Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Katarzyna Nowicka  4 października 2015

Etos intelektualisty? A co to jest? O „Uległości” Houellebecqa

Katarzyna Nowicka  4 października 2015
przeczytanie zajmie 4 min
Etos intelektualisty? A co to jest? O „Uległości” Houellebecqa flickr.com

„Intelektualiści są tacy, jak ich kultura i czas”, pisze brytyjski socjolog Frank Furedi w książce Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?. Jeśli Europa toczy apatyczne i pozorowane życie kulturalne i naukowe, to jest jasne, że elity intelektualnie nie są w stanie postawić społeczeństwu żadnego trudnego lub nawet trafnego pytania. Przeciwnie – to one będą zaskoczone wyborami, przed jakimi postawi je przyszłość rodząca się bez ich udziału. Właśnie to odpuszczenie sobie wszelkich dziedzin życia publicznego jest głównym straszakiem w nowej książce Michela Houellebecqa.

Uległości nie trzeba koniecznie odczytywać jako antyutopijnej wizji islamizującej się Europy. Jest to raczej Europa obumarłej moralności, w której najwyżej ceni się przestrzeganie formalnych procedur. Na poziomie politycznym sprowadza się to do tego, że wartością samą w sobie jest stanie na straży, by z zachodniej demokracji mogli korzystać wszyscy zainteresowani, łącznie z tymi, którzy ten system chcą znieść.

Houellebecq opisuje, jak w 2022 roku we Francji druga tura wyborów prezydenckich odbywa się między kandydatami Bractwa Muzułmańskiego i Frontu Narodowego.

Wyborcza debata telewizyjna toczy się w cieniu zamieszek na obrzeżach Paryża, jednak kandydaci wspólnie ignorują ten temat; sprawiają wrażenie, jakby niewiele różniło ich od siebie. Kampania wyborcza polega głównie na wymianie proceduralnych uprzejmości – namiętności polityczne i podcinanie nóg w biegu po władzę nikomu nie przychodzą do głowy. W atmosferze demokratycznego spełnienia wygrywa Mohammed Ben Abbes, który bardzo gładko przeprowadza reformy: wyrzuca kobiety z rynku pracy i drastycznie obcina wydatki na szkolnictwo, kierując się troską o przywrócenie godności rodzinie. Przy okazji Arabia Saudyjska wykupuje najważniejszy paryski uniwersytet, robiąc na nim bynajmniej nie parytetową wymianę kadr.

Wszystko to obserwujemy z perspektywy 44-letniego akademika, wykładowcy literatury XIX-wiecznej na Sorbonie. Kampanię wyborczą śledzi poprzez urywki debat i radiowych wiadomości, równie dużo uwagi poświęcając na przyrządzanie sobie w tym czasie jedzenia. Jego ironiczne zblazowanie dobrze oddaje on sam, mówiąc, że jest równie upolityczniony, jak ręcznik kąpielowy. Nie interesuje się polityką, bo nie jest jej podmiotem. Nie ma czegoś takiego jak rola intelektualisty – akademik ma wyznaczone godziny pracy, poza którymi może oddawać się przyjemnościom, przybierającym tu postać mniej lub bardziej wyrafinowanych dań (takich jak sałatka z bobu i mlecza). Elitarny zawód sorbońskiemu wykładowcy uległ profesjonalizacji, a autorytet jest budowany nie na wartości wyznawanych przez niego idei, ale na podstawie eksperckich analiz.

O ile intelektualiści francuscy stworzyli niemal grupę zawodową, o tyle ich społeczna pozycja często bywała silnym argumentem dla przeprowadzenia politycznych zmian lub dla ich zablokowania. Prestiż intelektualisty, opierający się zarówno na kapitale kulturowym, jak i ekonomicznym, pozwalał mu na aktywne włączanie się do partii politycznych i popieranie konkretnych interesów, w czym nikt nie widział nic niedopuszczalnego. Jednocześnie trzeba podkreślić, że warunki przynależenia do grupy intelektualistów były dość wyraźnie postawione, nie była to grupa inkluzywna.

Houellebecq pokazuje sytuację, w której ci wielcy myśliciele zostają zdegradowani do roli podrzędnych postaci, które nie mają ambicji wpływania na losy kraju – ich horyzont ogranicza się teraz do własnej kariery, konformistycznego i filisterskiego zajmowania się sobą.

