Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Wójcik  16 grudnia 2015

Mali nie potrzebują już pomocy

Piotr Wójcik  16 grudnia 2015
przeczytanie zajmie 6 min
Mali nie potrzebują już pomocy pexels.com

Planowane przez PiS obniżenie podatku CIT do 15 % dla niewielkich spółek może spowodować więcej szkód niż pożytku. Polityka przemysłowa to nie polityka socjalna, w której pomaga się najsłabszym, a posiadanie firmy nie jest prawem człowieka. Doświadczenia takich krajów jak np. Korea Południowa pokazują, że to stawianie na prymusów, którzy udowodnili, że potrafią osiągać zamierzone cele, jest najskuteczniejszym sposobem budowania międzynarodowych marek. Natomiast polskie doświadczenia uczą nas, że ulgi dla najmniejszych przedsiębiorstw służą głównie omijaniu opodatkowania, przez co utrwalają niedobre trendy w naszej gospodarce.

Znaczące ulgi dla najmniejszych firm mogą być skuteczne szczególnie wtedy, gdy kraj cierpi na niedobór przedsiębiorczości, a głównym celem takiego działania jest wysyp nowych projektów. Kiedy aktywność gospodarcza jest już w miarę dobrze rozkręcona, takie rozwiązania mogą być wręcz szkodliwe, gdyż bywają bardzo wygodnym instrumentem optymalizacji podatkowej dla osób, których aktywność zawodowa nie przypomina działalności gospodarczej. W Polsce mamy sporo ulg dla najmniejszych przedsiębiorstw – są to głównie rozwiązania przewidziane dla przedsiębiorców funkcjonujących jako osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą. Mowa tu przede wszystkim o obniżonych składkach do ZUS, które przez pierwsze dwa lata działalności wynoszą ok. 450 zł. Jednak także 19% liniowa stawka podatku PIT oraz zusowskie składki na stałym poziomie 1100 zł są rozwiązaniami, które ułatwiają znacznie działalność przedsiębiorcom (choć to drugie rozwiązanie – nie wszystkim).

Do tej puli teraz rządzący PiS chce dołożyć rozwiązanie, które będzie uprzywilejowywać przedsiębiorstwa działające jako osoby prawne i mające roczny przychód niższy niż 1,2 mln euro. Tymczasem analiza struktury polskich przedsiębiorstw pokazuje, że wprowadzanie kolejnych ułatwień dla najmniejszych graczy nie jest dobrym wyjściem.

Polska nie cierpi na ilościowe braki w strukturze przedsiębiorstw (za to na jakościowe wręcz przeciwnie). Według najnowszej informacji Eurostatu z listopada 2015 r., w 2012 r. w Polsce aktywnych było 3,9 przedsiębiorstw na 100 mieszkańców (nie uwzględniając firm z sektora finansowego), a więc wyraźnie więcej niż w najsilniejszej gospodarce Europy, czyli w Niemczech (2,7) i na poziomie zbliżonym do innych bardzo prężnych gospodarek UE, takich jak Dania (3,8), Austria (3,6) czy Finlandia (4,1). Jeśli wskaźnik liczby przedsiębiorstw chcielibyśmy w Polsce koniecznie podwyższyć, to zbliżylibyśmy się w tym względzie raczej do przeżywających duże problemy krajów grupy PIGS, czyli do Grecji (6,6), Portugalii (7,6), Włoch (6,4) czy Hiszpanii (5,1). W Polsce nie jest również problemem powstawanie nowych firm. Według wspomnianych informacji Eurostatu w 2012 r. w Polsce działało 229 tys. nowo założonych firm, czyli niemal tyle co w dużo większych Niemczech (238 tys.) czy Wielkiej Brytanii (242 tys.). Co ciekawe, tutaj także na czele stoją niespecjalnie konkurencyjne kraje południa Europy – Włochy, w których w 2012 r. działało aż 275 tys. nowych przedsiębiorstw, oraz Hiszpania (248 tys.). Wyjątkowo wiele było ich również w niewielkiej Portugalii (101 tys.).

Natomiast pod względem struktury przedsiębiorstw Polska przypomina kraje grupy PIGS już teraz. Aż 95,2% polskich firm to mikroprzedsiębiorstwa. Wskaźnik ten na dokładnie tym samym poziomie jest w Portugalii, na podobnym we Włoszech (94,9%) i Hiszpanii (94,5%), a na najwyższym w UE jest w Grecji (96,7%). Ta struktura wielu niewielkich i niekonkurencyjnych firm jest właśnie główną przyczyną problemów gospodarczych krajów południa Europy. Liczba mikroprzedsiębiorstw jest zdecydowanie niższa w prężnych gospodarkach północy: w Niemczech ich odsetek wynosi 82,3%, w Danii 89,4%, w Austrii 87,1%, a w Finlandii 91,8%. W krajach tych w dużo większym stopniu niż na południu prym wiodą wielkie podmioty. Problemem Polski nie jest więc niewielka liczba przedsiębiorstw w ogóle, lecz mała ilość średnich i dużych przedsiębiorstw. Nie ma zatem potrzeby obniżania barier wejścia na rynek, ponieważ nowe projekty pojawiają się niezwykle szybko, czemu jeszcze sprzyjają chociażby fundusze unijne albo bardzo nisko oprocentowane pożyczki ze środków publicznych dla nowo tworzonych projektów.

W Polsce firmom potrzeba raczej zachęty do rozwijania się, zwiększenia zatrudnienia i udziałów w rynku, tymczasem ulgi dla spółek przynoszących najmniejszy obrót taką zachętą w żaden sposób nie będą (jeśli już, to wręcz przeciwnie).

