie była jedyną, w przypadku której pojawiły się problemy z realizacją. Przykładem innej jest zapowiadana budowa elektrowni atomowej –   dalej nie wiadomo, czy powstanie. Problemem w tej sprawie okazał się być koszt sięgający 40-60 mld zł, czyli 2/3-krotności rocznego kosztu popularnego ostatnio programu „500 zł na dziecko”.

Problemów przy inwestycjach nie zabrakło również w branży OZE. W przypadku energii odnawialnej największym problemem okazało się prawo. Zapowiadany przez ustawodawców trójpak energetyczny był wielokrotnie opóźniany, a sama koncepcja dotycząca sposobu i wysokości wsparcia była kilkukrotnie zmieniana. Co istotne, problem ten nie został do tej pory w pełni rozwiązany. Zgodnie z zapowiedziami ministra Tchórzewskiego wejście w życie 4. rozdziału ustawy o OZE może zostać odroczone do połowy przyszłego roku.

Jak więc widać w minionych latach polska energetyka borykała się z problemami inwestycyjnymi zarówno w przypadku energetyki konwencjonalnej, jak i niekonwencjonalnej. Co więcej, działania spółek były determinowane w dużej mierze działaniami polityków. Oczywiście minione lata były również okresem wielu zmian w strukturach spółek i z pewnością zostały podjęte również dobre decyzje (jak rozbudowa bloków w Jaworznie i Kozienicach), a loga grup energetycznych trafiły do masowej świadomości, pojawiając się na stadionach piłkarskich.

Było to jednak zdecydowanie za mało, by uchronić polską energetykę przed zachwianiem się w sierpniu 2015 roku. Jeżeli więc nowy rząd myśli o postawieniu energetyki na nogi, musi w pierwszej kolejności znaleźć sposób na przyciągnięcie kapitału i inwestorów, a także nie obciążać spółek energetycznych dodatkowymi zobowiązaniami, jakimi byłoby przejęcie nierentownych kopalni.

No i na sam koniec trzeba pamiętać, że z energetyką jest jak z krwioobiegiem. Bez niej nic nie  pracuje, a nieumyślnym działaniem można doprowadzić do krwotoku.