To dzięki temu, że Francois jest tak doskonale bezideowy i technicznie perfekcyjny w swoich pracach dostaje od saudyjskich władz propozycję, by kontynuował pracę na Sorbonie. Jest jeden warunek – ogromne zarobki i posadę dostanie tylko wtedy, gdy zmieni wiarę na…. I tu można wpisać dowolną religię, bo społeczeństwo zachodnie jest w książce Houellebecqa gotowe na przyjęcie dowolnego wyznania, podda się nawet subtelnej presji, byleby nagroda była dość kusząca. „Uległość” to nie dramatyczne studium przejęcia władzy w Europie przez islamistów, ale beznadziejnie trafna diagnoza bezideowości społeczeństw zachodnich, które wycofały się z życia politycznego, a aktywności kulturalne i naukowe zbanalizowały pod pozorami pustego wyrafinowania. Ważne jest, że ofertę zamiany wiary na posadę składa mu nowy rektor uczelni, który sam takiej konwersji dokonał, odnajdując w nowym wyznaniu porządek.

To odchodzenie intelektualistów z rynku idei jest powiązane z brakiem ich zainteresowania tym, co się dzieje w społeczeństwie.

Kapitał kulturowy zachodniego myśliciela ogranicza się do własnej, niezbyt szerokiej działki, która średnio zadowala samego prowadzącego nad nią badania. W tym miejscu warto spojrzeć na środkowoeuropejskiego inteligenta, którego od intelektualisty odróżnia przede wszystkim kapitał kulturowy i społeczny – inteligent miał stawiać wyzwania dla społeczeństwa i aktywnie włączać się w jego budowanie, przy czym podkreślał swoją otwartość.

Inteligencja jest (była?) paradoksalnym bytem: z jednej strony musiała, ze względu na odczuwaną przez siebie misję prowadzenia społeczeństwa, być inkluzyjna, a z drugiej często odmawiała uznawania niektórych osób za inteligentów, tworząc wokół siebie w ten sposób elitarną otoczkę. Ta intelektualna gra, umiejętnie prowadzona, pozwalała jej na zachowanie misyjnego charakteru, przy czym większe znaczenie miały dla niej towarzyskie koterie niż kapitał ekonomiczny – wyżej ceniono tytuły niż małe przedsiębiorstwa. Pogarda dla zawodów związanych z prowadzeniem interesów, czasem pozorna szlachetność w imię idei, odróżnia inteligenta od intelektualisty, który nie wstydzi się za to, że na pracy myśli zarabia.

Nieprzypadkowo Francois za swojego przewodnika wybrał Huysmansa, XIX-wiecznego francuskiego dekadenta, który zasłynął skandalizującą (określoną przez Wilde’a jako „sodomiczną”) książką „Na wspak”. W jego karierze nie mniej ważny od słynnej książki jest moment konwersji – w pewnym momencie Huysmans własną wolą powraca do katolicyzmu i zostaje zakonnikiem. Inaczej jest w przypadku współczesnego Francuza – choć podróżuje śladami pisarza, by zrozumieć jego sposób myślenia, i zatrzymuje się w klasztorze, w którym Huysmans przebywał, to ostatecznie prowadzi to tylko do jego irytacji.

Francois nie jest w stanie pojąć ostatniego skoku w wiarę pisarza, jednocześnie zdając sobie sprawę z motywów swojej decyzji o przejściu na islam. Chce wygodnego życia, które może osiągnąć w prosty sposób – zgadzając się na nieco uległości, tylko trochę konformizmu. Jest to tym łatwiejsze, że nie wiążą go żadne zobowiązania wobec reszty społeczeństwa, nie ma też wobec niego żadnych oczekiwań (bo go nie zna i nie chce mieć z nim nic wspólnego). Nie jest ważne, czy stałoby się to kilka lat wcześniej czy później, ponieważ zarówno przedstawiciele elit intelektualnych, jak i pozostałe grupy społeczne, od dawna zachowują tylko pozory życia ideowego. Bez silnych podstaw, wyraźnie artykułowanych w słowach i zaangażowaniu, europejskie elity można zmieść. I to ich miotełką.