Ewolucja naszych rodzimych firm w średnie i duże organizacje nie przebiega zbyt wolno z powodu wysokiego CIT, bo ten w Polsce jest już relatywnie niski, lecz z powodu niskiej produktywności (co wynika z zacofania technologicznego), braku konkurencyjnych produktów wysokiej jakości oraz często zwykłego braku chęci do dalszego rozwoju, gdyż polska tania siła robocza umożliwia wygodne osiąganie niezłego dochodu już na niskim poziomie obrotu, więc podejmowanie dalszego ryzyka wydaje się mało atrakcyjne.

Do przełamania tych barier potrzebne są jednak rozwiązania zupełnie innego rodzaju, takie jak subwencje inwestycyjne i proeksportowe, zachęcające do rozwijania swoich produktów, zwiększania zatrudnienia i wchodzenia na rynki zagraniczne, oraz tworzenie platform współpracy między sektorami nauki i biznesu. Promowanie przeciętniaków za pomocą ulg podatkowych w niczym tu nie pomoże.

Obniżenie CIT dla najmniejszych spółek nie tylko nie jest rozwiązaniem problemów polskiej przedsiębiorczości, ale też może być szkodliwe, gdyż otworzy kolejną furtkę dla unikania płacenia danin publicznoprawnych w Polsce. Wystarczy spojrzeć jaki efekt przyniosły przepisy uprzywilejowujące osoby fizyczne, które prowadzą działalność gospodarczą. Mowa o wysypie samozatrudnienia w Polsce, z którego korzysta wiele wysoko wynagradzanych osób chcących płacić liniowy PIT na poziomie 19%, oraz stałe składki ZUS niemające związku z osiąganymi przez nie dochodami, a których aktywność zawodowa działalności gospodarczej nie przypomina. Według OECD odsetek samozatrudnionych w Polsce wynosi 22,4% i jest trzecim najwyższym w UE. Wyprzedzają nas, jak nietrudno się domyślić, przechodzące problemy gospodarcze kraje grupy PIGS – na pierwszym miejscu jest Grecja (36,8%), dla której ten sposób optymalizacji był jedną z głównych przyczyn problemów budżetowych, oraz Włochy (25,1%). Natomiast zaraz za Polską jest Portugalia – 21,9%. Prężne gospodarki UE odsetek samozatrudnionych mają bez porównania niższy – w Niemczech wynosi on 11,6%, w Danii 9,1%, w Finlandii 8,6%, a w Austrii 13,3%. Łatwo można sobie wyobrazić, że wprowadzenie obniżonego CIT dla najmniejszych podatników przyniesie wysyp nowych jednoosobowych spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, tworzonych głównie po to, by skorzystać z możliwości płacenia zaledwie 15% podatku dochodowego, szczególnie że spółki te obowiązuje w Polsce niepoważny wymóg minimalnego kapitału zakładowego na poziomie ledwie 5 tys. zł.

W naszym interesie leży możliwie szybka ewolucja polskiej struktury przedsiębiorstw na taką, która jest oparta o średnie i duże podmioty. To właśnie te ostatnie są wysoko produktywne oraz mają środki na wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań, czyli charakteryzują się tym, czego polskiej gospodarce najbardziej brakuje. Wystarczy porównać produktywność w gospodarkach z opartych o duże podmioty z produktywnością gospodarek z wieloma niewielkimi firmami. Według Eurostatu, w Danii godzinowa produktywność wynosi 53,4 euro, w Niemczech 42,8 euro, w Finlandii 39,7 euro, a w Austrii 39,9 euro. Tymczasem we Włoszech 32,2 euro, w Hiszpanii 32,1 euro, w Portugalii 17,1 euro, a w Grecji 20,2 euro (w Polsce zaledwie 10,6 euro). Podobnie wypada porównanie indeksów innowacyjności – wg Global Innovation Index w Danii wynosi on 0,94, w Finlandii 0,96, w Niemczech 0,92, a w Austrii 0,88. Tymczasem w Hiszpanii 0,81, we Włoszech 0,79, w Portugalii 0,79, a w Grecji 0,69 (w Polsce jeszcze mniej, bo 0,68).

Przypadek Korei Południowej, czyli kraju, który prawdopodobnie osiągnął najszybszy skok cywilizacyjny w historii, pokazuje, że wsparcie państwa powinny otrzymywać te sektory i przedsiębiorstwa, które już udowodniły, że potrafią osiągać względnie wysoką produktywność i niezłą dochodowość.

Oczywiście fakt, że polska gospodarka jest już względnie nasycona liczbą podmiotów gospodarczych nie oznacza bynajmniej, że nie potrzebujemy nowo powstających. Jednak powinny to być głównie projekty oparte na unikalnym pomyśle, a nie na samej chęci zostania biznesmenem. Wspieranie firm tylko dlatego, że osiągają niski dochód, to najlepsza recepta do zapewnienia sobie chmary niewiele wartych przedsiębiorstw, których właściciele kierowali się albo chęcią obniżenia swoich danin publicznoprawnych, albo złudnym przekonaniem, że każdy zaradny człowiek rzekomo powinien zostać przedsiębiorcą, niepopartym odpowiednimi umiejętnościami. Tymczasem jeśli ktoś ma pomysł na siebie i na swoją działalność, to 19% CIT w niczym mu nie przeszkodzi – a jeśli ktoś nie ma, to nie pomoże mu nawet i 15%.